Emocje – jak je kontrolować? Kiedy trzymać na wodzy, a kiedy ujawniać?

Emocje - jak je kontrolować? Kiedy trzymać na wodzy, a kiedy ujawniać?
Emocje to ważne drogowskazy. Dodają codzienności barw, ale też pozbawiają nam spokoju i bezpieczeństwa. (Ilustracja: Arobal)

Śmiejesz się, boisz, złościsz, smucisz… Emocje to ważne drogowskazy. Przydają codzienności barw, smaku. Ale też pozbawiają nas spokoju i bezpieczeństwa. Kiedy trzymać je na wodzy, a kiedy ujawniać? Co robić, żeby to nie one nami rządziły, tylko my nimi?

Paryż, trzecia runda turnieju wielkoszlemowego French Open, rok 1989. Mecz Andrégo Agassiego i Jima Couriera, wychowanków najsłynniejszej na świecie szkoły tenisowej charyzmatycznego trenera Nicholasa Bollettieriego. – Wychodzę na kort i co widzę? Bollettieri zajmuje miejsce przeznaczone dla bliskich Agassiego! Poczułem ukłucie w sercu, a po chwili potworną złość. Nie wiem, jak to się stało, bo Agassi był wtedy ode mnie dużo lepszy, ale wygrałem. Czułem, że prowadzi mnie jakaś potężna siła – opowiada Courier w dokumentalnym filmie „W tenisie love znaczy zero”.

Ta potężna siła, czyli złość, to jedna z podstawowych emocji, najczęściej wymieniana, gdy jesteśmy pytani o emocje odczuwane w codziennym życiu (obok miłości i smutku). Trudna dla tego, kto jej doznaje, ale i dla obiektu, który ją wywołuje. Bywa, że działa motywująco, jak u Couriera, ale może też mieć opłakane skutki. Jednoznacznym opisom wymyka się zresztą większość emocji, nie bez kozery definiowanych jako stan poruszenia organizmu (umysłu i ciała).

– Emocje często bywają mylone z nastrojami – zauważa Dorota Szczygieł, psycholożka z Uniwersytetu SWPS. – A te zjawiska się różnią. Emocje są krótkotrwałe, nastroje trzymają się nas dłużej. Emocje skupiają się na jakimś obiekcie, na przykład złość odczuwamy dlatego, że ktoś zajechał nam drogę, natomiast czasami trudno ocenić, skąd biorą się nastroje, co dobrze oddaje powiedzenie: Ktoś ma zły nastrój, bo wstał lewą nogą.

Emocje, szczególnie te podstawowe: złość, strach, smutek, wstręt, radość, ale w pewnym stopniu także i złożone: nostalgia, tęsknota, mają silny komponent fizjologiczny – mocniej bije nam wtedy serce, pocimy się, czerwienimy. Nastrojom takie reakcje nie towarzyszą. Te stany się jednak przenikają. Gdy na przykład jesteśmy w złym humorze, to mamy większą podatność na doświadczanie nieprzyjemnych emocji. I odwrotnie. Emocje mogą się bowiem rodzić pod wpływem sytuacji zewnętrznej – na przykład ktoś nas popchnął – ale mogą powstawać też pod wpływem naszych myśli – coś sobie przypominamy, wyobrażamy i przeżywamy to tak, jakby wydarzało się teraz.

Po co nam emocje?

– Na pewno nie po to, żeby nasze życie było kolorowe – odpowiada psycholożka. – Emocje pełnią ważne funkcje: informacyjne i mobilizujące do działania. Jeżeli ktoś na nas zatrąbi, to nie kombinujemy, co zrobić, tylko odruchowo odskakujemy. Dzięki temu unikamy nieszczęścia, oddalając się od obiektu zagrożenia. A zbliżamy, gdy obiekt oceniamy jako przyjazny. Emocje pomagają nam więc poruszać się w świecie, bo mówią, co jest dla nas dobre, a co niekoniecznie. Odgrywają też rolę komunikacyjną w kontaktach z innymi. Gdy ktoś się uśmiecha, mogę przypuszczać, że jest mi przyjazny. Gdy natomiast ma kamienną twarz, nie zdradza emocji, to nie wiem, jakie ma wobec mnie zamiary. Ewolucyjnie rzecz ujmując, nie wiem, czy chce mnie zabić i zjeść, czy mogę iść dalej.

Emocje pomagają nam poruszać się w świecie. Mówią, co dla nas dobre, a co niekoniecznie.

Emocje są nam zatem potrzebne. Dlaczego więc jedne (złość, smutek, wstręt) nazywamy negatywnymi, a inne (radość, wdzięczność) pozytywnymi? Psycholożka wyjaśnia, że pierwsze wiążą się z przeżywaniem dyskomfortu, chęcią ich uniknięcia, oddalenia się od obiektu je wywołującego. A drugie – pozytywne – z komfortem, pragnieniem częstego ich przeżywania, a więc zbliżania się do ich źródła. Ale, o paradoksie, te negatywne – a jest ich zdecydowanie więcej, bo aż cztery na pięć podstawowych – pozwoliły nam przetrwać! To dzięki nim człowiek pierwotny, usłyszawszy ryk niedźwiedzia, zdołał szybko schować się do jaskini. A i teraz mobilizują nas do działania, wysyłając taki sam jak przed wiekami sygnał: Walcz albo uciekaj. To one sprawiają, że nastawiamy się na konkretne działanie, reagujemy szybko, doraźnie, tu i teraz. Na przykład zamykamy drzwi i okna na dźwięk dziwnych odgłosów, odstawiamy brzydko pachnące danie.

– Działanie pozytywnych emocji nie jest spektakularne i natychmiastowe – mówi Dorota Szczygieł. – Jest odroczone w czasie, mniej intensywne, ale też niezmiernie ważne. To taka skarbonka, którą gromadzimy, żeby z niej potem czerpać. Spełniają funkcję cennego zasobu, dającego siłę, budującego odporność. Im więcej ich przeżywamy, tym lepiej się czujemy, tym większa szansa na nasz dobrostan. Dzięki nim jesteśmy bardziej twórczy.

Badaczka emocji Barbara L. Fredrickson w książce „Pozytywność. Naukowe podejście do emocji, które pomaga zmienić jakość życia” pisze, że emocje pozytywne mają dobroczynny wpływ na nasze zdrowie i funkcjonowanie. Pomagają nam się regenerować na poziomie fizjologicznym, odprężać, rozszerzać granice umysłu. Niwelują też skutki stresu oraz negatywnych emocji, które kiedyś, owszem, były naszym błogosławieństwem, teraz – odziedziczone po przodkach – bywają przekleństwem. Nie musimy już uskakiwać przed samochodami, bo mamy sygnalizację świetlną. Ale ten atawistyczny mechanizm nadal włącza się w trudnych sytuacjach, gdy na przykład ekspedientka w sklepie źle wydaje resztę, ktoś na nas trąbi. Mamy walczyć lub uciekać jak przodek? No nie. Więc emocje negatywne siedzą w nas i kipią. Co z nimi robić?

– Zafundować sobie emocje pozytywne, na przykład po ciężkim dniu włączyć relaksującą płytę – radzi Dorota Szczygieł. – Powinniśmy nauczyć się korzystać z dobrodziejstwa wszystkich emocji. Czyli umieć dostrzec ich wartość informacyjną, na przykład to, że złość mówi: „Hola, coś tu nie gra, uważaj”. Ale też mobilizacyjną, na przykład to, że złość może dodać nam siły w sportowym pojedynku. Nie wolno jednak dopuścić, żeby emocje zupełnie zawładnęły naszym zachowaniem, bo wtedy ich wartość znika, a one nam szkodzą – rujnują nasze relacje, generują konflikty z prawem.

Emocje - jak je kontrolować? Kiedy trzymać na wodzy, a kiedy ujawniać?
Rozpoznawanie emocji dane jest nam przez naturę. Kontrolowania ich uczymy się w rodzinie, szkole, życiu społecznym. (Ilustracja: Arobal)

Jak kontrolować emocje?

O ile rozpoznawanie emocji podstawowych jest nam dane przez naturę, o tyle kontrolowania uczymy się w rodzinie, szkole, życiu społecznym. Dowiadujemy się, że nie wypada płakać w pracy, śmiać się w kościele, krzyczeć w miejscu publicznym.

– Przez lata psychologowie zajmowali się badaniem, jak regulowane są emocje negatywne, czyli co człowiek robi, żeby mniej ich odczuwać i mniej okazywać, bo przecież nikt nie chce być smutny albo zły. Teraz okazuje się, że regulujemy także emocje pozytywne. Badania wykazują jednak, że chodzi nam nie tylko o maksymalizowanie zysków z nich płynących, ale – co smutne – także o ich minimalizowanie. Inaczej mówiąc, ludzie stosują zabiegi, które pomagają im nasilać odczuwaną radość, ale także tę radość zmniejszać. To brzmi nieco paradoksalnie i może być sprzeczne z intuicją, bo wydaje się, że zawsze staramy się być szczęśliwsi. Jednak okazuje się, że często, gdy przydarza nam się coś dobrego, to albo szukamy dziury w całym i myślimy: „Mogło być lepiej”, albo zaczynamy myśleć: „Teraz się udało, ale pewnie zaraz stanie się coś złego”. Tym samym odbieramy sobie siłę, jaka płynie z pozytywnych emocji. A mądrość polega na tym, żeby emocje pojawiały się w odpowiednim momencie, natężeniu i w odpowiednim czasie. I żeby służyły naszym interesom – zwraca uwagę Dorota Szczygieł.

Co jednak, gdy wybuchają w nieodpowiednim miejscu i czasie, czyli w pracy, na spotkaniu z klientem, w miejscu publicznym, w dodatku z niepohamowaną siłą? Tłumić je i nie narażać innych czy je ujawniać i nie narażać siebie? Bo przecież ekspresja emocji powinna być zgodna z tym, co w danym momencie czujemy.

Psycholożka przyznaje, że postawa: Czuję, ale tego nie pokazuję, to efektywny sposób kontrolowania emocji, jeżeli chcemy na przykład ukryć złość. Jednak ma swoją cenę. Cały czas kontrolujemy bowiem mimikę, udajemy, że nic się nie dzieje, analizujemy, jak się zachować. Tracimy na to dużo energii, którą moglibyśmy wykorzystać z lepszym pożytkiem.

– W sytuacji generującej silne emocje mam dwa wyjścia: zmodyfikować rzeczywistość zewnętrzną albo to, co przeżywam. Często nie mam wpływu na sytuację, natomiast na to, co przeżywam, już tak. Ponieważ emocje przebiegają w czasie, to mogę zareagować dużo wcześniej, nim ta konkretna emocja w pełni się rozwinie – wyjaśnia.

Według psycholożki skutecznym sposobem na samoopanowanie jest technika: Pomyśl o tym inaczej, czyli reinterpretacja sytuacji w taki sposób, żeby zmienić swój wewnętrzny stan. Gdy na zebraniu koleżanka atakuje mnie bez powodu, to nie biorę tego do siebie, nie odpłacam jej pięknym za nadobne, tylko sięgam do doświadczenia, które podpowiada mi: „Być może ona ma ciężką sytuację rodzinną albo jest impulsywna, albo czuje się zagrożona sytuacją w pracy”. Czyli staram się ją zrozumieć. A jeżeli odczuwam zrozumienie, to staję się neutralna, a nawet współczująca. Gdybym na początku zinterpretowała zachowanie koleżanki jako zagrażające, dałabym sygnał złości: walcz. A tak mam szansę na stonowanie emocji i zmianę zachowania. Oczywiście, reinterpretacja wydarzeń może też mieć negatywne skutki. Jeżeli partner po raz kolejny mnie obraża, a ja nadal tłumaczę go ciężkim dzieciństwem, to mogę skończyć z wybitymi zębami. Trzeba wtedy stawiać granice i działać.

Co zyskuję?

Psycholożka wylicza zyski płynące z umiejętności reinterpretacji sytuacji – poczucie bycia w zgodzie z tym, co czuję. To, że nie podnoszę sobie ciśnienia, nie funduję stresu, nie spalam niepotrzebnie energii, bo mam ograniczony jej zasób. Im częściej ćwiczę reinterpretowanie sytuacji, tym bardziej automatycznie to robię. Dlatego psychologowie postulują – uczmy dzieci od małego kontrolowania emocji, tłumacząc im zachowania innych. Gdy malec widzi przepychającego się w piaskownicy kolegę, powiedzmy: „On zachowuje się tak dlatego, że jest mały albo że nie wie, co zrobić, albo że się boi”. Nasze dziecko słyszy wtedy, że ktoś inny robi coś nie na złość, tylko dlatego, że inaczej nie potrafi. I zaczyna patrzeć na zachowanie drugiego człowieka z innej perspektywy niż jego. A wtedy łatwiej kontrolować emocje. Ale na nic się zdadzą nasze tłumaczenia, jeżeli dziecko widzi, że w trudnych sytuacjach robimy inaczej, niż mówimy, czyli puszczają nam nerwy.

– Większość z nas żyje w stresie, pędzie, pod presją czasu – zauważa psycholożka. – W takim stanie trudniej regulować emocje, bo na to też potrzeba siły i czasu. A jak człowiek jest zaganiany, niedospany, niedojedzony, to skąd ma czerpać siłę? Dlatego powtarzam na każdym kroku: „Żeby regulować emocje, trzeba stale dbać o stan ciała i umysłu”. Bo inaczej skończymy tak jak bohaterowie „Dzikich historii”.

Co, gdy emocje wybuchają w złym miejscu i czasie? Można je kontrolować. Zacząć od troski o stan ciała i umysłu.

Ten genialny film o niszczącej sile niekontrolowanej ekspresji emocji prowadzi do jednego wniosku: możemy zapłacić za to bardzo wysoką cenę. Ale, uwaga! Postulat, żeby uwalniać emocje w sposób kontrolowany, bo to je niweluje, nie do końca znajduje naukowe potwierdzenie. Przeprowadzono eksperyment polegający na tym, że studenci pisali esej, który został oceniony negatywnie. Część studentów miała potem siedzieć w ciszy, część walić w worek bokserski. Zakładano, oczywiście, że ci, którzy walili w worek, doznają emocjonalnego katharsis, wyluzują się. I co się okazało? Byli bardziej wściekli niż ci „wyciszeni”!

Jaka płynie z tego nauka? Że trudno określić, który sposób wyrażania emocji jest jednoznacznie dobry albo zły. Wszystko zależy od kontekstu. Inaczej wyrażamy emocje w pracy, inaczej w domu, wśród przyjaciół, na wakacjach, weselu czy pogrzebie. Inaczej też, niestety, oceniamy ekspresję emocji kobiet i mężczyzn. Gdy pewien znany dziennikarz przy włączonej kamerze wyraził się dosadnie o kimś, kto nie sprzątnął redakcyjnego stołu, dostał dożywotnią nagrodę od Burger Kinga za to, że „miał jaja”. Gdy natomiast pewna pani minister dwa rządy temu wściekła na kolegę rzuciła do niego: „spier….j”, co zarejestrowały kamery, okrzyknięto ją prymitywną i agresywną babą.

– Z emocji można czerpać wielką moc – mówi Dorota Szczygieł. – Cała sztuka polega tylko na tym, żeby być w ich okazywaniu elastycznym. Ostatnie badania pokazują, że ważne okazuje się nie to, żeby stosować z góry określone techniki regulacji emocji, czyli zawsze je tłumić albo zawsze ujawniać, tylko żeby elastycznie wybierać sposób radzenia sobie z emocjami w zależności od sytuacji. Czasami, gdy jakaś emocja pojawia się nagle, jest silna i nie mam czasu, żeby się zastanawiać, co zrobić, lepiej ją stłumić niż okazywać.

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>