fbpx

Dobrze, że jestem. Jak pokochać samego siebie?

Dobrze, że jestem
Pokochać siebie to wyzwanie na całe życie. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem możemy kochać siebie bardziej i bardziej, krok za krokiem odkrywać swoją doskonałą naturę. Potrzebujemy jedynie zaangażowania w mierzeniu się ze swoimi lękami i ograniczającymi przekonaniami. (Fot. iStock)

„Jestem dla siebie ważna i cenna. Kocham siebie, więc otaczam swoje ciało miłością i troską. Kocham siebie, więc zapewniam sobie wygodne miejsce do życia. Kocham siebie, więc wykonuję pracę, która daje mi radość. Kocham siebie, więc myślę o innych z miłością. Kocham siebie, więc żyję teraźniejszością…” – to słowa jednej z duchowych nauczycielek. Kochamy siebie?

Zanim zaczniesz czytać ten tekst, zrób, proszę, krótkie ćwiczenie. Wstań i podejdź do najbliższego lustra. Przez dłuższą chwilę popatrz sobie w oczy i powiedz swoje imię, a następnie zdanie: „Kocham cię i akceptuję taką, jaka jesteś”. Jak poszło? Tortura? Całkiem przyjemne? Jest wiele książek na temat znaczenia miłości do siebie. Autorzy polecają lustro, twierdząc, że znakomicie odbija uczucia do siebie. Amerykańska terapeutka Louise Hay, autorka znanej także w Polsce książki „Możesz uzdrowić swoje życie”, pisze, że od spojrzenia w lustro zaczyna się ożywczy proces powrotu do siebie. Tych, którzy przychodzą do niej po pomoc, prosi, aby wzięli ze sobą małe lusterko. Na pierwszym spotkaniu mają tylko spojrzeć sobie głęboko w oczy z akceptacją i miłością. Okazuje się, że dla wielu to wyzwanie ponad siły. Rzadko obserwuje spokojną reakcję. Niektórzy krzyczą, inni są bliscy płaczu lub wściekają się, niektórzy krytykują swój wygląd lub cechy charakteru albo twierdzą, że NIE MOGĄ tego zrobić. Jeden z mężczyzn cisnął lusterkiem o podłogę, inny wybiegł z pokoju.

Wayne Dyer w książce „Pokochaj siebie” także proponuje zacząć od prostego pytania: „Czy podoba mi się moje ciało?”. John Welwood w książce „Idealna miłość, niedoskonały związek” pisze, że wewnętrzny krytyk najpełniej dochodzi do głosu, gdy patrzymy w lustro: „Jak reagujesz na twarz wpatrującą się w ciebie? Jak reagujesz na zmarszczki? Akceptujesz siebie bezwarunkowo czy też bezlitośnie osądzasz?”.

Nie taka, jak trzeba

Zbyt słaba. Zbyt silna. Za gruba. Za chuda. Za niska. Za wysoka. Za leniwa. Za stara. Za młoda. Trochę nierozgarnięta. Nieciekawa. Nijaka. Mało inteligentna. Za bardzo pyskata. Louise Hay pisze, że gdy przychodzą do niej ludzie z problemami zdrowotnymi, finansowymi, dotyczącymi związków czy czegokolwiek jeszcze, ani przez chwilę nie zajmuje się tymi problemami, koncentruje się tylko na jednej sprawie – na miłości do siebie. „Najgłębszym przekonaniem większości z nas jest »nie jestem dość dobra«, »nie jestem w porządku«, »nie robię wystarczająco dużo« – pisze Hay. Jeżeli tak myślimy o sobie, to jakim cudem mielibyśmy stworzyć życie oparte na miłości, radości, dobrym samopoczuciu i zdrowiu?” – pyta.

Sonia Raduńska, autorka „Białych zeszytów” i „Kartek z białego zeszytu”, pracuje z kobietami w grupach rozwoju osobistego. – Wiele kobiet mówi, że są nic niewarte, dopóki nie znajdą mężczyzny, który je pokocha, nie wyjdą za mąż. Albo dopóki nie schudną, nie urodzą dziecka, nie zrobią kolejnego dyplomu. Stawiają sobie i światu warunki – mówi. Zna to z własnego doświadczenia. Na przykład nienawidziła siebie, gdy paliła papierosy. Przestanę palić, to siebie pokocham – taki był jej warunek. Ale to nie działa. Dopiero wtedy, gdy zaakceptowała siebie w całości, mogła bez wysiłku rozstać się z papierosami.

Pokochać siebie to czarodziejska różdżka rozwiązująca problemy, pisze Hay. I obiecuje: „Gdy pokochasz siebie, doznasz takiego przypływu uskrzydlającego szczęścia, że zatańczysz z radości”. I pokochasz innych. Bo czymże jest miłość? – zastanawia się Wayne Dyer. To umiejętność i chęć pozwolenia tym, na których ci zależy, aby byli, kimkolwiek zechcą, bez nalegania na spełnienie twoich oczekiwań. Jak możemy osiągnąć taki poziom miłości? Bardzo łatwo, twierdzi Dyer, kochając siebie, czując, że jesteśmy dla siebie ważni, cenni i piękni. Nie będziemy wtedy oczekiwać, by inni potwierdzali naszą wartość, dopasowując swoje zachowanie do naszych wymagań. Jeśli czujemy się pewni siebie, nie potrzebujemy, by inni byli tacy jak my. „Zaczynasz kochać siebie i nagle spostrzegasz, że umiesz kochać innych, dzielić się z nimi i działać dla nich dzięki temu, że najpierw myślisz o sobie i robisz coś dla siebie – wyjaśnia Dyer. – W twoim dawaniu nie ma żadnego wyrachowania. Nie robisz tego dla podziękowań czy zysku, ale dla prawdziwej przyjemności, jaką sprawia ci pomaganie innym czy kochanie ich”. Najważniejszą rzeczą ze wszystkich jest kochać siebie. Spotkałam to zdanie w dziesiątkach książek traktujących o wewnętrznym rozwoju i duchowości.

Inteligencja miłosna

Wyrastamy w przekonaniu, że kochanie siebie jest złem. Jako dzieci nauczyliśmy się, że to, co było dla nas najbardziej naturalne, miłość własna, jest równoznaczne z byciem samolubnym i zarozumiałym. „Nauczono cię uważać innych za ważniejszych od siebie i myśleć przede wszystkim o sprawianiu im radości, gdyż takie zachowanie oznacza, że jesteś »dobrym« dzieckiem. Inni są ważni, ty jesteś nieważny. Nie ufaj własnemu zdaniu – to wniosek numer jeden, utrwalany za pomocą całego arsenału nakazów” – przypomina Dyer.

John Bradshaw w „Powrocie do wewnętrznego domu”, kolejnej klasycznej pozycji dotyczącej odkrywania miłości do siebie, twierdzi, że każdy z nas, dorosłych, ma w sobie 25 tysięcy godzin taśm nagranych przez rodziców i inne ważne dla nas w dzieciństwie osoby. Codziennie odsłuchujemy je w naszej głowie. Ile godzin na tych taśmach to komunikaty o tym, że jesteśmy wspaniali, kochani, bystrzy i inteligentni? Lub o tym, że możemy robić to, czego pragniemy, a gdy dorośniemy, będziemy kimś niezwykłym? Ile zaś nagrano tam zakazów we wszystkich możliwych formach? W naszej kulturze nienawiść do siebie jest jak epidemia, która w jakimś stopniu obejmuje niemal każdego. Nawet tych, którym udaje się ją ukryć pod pozorem sukcesu albo dobrego wyglądu.

Wielu z nas jest także przekonanych, że kochanie siebie jest niepoważne; że nie przystoi człowiekowi inteligentnemu. „Jeśli kochasz siebie, jesteś człowiekiem niezwykle inteligentnym – przekonuje Dyer. – Ponieważ prawdziwym miernikiem inteligencji jest umiejętność szczęśliwego i pozytywnego przeżywania swojego życia w każdym jego momencie”. Proces kochania siebie zaczyna się od niekrytykowania siebie bez względu na okoliczności. Nigdy. Louise Hay wspomina pierwszy wygłoszony przez siebie wykład. Kiedy zeszła ze sceny, powiedziała sobie natychmiast: „Luizo, byłaś świetna. Byłaś absolutnie fantastyczna jak na pierwszy raz. Po pięciu lub sześciu razach będziesz profesjonalistką”. Kilka godzin później powiedziała sobie: „Myślę, że dobrze byłoby zmienić kilka rzeczy. Zmienimy to i tamto”. Nawet jeśli robimy coś niedobrego, co rani nas i innych, możemy to widzieć i zmienić, a jednak siebie nie oceniać. Nigdy siebie nie krytykuj, nigdy, powtarza Hay. Nawet jeśli inni to robią.

Miłość do siebie jest… naturalna

Nasza pierwotna natura jest piękna i dobra – zwracają uwagę mistrzowie i nauczyciele duchowi we wszystkich czasach. John Welwood pisze: „Spostrzeżenie dotyczące pierwotnej dobroci nie jest credo zapożyczonym od Pollyanny w stylu New Age. Mistycy i mędrcy Wschodu i Zachodu, od Platona do Lao-Cy i Buddy bezpośrednio doświadczyli esencji ludzkiej natury jako wrodzonej czystości serca, które jest źródłem pozytywnych wartości, takich jak miłość, troska, odwaga, poczucie humoru, mądrość, oddanie i siła. Nasze wewnętrzne piękno jest zdecydowanie potężniejsze i prawdziwsze niż wszystkie nasze poglądy na temat dobrego i złego ja”. Pokochać siebie jest wyzwaniem na całe życie. Z każdym dniem, miesiącem i rokiem możemy kochać siebie bardziej i bardziej, krok za krokiem odkrywać swoją doskonałą naturę. Potrzebujemy jedynie zaangażowania w mierzeniu się ze swoimi lękami i ograniczającymi przekonaniami. Potrzebujemy rozpoznać swoje najgłębsze pragnienia i podążać za nimi. Uporządkować przeszłość.

W marcu, Jacek Banach, 35-latek, do niedawna kierownik projektów w firmie telekomunikacyjnej, pakuje się do wyjazdu do Peru. Wyjeżdża na siedem miesięcy, a może na dłużej, może na zawsze. Ma międzynarodowe uprawnienia, więc może pracować wszędzie. Zwolnił się z pracy, wynajął swoje mieszkanie, sprzedał samochód. Przez pierwsze trzy miesiące będzie żył z dala od cywilizacji w peruwiańskiej wiosce i poznawał świat szamanów. Co potem, jeszcze nie wie.

– Ta podróż jest wyrazem miłości do siebie, dokończeniem procesu wewnętrznej transformacji, swoistą inicjacją w dorosłość – mówi Jacek. – Facet musi opuścić znane i wyruszyć w nieznane. Takie zmierzenie się z czymś spoza buduje w nim mężczyznę.

Wewnętrzny proces dojrzewania zaczął się wiele lat temu. Jak to zwykle bywa – od trudnych pytań: Kim jestem? Co tu robię? Po co dzieje się to wszystko? A więc od niezrozumienia: – Nie potrafiłem wpasować się w codzienny świat, brakowało mi przestrzeni na coś ważnego. Pytałem siebie, dlaczego nie mogę się cieszyć, swobodnie siebie wyrażać – mówi.

– Zrozumiałem, że chcę zostawić swoje obecne życie. To świadomy krok – wiem, że nie uciekam, czuję po prostu, że coś się skończyło, a to, co ważne, ma się dla mnie wydarzyć w Puszczy Amazońskiej. Dlaczego tam? Szamani mają wiedzę potrzebną, aby dojrzeć emocjonalnie i rozwinąć świadomość. W naszej kulturze człowiek rusza w życie z dyplomem magistra w kieszeni, a ciągle jest dzieckiem. W całym tym procesie ważne jest, aby zostawić to, co znane, co daje poczucie bezpieczeństwa: wygodne życie, pracę, mieszkanie, przyjaciół, najbliższych – bo takie doświadczenie ma moc przemiany, pozwala dotrzeć do wewnętrznej siły. Pod okiem szamańskich mistrzów ludzie od wieków dojrzewali, odnajdywali w sobie wolność i harmonię ze światem zewnętrznym, to jest prastara wiedza.

Kocham siebie, więc otaczam swoje ciało miłością i troską. Kocham siebie, więc zapewniam sobie wygodne miejsce do życia, które zaspokaja moje potrzeby i w którym przyjemnie jest przebywać. Kocham siebie, więc wykonuję pracę, która daje mi radość, pozwala wykorzystać moje zdolności. Kocham siebie, więc myślę o innych z miłością. Kocham siebie, więc żyję teraźniejszością, doświadczając każdej chwili jako dobrej… – pisze Louise Hay.

Bo to prawdziwa frajda troszczyć się o siebie – robić sobie niespodzianki, pojeździć na nartach, na rowerze, żeglować, chodzić po górach, ćwiczyć jogę, obejrzeć dobry film, poleżeć w wannie pełnej aromatycznych olejków, posłuchać dobrej muzyki. Czuć się przepełnionym radością życia.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>