Etap różowej sukienki: Jak perfekcjonizm może utrudnić stworzenie dojrzałego związku?

Etap różowej sukienki: Jak perfekcjonizm może utrudnić stworzenie dojrzałego związku?
fot. iStock

Po wielu relacjach, w których była albo tą zdradzaną, albo tą trzecią– Anka zrozumiała, że jeśli sama nie będzie się o siebie troszczyć, to nikt inny jej tego nie zapewni. Dzięki temu może dziś budować zdrową relację. Psycholożka i trenerka biznesu Iwona Firmany na jej przykładzie wyjaśnia, jak perfekcjonizm może utrudnić stworzenie dojrzałego związku.

Kiedy Anka pierwszy raz umawiała się na spotkanie z Pawłem, poprosił ją, żeby ubrała się zwyczajnie, jak na spacer. Jak przeczytała Anka w pewnym poradniku, podobno oznacza to, że mężczyzna chce zobaczyć, jak kobieta wygląda naturalnie. Są dopiero na początku relacji, nie wiadomo, jak ona się potoczy, ale już wygląda zupełnie inaczej niż wcześniejsze znajomości. Anka jest odmieniona, uśmiechnięta, odprężona, otwarta. Świadoma swojej kobiecości i tego, czego chce od mężczyzny. Paweł jest dokładnie taki, na jakiego wyglądał na zdjęciu na portalu randkowym: ciepły, komunikatywny, mądry, ustabilizowany. Dla Anki ważne jest też to, że dobrze stoi finansowo, może nawet lepiej niż ona. Anka jest menedżerem zakupów w korporacji. Jej stanowisko wymaga, żeby twardo negocjowała z kontrahentami, nie ulegała naciskom, nie przestawała szukać lepszych i tańszych dostawców. Dobrze się sprawdza na tym stanowisku. Jest perfekcjonistką, jako dziecko nagradzano ją za odpowiedzialność i obowiązkowość.

Kiedy umarł jej ojciec, a mama nie ze wszystkim sobie radziła, Anka przyjęła wobec rodzeństwa rolę kontrolującego rodzica. Ominął ją czas bawienia się lalkami, strojenia się w sukienki, a także etap nastoletniego buntu, kiedy uczymy się walczyć o to, czego potrzebujemy. Dopiero w wieku 38 lat powoli poznaje radość z kupowania fajnych kobiecych ciuchów, w zdrowej asertywności też szkoli się od niedawna. Zaczęło się od czytania psychologicznych książek o stawianiu granic. Musiała się tego nauczyć w stosunku do Tomka, który regularnie ją zdradzał. Byli razem przez siedem lat.

Iwona Firmanty: Ankę i Tomka można porównać do Wendy i Piotrusia Pana. Ona pełniła w tym związku rolę matki – ciepłej, odpowiedzialnej, zapewniającej bezpieczeństwo. On ciągle szukał Dzwoneczka. Anka długo nie mogła zdobyć się na rozstanie, bo bała się samotności, Tomek nie odchodził, bo czerpał z tego związku korzyści. Anka czuła się w tej relacji skrzywdzona i chociaż w pracy umiała być asertywna, w związku była zbyt uległa. W pewnym momencie zaczęła się buntować, pokazując Tomkowi, czego nie akceptuje, ale ponieważ dopiero uczyła się mówić „nie” bliskiej osobie z uległości przeszła w agresję. To normalny etap w rozwoju. Wtedy Tomek odszedł, bo przestał dostawać „ciepłe mleczko” od Wendy. Obserwuję, że kobiety silne zawodowo wstydzą się tego, że prywatnie nie radzą sobie z asertywnością. Są oczytane i rzetelne w teoretycznej wiedzy psychologicznej, ale boją się spotkać z psychologiem, żeby nie pokazać swojej słabości.

Po rozstaniu z Tomkiem Anka zmieniła mieszkanie i postanowiła zacząć od nowa. Miała w sobie głód miłości i akceptacji. W jej życiu pojawiali się mężczyźni żonaci. Niezadowoleni ze swoich związków, ale i niegotowi na to, by z nich zrezygnować. Anka godziła się być tą trzecią, ciągle w oczekiwaniu, czy kolejnemu kochankowi uda się znaleźć czas dla niej. To nie były długotrwałe znajomości, z czasem już na początku nauczyła się rozpoznawać, że facet zainteresowany jest tylko relacją seksualną bądź zrobieniem z niej powierniczki do słuchania o problemach, których żona nie mogła już znieść. W końcu Anka miała dość i jeszcze bardziej skoncentrowała się na pracy. To przyniosło jej awans i wyjazd na szkolenie biznesowe.

Iwona Firmanty: I tak Anka trafiła do mnie. Potrzebowała dwóch dni, żeby nabrać zaufania i zapytać podczas szkolenia o indywidualną sesję. Zaczęłyśmy od pracy nad jej kobiecością, którą odrzucała, ponieważ kojarzyła się jej wyłącznie ze słabością. Anka nosiła ubrania, które z powodzeniem pasowałyby na jej mamę, jedyną różnicę stanowiła metka znanej firmy. Te stroje skutecznie skrywały kobiecość, młodość, były jak mundur. Anka wyglądała fachowo, ale przecież widok fachowca nie budzi w mężczyźnie łagodności i chęci otoczenia go opieką. Za zwycięstwo uznałam dzień, w którym Anka włożyła różową sukienkę. Cieszyła się jak mała dziewczynka. Na początku skoncentrowałyśmy się na nadrobieniu zaległości wieku nastoletniego. Potem – co było dla niej naprawdę trudne – dochodziła do tego, jak ubierać się elegancko i subtelnie, bo interesowali ją mężczyźni, dla których jest to istotne. Następnie miała nauczyć się uśmiechać, kokietować, randkować.

Sukienki w kwiaty, bardziej zmysłowe perfumy, kobiece buty sprawiły, że Anka przyciągała wzrok wielu mężczyzn. Tych żonatych konsekwentnie odrzucała. Aż pojawił się Andrzej, wolny, zadbany 50-latek po przejściach. Był wrażliwy, szczery, doskonale im się rozmawiało. Anka zaangażowała się, ale Andrzej chciał się z nią tylko przyjaźnić. Kiedy trafili do łóżka, miała nadzieję, że jednak będzie z tego coś więcej. Ale było wręcz przeciwnie: im mocniej ona nalegała, tym bardziej on się wycofywał.

Iwona Firmanty: Kobiety często nie słyszą tego, co mówią mężczyźni. Andrzej wyraźnie komunikował, że nie chce związku, ale Anka tak bardzo pragnęła takiej relacji, że ignorowała jego zdanie. Na tym etapie pracowałyśmy nad tym, żeby Anka zdecydowała się zarejestrować na portalu randkowym, co na początku uważała za porażkę. W końcu zrobiła sobie fantastyczną sesję zdjęciową, podczas której świetnie się bawiła, i pokazała, jak bardzo potrafi być kobieca. Na portalu była wymagająca, nie pisała „hej, jak się masz?”, tylko od razu robiła selekcję i pytała: „kim jesteś? ile zarabiasz? gdzie mieszkasz?”. Strategię, która sprawdzała się w pracy, chciała zastosować do znalezienia miłości. W końcu zorientowała się, że to jest obcesowe i nieskuteczne. Zmieniła też portal na taki z segmentu premium, dla osób o wyższym statusie majątkowym.

Na Pawła nie od razu zwróciła uwagę, zdjęcie nie uwidoczniło jego zalet i początkowo nie zauważyła też, w jak kulturalny i sympatyczny sposób do niej pisze. Miała opory przed wejściem w tę znajomość, ale wszystko potoczyło się bardzo szybko. Spotykają się od dwóch miesięcy.

Iwona Firmanty: Odkąd Anka spotyka się z Pawłem, nastąpiła w niej wielka zmiana. Często się śmieje, jest naturalna, pewna siebie. Aby osiągnąć taką swobodę, musiała najpierw dotrzeć do siebie. W jej przypadku wymagało to powrotu do dzieciństwa i zaakceptowania tego, że została perfekcjonistką, bo nie miała innego wyboru. W pracy szukała bezpieczeństwa finansowego, którego nie miała w domu. Była zranioną kobietą, która bała się bliskości, więc nie mówiła, czego pragnie, bo nie chciała zostać odrzucona. Musiała nauczyć się, że odrzucenie i bycie odrzuconym dotyczy każdego. Dzisiaj Anka daje sobie prawo do słabości, które straciła w momencie rodzinnej tragedii, a dojrzałemu mężczyźnie manifestacja słabości daje sygnał, że kobieta chce, by chronił ją przez światem. Wcześniej Anka traciła czas na partnerów, którym nie wyznaczała granic ani nie mówiła o swoich potrzebach. Skoro ona sama o siebie nie dbała, to i oni nie dbali o nią. Dopiero dziś uczy się troskliwości wobec samej siebie. I to jest najcenniejsze, niezależnie od tego, jak potoczy się relacja z Pawłem.

IWONA FIRMANTY psycholożka, trenerka umiejętności osobistych, coach kadry menedżerskiej. Zało- życielka firmy szkoleniowej Human Skills oraz projektu Sensualna Kobieta Biznesu

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze