fbpx

Dość wewnętrznego umniejszania. Sami najcelniej zadajemy sobie rany

Dość wewnętrznego umniejszania. Sami najcelniej zadajemy sobie rany
Jeśli nie mamy w sobie głosu kochającego wewnętrznego rodzica z przesłaniem „Jesteś w porządku”, to musimy ten głos do naszego dialogu wewnętrznego wprowadzić. (Fot. iStock)

Świat w dużym stopniu zajmuje się grą w „moje lepsze”, czyli tym, żeby powiedzieć innym: „Jesteś gorszy ode mnie”. Próby poniżania, zarówno ze strony wewnętrznego krytyka jak i toksycznych osób, można interpretować jako wołanie o pomoc. Informację o tym, że ich autor sam doznał poniżenia, jest cierpiącym człowiekiem. Co z tym zrobić?

Wzoru dostarczają na ogół rodzice, którzy są z siebie niezadowoleni, nie lubią sami siebie, nie cieszą się z tego, co mają, wciąż się porównują z innymi i też byli wychowywani przez umniejszanie. Żeby sobie poprawić na chwilę złe samopoczucie, ściągają nas w dół, często w sposób złośliwy i nieprzyjemny. Od nich uczymy się robić to samo sami sobie. W dodatku rodzicom się wydaje, że to dobry środek wychowawczy. Chcą, żeby dziecko dzięki takiemu treningowi lepiej sobie radziło, tymczasem skutek jest odwrotny. Umniejszane dzieci często boją się sytuacji, które realnie nie stwarzają zagrożenia, łatwo się wycofują.

Wychowywać przez umniejszanie próbują też często nauczyciele, lekarze, urzędnicy. Świat w dużym stopniu zajmuje się grą w „moje lepsze”, czyli tym, żeby powiedzieć innym: „Jesteś gorszy ode mnie”. Może dlatego zbyt często zdarza się, że uwewnętrzniamy ten przekaz. Wewnętrzny rodzic, który powstaje w procesie wychowania, często nam dokucza, mówiąc rzeczy w rodzaju: „Znowu ci nie wyszło”; „Nie nadajesz się”; „Nie zasługujesz”. Jeśli łapiemy się na myślach w rodzaju „Coś ze mną nie tak”, jest to sygnał ostrzegawczy, że krytyk wewnętrzny próbuje przejąć nad nami kontrolę.

Umniejszanie samego siebie sieje zniszczenie, sami najcelniej zadajemy sobie rany. Drastyczne przykłady osób słuchających najgorszych rzeczy na swój temat od wewnętrznego krytyka to np. osoby, które się okaleczają, albo te z zaburzeniami odżywiania. Uważają, że są nic niewarte. Skutkiem ulegania umniejszaczom może być także pracoholizm albo perfekcjonizm. Ciągle nie tak, za mało, jeszcze więcej, bo to, co zrobiłaś, nie starczy. Jeśli sama w siebie nie wierzysz, to nie wierzysz też, że inni mogą być z ciebie zadowoleni. To stwarza dużą presję i trudno nam coś doprowadzić do końca, a nawet jeśli się uda, to moment zadowolenia jest chwilowy. Okazuje się, że to nie wystarcza. Kolejna góra jest jeszcze wyższa, weszliśmy na tę gorszą, większe osiągnięcia są gdzie indziej i ktoś już je zdobył. Takie podejście zabiera radość, satysfakcję. Szkoda, że nie potrafimy uczyć dzieci poczucia zadowolenia z siebie: „więcej nie musisz”, „teraz się pobaw, uciesz”.

Pół sukcesu w walce z wewnętrznym umniejszaczem to uczciwa diagnoza, czyli rozpoznanie i nazwanie. Kiedy to już nastąpi, z krytykiem wewnętrznym można rozmawiać i kwestionować to, co mówi: „Znowu ci nie wyszło, kretynko”. „Ale dlaczego, kretynko? Przeproś mnie za to. Nie mów tak do mnie, bo ja nie jestem żadną kretynką”. Jeśli bez szemrania ulegamy krytycznemu głosowi, nasze życie staje się koszmarem, spada poczucie własnej wartości, postrzeganie rzeczywistości jest zniekształcone. Jeśli nie mamy w sobie głosu kochającego wewnętrznego rodzica z przesłaniem „Jesteś w porządku”, to musimy ten głos do naszego dialogu wewnętrznego wprowadzić. Choć samemu jest trudno, pomóc może w tym na przykład terapeuta. Wewnętrznego krytyka (zresztą zewnętrznego też) rozbraja również okazanie mu współczucia. Zamiast „Co ty robisz?”, mówimy mu: „Jak mi przykro, że ty to przeżywasz”. Ważne są tutaj pozytywne doświadczenia. Żebyśmy mogli sobie dać zrozumienie lub współczucie, musimy doświadczyć ich od innych, niekoniecznie rodziców. To pozwala zmienić niedobrego wewnętrznego rodzica na ciepłego i kochającego. Próby poniżania ze strony wewnętrznego krytyka, jak i toksycznych osób można interpretować jako wołanie o pomoc. Informację o tym, że ich autor sam doznał poniżenia, jest cierpiącym człowiekiem. Rozwiązaniem jest zrozumieć, że jeśli ktoś umniejsza nas, to w gruncie rzeczy mówi nie tyle o nas, ile o sobie. On sam się czuje nieważny, gorszy, nieudany i chce, żeby się to nie wydało, więc przenosi te odczucia na innych, mówi więc np. „Zobacz, znów zrobiłaś błąd”. Większość ludzi daje się na to nabrać. Nie widzimy, że ktoś, mówiąc „jak ty wyglądasz”, próbuje kosztem innego podnieść sobie samoocenę. Jeśli nie damy się wyprowadzić z równowagi i spokojnie powiemy: „Ja jestem w porządku i ty jesteś w porządku”, nie tylko nie pozwolimy się umniejszyć, ale też sami nie będziemy umniejszać. Ważne, żeby się przed sobą przyznać: „Tak, robię czasem błędy, czegoś nie potrafię, ale mnie to wcale nie skreśla”. Każdy ma jakieś braki, słabe punkty. Nie musimy znać się na wszystkim i wszystkiego umieć.

Fragment książki „Życie od A do Z”, w której Katarzyna Miller po raz kolejny dzieli się z czytelnikami swoim terapeutycznym doświadczeniem. Autorka nie ucieka przed trudnymi tematami ani przed podpowiadaniem konkretnych rozwiązań, ale też zachęca do autorefleksji. Nie brakuje tu jej dosadnego poczucia humoru, ciepła, a przede wszystkim – szczerości, dzielenia się bardzo osobistymi historiami. Książka powstała dzięki rozmowom z Dariuszem Janiszewskim, redaktorem „Zwierciadła”. 

Życie od A do Z
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze