Gdy boimy się wsiąść do samolotu

fot.123rf

Jak pracuje się z osobami, które wykazują lęk przed lataniem? Od czego się zaczyna?

Warsztaty, które współprowadzę w ramach projektu „Pokochaj latanie”, zaczynają się od przekazania wiedzy tłumaczącej, jak to się dzieje, że samolot unosi się w powietrzu. Opowiada o tym pilot, kontroler ruchu lotniczego, mechanik. Stewardesa i lekarz mówią, w jaki sposób załoga pokładowa może ratować życie pasażerom, gdy coś zagraża ich zdrowiu podczas lotu.

Wiedza rozbraja popularne mity dotyczące latania. Jest mnóstwo takich historii, że może zabraknąć paliwa, że ptak, który wpadnie do silnika, spowoduje, że samolot spadnie.

Paliwo się nie skończy, bo jest go dużo, a jak ptak wpadnie do silnika, nic się nie stanie. To wszystko jest wyjaśniane w hangarze przez mechanika. Te praktyczne informacje wyczerpują każde pytanie dotyczące technicznego aspektu latania. Na zajęciach mieliśmy kiedyś pana około pięćdziesiątki, mechanika z dużym doświadczeniem. Oświadczył, że samolot jak każde techniczne urządzenie z założenia może się zepsuć. Tyle tylko, że w samolocie są potrójne systemy zabezpieczeń, czego on już nie wiedział. Do tego maszyna przed startem przechodzi drobiazgowy przegląd techniczny. Wspomniany pan zdecydował się na rejs próbny, poleciał do Szczecina i od tej pory bez problemu lata sobie na wakacje.

No dobrze, mamy wiedzę, ale przecież lęk jest irracjonalny…

I tutaj wchodzimy my, czyli psychologowie. Próbujemy spuścić powietrze z wielkiego balonu lęków, który powstał na przestrzeni lat.

Jak to zrobić?

Po prostu mówimy o tych lękach. Uczestnicy zajęć opowiadają o wszystkich mniej lub bardziej racjonalnych myślach, które przychodzą im do głowy w związku z lataniem. Nawet jeśli boją się, że mrówki przegryzą jakieś kable i w ten sposób spowodują awarię – pamiętam taki przykład – mówimy o tym głośno. Wypowiedzenie tego lęku sprawia, że on nie pozostaje już w nas, wydostaje się na zewnątrz. Możemy się też przekonać, że czasem inne osoby myślą tak jak my. A to ważne, bo ludzie z silnym lękiem obawiają się często, że coś jest z nimi nie tak, że zwariowali. Pomaga też zderzenie tych wszystkich lęków, widzimy je wtedy z boku. To pozwala zadać sobie pytanie, na ile są one realne.

Mrówki, które wywołują katastrofę lotniczą, są nierealne…

Założenie jest takie, że lęki na czymś bazują, szanujemy swoje myśli. Okazało się, że pani, która opowiadała o mrówkach, widziała kiedyś film katastroficzny, w którym to mrówki rzeczywiście przyczyniły się do rozbicia samolotu. W każdej myśli lękowej tkwi jakieś ziarno związane z tym, co realne. Nie znaczy to jednak, że stanie się tak, jak myślimy. Zastanawiamy się, czy te myśli mogą zadziać się w takiej postaci, w jakiej o nich mówimy. Do tego służy nam część warsztatów oparta na terapii poznawczo-behawioralnej. Konfrontujemy nasze wyobrażenia z rzeczywistością. Najczęściej sednem lękowych myśli w grupie, z którą pracuję, jest strach przed śmiercią w wyniku katastrofy.

A to akurat, choć bardzo mało prawdopodobne, jest jednak możliwe. Dopiero co głośno było o poszukiwaniach wraku malezyjskich linii lotniczych.

Spisujemy wszystkie myśli, które pojawiają się w głowach w związku z tym, że samolot spadnie. Osoby bojące się latać na ogół się na tym zatrzymują. My idziemy dalej, bo robimy jeszcze listę argumentów przemawiających za tym, że można dolecieć bezpiecznie. Zestawiamy te dwie listy i o ile pierwsza wywołuje silne emocje w postaci lęku, druga przynosi spokój. Widać wyraźnie, że to nasze myśli są odpowiedzialne za to, co czujemy. Że to, co sobie wymyślimy, w jaki sposób określimy swoje położenie, spowoduje, że poczujemy się tak, a nie inaczej. Człowiek, żeby przeżyć, musi ocenić każdą sytuację. Nie zauważamy tego, ale na przykład wchodząc do budynku, oceniamy, czy nic nam w nim nie grozi. Próbuję ten ewolucyjny mechanizm pokazać w zwolnionym tempie, żebyśmy mogli dostrzec, że człowiek cierpiący na lęk przed lataniem ocenia sytuację podróży w samolocie zbyt jednostronnie. Robię to, aby obok myśli: „Boję się, że zginę w tym samolocie”, zaczęła pojawiać się też inna: „Tak naprawdę ja tego nie wiem”. Dojście do tego 50 na 50 to już całkiem dużo. Mniej więcej półmetek naszej wspólnej pracy. Teraz dochodzą jeszcze ćwiczenia relaksacyjne i oddechowe, techniki, które pomogą nam, gdy już siedzimy w fotelu. Uczymy się na przykład rozluźniać mięśnie, bo w przypływie silnej emocji odruchowo je napinamy.

Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś przez 12 godzin lotu praktykuje ćwiczenia oddechowe, napina i rozluźnia mięśnie.

To, co dajemy na warsztatach, to pełny zestaw narzędzi, każdy może sobie wybrać takie, które akurat mu się przydadzą. Mamy wiedzę techniczną i tę o tym, jak funkcjonuje ciało, gdy czuje lęk, mamy ćwiczenia oddechowe i rozluźniające mięśnie. Z tymi narzędziami wchodzimy do samolotu. Zanim tam wejdziemy, pracujemy ze swoimi myślami: „Kiedyś myślałem, że zginę w samolocie, dzisiaj patrzę na samolot jak na środek transportu dość bezpieczny, znam mechaników, wiem, jak działa kontrola ruchu, co może personel i jaka jest apteczka na pokładzie. Wiem też, że prawdopodobieństwo, że dolecę szczęśliwie, jest wysokie”. W głowie mam więc porządek. Po tym, jak już uda nam się uporządkować myśli, wchodzimy do samolotu. Jeśli czujemy napięte mięśnie, możemy zastosować poznane techniki relaksacyjne, skontrolować napięcie mięśni, oddychać przeponowo, liczyć oddechy. W ten sposób uczymy się, jak odzyskać kontrolę nad własnymi myślami. Żeby nie iść za tymi, które mówią: „Na pewno zginę”. Jeśli zauważymy, że to tylko myśl, możemy ją zmienić na inną: „Mogę dolecieć, bo wiem, że ogromna większość samolotów dolatuje szczęśliwie”. Żeby sobie pomóc, możemy zastosować też wizualizację, daje świetne efekty. Przywołujemy w myślach miejsce, w którym czuliśmy się komfortowo i bezpiecznie. Wtedy człowiek z automatu zaczyna się rozluźniać, relaksować.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »