fbpx

Bez piętna

Corbis

Syn, brat – złodziej, morderca? Hańba! Wyrok dotyczy nie tylko skazanego, gehennę przechodzą też jego bliscy. – Nie skreślajmy ich – mówi Aneta Maicka, która pracuje z więźniami i ich rodzinami.

Syn z porządnej i szanowanej rodziny trafia do więzienia. Ale kara uderza w całą rodzinę, bo grozi jej społeczny ostracyzm!

Zwykle gdy do więzienia trafia ktoś z tzw. dobrej rodziny, otoczeniu łatwiej uwierzyć, że jest niewinny. Rodzina też w tę niewinność wierzy, a to bardzo ważne, bo pewność udziela się innym. Ale prawdą jest też,
że bliscy nie zawsze muszą wszystko wiedzieć. Dlatego ja jestem jak najdalsza od ferowania wyroków. Jedna czarna owca nie świadczy źle o całym stadzie.

Niemniej tak się powszechnie uważa. Zwłaszcza, gdy rzecz dotyczy wyroku za morderstwo, gwałt czy pedofilię – piętno dotyka cała rodzinę.

Jeśli ktoś został skazany za morderstwo, gwałt czy pedofilię, a jego rodzina jest lubiana i szanowana, może się pojawić współczucie, że „ktoś taki im się trafił”. Ale sam skazany, gdy po latach wróci z więzienia, narazi się najprawdopodobniej na odrzucenie, nawet jeśli wcześniej był lubiany, bo „zawsze mówił »dzień dobry«”. To jest tekst, który powtarzają wszystkie sąsiadki, gdy dziennikarze pytają je o kogoś, kto na przykład zabił ze szczególnym okrucieństwem. Ale potem, kiedy ten „lubiany skazany” wraca do domu, to te same sąsiadki wolą, żeby mieszkał jednak dwie ulice dalej.

Znam rodzinę, która po aresztowaniu ojca za kradzież państwowego mienia opuściła miasteczko, nim ktokolwiek się dowiedział o tym, że on siedzi.

Otóż to – nawet gdy nie ma jeszcze najmniejszych sygnałów ostracyzmu, w głowach rodziny często pojawia się ogromny wstyd i takie onieśmielenie sytuacją, że trudno im wyjść do ludzi. Czują, że są wytykani palcami, często bardziej niż to jest w rzeczywistości. Poza tym ludzie zazwyczaj tylko plotkują. To rodziny aresztowanych wycofują się z kontaktów. Bo kiedy matka czy żona spotyka sąsiadów, znajomych, myśli: „Oni na pewno o tym już wiedzą. Na pewno mnie obgadują. Na pewno myślą, że gdyby w naszej rodzinie wszystko było dobrze, to by do tego nie doszło…”.  

Ale czy tak nie jest?

Rodzice mają wpływ na wychowanie swoich dzieci, ale nie aż tak ogromny, by np. syn złodziej musiał mieć rodziców złodziei. Najbliższym skazanych wydaje się jednak, że inni tak uważają i dlatego każde spojrzenie na ulicy interpretują jako ocenę: „Co z niej za matka, by tak wychować dziecko! Pewnie sama nie jest lepsza”.

 

Bo niedaleko pada jabłko od jabłoni!

Właśnie, ale z matkami czy żonami skazanych nie jest tak źle. One zawsze komuś się poskarżą – przyjaciółkom, fryzjerce – że syn czy mąż został niesprawiedliwie skazany, i jest im lepiej. Matki są nastawione zadaniowo: trzeba synowi czy córce pomóc, zaopiekować się, przekazać paczkę, wpłacić pieniądze, sprawdzić, czy nic złego się nie dzieje. One tak próbują sobie radzić ze wstydem i innymi trudnymi uczuciami. Dopiero później zastanawiają się nad tym, co się stało, jak to wpływa na wizerunek rodziny.

Natomiast ojcowie najczęściej duszą to w sobie i dlatego sytuacja jest dla nich szczególnie destrukcyjna. Oni najsilniej przeżywają ten wymyślony ostracyzm i złą ocenę. Z mojego doświadczenia wynika, że to kobiety, nie mężczyźni, proszą o spotkanie z wychowawcą czy terapeutą w więzieniu. Nawet jak matka skazanego zapowiada, że na kolejne spotkanie przyjdzie z mężem, bo chcieliby razem porozmawiać, to z reguły przychodzi jednak sama. Tacie zawsze coś wypada i nie może albo czeka na zewnątrz.

Nie przychodzą z żonami?     

Jeśli nawet przychodzą, to najczęściej siedzą z tyłu, nie zadają żadnych pytań, prawie nie słuchają. Bo jak tu słuchać kogoś, kto mówi, że z ich synem jest coś nie tak? Oni noszą złość i żal do swych synów, że ich zawiedli, że nie spełnili oczekiwań. I na bazie tych, nigdy niewypowiedzianych, pretensji i żalów dochodzi do stopniowego zerwania więzi między ojcami i ich dziećmi. Jeśli nawet kontakt przetrwa, to jest powierzchowny, zadaniowy.

Ten brak ojca nie wróży dobrze na przyszłość…

Dlatego próbuję pracować z moimi podopiecznymi nad tym, żeby doszło do prawdziwego spotkania syna z ojcem i do konfrontacji z tymi wszystkimi trudnymi uczuciami. Młody człowiek, jeżeli nie ma wsparcia ze strony ojca, skupia się na matce, która zwykle jest na każde zawołanie, spełnia wszystkie zachcianki i daje sobą manipulować.

(…)

Więcej w numerze 7 / 2011