Daj sobie przestrzeń na łzy!

fot. iStock

Płacz kojarzymy zwykle ze smutkiem lub przygnębieniem, a przecież każdemu z nas nieobce jest wzruszenie ze szczęścia czy zachwytu. Badania potwierdzają, że łzy radości mają inny skład chemiczny niż łzy złości czy żalu, a zupełnie inny mają te, które ronimy, krojąc cebulę. O tym, kiedy płacz jest oczyszczający, a kiedy może zaszkodzić oraz jak zachowywać się, gdy ktoś bliski płacze – z psycholog Agnieszką Malczewską-Gortych rozmawia Julia Wollner.

Mój terapeuta sprzed lat mawiał: „Gdy płyną łzy, dzieje się coś ważnego. „Coś ważnego” to jednak bardzo pojemna kategoria i zastanawiam się, czy istnieje krótka odpowiedź na pytanie: dlaczego płaczemy?

Próbą zwięzłego opisania tego skomplikowanego zjawiska może być to, że płaczemy, bo tego potrzebujemy. Potrzebuje tego nasze ciało, nasz organizm (z płaczem związane są przecież reakcje chemiczne w nim zachodzące), ale potrzebuje też tego nasza dusza, nasza psychika, ta część nas, która poszukuje emocjonalnej równowagi. Łzy pozwalają na rozładowanie stanu napięcia, na odreagowanie stresu, na rodzaj oczyszczenia, jak niektórzy to nazywają. Warto uzmysłowić sobie, że łzy są naszym sprzymierzeńcem. Mają nam pomóc. I pomagają, jeśli potrafimy je przyjąć.

Może byłoby nam łatwiej, gdybyśmy lepiej je rozumieli. Neurologicznie rzecz biorąc, łzy są uruchamiane przez przejście z układu współczulnego do przywspółczulnego. Tak mówią mądre książki. Co to jednak oznacza?

W psychologii mówimy o dwuetapowej teorii łez: pobudzenie – równowaga. Jest to przejście od stanu wysokiego napięcia, gdy aktywny jest układ współczulny, do stanu równowagi, zdrowia (aktywność układu przywspółczulnego). Oba układy należą do autonomicznego układu nerwowego, który steruje pracą narządów wewnętrznych bez udziału naszej świadomości. Układ współczulny podnosi aktywność organizmu, a układ przywspółczulny wręcz odwrotnie – działa na organizm rozluźniająco, uspokaja go. To szybkie przejście z układu współczulnego do przywspółczulnego możemy nazwać „odpuszczeniem”; potocznie mówi się też często o poddaniu się. Spowodowane jest ono przez gwałtowny spadek poziomu adrenaliny, co pozwala na równie szybki spadek napięcia ciała. Wtedy też pojawiają się łzy.

Na pewno każdy z nas może odnaleźć w pamięci sytuację, gdy podczas stresującego wydarzenia zachował kontrolę nad emocjami, a płacz pojawił się, gdy było już po wszystkim. Przychodzi mi tu na myśl moja niedawna stłuczka samochodowa. Jechałam z dziećmi. Uderzyłam w tył samochodu przede mną. Pamiętam swoją pełną mobilizację, trzeźwość umysłu, rzeczową rozmowę z poszkodowanym kierowcą, sprawdzanie, czy nic się nie stało synowi i córce. Wypełniłam dokumenty, wykonałam niezbędne telefony, dojechałam z dziećmi z powrotem do domu. I dopiero wtedy zaczęłam płakać. Podobnie dzieje się z maluchami, które gubią się w miejscu publicznym, np. w supermarkecie. Zaczynają szukać rodziców, wydają się napięte, ale raczej nie płaczą. Gdy takie dziecko zobaczy wreszcie któregoś z rodziców, a tym samym poczuje ulgę, że koszmar się skończył, wybucha płaczem. Otoczenie może być zaskoczone, że łzy pojawiają się, gdy problem jest już zażegnany; mówimy wtedy często: „Nie płacz, już po wszystkim”. Tymczasem dziecko przeszło właśnie ze stanu wysokiego napięcia do stanu równowagi, a łzy oznaczają, że wszystko wróciło do normy.

Także my, dorośli, często płaczemy z ulgi, jak również z radości czy złości. Z drugiej strony, wielu z nas automatycznie równa łzy ze smutkiem. Czy nie powinnyśmy podkreślić, że łzy są tak naprawdę emocjonalnie neutralne?

Rzeczywiście łzy kojarzymy zwykle z trudnymi emocjami: smutkiem, przygnębieniem, ale każdy z nas płakał też choć raz ze szczęścia, ekscytacji czy wspomnianej ulgi. Płaczemy, ściskając swoich bliskich, którzy wyszli z jakiejś opresji; płaczemy, oglądając wzruszający film czy pod wpływem pięknej, podniosłej muzyki. Amerykańscy naukowcy wzięli pod lupę wszystkie te emocje i orzekli, z czego wynika płacz w chwilach radości. Otóż nasz organizm, nie umiejąc poradzić sobie ze zbyt silnymi emocjami, dąży do odzyskania równowagi i wyrównania ich poziomu. Mówiąc potocznie: organizm potrzebuje „odreagować” nadmiar ekscytacji. Dlatego też łzy nie są tylko oznaką smutku, ale raczej dowodem na to, że organizm chce odzyskać równowagę. Są też wyrazem naszego temperamentu, emocjonalności, otwartości na pewne doświadczenia.

Przeczytałam gdzieś, że łzy u człowieka odgrywają też ważną rolę społeczną i stanowią formę komunikacji niewerbalnej.

Brytyjski profesor Michael Trimble, zajmujący się neurologią behawioralną, uważa, że umiejętność płakania rozwinęła się u człowieka w konkretnym momencie: gdy zdał on sobie sprawę, że inni ludzie również cierpią czy odczuwają smutek. Trimble uznaje to za przełomowy okres w ewolucji. Z całą pewnością rozwój ludzkiej świadomości pozwolił na reakcje bardziej złożone niż tylko te konieczne do walki o przetrwanie. Dlatego też, obok komunikacji werbalnej, rozwijała się także komunikacja niewerbalna, w obrębie której sygnałów o naszych emocjach można przekazać i odebrać więcej niż w słowach. Płacz jest właśnie takim sygnałem, komunikatem.

Dla mnie jako psychologa płacz jest też oznaką zaufania, otwartości, gotowości na bliższą relację. Jeśli ktoś decyduje się przy nas zapłakać, możemy wnioskować, że czuje się w naszym towarzystwie bezpiecznie, komfortowo. Dał nam kredyt zaufania, pozwolił zobaczyć się od strony, którą wielu uważa za słabszą. To dlatego zwykle nie płaczemy przed swoim przełożonym czy klientem, ale po trudnym, stresującym dniu w pracy wypłakujemy się żonie, mężowi, przyjaciołom.

Mówisz o ewolucji i od razu zaczęłam zastanawiać się, czy jesteśmy jedynym płaczącym gatunkiem. Co do tego chyba zdania są podzielone, prawda?

Wiemy, że zwierzęta mają gruczoły łzowe, służące do nawilżania i ochrony rogówki, jednak wydaje się, że nie płaczą w wyniku reakcji emocjonalnych. To oczywiście nie oznacza, że zwierzęta nie mają uczuć – wiemy doskonale, że przeżywają pewne rzeczy, ale w sposób inny niż ludzie. Naukowcy rzeczywiście uważają, że płacz jest typowo ludzkim zachowaniem, związanym z wyżej niż u zwierząt rozwiniętą aktywnością kory mózgowej. Dlatego w wypadku zwierząt może pojawić się zjawisko łzawienia, np. przy podrażnieniu rogówki, ale nie powiemy wtedy, że zwierzę płacze.

Z drugiej strony istnieją zdjęcia czy opowieści ludzi na temat płaczu zwierząt. W 2013 roku po Internecie krążył film pokazujący słoniątko w rezerwacie dzikich zwierząt w Chinach. Łkało ono przez pięć godzin po tym, jak odrzuciła je własna matka. Wielu z nas pamięta też wideo, na którym widać płaczącego psa leżącego na grobie swojej właścicielki. Wiemy, że zwierzęta odczuwają emocje. Że czują ból, tęsknią, boją się. Być może nie łkają dokładnie jak my, ale cierpią i smucą się po swojemu.

Przyjrzyjmy się ludzkim łzom z punktu widzenia chemicznego. Wiemy już, że płyną z różnych powodów, ale czy łzy smutku i radości mają identyczny skład? Czy można pozbyć się napięcia, na siłę wywołując łzawienie, np. krojąc cebulę?

To ciekawe zagadnienie, a skład chemiczny łez został rzeczywiście zbadany. Było to możliwe poprzez wysuszenie łez i zbadanie osadu, który po nich został, pod mikroskopem. Znany jest też eksperyment amerykańskiej fotograf Rose-Lynn Fisher zatytułowany „The Topography of Tears”. Fisher uwieczniła na kliszy ponad 100 próbek wyschniętych łez widzianych w dużym powiększeniu. W zależności od powodu, dla którego płynęły, wyglądały zupełnie inaczej. Skład chemiczny łez – a różnią się głównie ilością hormonów i enzymów – zależy przede wszystkim od przyczyny, z jakiej powstały. Łzy płynące pod wpływem emocji różnią się od łez odruchowych, czyli np. tych, które pojawiają się przy krojeniu cebuli. Te ostatnie nie zawierają substancji przeciwbólowych, takich jak enkefalina (peptyd opioidowy), wykazująca działanie zbliżone do morfiny. Odkryto także, że łzy szczęścia, w porównaniu ze łzami smutku, mają w składzie zdecydowanie mniej hormonu ACTH, który stymuluje korę nadnerczy do wydzielania kortyzolu. Dzięki badaniom naukowym wiemy też, że pod wpływem skrajnych emocji mózg aktywuje pewne gruczoły w okolicy gałki ocznej, które wywołują pojawianie się łez. Łzy zaś zawierają duże ilości oksytocyny – hormonu, który działa jak naturalny środek znieczulający i uspokajający. To dzięki niemu łzy sprawiają, że w wyniku płaczu ciało przechodzi w stan spokoju, równowagi.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »