fbpx

Intuicja nie wystarczy

Intuicja nie wystarczy
fot. Zosia Zija i Jacek Pióro

Marta Minorowicz nie pamięta, co mówiła, odbierając
Grand Prix na festiwalu w Clermont-Ferrand. Była za bardzo zaskoczona.
Na pewno powiedziała jedno: że to dla niej lekcja odpowiedzialności.
Za widzów, którzy oglądają jej filmy.

Clermont-Ferrand to jeden z najbardziej prestiżowych festiwali filmów krótkometrażowych na świecie. Miejsce też piękne. Francuskie miasto położone u stóp Masywu Centralnego. Marta pojechała tam ze swoim dokumentem „Kawałek lata”. Mówi, że chciała pooglądać światowe kino i pooddychać festiwalową atmosferą. Była zaskoczona tłumami widzów, którzy chcą zobaczyć filmy krótkometrażowe. W dzień rozdania nagród po prostu wzięła swoją wejściówkę. Rząd 30. (sala na 1400 osób). Tuż przed ceremonią złapał ją jeden z organizatorów, wskazał miejsce z przodu, tuż za orkiestrą. Przez chwilę przeszło jej przez myśl: „może będzie jakieś wyróżnienie?”. Dokumentów w tym roku było niewiele. Zapraszano osoby z prawej i z lewej strony. Ceremonia dobiegała końca, wszystkie nagrody oprócz głównych zostały wręczone. Pamięta, że kiedy nagle wyczytano jej nazwisko, była szczęśliwa, że ubrała się jednak w sukienkę.

Jest z Krosna, studiowała w Krakowie, od ponad roku mieszka w Warszawie. Marta, rocznik 1979, skończyła teatrologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeszcze na studiach trochę przez przypadek trafiła do krakowskiej filii TVN-u. Zaczęła pracować jako reporterka. Kręciła krótkie materiały o tematyce społecznej. Nauczyła się warsztatu i – co według niej najważniejsze – jak rozmawiać z ludźmi. Tylko że dość szybko zorientowała się, że czegoś jej w tym wszystkim brakuje. Niby wysłuchiwała ludzkich historii, ale kiedy naprawdę robiło się ciekawie, kiedy między nią a jej bohaterami zaczynała się tworzyć jakaś więź, trzeba było pakować sprzęt i biec na montaż. Już wtedy wiedziała, że chce robić coś większego, filmy dokumentalne.

Wiktor lubi białą kobrę

W telewizji pracowała prawie pięć lat, po drodze urodziła dziecko. Wiele razy myślała o zdawaniu do szkoły Wajdy [Mistrzowska Szkoła Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy – przyp. red.], ale wciąż się wahała. Patrzyła na nazwiska profesorów: Marcel Łoziński, Jacek Bławut, Vita Żelakeviciute. Najlepsi dokumentaliści w Polsce. Co mogłaby im pokazać?

Pokazała 45-minutowy materiał, który zrealizowała dla kanału Discovery Historia. „Anioł śmierci” to szokująca opowieść o kobietach z obozu w Auschwitz Birkenau, na których eksperymentował doktor Mengele. Marta odchorowała ten film. Do dziś powracają do niej traumatyczne historie. Jednocześnie każda z nich niosła w sobie sporo nadziei. Jedna z głównych bohaterek Ruth, która straciła przez Mengele dziecko, założyła po wojnie drugą rodzinę i do końca (zmarła krótko po zakończonych zdjęciach) miała w sobie niezwykłą otwartość i pogodę ducha.

Zrealizowanie telewizyjnego dokumentu dodało Marcie wiary w siebie i determinacji. Napisała kolejny, tym razem już kinowy scenariusz, nie miała problemów z dostaniem się na kurs w szkole Wajdy. Kilka miesięcy później, w ramach realizowanego przez Studio Munka projektu „Pierwszy dokument”, powstał „Kawałek lata”. Nagrodzony nie tylko w Clermont-Ferrand, ale i na festiwalach w Lipsku, Łodzi i Koszalinie. Spośród nagród Marty jej synek, czteroipółletni Wiktor, najbardziej lubi statuetkę Białej Kobry z Łodzi. Jest największa i najcięższa, zdejmuje ją sobie z parapetu, a Marta z mężem mało nie dostają zawału, bo boją się, że zrobi sobie krzywdę.

Wnuk pana Zygmunta

(…)

Więcej w Zwierciadle 04/2011