Czym jest trening HeartMath, czyli jak ukoić serce i uspokoić emocje, by nie wpływały na nasz osąd?

Warto uczyć odpowiedzialności za siebie, mówić o tym, jak nasze stany wzajemnie na siebie wpływają i jak to, co wnosimy do zespołu w obszarze emocji, wpływa na efektywność. (fot. iStock)

Prapraprababki przestrzegały, że nerwy przyprawiają o palpitacje, współcześni naukowcy to potwierdzają. Chaotyczny rytm serca destabilizuje pracę mózgu i utrudnia komunikację. Jak ukoić serce i uspokoić emocje, by nie wpływały na nasz osąd – wyjaśnia trenerka HeartMath Ewa Hartman.

Czym jest trening HeartMath?

To trening oddechowy i mentalny, oparty na latach badań naukowych. Jak działa? Otóż kiedy doświadczamy wyczerpujących emocji, np. zawiści, zazdrości, gniewu – w naszym organizmie uwalnia się kortyzol. Podwyższony kortyzol osłabia działanie kory przedczołowej, czyli takiego obszaru w mózgu, który wspiera aktywną i otwartą komunikację. Komunikację, której celem jest wzajemne zrozumienie, a nie przerzucanie się argumentami. A serce na te trudne emocje odpowiada chaotycznym biciem. I dopóki ono bije w ten sposób, mózg jest w swoistej rozsypce. Między sercem a mózgiem istnieje więź w postaci bardzo silnie rozbudowanej ścieżki neuronalnej. Te dwa organy cały czas współpracują, przesyłając sobie nawzajem informacje o stanie emocjonalnym, w jakim znajduje się człowiek. Wpływając na to, jak bije serce, wpływamy na nasz nastrój. I na tym właśnie polega HeartMath. Dzięki prostym, ale niezwykle skutecznym ćwiczeniom pozwala „wyprowadzić” serce ze stanu chaosu. Wtedy przestaje ono wysyłać do mózgu informacje, że coś jest nie tak i zaczyna wysyłać komunikat: „Wszystko jest Ok, możesz przestać się bronić, możesz zacząć słuchać, empatyzować, doceniać”.

Czyli nie potrafimy się porozumieć, bo z powodu trudnych emocji przestajemy słuchać?

Niekiedy z powodu emocji, ale czasem wskutek zmęczenia, przepracowania czy niewyspania. Wtedy świadomie lub nie odcinamy się od bodźców, np. dźwiękowych. Przemęczony mózg nie chce tracić energii na coś, co wymaga wysiłku, a skupienie się na rozmowie z wysiłkiem się wiąże. To, że nie słuchamy, może wynikać też z faktu, że nie szanujemy rozmówcy, nie uznajemy go za autorytet czy zwyczajnie inne sprawy zaprzątają nam głowę.

Czy może pani podsunąć jakieś proste narzędzia, które pozwolą nam wejść w stan skupienia?

Można zamknąć oczy co jakiś czas, choćby na bardzo krótko, można usiąść na chwilę w ciszy. W każdej sekundzie docierają do nas miliony informacji, odbieramy przecież świat wszystkimi zmysłami – zamknięcie oczu pozwala na zredukowanie tego, co napływa, i poukładanie tego, co naszej głowie już jest. Można sięgnąć po techniki oddechowe polegające na skupieniu uwagi na sercu. Wystarczy przypomnieć sobie, jak reagujemy na wymagającą, absorbująca osobę czy sytuację, kiedy jesteśmy przeciążeni – prawdopodobnie irytacją czy rozdrażnieniem. A aktywna komunikacja, skupienie na rozmówcy są wymagające.

By poświęcić uwagę temu, co ktoś do nas mówi, warto zrobić sobie w głowie przestrzeń na nowe informacje, np. przed ważną rozmową wziąć kilka spokojnych oddechów. Wielu z nas nie potrafi dać sobie prawa do przerwy, jesteśmy przywiązani do stanu: „Jestem strasznie zajęta, proszę mi nie przeszkadzać”. Takie zachowanie wprowadza do komunikacji nerwowość, skazując tym samym porozumienie na porażkę. To działa w obie strony: odbiorca nie ma miejsca na nową informację, a zestresowany, zagoniony nadawca mówi bez uważności na rozmówcę – może np. nie uchwycić momentu, kiedy tamten go nie rozumie, i złościć się potem, kiedy cała wypowiedź trafi w próżnię. A przerwa, o której mówię, to głaskanie kota, spacer z psem, chwila z ulubioną muzyką, moment z zamkniętymi oczami. Im mniej przeciążeni jesteśmy, tym lepiej się komunikujemy i jako nadawca, i jako odbiorca.

Ale w pracy musimy często ustalać pewne rzeczy od razu, mimo przeciążenia i chęci, żeby się oderwać. Co z punktu widzenia HeartMath jest najważniejsze w skutecznej komunikacji w zespole?

Dbałość o własny stan emocjonalny, odpowiedzialność za to, jaką energię, jaki nastrój wnoszę do miejsca pracy. Pracując w zespole, oddziałujemy na innych poprzez głos, mowę ciała, wszystko, co robimy i czego nie robimy. Praktykując heartfulness, czyli świadomość serca, redukujemy napięcia, stajemy się mniej drażliwi czy czepliwi. Nasza stabilność emocjonalna rośnie, a my robimy się spokojniejsi i bardziej skupieni. Jako osoby harmonijne, opanowane budzimy większe zaufanie i otwartość innych. Zaufanie to fundament każdego zespołu. Bez niego zespół jest tylko zbiorem jednostek, a nie jednostką samą w sobie.

W zespole każdy może być na innym poziomie i energii i emocji. Jak tym zarządzać?

Warto uczyć odpowiedzialności za siebie, mówić o tym, jak nasze stany wzajemnie na siebie wpływają i jak to, co wnosimy do zespołu w obszarze emocji, wpływa na efektywność. Kiedy prowadzę warsztat „Efektywność a stres”, wspólnie z uczestnikami diagnozujemy to, co się w ich zespole dzieje, jakie sytuacje wprowadzają zamęt, co wspiera, co pomaga. Samo odnalezienie takich zachowań, zapisanie, omówienie już dużo daje. Nie można komuś narzucić tego, jak ma się czuć, ale można się wzajemnie wspierać w budowaniu dobrej atmosfery.

Co zrobić, jeśli musimy pracować z osobą, która zaraża innych trudnymi emocjami?

Najważniejsze to dbać o siebie, mieć czas na regenerację i odpoczynek, bo im mniej mamy energii, tym bardziej jesteśmy podatni na manipulacje, reagujemy nawykowo, mamy mniejszy dostęp do świadomego myślenia. Drugiego człowieka nie zmienimy, możemy tylko troszczyć się o swój poziom energii.

A jak sobie poradzić, jeżeli musimy wykonywać polecenia osoby, która nie jest dla nas autorytetem?

Są bardzo ciekawe ćwiczenia na przeramowanie pewnych skojarzeń, które mamy w mózgu. Jeżeli na przykład myślę: „Mój szef na niczym się nie zna”, to warto szukać stymulujących skojarzeń, np. „Mój szef, przez to że się na niczym nie zna, daje mi możliwość rozwoju; mój szef na niczym się nie zna, ale poza tym jest nieszkodliwy…”. I tak dalej. Z czasem drenująca emocja, która odczuwałam wcześniej w relacji z szefem, zmieni się w refleksję, że dzięki tej osobie mogę coś więcej dla siebie zrobić.

Mózg jest bardzo plastyczny, więc tworzy połączenia, które są mu potrzebne. Jak można go w tym wspierać?

W głowie jest określona liczba szufladek, na nich są plakietki, na przykład jest szufladka z etykietką „niekompetentny szef”, a nie ma szufladki „niekompetencja mojego szefa stymuluje mnie do rozwoju”. Trzeba taką szufladkę zainstalować i im częściej będzie ją otwierać i coś do niej wkładać, tym szybciej będzie ją można odnaleźć w potrzebie. Mózg potrzebuje systematyzacji, więc można mu w tym pomóc. W metodzie HeartMath chodzi o wprowadzenie nawyku oddychania przez serce i doceniania. Wtedy zmienia się nasza percepcja i z radością możemy zaobserwować, że trwa jest zielona po naszej, a nie po drugiej stronie płotu.

 

Dr Ewa Hartman – certyfikowana trenerka metod HeartMath oraz Points of You, kierownik studiów Neuro-Przywództwo na Uczelni Łazarskiego w Warszawie.