fbpx

Edukacja seksualna, czyli co?

Edukacja seksualna, czyli co?
Edukacja seksualna, czyli co?

Bardziej niepokoi nas to, że dziecko zobaczy w filmie seks niż jak ktoś obcina komuś głowę – mówi psycholog Agnieszka Stein.

 

Napięcia wokół edukacji seksualnej nie maleją. Dlaczego tak trudno uznać, że powinna być częścią edukacji w ogóle?
Wokół edukacji w ogóle też jest wiele napięć, więc samo połączenie jej z edukacją seksualną wcale nie upraszcza sytuacji. Bo żeby nauczać, to musimy zgodzić się co nauczać. A ponieważ tej zgody nie ma, ponieważ każda strona mówi o innych perspektywach, to pojawia się napięcie. Seksualność nie jestem obszarem, w którym da się oddzielić wiedzę od przekonań, emocji, od wartości, które ludzie wyznają.

Na czym więc powinno polegać edukowanie na ten temat?
Edukacja to, owszem, przekazywanie wiedzy, ale ludzie dużo bardziej niż wiedzy potrzebują kontaktu ze sobą nawzajem i ze sobą samym, różnych umiejętności, na przykład radzenia sobie ze swoimi emocjami. Czyli mnóstwa rzeczy, które trudno załatwić za pomocą edukacji. Też dlatego, że edukacja opiera się na idei, że ten kto edukuje jest mądrzejszy i wie lepiej, a ten kto ma być edukowany nie za bardzo ma możliwość powiedzieć, czy tego chce. Edukacja wiąże się z nastawieniem wyższościowym do ludzi, a do seksualności takie nastawienie mało przystaje. W tym obszarze większe znaczenie ma nie to co nauczyciel powie na zajęciach, tylko to, co i jak skomentuje poza lekcjami. Dzieci nie są głupie, one bardzo dobrze widzą, gdzie jest życie i gdzie dorośli w autentyczny sposób się zachowują, a gdzie jest ten kawałek zajęć teoretycznych.

Edukatorzy są zazwyczaj dobrze przygotowani do zajęć.
Myślę, że dla wielu młodych ludzi spotkanie kogoś takiego jak edukator, od którego po raz pierwszy usłyszą, że z seksem nie jest tak jak myśleli, będzie inspiracją do eksplorowania tego tematu, zmiany myślenia. Dobrze przygotowani edukatorzy to pozytywny pomysł. Ale najważniejsi dla edukacji seksualnej dzieci są dorośli, którzy mają z nimi kontakt na co dzień. Tak naprawdę największym narzędziem samoedukacji w tym zakresie jest Internet.

Który czasem miesza w głowach i szkodzi. Wielu rodziców nie boi się Internetu, tylko systemowej edukacji.
Pytanie, czy rodzice w ogóle nie chcą edukacji, czy chcą, żeby lekcji na ten temat nie prowadziła konkretna nauczycielka, której poglądy religijnie są ogólnie znane. Często rodzice nie to że nie chcą w ogóle edukacji, tylko nie życzą sobie tej, która jest.

A wiedzą, że sami mogą dużo zdziałać?
Myślę, że kłopot nie polega na tym, że rodzice tego nie wiedzą, tylko na tym, że oni nie wiedzą jak to robić, bo są zmęczeni, sfrustrowani. Nie spotkałam matki ani ojca, którzy nie chcieliby mieć wpływu na swoje dziecko.

Dla porządku wyjaśnijmy, co to jest seksualność.
To ważne, bo moim zdaniem seksualność może porządkować rodzicom ten temat. Na seksualność składa się nie tylko moja płeć, ale także stosunek do mojego ciała, kontakt ze sobą, rozumienie bliskości i miłości, umiejętności komunikacji, poczucie własnej wartości, zdolności rozpoznawania własnych granic i komunikowania ich. Seksualność nie jest obszarem zamkniętym w oddzielnej szufladzie, tylko jest powiązana z naszym życiem. Kiedy w czasie moich spotkań autorskich pytają mnie, od jakiego wieku edukować seksualnie swoje dziecko, to mówię: od urodzenia. Na wspieranie seksualności dziecka nigdy nie jest za wcześnie, ciągle to powtarzam i mam wrażenie, że ludzie coraz bardziej się z tym oswajają. Bo dziecko od urodzenia jest istotą seksualną, od urodzenia ma płeć.

Jak wspierać od urodzenia?
Swoim stosunkiem do dziecka od kołyski, budowaniem relacji z nim i ludźmi. Bo to nie jest tak, że wystarczy usiąść i wytłumaczyć dziecku wszystko w wieku 15 lat, bo ono ma już 15 lat doświadczeń w obserwowaniu świata i swoje wie. Myślę, że jeśli ludzie mają wyobrażenie, czym jest seksualność, jak to bogaty temat, to widzą bardzo dużo obszarów, w których chcą wspierać swoje dzieci. Ale też chcą wtedy zadbać o siebie.

Dlaczego rodzice boją się seksualności swoich dzieci?
Ponieważ nie rozmawiają o swoich lękach, ponieważ spotykają się z postawą, która je podsyca albo przekonuje, że nie ma się czego bać, co też im nie pomaga, więc te lęki pracują. Myślę, że kłopot w dziedzinie seksualności polega na tym, że wiedza w wielu dziedzinach poszła do przodu, jest dostępna, dorośli mogą ją eksplorować, natomiast wiedza dotycząca dzieci została zakonserwowana sprzed stu lat. Przeczytałam niedawno w wywiadzie ze specjalistką, że kąpanie się rodzica z trzyletnim dzieckiem to molestowanie. Albo że masturbowanie to konsekwencja molestowania. Dla mnie to są skandaliczne wypowiedzi, które wywołują totalny zamęt w głowach rodziców. Najpierw trzeba więc zacząć od edukowania specjalistów. Bo wiedzy opartej na najnowszych osiągnięciach medycyny przybywa. Na przykład dowiadujemy się, że nie da się sprawdzić żadnym badaniem, czy kobieta jest dziewicą czy nie, ponieważ błona dziewicza to elastyczny kawałek skóry, który czasem pęka w trakcie codzienności aktywności, a czasem zrasta się z powrotem. Ciągle się uczymy tego, że nie wiemy.

To co wiemy?
Wiemy na przykład, że jak ludzie akceptują siebie, to łatwiej im radzić sobie z własną seksualnością i bardziej podmiotowo traktują też innych. Wiemy też, że każdy człowiek jest inny. Są rzeczy, do których ludzie się nie przyznają, ponieważ uważają że są „nienormalni”. Ale jak się podrąży więcej, to się okaże, że każdy jest jakoś inny, że tych normalnych prawie nie ma.

Normy w seksualności nie istnieją?
Norma to pewien konstrukt społeczny dotyczący oczekiwań społecznych.
Według mnie kryteria tego, co sprzyja udanemu życiu seksualnemu nie są z gatunku dobra czy zła albo w postaci listy określonych zachowań tylko polegają na sprawdzeniu, czy to, co robię jest w zgodzie ze mną oraz czy druga osoba zgadza się na to, co zamierzam robić.

Czyli wraca temat granic.
Tak, w tym obszarze my dorośli mamy dużo do zrobienia i warto, żebyśmy uczyli się wspierać nasze dzieci w stawianiu granic.

Jak to robić?
Odpowiedź na pytanie, co robić bez kontaktu ze sobą jest bardzo trudna. Bo to nie chodzi o wykonywanie bądź niewykonywanie jakiejś czynności, tylko o to, że my się z powrotem potrzebujemy nauczyć czuć siebie.

Dlaczego to takie ważne?
Myślę, że dlatego, że jak ktoś nie czuje siebie to trudno mu też poczuć dziecko i wspierać je w tym, żeby czuło siebie. Rodzicom bardzo pomaga grupa i wspólnota, to, że spotykają się i dzielą się doświadczeniami, wątpliwościami. Dostrzegają wtedy obszary, w którym jest im trudno i pomału zaczynają się nimi opiekować. Każdy ma inną historię, inne problemy. Jak miałabym powiedzieć ogólnie jak wspierać dzieci, to bym odpowiedziała: rozwijać się w swoim rodzicielstwie, samemu szukać wsparcia. Powiedzenie komuś co robić powoduje, że jeśli on tego nie uczyni, będzie uważał, że robi źle. A to nie chodzi o to, żeby ktoś usłyszał, że jak zrobi tak, jak ja powiem, to jest dobrze, a jak nie zrobi, to jest źle, tylko żeby usłyszał, że może w tej dziedzinie decydować i wybierać, że jest w stanie sam rozpoznać, co mu służy, a co nie. Chodzi oczywiście o taki wybór, który nie narusza innych ludzi. Im bardziej troszczymy się o siebie, tym mniej naruszamy innych, a nie bardziej. To jedno z największych przekonań naszej kultury, że jak się troszczymy o siebie, to coś zabieramy innym. Mam takie doświadczenie, że jak zdiagnozujemy u siebie, że nasze granice były naruszane, to wynika z tego większa wrażliwość na naruszanie granic dzieci. Bo nie chcemy robić dzieciom tego, co nas bolało.

Co w edukacji seksualnej jest poza dyskusją?
Na przykład to, że warto wiedzieć, jak wygląda moje ciało. A żeby to wiedzieć trzeba wziąć lusterko i się obejrzeć, nie da się tego nauczyć na lekcji. Nauczyciel może powiedzieć, że ciała są różne i że każde jest w porządku, że jeżeli moje ciało jest takie jakie jest, to takie ma być. Dziecko ogląda swoje ciało z ciekawością, jeśli nie usłyszy, a fuj, co robisz! Kiedy rodzice mówią mi, że ich dziecko eksploruje swoje ciało, to ja im nie radzę, co robić, bo to słabo działa. Na ogół dalej postępują tak, jak dotychczas, tylko mają z tego powodu poczucie winy. Dlatego rozmawiamy o tym, co jest dla nich trudne, jakie mają na ten temat wyobrażenia, czego się boją. Ja nie zabraniam zabraniać, tylko zachęcam ich do kontaktu ze sobą. Ewentualnie przedstawiam swoją postawę: że na mnie jakieś zachowanie nie robi wrażenia. Albo mówię, że inne dzieci też to robią. Wtedy rodzice trochę sobie odpuszczają.

Co by pani powiedziała zatroskanym o edukację seksualną świeżo upieczonym rodzicom?
Żeby szukali ludzi, których podejście do życia jest zbliżone do ich podejścia, którzy traktują innych, w tym dzieci, w taki sposób, w jaki oni sami chcieliby być traktowani. Jako zwierzęta stadne naprawdę nie jesteśmy w stanie funkcjonować bez ludzi. Możemy wymieniać się doświadczeniami, podpatrywać, jak inni radzą sobie w swoim rodzicielstwie i tym się inspirować. Jak chcemy umieć rozmawiać na temat seksualności z dziećmi, a przecież bardzo chcemy, to najpierw trzeba poćwiczyć z dorosłymi. Trudno jest rozmawiać z dzieckiem o seksualności jak nie rozmawiamy o tym nawet ze swoim partnerem.

Fundamentalny czas do nauki to dzieciństwo?
Fundamentalne jest tu i teraz. Oczywiście nasze doświadczenia mają wpływ na to, kim jesteśmy teraz. Natomiast koncepcja, że dzieciństw bardzo nas determinuje, że jak się coś wtedy złego zadziało, to przepadło. Według mnie wszystko nas buduje. I może być tak, że rzeczywiście to, co zadziało się w dzieciństwie ma bardzo duży wpływ na nas dlatego, że myśmy nic z tym nie zrobili. Ale może też być tak, że w dorosłym życiu świadomie zadbaliśmy o to, żeby te trudne doświadczenia z dzieciństwa zmienić i teraz są one źródłem naszej siły. Badania mówią, że nastolatki (16, 17 lat) chcą rozmawiać z rodzicami na temat seksualności, tylko mają poczucie, że rodzice nie chcą.

Da się rozmawiać w tym wieku, gdy wcześniej się tego nie robiło?
Słyszałam o 40-latkach, które dzwoniły do swoich matek, że chcą o tym rozmawiać. Im wcześniej się zaczyna, tym to naturalniejsze.

Co mówić przedszkolakom?
To, o co pyta. Bo jak będę próbowała powiedzieć więcej, to ono nie będzie słuchać. Dobrze jest pamiętać, że robienie dziecku wykładu na jakikolwiek temat nie działa. Dzieci dużo bardziej współpracują z nami, gdy dostają konkretną odpowiedź. Gdy o coś pytają, można odpowiedzieć pytaniem: a co ty myślisz na ten temat, skąd takie pytanie. Można sprawdzać z dzieckiem, co ono już wie. Komunikacja polega na wymianie.

Jak reagować, gdy dziecko dotyka swoich narządów płciowych?
Tak jak wtedy, gdy drapie się po głowie. Gdy ciągle się drapie, to bym sprawdzała, co się dzieje, ale jak się drapie raz na jakiś czas, to co robić? Nic nie robić.

Komentować to jakoś?
No przecież chcemy nauczyć dziecko, że to jego sfera intymna. Można powiedzieć, żeby robiło to w domu, a nie na ulicy. Ale nie liczyłabym, że dziecko w wieku 3 lat zapamięta ten komunikat, 5 – latek już tak.

Kłania się tu wiedza o rozwoju dzieci.
Tak, taka wiedza bardzo się przydaje. Rodzice mają zazwyczaj bardzo dużą wiedzę na temat rozwoju ruchowego, czasem poznawczego, dużo natomiast mniejszą na temat rozwoju emocjonalnego. Czyli bardzo dobrze wiedzą, kiedy dziecko podnosi głowę, przekręca się z boku na bok, wstaje, natomiast dużo mniej wiedzą o tym, w jakim wieku dziecko radzi sobie z emocjami. Uważność, ciekawość dziecka, to dobra baza na przyszłość. Rolą kogoś, kto edukuje jest pootwierać rodzicom różne tematy, wesprzeć ich w tym, żeby zaczęli zadawać sobie pytania, zastanawiać się nad tym, co robią. I wtedy jest szansa, że to będzie w nich pracowało. Że na przykład będą zdawali sobie sprawę z tego, że jak przytulają swoje dwumiesięczne dziecko to wspierają jego kontakt z własnym ciałem i że to będzie rzutować na jego seksualność, na jakość seksu za kilkadziesiąt lat. Że to co się stanie w życiu ich dziecka później buduje się z takich kawałków tego, co się dzieje tu i teraz. Teraz pokazuję dziecku co to jest miłość, akceptacja. Teraz uczę je jak się rozmawia, jak się mówi o sobie, jak się słucha. Teraz uczę go rozpoznawać jego potrzeby. Teraz pokazuję mu, że relacja z drugim człowiekiem to jest coś, co może być piękne, bezpieczne, wspierające i wartościowe. Teraz mówię, że czegoś nie chcę, ale też słyszę, jak ono mówi: nie. Że się wtedy nie obrażam, tylko dalej słucham tego co ma mi do powiedzenia. Uczę radzić sobie z emocjami, bo ta umiejętność też wpływa na naszą seksualność. Uczę, że warto komunikować swoje potrzeby. To ważne, bo żyjemy w kulturze myślenia, że jak kocha to się domyśli, bo od urodzenia uczeni jesteśmy tego, że komunikowanie swoich potrzeb nie jest ok. Dziecko widzi różne nasze relacje, także z innymi dziećmi, z przyjaciółmi, nieznajomymi, bliskimi. I na tej podstawie buduje sobie obraz tego, jak to jest być w relacji, nie tylko z jednym konkretnym człowiekiem.

Co robić, gdy nas poniosły nerwy przy dziecku? Rozmawiać o tym?
Zależy, czy dziecko o to pyta. Gdyby mnie poniosło, bardziej bym myślała, jak zaopiekować się sobą, czego potrzebuję się nauczyć, co się takiego stało, że mnie poniosło. Dzieci nie za bardzo słuchają, co im mówimy, za to bardzo uważnie nas obserwują.

Odeszłyśmy od tematu seksualności.
Wcale nie! Rozmawiamy o umiejętności bycia z innymi ludźmi, a ta sfera też kształtuje naszą seksualność.

Jak kontrolować zajęcia w szkole na temat edukacji seksualnej?
Pytać, jak te zajęcia będą wyglądać, kto je poprowadzi, czego dziecko będzie uczone. Warto być świadomym klientem systemu edukacji, myślę, że to ważne nie tylko w edukacji seksualnej, ale tu szczególnie. Jeżeli mam taką relację z dzieckiem, że rozmawiamy na temat seksu, to mogę powiedzieć: ok., pochodź sobie i zobaczymy, czy to będzie dla ciebie ciekawe. I albo potem dziecko powie: to starta czasu, albo: pani mówi nieciekawie, ale będę chodzić, bo chcę z tobą o tym rozmawiać. Nie ma jednej decyzji właściwej.

Rodziców straszy się słynną tabelką WHO.
Tabelka jest dodatkiem do dokumentu o standardach edukacji seksualnej.
Zachęcam wszystkich do przeczytania całego dokumentu, nie tabelki, która jest taką matrycą tego, co dziecko może w danym wieku wiedzieć.

Przestrzega się przed tą tabelką, bo ponoć pokazuje, jak uczyć czterolatki masturbacji.
Masturbują się już płody, co widać na usg. Dziecko przedszkolne wie, że dotykanie ciała sprawia przyjemność. To żaden news.

Jak reagować, gdy malec to robi?
Widząc masturbującego się czterolatka mogę nie robić nic, tylko zachować spokój. Ewentualnie jak to w jakiś sposób komentuje lub pyta, mogę powiedzieć: ludzie to robią, bo to sprawia im przyjemność. Koniec tematu.

Czy w ten sposób seksualizuje się dzieci?
Komuś, kto tak mówi chodzi chyba o straszenie rodziców. Bo jak się ludzi nastraszy, że to seksualizacja, w dodatku niebezpieczna, to potem podpinając się pod tę sferę można przepchnąć każdą bzdurę. Ktoś to pojęcie rozdmuchał chyba po to, żeby kontrolować ludzi.

Od czego by pani zaczęła, gdyby odpowiadała za edukację seksualną?
Od przygotowania nauczycieli. I to zarówno tych od edukacji seksualnej, jak i innych przedmiotów, bo temat seksualności pojawia się na każdym przedmiocie, wystarczy otworzyć podręcznik do polskiego czy do matematyki. Wprowadziłabym taki przedmiot na studiach pedagogicznych. Wyeliminowałabym seksistowskie wierszyki, które dzieci recytują w przedszkolach o tym, że mama sprząta, a tata siedzi i czyta gazetę.

Załóżmy, że przychodzi do pani mama i powtarza to, co słyszy: że tolerancja wobec osób LGBT to promocja homoseksualizmu. Co pani na to?
Powiedziałabym: nie może pani zamykać oczu na to, że istnieje duża szansa (5-10 procent), że pani dziecko będzie homoseksualne, takie są statystyki. I to nie jest zamykanie oczu na coś, co robią inni daleko stąd, to jest zamykanie oczu na to, co może dotyczyć pani. Pamiętam list napisany przez uczniów do nauczycieli, w którym prosili, żeby zwracać się do koleżanki transpłciowej jak do dziewczynki, bo tak się czuła, a nauczyciele traktowali ją jak chłopca. Dzieci to rozumieją, a dorośli nie. Ludzie innej orientacji nie pogarszają sobie świadomie życia.

Tkwimy nadal w stereotypach na temat płci?
Niestety tak. Przeprowadzono eksperyment, polegający na tym, że roczne dziewczynki ubrano jak chłopców, a chłopców jak dziewczynki i obserwowano, jak odnoszą się do tych dzieci ludzie. Na filmie z tego eksperymentu widać, jakie zabawki im dają w zależności od tego, w co te dzieci są ubrane, jak się do nich odnoszą. Do „chłopców” inaczej niż do „dziewczynek”. Czyli widać, że to dorośli sterują płciowością. Ci na filmie byli zaskoczeni swoimi reakcjami, bo sobie ich nie uświadamiali.

Pornografia to obecnie realne zagrożenie dla dzieci?
Kiedyś też było. Mam jednak poczucie, że łatwiej się tym zajmować, łatwiej skupić uwagę na zewnętrznym zagrożeniu i wrogu, a trudniej myśleć, co się dzieje w mojej relacji z dzieckiem. Jeżeli dziecko zetknie się z pornografią, trzeba się nim zaopiekować. Uważam, że jak małe dzieci dostają adekwatną wiedzę na temat seksualności, czyli taką, która odpowiada na ich potrzeby, to one nie są zaciekawione szukaniem tej wiedzy gdzie indziej. A nastolatek prędzej czy później zetknie się z pornografią, tak samo jak się zetknie z horrorami, w których krew się leje. Nas jednak bardziej niepokoi to, że dziecko zobaczy seks na filmie niż że zobaczy jak ktoś obcina komuś głowę.

Agnieszka Stein – psycholog, autorka książek: „Dziecko z bliska” i „Dziecko z bliska idzie w świat”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>