Czy można się rozstać w zgodzie?

Dobre pożegnanie, pozwala w pełni otworzyć się na coś nowego (Fot. i Stock)

Jak wspólnie pożegnać dotychczasowy związek i otworzyć się na nowy – mówi Witold Krzosek, psycholog i terapeuta relacji. Specjalizuje się w krótkiej intensywnej pracy nad relacją małżeńską lub partnerską.

Czy można w ogóle dobrze się rozwieść albo rozstać?

To trudny proces i każdy przeżywa go na swój sposób. Jeśli potrafimy odnaleźć sens i naukę w tym doświadczeniu, zwiększamy szansę, by godnie się rozstać. Ale to wymaga dojrzałości. Czasem trzeba skorzystać z pomocy terapeuty, który poprowadzi parę i pomoże oczyścić emocjonalną przestrzeń. To ważne, zwłaszcza gdy w grę wchodzi opieka nad dziećmi.

Dlaczego więc tak wiele osób nie rozstaje się w zgodzie?

Każdy, kto jest w bliskiej relacji, wie, że zdarzają się sytuacje konfliktowe. Jeśli partnerzy potrafią się usłyszeć, zrozumieć i znaleźć wspólne rozwiązanie – pogłębia to ich bliskość i więź. Jednak decyzja o rozstaniu oznacza, że nie potrafili tego zrobić – nawet wtedy, gdy im na sobie zależało, czyli kiedy cała ich energia była nakierowana na związek. Tym bardziej nie ma co liczyć na porozumienie, kiedy ta energia zostaje przekierowana na życie po związku.

Brak dobrego rozstania może utrudniać wejście w kolejny?

Jeśli chcemy w pełni otworzyć się na coś nowego, musimy najpierw z szacunkiem pożegnać to, co się kończy. Wiedzą o tym ludzie pierwotnych kultur, którzy uczestniczą w rytuałach przejścia związanych z zakończeniem pewnego etapu życia i wkroczeniem w nowy. W Terapii Par Opartej na Spotkaniu, według której pracuję, również istnieje rytuał rozstania. Terapeuta przeprowadza parę przez proces składający się z czterech kroków. W pierwszym partnerzy żegnają się ze wszystkim, co było w ich związku dobre. W drugim – z tym, co było trudne. W trzecim – ze wszystkimi planami i marzeniami, które nie zostaną już wspólnie zrealizowane. W czwartym i ostatnim – ze swoim partnerem. To pozwala oczyścić emocjonalną przestrzeń kończącego się związku i otworzyć się na nowy.

Silne emocje związane z rozstaniem mogą oznaczać, że parze nadal na sobie zależy?

Może tak rzeczywiście być. Siła emocji jest wtedy proporcjonalna do siły pragnienia, by być usłyszanym i zrozumianym przez partnera.

Zdarza się, że para, z którą pan pracuje, postanawia się jednak nie rozstawać?

Tak, i to nawet często. Na przykład ostatnio przyszło do mnie małżeństwo, które nie mieszkało już razem. Po trzeciej sesji żona wprowadziła się z powrotem do męża. Nie ukrywam, że ucieszyłem się, kiedy się o tym dowiedziałem. Podejmując pracę z parą, nie mam jednak gotowego scenariusza. To partnerzy są ekspertami od swojej relacji i to oni podejmą decyzję, co dalej.

Czego ich pan uczy?

Świadomego dbania o związek. Mało kto uzmysławia sobie, że związek żyje w przestrzeni między partnerami. Jeśli o tym nie wiemy, niemal automatycznie zanieczyszczamy tę przestrzeń pretensjami, obwinianiem lub krytyką. Uczę też sposobu komunikowania się, który pozwala być w łączności, pozostając przy tym w pełni sobą. To praktyka przekraczania mostu, która jest sercem Terapii Par Opartej na Spotkaniu.

Czym różni się ta metoda od innych?

To metoda stworzona przez amerykańską terapeutkę Hedy Schleifer. Czerpie wiele z teorii klinicznej, neurobiologii relacji, metodologii organizacji i filozofii. Kluczowa różnica polega na tym, że pracujemy na poziomie relacji między partnerami – terapeuta pełni rolę przewodnika. Uczy partnerów nowych umiejętności, ale nie pośredniczy w komunikacji. Oni od początku komunikują się ze sobą bezpośrednio. Praca opiera się na założeniu, że wszelkie nasze zranienia i mechanizmy obronne powstały w relacji i tylko w relacji mogą być prawdziwie uzdrowione. Inną ważną różnicą jest długość pojedynczych sesji, które trwają około 180 minut, a czasem dłużej. Cała terapia obejmuje zwykle sześć lub siedem sesji. Para kończy cykl spotkań wyposażona w nową wiedzę i umiejętności.

Mógłby pan podać przykład jednego z ćwiczeń?

Jedną z podstawowych umiejętności, które ćwiczymy podczas sesji, jest odzwierciedlanie, czyli powtarzanie własnymi słowami sensu wypowiedzi partnera. Odzwierciedlamy do skutku, aż partner potwierdzi, że czuje się usłyszany. To czasem żmudna praca, ale bardzo potrzebna i skuteczna – zdarza się bowiem często, że osoba słuchająca reaguje nie na słowa partnera, lecz na ich interpretację.

Kiedy rozstanie jest lepsze niż próbowanie od nowa?

Jeśli jedno z partnerów konsekwentnie odmawia pracy nad związkiem, jeśli nie jest do tego zdolne, na przykład tkwi w nałogu i nie podejmuje próby terapii uzależnień, lub jeśli w związku pojawia się przemoc. Wtedy trzeba jasno postawić sobie pytania: Czy chcę spędzić tak resztę życia? Czy będzie to dobre dla mnie i naszych dzieci? Czego nauczę dzieci, jeśli zostanę? Nie ma co się oszukiwać, że relacja zmieni się sama.