Filozofia „jednej rzeczy” – na czym polega?

Zamiast mnożyć zadania, odejmuj. Jeśli odpowiednio ukierunkujesz swoje działania, rezultaty mogą okazać się spektakularne! (Fot. iStock)

Wielozadaniowość to nasza codzienność. Czas goni, rośnie lista spraw do załatwienia, więc, chcąc nie chcąc, robisz kilka rzeczy równocześnie. Błąd! Zgodnie z nowym trendem rozwojowym większe korzyści przynosi skupienie się tylko na jednej rzeczy – tej najważniejszej. Bo sukces polega na robieniu wszystkiego, co właściwe, a nie na robieniu właściwie wszystkiego. Sprawdź, dlaczego nie warto łapać kilku srok za ogon.

Nie lubimy rezygnować. Dla niektórych to jak porażka. Przecież potrafisz robić to, tamto i jeszcze coś innego. Zdążasz, choć twój terminarz pęka w szwach. Jesteś z siebie taka dumna… Praca, szkolenie, kurs językowy. Wieczorem siadasz przed telewizorem i otwierasz książkę. Patrząc na przemian w ekran i na zadrukowane strony, sięgasz po kanapki. I jeszcze zerkasz w stronę migoczącego komputera, odpowiadasz półgębkiem na pytania męża. Co w ten sposób osiągasz? Ile spraw doprowadzasz do końca?

Nie ma się co oszukiwać – nikt z nas nie jest superbohaterem. Dysponujemy ograniczonymi zasobami czasu i energii. Chcemy wiele, więc sporo robimy, żeby to zdobyć. Tylko co znaczy nasze „wiele”? Czy jest to jedna duża rzecz, czy cała masa średnich i tych całkiem niewielkich, które tak naprawdę nie mają wpływu na jakość naszego życia, na nasze spełnienie? Amerykanin Gary Keller, współautor książki „Jedna rzecz”, nie pozostawia złudzeń: kiedy będziesz próbowała złapać wiele srok za ogon, zostaniesz z niczym. Ludzie, którzy w ten sposób działają, z czasem rezygnują z tego, z czego pod żadnym pozorem nie powinno się rezygnować. Z marzeń.

Kiedy Keller przeprowadził bilans życiowych zysków i strat, dostrzegł pewną prawidłowość: jego największe sukcesy były rezultatem skupienia na jednej rzeczy. Wielozadaniowość (czyli inaczej: rozmienianie się na drobne) nie dawała planom siły nośnej. Zajmując się wieloma rzeczami, osiągał znacznie mniej. Dziś jest zagorzałym wyznawcą „jednej rzeczy”. Zamiast mnożyć zadania, odejmuj – zachęca. Jeśli odpowiednio ukierunkujesz swoje działania, rezultaty mogą się okazać spektakularne!

Miejsce na magię

Autorzy „Jednej rzeczy” demaskują różne mity stojące na naszej drodze do sukcesu. Pierwszy to przeświadczenie, że wszystko jest tak samo ważne. Dlatego ruszamy w nowy dzień z listą spraw do załatwienia i – w miarę rozwoju sytuacji – wykreślamy poszczególne punkty (a jeśli nam się nie uda, odczuwamy frustracje). Podejmujemy szereg czynności, ale czy jesteśmy produktywni? Lista zadań jest zwykle długa, recepta na sukces krótka – twierdzi Gary Keller. Ta recepta to określanie priorytetów. Chodzi o to, żeby myśleć z rozmachem, ale działać selektywnie: „Sprawy zawsze da się podzielić na te trochę mniej i trochę bardziej istotne, a spośród tych ostatnich jedna będzie bezwzględnie najważniejsza”.

Na temat wielozadaniowości autorzy „Jednej rzeczy” mają jak najgorsze zdanie. To „okazja, żeby spaprać więcej rzeczy naraz”. Wywieranie na sobie niepotrzebnej presji. Wspieranie tego, co buddyści nazywają „małpim umysłem”.

Czasem zdarza nam się chwalić podzielnością uwagi. Owszem, niektórzy dysponują taką umiejętnością. Tylko że dzieląc uwagę na dwa zajęcia, każdemu dają tylko jej część. Zwykle muszą się miedzy tymi zadaniami przełączać – tylko jedno może być w danym momencie na pierwszym planie. Ludzki mózg działa jak działa. Za wielozadaniowość płaci się wysoka cenę: badacze wyliczyli, że funkcjonując w ten sposób, tracimy 28% typowego dnia pracy. Wydłuża się czas wykonywania zadań, spada efektywność. Wzrasta liczba popełnionych błędów i poziom stresu.

Inne mity? Choćby dyscyplina – przecenianie jej, uważanie za niezbędną do osiągnięcia sukcesu. Owszem, jest potrzebna, ale tylko na początku – po to, by wypracować odpowiednie nawyki. Wybierasz więc czynności, które uważasz za właściwe, i konsekwentnie wprowadzasz je w życie. Aż staną się rutyną. Jeśli są to poranne ćwiczenia, pewnie na początku będziesz się musiała do nich zmusić. Później przymus zamieni się w nawyk, może nawet przyjemność. I jeszcze dwa słowa na temat równowagi życiowej, do której uparcie dążymy. To nie ona przesadza o udanym życiu – twierdzi Keller. Złoty środek to mrzonka! Jeśli o coś zabiegasz, szala będzie przechylać się nieuchronnie w określoną stronę. Angażując się w jedno, nie będziesz miała czasu na coś innego. A przecież chcesz się zaangażować, prawda? Tym bardziej że „w umiarkowaniu nie ma miejsca na magię”. Co nie znaczy, że należy ignorować te mniej istotne obszary życia. Co zatem robić? Przeciwważyć. Życie to sztuka nieustannego balansowania pomiędzy „jedną rzeczą” a całą resztą.

Pierwsza kostka

Być może słyszałaś takie stwierdzenie, że każda wielka zmiana zaczyna się od przewrócenia jednej kostki domina. Potem wszystko odbywa się lawinowo – wprawiona w ruch energia może mieć niewyobrażalną moc. Jeśli nadasz bieg jednej sprawie – tej właściwej – puścisz w ruch wiele innych, pomniejszych. Dlatego tak ważne jest, by codziennie rano ustalać priorytety na dany dzień – wybrać kluczową kostkę i przewrócić ja. Co ma być tą kostką? Oczywiście coś, co wiąże się bezpośrednio z twoim życiowym celem. Jasno wytyczony cel daje ogromna siłę – powoduje, że robimy swoje, nawet jeśli akurat nie wszystko idzie najlepiej. Pomaga pokonywać przeszkody. Jeśli mierzysz wysoko i będziesz długo żyć, ciężkie czasy cię nie ominą – twierdzi Keller. Ale to nie szkodzi. Przetrwasz. Bo masz motywację.

Większość ludzi wpada w tę samą pułapkę: pozwalamy, by tzw. pilne wygrywało z ważnym. Duże cele zwykle wydaja się nam zbyt odległe, by zajmować się nimi akurat dzisiaj. Tylko że jeśli nie dziś, to kiedy? Keller jest bardzo konkretny: na swoja jedną rzecz – tę wiodącą, najważniejszą – musisz poświęcać minimum cztery godziny dziennie. Każdego dnia, nie licząc weekendów. Najlepiej, żebyś od tej wybranej dziedziny („rzeczy”) zaczynała dzień. Oczywiście, zaraz po wzmocnieniu się posiłkiem, ćwiczeniami, medytacją, kontaktem z bliskimi. Potem nie ma zmiłuj. Zabarykaduj się. Wyłącz wszystkie rozpraszające urządzenia. Przyjmij zasadę, że dopóki to, co sobie zaplanowałaś, nie będzie zrobione, wszystko inne może być co najwyżej bladym tłem.

Zaproszenie do chaosu

Żeby precyzyjnie wyznaczać swoje bieżące cele, możesz się wesprzeć następującym pytaniem: „Jaką jedną rzecz mogę zrobić, ale taką, że gdy będzie zrobiona, wszystko inne stanie się prostsze albo nieistotne?”. Zadawaj je sobie nieustannie – w odniesieniu do życia osobistego, duchowego, zawodowego. Pytaj, jaką jedną rzecz możesz zrobić w tym roku, miesiącu, tygodniu, dzisiaj, teraz. I rób ja – nie zważając na nic.

Autorzy „Jednej rzeczy” ostrzegają też przed czterema złodziejami produktywności. Pierwszy to nieumiejętność odmawiania. Jeśli zdecydujesz się działać według własnych priorytetów, w ustalonym przez siebie rytmie, będziesz się musiała nauczyć mówić „nie”. Codziennie, być może wielokrotnie w ciągu dnia. Również, a może przede wszystkim, ludziom, na których bardzo ci zależy. Pomoże ci w tym maksyma: „Nie wiem, co jest kluczem do sukcesu, ale kluczem do klęski jest chęć zadowolenia wszystkich”. Zawsze możesz powiedzieć „nie teraz”.

Drugi złodziej produktywności to lęk przed chaosem. Nie ma wątpliwości: nieodłączna konsekwencja skupienia się na jednym zadaniu jest nieład. Co z tym zrobić? Nic. Zaakceptować. Chyba nie zrezygnujesz z pracy badawczej tylko dlatego, że okno nie lśni już taką czystością jak przed miesiącem? Może nie będziesz już na bieżąco z premierami kinowymi, przegapisz jakiś trend w modzie, zapomnisz o czyichś urodzinach… Trudno. Jak powiedział Francis Ford Coppola: „Każda wielka rzecz, której oddasz się z pasją, stanowi zaproszenie do chaosu”. Oczywiście, nawet największych rzeczy nie można zdobywać kosztem zdrowia. Co więcej – złe nawyki zdrowotne to kolejny „złodziej”. Chodzi przecież o zarządzanie własną energią. Wiadomo więc: odpowiednie odżywianie, aktywność fizyczna, sen. I wreszcie – odpowiedni ludzie, czyli mądrze wybrane otoczenie. Koniecznie wspierające. Każde inne okradnie cię z energii.

Brzmi to wszystko dość rygorystycznie, w zamian zwolennicy takiego „jednowątkowego” podejścia do życia obiecują wielkie osiągnięcia. A może raczej osiągniecie. Do tego dla równowagi – pardon, przeciwwagi – sugerują, żebyś, zanim zarezerwujesz sobie czas dla swojej jednej rzeczy, zaplanowała wypoczynek. Tak własnie postępują ludzie sukcesu – najpierw organizują wakacje, bo wiedza, że będą ich potrzebować. I będą sobie mogli na nie pozwolić. To daje dodatkowy napęd.