Czy kobiety lubią, jak się im mówi prawdę, czy wolą przemilczane problemy i kłamstwa? Odpowiada Katarzyna Miller

Bycie szczerym wobec siebie - to już jest duże duchowe osiągnięcie. Wtedy można mieć na tyle dojrzałości, żeby zadecydować, co z tą prawdą zrobić dalej - czy ta prawda jest komuś potrzebna, czy nie. (fot. iStock)

To szeroka kwestia – prawdy i kłamstwa w życiu. Jeżeli kobieta jest dość niezależną kobieta, na pewno będzie ceniła prawdę. Odpowiada Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska.

  • Kobiety, które są w związku z pobudek czysto emocjonalnych, a nie ekonomiczno-społecznych, okłamywane – będą się czuły źle.
  • Pewien pan powiedział, że jego żona odeszła od niego, bo czuła, że nie mówi jej całej prawdy w sprawie długów i ukrywa przed nią wiele faktów. Na pytanie, czy tak rzeczywiście było powiedział: „No tak, ale co ja kobiecie będę mówił o długach? I o tym, jak zła była nasza sytuacja?!”.
  • Niektóre kobiety czują się więc oszukiwane, gdy są pozbawiane prawdy.
  • Inne wolą nie wiedzieć, skąd mężczyzna przynosi pieniądze do domu i za co kupił przysłowiowe norki.
  • Pytanie, w jak bardzo prawdziwym związku jest mężczyzna, i jak bardzo sam jest zainteresowany prawdą lub kłamstwem.
  • Jeżeli ma kobietę, która i tak wszystko czuje – to okłamywanie jej nie ma sensu. Są takie kobiety – wszystko wiedza, zawsze znajdą paragon, zawsze ktoś zaprzyjaźniony im coś tam powie lub mają niesamowitą intuicję. Wtedy lepiej po prostu walić prosto z mostu.
  • W emocjach lepiej nie kłamać, bo to jest podstawa związku i tutaj bycie szczerym buduje intymność, a kłamstwo burzy. W innych dziedzinach partnerzy sami ustalają swoje zasady. Jeden pan chce wszystko wiedzieć o wyjeździe żony i sam zarezerwuje hotele i samoloty, a drugi zostawia to jej i ufa jej – daje jej przestrzeń, żeby miała swoje życie.
  • Kłamstwo samo w sobie nie jest dobre.
  • Lepiej być jak najbliżej prawdy, nie raniąc drugiej strony.
  • Czasem jednak okłamujemy tak bardzo siebie, że trudno nam odróżnić kłamstwo od prawdy w stosunku do drugiej strony.
  • Bycie szczerym wobec siebie – to już jest duże duchowe osiągnięcie. Wtedy można mieć na tyle dojrzałości, żeby zadecydować, co z tą prawdą zrobić dalej – czy ta prawda jest komuś potrzebna, czy nie.

Katarzyna Miller: Z tego, co się orientuję, sporo kobiet lubi kłamstwa, choć na pewno nie wszystkie. Ja lubię znać prawdę. Lubię, gdy ktoś mnie nie oszukuje i, gdy zrobi coś niefajnego, przyjdzie i wytłumaczy. Wtedy wiem, na czym stoję. Nie lubię przemilczania czy unikania jakiegoś tematu, bo jest bolesny. Obawiam się, że za dużo kobiety żyje w taki sposób. Żyją w lekkim „zawoalowaniu”. Np. kobiety, które żyją z facetami i ciągle są zdradzane. One same o tym wiedza, ich dzieci wiedzą, ale – cicho sza! Takie kobiety to służebnice, które wolą nie ryzykować, nie naprężać sytuacji, choć oczywiście powodują napięcie w inny sposób. Wewnętrzna skarga jednak i tak istnieje i ona przeradza się w pretensję.

Wiele par zamiast ujawnić, nazwać to, co ich rani czy przeszkadza, popadają w ciche dni dlatego, że ich mamy tak robiły. Ja musiałam się tego oduczyć, bo moja matka potrafiła się tak obrażać, że traktowała wszystkie jak powietrze. W ten sposób nas karała. Ja, później, przez lata uczyłam się robić inaczej.

Suzan: Jak się tego oduczyłaś?

Katarzyna: Jak zawsze – powoli. Mój Eduś jest kłótliwym facetem i z nim miałam łatwiej. Zaczęłam się zastanawiać, co mi się bardziej opłaca. Zauważyłam, że przed reakcją na jego niefajną odzywkę waham się: czy mam się teraz rozpłakać, czy obrazić, czy krzyczeć, czy może olać sprawę. Teraz od bardzo dawna już nie płacze, choć ostatnio miałam taką potrzebę, więc popłakałam i emocje odpłynęły. W każdym razie, mój facet taki nie jest. Wiedziałam, że jeśli coś mi w nim nie pasuje, to nie pozostaje mi nic innego, jak samej się zmienić, żeby nie czuć się źle. Tylko tyle mogłam z tym zrobić i aż tyle. Teraz od razu reaguję, mocniej lub słabiej i mi szybko przechodzi. Jeśli się wiele nazbiera, przechodzi mi wolniej.

Suzan: Tutaj pan pyta, czy kobiety wolą prawdę… Co możemy mu poradzić?

Katarzyna: Żeby absolutnie robił to, co sam chce. Dodatkowo może powiedzieć kobiecie: „Ja wolę prawdę, zastanów się, jak jest z tobą, bo jeśli wolisz przemilczać problemy, będzie ci ze mną trudno”. Jeśli obydwoje chcą tego samego, będzie im znacznie łatwiej.

Kobieta, która się nie boi prawdy, to już jest ktoś. Jest wewnętrznie usadowiona, nie wytrącisz jej ze stanu równowagi. Przeważnie te prawdy nie są takie straszne, są to z reguły rzeczy mało przyjemne. Tych wielkich prawd i najbardziej bolesnych tematów nie ma aż tak dużo na co dzień. Tak że nie ma co przesadzać.

Wiele par zamiast ujawnić, nazwać to, co ich rani czy przeszkadza, popadają w ciche dni dlatego, że ich mamy tak robiły. (fot. iStock)

Suzan: Nasuwa mi się taka sytuacja: Facet chce sobie dokądś wyjechać, akurat ma okazję delegacji. Nie musi jechać, ale chce. Nie mówi kobiecie, że ma ochotę spędzić trochę czasu oddzielnie, tylko mówi np.: „Słuchaj, muszę jechać, szef mnie wysyła”.

Katarzyna: To prawie wszyscy tak robią. Kobiety też.

Suzan: Ja też tak kłamałam. Największy przełom był wtedy, gdy zaczęłam mówić prawdę.

Katarzyna: Oczywiście, że tak, bo co z tego, że wyjedziesz, skoro wrócisz do tego samego. Dalej będziesz się tak czuła, jak przed wyjazdem i dalej coś będzie nie tak. Jeśli jednak powiesz prawdę, facet musi zacząć myśleć. Widziałaś film „Darling”? Kiedyś był bardzo słynny. Chodziło tam o to, że główna bohaterka miała kochanka. Razem z nim okłamywała swojego męża. Wchodziła z nim do budki telefonicznej i dzwoniła do męża powiedzieć, że jest w delegacji i wróci za kilka dni. Kiedy jej kochanek stał się jej mężem i dostał taki telefon z budki, od razu wiedział, że jest zdradzany.

Suzan: Jak kłamać to dobrze.

Katarzyna: Można powiedzieć facetowi: „Nie mogę słuchać jak siorbiesz”, ale jeśli on dalej będzie to robił, to albo trzeba się z nim rozstać, albo to znosić. Kto by się rozstał przez siorbanie? Coś trzeba znosić w tym drugim człowieku, bo mówienie prawdy za każdym razem niekoniecznie przynosi efekt. Mówisz codziennie i dalej nic się nie zmienia. Wtedy albo się przyzwyczaisz i przestawisz, albo odejdź.

Suzan: Powiedzenie prawdy czasem ratuje związek…

Katarzyna: Tak, dlatego że wtedy uwalnia się bardzo silna energia. Ludzie najbardziej są związani ze sobą wtedy, gdy przezywają razem mocne rzeczy. Dlatego np. ludzie zakochują się po wspólnych katastrofach, wielkich lękach czy wielkich emocjach.

Suzan: Miałam taką sytuację, kiedy facet powiedział mi, że po urodzeniu dziecka bardzo się zaniedbałam, zajęłam dzieckiem, przestaliśmy się kochać i on czuje się odtrącony. Wyznał, że zaczął się rozglądać za innymi kobietami. Bardzo mnie to ruszyło. Wściekłam się najpierw, a później zaczęłam zastanawiać.

Katarzyna: Z kochanki stałaś się mateczką. To dzieje się w bardzo wielu związkach. Niektóre kobiety uważają, że skoro urodziły, to stało się jedynie ważne i istotne zdarzenie. Pokazują chłopu, że zrobił dziecko, wypełnił obowiązek i może spadać. Nie tak to powinno wyglądać. Przede wszystkim matka jest tylko jednym z rodziców, połowę obowiązków przy dziecku powinna oddać ojcu oraz powinna pamiętać, że wciąż jest kobietą tego faceta. Nie tylko matką i gospodynią, ale też żoną czy partnerką. Zawsze podkreślam, że mężczyzna jest PRZED dziećmi.

Więcej w książce „Instrukcja obsługi kobiety” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, Wydawnictwo Zwierciadło.