fbpx

Miłośc co nie rdzewieje

Kiedy spotkasz dawną szkolną
miłość… strzeż się porywu uczuć
i czaru dawnych wspomnień.
To piękne romanse, ale rzadko kończą się szczęśliwie

AKT I

Związek Anny z Robertem był już od lat w kiepskim stanie. On pił, nie pracował, ona – kobieta tuż przed emeryturą – musiała utrzymać dom i dwie córki na studiach. Pozostała dwójka dorosłych dzieci dawno się wyprowadziła. Małżonkowie prawie ze sobą nie rozmawiali. Robert zajmował parter, Anna – piętro ich wspólnego domu. Prawie jak separacja.

Wtedy pojawił się Darek – jej miłość z czasów studenckich. Wielka, romantyczna i… niespełniona. Bo niegdyś, pewnego dnia, zniknął z życia dziewczyny jak kamień w wodę, jakby nagle przestał istnieć. Dopiero po jakimś czasie otrzymała list z informacją…, że żeni się, bo wkrótce zostanie ojcem.

Trzydzieści lat później przejeżdżał przez Olsztyn – rodzinne miasto Anny i zatelefonował. Wpadł na kawę z naręczem kwiatów dla niej i prezentami dla jej wnuków. Była oszołomiona. Mówił o własnej firmie, o separacji z żoną i dorosłych dzieciach. Po kilku tygodniach przyjechał drugi raz i znów przywiózł jej kwiaty oraz perfumy. Tryskał optymizmem. Annę to zachwyciło. Chyba właśnie wtedy raził ją piorun. Ten sam co kilkadziesiąt lat temu.

Dawna dziewczyno!

Jest jakaś magia w tych pierwszych miłościach – pocałunkach na karuzeli, nieporadnych podchodach, spojrzeniach rzucanych znad szkolnej ławy. Niespełniona miłość pozostaje na długo w pamięci i sercu. Wspominamy, marzymy i idealizujemy ją tak bardzo, że – według prof. Wiesława Łukaszewskiego z sopockiego oddziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej – większość osób wchodzi w związki małżeńskie nie tylko z wybrankiem czy wybranką, ale także… ze wspomnieniem „tego trzeciego” lub „tej trzeciej”. Mit pierwszego niewinnego zakochania utrwalają w dorosłym życiu rozczarowania, nieudane związki, zdrady. Pojawia się tęsknota.

Pewnie dlatego w latach 90. dojrzali Amerykanie masowo, za grube pieniądze wynajmowali detektywów, żeby odnaleźć miłość sprzed lat. Ale gdy na świecie upowszechniły się portale typu Facebook czy Nasza Klasa, detektyw okazał się zbędny. Ludzie rzucili się do odnajdywania byłych kochanków w internecie (przyznało się do tego aż 54 proc. internautów biorących udział w sondzie Wirtualnej Polski). Powstawały nawet specjalizujące się w tym portale – na niektórych nie trzeba nawet pamiętać imienia i nazwiska, wystarczy podać miejsce i czas romansu.

Z badań prowadzonych od 20 lat w 46 państwach przez prof. Nancy Kalish – psycholożkę, autorkę książki „Utraceni i odzyskani kochankowie” – wynika, że dawnej miłości najchętniej szukają w sieci osoby powyżej 35. roku życia. Większość, bo aż 55 proc., wydobywa ją z czasów, gdy nie mieli jeszcze 17 lat, a prawie wszyscy (84 proc.) – gdy nie przekroczyli 22. Co ciekawe, osoby starsze, po 65. roku życia też często starają się wracać do miłości z bardzo wczesnej młodości – nawet z podstawówki.

Powroty do szkolnych miłości stały się w Stanach tak popularne, że powstało nawet słowo „retroseksualni”, określające partnerów w takim związku. Czemu tak łakniemy retroromansów? Bo relacje z dawnych lat są najbardziej czyste i idylliczne, i często przerwane w sposób niezależny od młodych, np. przez rodziców czy zmianę miejsca zamieszkania. Rzadko wracają do siebie ci, którzy już w młodości stwierdzili: „nie jest nam ze sobą dobrze”.

AKT II

Anna spotkała się z Darkiem kilka razy w ciągu czterech miesięcy. To wystarczyło. W ekspresowym tempie rozwiodła się z mężem, zaczęła często jeździć do Darka do Warszawy. Rozpromieniona opowiadała o swoim szczęściu dzieciom. Przeżywała drugą młodość.

Robert – już eksmąż – manifestował swoją bezsilność: przebijał opony w aucie Anny, pił jeszcze więcej niż kiedyś. Któregoś dnia wyszedł z domu i nie wrócił. Po okolicznych lasach szukała go policja, dzieci, znajomi. Nic. Anna dzwoniła na komisariat, nasłuchiwała pod drzwiami, czekała na jakikolwiek znak. Co kilka dni zapalał się płomyk nadziei: ktoś widział go na rynku, był gdzieś w sąsiednim mieście… To zdarzenie jakby znów wtłoczyło ją w teraźniejszość. Do Darka przestała jeździć.

(…)

Więcej w Sensie 09/2011