Dlaczego lubimy zawstydzać innych?

fot. iStock

Ronson postanowił zająć się tematem publicznego upokarzania, kiedy sam przeżył coś w rodzaju publicznego obciachu na Twitterze. Uczucia, jakie się przy tym u niego pojawiły, tak go zaskoczyły, że zaczął drążyć temat. W trzech pytaniach odpowiada, dlaczego lubimy zawstydzać innych.

Patrząc na chociażby zjawisko reality show czy popularność celebrytów, żyjemy w dość bezwstydnych czasach. Co w takim razie jest dzisiaj jeszcze powodem do wstydu?

Nie zgadzam się z tezą, że żyjemy w bezwstydnych czasach. Moim zdaniem jest na odwrót. Kiedy mówiłem ludziom, że piszę książkę o wstydzie, część z nich mi gratulowała, zakładając, że skupię się na młodzieży, która w ogóle nie odczuwa już wstydu, bo wszyscy są tak otwarci w sprawach seksu. Myśleli, że opowiadam się za tym, żeby w naszym życiu było WIĘCEJ wstydu! A mnie chodziło o coś wręcz przeciwnego! Osobiście uważam, że większa otwartość w temacie seksualności jest zdrowa. Ale to nie oznacza, że wstyd zanikł. On tylko przeniósł się gdzieś indziej, nabierając po drodze ogromnej siły.

Ma pan na myśli publiczne piętnowanie za tzw. niestosowne wypowiedzi, o którym pisze pan we „#Wstydź się!”?

Tak. Moja książka mówi o potędze piętnowania, które odbywa się w mediach społecznościowych. Nieudany żart może oznaczać, że jutro stracimy pracę, a nasze zdrowie psychiczne legnie w gruzach. Niektórzy w takiej sytuacji popełniają samobójstwo. A ci, którzy ich napiętnowali, dalej zajmują się swoimi sprawami, nie zastanawiając się nad konsekwencjami tych działań.

Czasy publicznych egzekucji i pręgierza zamieniły się w czasy upokarzania innych na Twitterze i Facebooku. Czym dla nas jest mechanizm zawstydzania? Jaki rodzaj władzy czy satysfakcji nam daje?

Daje przyjemne przekonanie o własnej nieomylności. Twitter to machina wzajemnego uznania. Otaczamy się ludźmi, którzy myślą tak samo jak my, i zgadzamy się ze sobą nawzajem. A kiedy pojawia się ktoś, kto się od nas różni, pokazujemy naszemu kręgowi znajomych, ile mamy w sobie współczucia, atakując go za tę odmienność. Ma to niezwykle niebezpieczne konsekwencje. Efektem jest spolaryzowany, rozgniewany, niedemokratyczny świat. Odpychamy od siebie myśl, że istnieją ludzie, którzy mają inne poglądy niż my. Według mnie to nie przypadek, że Donald Trump został prezydentem ery Twittera. Amerykańska biała klasa robotnicza nie była słuchana przez resztę społeczeństwa, więc jej członkowie uznali, że mają tego dość – i zagłosowali na Trumpa.

TOTALNY OBCIACH

Jon Ronson, „#WSTYDŹ SIĘ!”, Insignis 2017

15 lipca 1742 roku. „Niejaka Abigail Gilpin, żona marynarza, pod nieobecność męża została przyłapana naga w łóżku z Johnem Russellem. Oboje mieli otrzymać dwadzieścia batów przy miejskim pręgierzu. Abigail odwołała się od wyroku”. Zgodziła się ne chłostę, ale poprosiła sędziego, by nie odbyła się przy ludziach. Ze względu na dzieci. Ze względu na wstyd.

Publiczne egzekucje teoretycznie od lat są zakazane. Jednak, jak zauważył autor tej książki, Jon Ronson, powróciły w wielkim stylu niejako nielegalnie. Za pomocą Internetu – Twittera i innych mediów społecznościowych. Wrzucanie i komentowanie filmów, zdjęć, opisów zdarzeń, które nas irytują czy oburzają stało się czymś całkowicie normalnym. I taka Abigail, gdyby zdradziła męża w dzisiejszych czasach, ryzykowałaby pręgierz sieci. Być może gorszy nawet niż w 1742 roku, bo ogólnoświatowy.

Ronson postanowił zająć się tematem publicznego upokarzania, kiedy sam przeżył coś w rodzaju publicznego obciachu na Twitterze. Uczucia, jakie się przy tym u niego pojawiły, tak go zaskoczyły, że zaczął drążyć temat. Ciekawe, czy to jego drążenie powstrzyma kogoś przed pójściem nago do łóżka z nie swoim mężem lub nie swoją żoną, ale… są takie szanse. Bo wstyd naprawdę boli!

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »