fbpx

Czy każdy może stworzyć szczęśliwy związek?

Czy każdy może mieć szczęśliwy związek?
Szczęśliwa miłość to postanowienie, a nie reakcja. To wybór: „Wybieram kochać ciebie”. (Fot. iStock)

Związki nie są po to, abyśmy mogli wreszcie być szczęśliwi czy spełnieni. Są po to, byśmy stawali się świadomi – oto nowe podejście do relacji. Gdy to się uda, miłość staje się spełnionym marzeniem życia. Jakiej świadomości potrzebujemy, aby tworzyć wspaniałe związki?

W filmie dokumentalnym o eksbeatlesie George’u Harrisonie jego żona Olivia mówi, że często ludzie pytają ją, jak udało im się przeżyć w małżeństwie ponad 30 lat. Odpowiada wtedy, że to bardzo proste: wystarczy nie złożyć pozwu o rozwód! Mówi także, że tworzymy miłosne związki w jednym celu: aby nauczyć się kochać bez warunków. Kiedy nasza świadomość budzi się, miłość bez warunków wydaje się absolutnie możliwa. I prosta.

Zaczynamy od zakochania. Mamy nadzieję, że my, którzy czuliśmy się dotąd niepełni i niedoskonali, staniemy się doskonali i pełni. Czujemy się cudownie, jakbyśmy w końcu znaleźli matkę, która zaspokoi wszystkie nasze potrzeby! Romantyczna miłość to bardzo piękne uczucie, niestety, krótkotrwałe, ponieważ tak naprawdę nie widzimy tego mężczyzny, tej kobiety, w których się zakochaliśmy. Widzimy własne wyobrażenia: gdy tworzę w umyśle obraz „ciebie”, ty jesteś zajęty tworzeniem mojego obrazu. Powoli odkrywamy, że ukochany, ukochana ma oczekiwania i wymagania i że my mamy wymagania. I że nie spełniamy nawzajem tych oczekiwań. Pojawia się wówczas lęk, ból i poczucie braku. Niestety, źródeł tych bolesnych uczuć doszukujemy się w bliskiej osobie, czyli projektujemy cierpienie, które zawsze w nas było, na zewnątrz i atakujemy partnera. Używamy go, aby ukryć własne cierpienie. Ponieważ atak budzi ból, partner z pewnością odpowie tym samym. Poddajemy się władzy egotycznego umysłu, który żywi nadzieję, że atak czy próby manipulacji będą skuteczne, czyli zmuszą partnera do zmiany zachowania. Tak nigdy się nie dzieje. Pojawiają się spory, konflikty, wybuchy niezadowolenia i akty przemocy emocjonalnej.

Większość z nas uważa, że szczęście można znaleźć gdzieś poza sobą, na zewnątrz, i potem je zatrzymać. Wtedy w centrum naszego zainteresowania znajduje się tylko to, co przychodzi i odchodzi. Pogrążeni w pełnym oczekiwań i obaw świecie emocji nie jesteśmy w stanie dostrzec szczęścia ani nie potrafimy cieszyć się nim. Zamiast tego zajmujemy się tym, co było, co mogłoby się wydarzyć, lub oczekujemy tego, co powinno nadejść. Nie mamy zaufania do chwili. Nie potrafimy odczuwać radości z bycia razem. Myślimy tylko o sobie. Oczekujemy zabezpieczeń i obietnic. Zmuszamy w ten sposób naszych zdezorientowanych partnerów do półprawd i kłamstw, ponieważ nie są w stanie przewidzieć przyszłości lub też pragną nas chronić. Jeśli oczekujemy od bliskiej osoby, że da nam szczęście, w związku szybko pojawią się trudności.

Kokieteryjny typ warunkowej miłości („Kocham cię, jeśli jesteś taka, jaką chcę, żebyś była”) nie może przetrwać. Coś zawsze pójdzie źle, a gdy tak się stanie, przebudzimy się. Zacznie się miłość świadoma: zaczniemy rozumieć, że za każdym razem, gdy chcemy bliską osobę zmienić według własnego pomysłu, tracimy ją. Że różnice w nas są równowartościowe. I równorzędne. Przestajemy siebie nawzajem oceniać i oskarżać; dochodzimy do wniosku, że możemy zgodzić się na to, że w wielu sprawach się nie zgadzamy. Przestajemy przypisywać sobie nawzajem winę, ponieważ wiemy już, że to właśnie nas zabija, a nie punkty widzenia, które w sposób naturalny różnią nas od siebie. Nasze miłosne związki przestają być zdominowane przez problemy i konflikty, atak i obronę. Kończą się gierki umysłu, spory i stawianie na swoim; nie ma już ofiary ani sprawcy, oskarżyciela i oskarżonego. Możemy mówić sobie o różnych własnych zachowaniach bez obwiniania i wytykania błędów. Gdy zauważamy w sobie i w partnerze reakcje egotycznego umysłu i powrót starych wzorców, możemy je rozpoznać i powiedzieć: „No i co z tego?”. Możemy nawet zdrowo się z nich pośmiać.

„Ty jesteś dla mnie najlepsza, najlepszy ze wszystkimi wadami i ograniczeniami”. Żeby móc tak powiedzieć, potrzebujemy świadomości, że miłość jest stanem istnienia; nie jest na zewnątrz nas, ale głęboko w nas. Nie możemy jej utracić. Ani zdobyć. Miłość nie może nas opuścić. Nie jest zależna od nikogo i od niczego. To potężny nurt, którym jesteśmy. Żadna droga nie zaprowadzi nas do miłości, ponieważ miłość już tu jest; gdziekolwiek jesteśmy, jest tam także miłość. Gdy budzi się świadomość, pryska złudzenie, że to uczucie, ten czar, zadziwienie, to poczucie wyjątkowości, których poszukujemy w związku, ma swoje źródło w kimkolwiek poza nami. Uczucie rodzi się w nas, wychodzi od nas i powraca do nas. Źródłem zawsze jesteśmy my sami.

Egotyczny umysł poprzez osądzanie, ferowanie wyroków, przeciwstawianie się temu, co jest, tworzenie wszelkiej negatywności stwarza ból emocjonalny, urazę, nienawiść, zazdrość, irytację, użalanie się nad sobą, poczucie winy, gniew, depresję. Jednak nie jesteśmy egotycznym umysłem, nie musimy się z nim identyfikować. Jesteśmy czymś znacznie więcej – Istnieniem, Obecnością, Świadomością. Bycie nieświadomym to właśnie utożsamianie się ze starym wzorcem mentalnym lub emocjonalnym, który odbiera nam siły. Wtedy żyjemy bólem, stajemy się nim i wnosimy go do naszych związków. Budzenie się świadomości to wyzwalający moment: możemy odczuwać gniew, a jednocześnie wiedzieć, że nie jesteśmy swoim gniewem. Możemy gniew obserwować. Akt obserwacji automatycznie przenosi nas na wyższy poziom świadomości i przekształca stare wzorce. Ten proces jest bardzo głęboki, a jednocześnie niezwykle prosty, znany od tysięcy lat jako doświadczenie alchemii, przemiany cierpienia w świadomość.

Kluczem jest bycie cichym obserwatorem myśli, reakcji i ról odgrywanych przez egotyczny umysł. Wtedy właśnie odkrywamy, że głęboko w nas pod powierzchnią umysłu i bólu bije źródło spokoju, radości i miłości. Że jesteśmy tym źródłem. Ta świadomość zmienia wszystko. Zaczynamy doświadczać miłości bez warunków. Wolnej. Bez ograniczeń. Miłość mówi: „Wolę dla ciebie to, co ty wolisz dla siebie”. „Wybieram dla ciebie to, co ty wybierasz dla siebie”. „Bądź naprawdę sobą. Żyj swoją prawdą”. „Życzę ci tego, co przyniesie ci szczęście”. Związek z nowego paradygmatu, o którym tu mówimy, sprawia, że rozwijamy się poprzez wzajemną miłość. Już wiemy, że to, co widzimy w bliskiej osobie, jest jedynie odbiciem nas samych, że dajemy jej to, co jednocześnie wybieramy dla siebie. Czarodziejskim zaklęciem w takich związkach nie jest: „kocham cię”. Tych słów nadużywamy. Zaklęcie brzmi: „Jak sobie życzysz”. Jak ty sobie życzysz. Gdy jesteśmy gotowi, by je wypowiedzieć, oddajemy ukochaną osobę z powrotem jej samej, przestajemy wykorzystywać związek do zapewnienia sobie tego, co – jak nam się wydaje – jest nam potrzebne do szczęścia. Możemy się wtedy nawet rozstać w przyjaźni i nie zawracać głowy adwokatom.

Ci, którzy naprawdę nas kochają, utwierdzają nas w naszych najśmielszych wyobrażeniach o sobie: „Jesteś wspaniały, męski, seksowny! Jesteś piękna, mądra i silna! Potrafisz to zrobić! Cieszę się, że jesteś ze mną!”. Taka miłość to postanowienie, a nie reakcja. To wybór: „Wybieram kochać ciebie”.

Już nie rozglądamy się za tym, co związek może nam dać. Instynktownie i naturalnie chcemy dawać, obdarzać i wspierać, dążymy do dzielenia się i bycia razem. Pragniemy poświęcać relacji jak najwięcej uwagi i troski. Stajemy się dla siebie nawzajem prawdziwym oparciem.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze