Czy pisanie dziennika ma efekt terapeutyczny?

fot.123rf

Wszyscy powinniśmy pisać?

Głęboko wierzę w pisanie. Pomaga złapać dystans do nonsensów, wątpliwości i lęków, które dryfują przez mózg cały dzień. Kiedy uwalniasz się od nich, pisząc pamiętnik, tworzysz przestrzeń w głowie i w sercu, a pozytywne rzeczy mają do ciebie dostęp. Najlepiej pisać codziennie. A potem po kilku tygodniach spojrzeć na to, co napisałaś. Nie, żeby to korygować czy redagować, ale żeby zobaczyć, czy są tam jakieś wzorce, które mogą nauczyć cię czegoś, co powinnaś wiedzieć, albo które mogą cię gdzieś poprowadzić. Jeżeli przez trzy tygodnie w swoim dzienniku narzekasz na pracę, może czas coś zmienić – albo ją, albo twój stosunek do niej. Pamiętnik może być jak kompas, który pokazuje ci drogę.

Lepiej zatrzymać te zapiski dla siebie czy podzielić się z innymi?

Nikomu nie pokazuję mojego dziennika. Nawet mężowi. To moja sekretna przestrzeń
– tylko moja, niczyja inna. Kiedyś miałam zwyczaj pisania kodem na wypadek, gdyby ktoś niepożądany chciał go przeczytać. Teraz zakładam, że jeśli ktoś go przeczyta – ryzykuje swoje dobre samopoczucie. Zawsze możesz napisać na pierwszej stronie: „UWAGA: Myśli tu zawarte nie są przeznaczone dla ciebie. Proszę, weź własny pamiętnik i zapisz tam swoje myśli”.

Nadal piszesz regularnie?

Tak. Prowadzę pamiętniki bez przerwy od kilku dekad. Mam już ich cały stos. Tuziny. Rano piszę pamiętnik modlitwy. Najpierw pół godziny siedzę w milczeniu i medytuję. Po prostu siadam na wygodnym krześle z obiema stopami na podłodze i słucham. Słucham bicia mojego serca. Słucham, co szepcze moja dusza. Słucham na wypadek, gdyby Bóg chciał dać mi jakieś wskazówki na ten dzień.

Potem otwieram pamiętnik i piszę. Teraz moja kolej, żeby mówić, więc mówię, co mam w głowie i co mi leży na sercu. Zwykle jest tam wiele słów wdzięczności, ale miewam takie dni, kiedy jestem zdezorientowana i zagubiona, wtedy proszę Boga, żeby mi objaśnił rzeczywistość. Potem znów jestem cicho i słucham – teraz znów kolej na Pana Boga. Potem piszę, co Bóg – tak mi się wydaje – powiedział do mnie. Zwykle są to słowa w stylu „Regina, zrelaksuj się. Panuję nad wszystkim. Nad tym też”. Słowa, które słyszę, są zawsze pełne miłości i czułości.

Wieczorem piszę jeszcze inny pamiętnik. Nazywam go Dziennikiem Obfitości. Trzymam go przy łóżku. Przed zaśnięciem skanuję dzień i myślę o dobrych rzeczach, które inni mi powiedzieli albo zrobili. Wszystko to zapisuję. Potem skanuję dzień raz jeszcze, przypominając sobie wszystkie dobre rzeczy, które ja powiedziałam albo zrobiłam innym. Dzięki temu zawsze, kiedy kładę się spać, czuję się wdzięczna, obdarowana i błogosławiona. To również sprawia, że mam ochotę robić jeszcze więcej dobrych rzeczy dla innych. Wzmacnia mój „mięsień miłości”.