fbpx

Kocham jeść, i już!

Kocham jeść, i już!
fot. Rafał Masłow

Byłem pewien, że to się nie uda, że Katarzyna Miller
nie będzie chciała rozmawiać o jedzeniu, o ciele i o tym, że lubi jeść, co widać. Traf chciał, że moja żona zrobiła tiramisu, więc podstępnie zaproponowałem rozmowę i deser. Pisałem: „pośpiech wskazany, tiramisu długo nie postoi”. Zadzwoniła
do mnie i od razu się umówiliśmy… A na pożegnanie
zawołała: „tylko nie zapomnij tiramisu!”

Katarzyna Miller: Cieszę się, że o tym rozmawiamy. Zdziwiony?

Tomasz Jastrun: Byłem prawie pewien, że się nie zgodzisz.

– Dlaczego?

– Myślałem, że nie chcesz, by ci przypomniano, że lubisz jeść.

– I że jestem gruba? Jestem gruba. Lubię to słowo. I kocham jeść. Ta miłość zapewne pochodzi z niedoborów miłości w dzieciństwie. Mama mnie nie chciała. Zdarza się. Na szczęście tata był inny. Jako małe dziecko nie chciałam jeść. Wszyscy jednak pilnowali, abym zjadała zawsze to, co mi nałożono na talerz. I mnie złamali. Więc dzisiaj też zjadam wszystko do końca. Czasami zdarza mi się coś zostawić, ale to wymaga dużej pracy nad sobą. Jednak nie jem tego, co mi nie smakuje.

– Cała nasza generacja doświadczyła tej opresji. Szczególnie nasze babcie, doświadczone przez wojnę, nie uznawały marnowania jedzenia, dlatego zamiast do kosza, buch do buzi. Nienawidziłem tego.

– Mnie też dręczono, aż nauczyłam się zjadać do końca. Choć np. już wtedy lubiłam szpinak, a nawet wyobraź sobie, tran. W szkole nie byłam gruba, tylko wysoka i mocna, również psychicznie. Dopiero na studiach zorientowałam się, że uzależniłam się od jedzenia. Że nagradzam się i pocieszam jedzeniem – co zresztą łatwo mi przyszło, gdyż mam bardzo dużo kubków smakowych. Docierają do mnie również z wielką mocą zapachy i obrazy w tysiącach barw i kształtów.

– A jak śpiewasz, to trzęsą się mury i ja się trzęsę.

– Dzięki. Tak też śpię, pracuję, tańczę, sadzę kwiaty i potrafię gadać całą noc. Oddaję się wszystkiemu do końca. Nic dziwnego, że jedzeniu też. Jem dla przyjemności smaku, biesiadowania, gotowania, ale i wtedy gdy jestem zła czy smutna, a głównie po zmęczeniu. Nie oszukuję się, że nie jestem zła czy smutna, tylko robię sobie pocieszkę, która zostaje w ciele.

– Zjadanie świata też zostaje w nas, ale inaczej. Tyje się emocjonalnie oraz intelektualnie.

– Moje cielesne kilogramy pochodzą też nie z byle czego, jadam smacznie i zdrowo. Słodyczy jem najmniej. Nie przepadam, chyba że pyszne jak to tiramisu twojej żony. Wiesz, przełomem stał się mój wyjazd do Szwecji. Czasy studenckie. Polska była wtedy zamknięta, szara, uboga, także smakowo. Przeżyłam szok. Tam było tak ładnie i smacznie. Ale po roku 1989 Szwecja nagle do nas przyszła. Nawet Chińczyk przyszedł i jest tuż obok. A ja kocham kolekcjonować ładne rzeczy, wrażenia i smaki. Nie potrafię się z nimi rozstawać, nawet z kwiatami, jak uschną, nie potrafię… Jestem człowiekiem nadmiaru.

– Żyjemy w czasach nadmiaru rzeczy, jedzenia, pokus.

– Jedzenie jest szczęściem, wielką przyjemnością, która nie zawodzi.

– Ale jak się zje, to bywa udręka. Miliony ludzi walczą z nadwagą. Jak się zje, ma się potem wyrzuty sumienia. A kiedy stajemy na wadze – kolejna bitwa przegrana!

– Ja nie mam wyrzutów sumienia i nie wchodzę na wagę.

– Nigdy?

– Bez przesady, wiem, ile ważę, ale się tym nie katuję ani sobie nie obiecuję, że nie będę jadła… Nie ma mowy, abym przegrywała tę wojnę, ona toczy się u mnie gdzie indziej. Owszem, zdarzały mi się akcje np. oczyszczania organizmu. Wyjeżdżałam na obozy. Tam głodówka, kąpiele w zimnym jeziorze – uwielbiałam to. I łatwiej wyrzekałam się jedzenia niż inni. W grupie idzie mi to świetnie, a jak jestem sama, to nic z tego. Dawno temu, gdy się już usadowiłam w roli terapeutki i autoterapeutki, zauważyłam, że wiedza zaczyna mi szkodzić. Sama siebie zaczynałam kwestionować. Nic już nie było po prostu. Więc stuknęłam się w głowę: Kasia, albo będziesz wojować ze sobą, a to może być dożywocie, albo siebie zaakceptujesz.

Z akceptacją powiedziałam: masz ewidentnie uzależnienie od jedzenia, lubisz to, ba, kochasz. Ale przecież nie pijesz, nie ćpasz, nie palisz. Poza tym – żadnych uzależnień. Jak jesz, to zdrowo, a że za dużo? Trudno, zdarza się. Mój chłop je więcej ode mnie, a jaki szczupak. On tak ma, i już. Ale za to mało co mu smakuje. A ja mogę układać z jedzenia symfonie. I układam…

(…)

Wiecej w Zwierciadle 08/2011