fbpx

Gdzie są prawdziwi mężczyźni? Zapytajcie ich matki

Gdzie są prawdziwi mężczyźni? Zapytajcie ich matki
Zygmunt Freud pisał, że lek przed psychiczną kastracją wynika z lęku chłopca przed siłą i agresja ojca. Dziś większa rolę w tym procesie mają matki. (Fot. Getty Images)

Zbyt kobiecy mężczyźni i za bardzo męskie kobiety – terapeuta Maciej Żbik w tym właśnie przesunięciu dopatruje się współczesnego kryzysu w relacjach. Jak go zażegnać? 

 

Coraz częściej słyszę o mężczyznach, którzy nie są w stanie utrzymać pracy, podjąć ważnej decyzji czy być oparciem dla rodziny. Pogrążeni w niemocy, nieskuteczni, męczą się ze sobą, a my, kobiety, z nimi. Koleżanki pytają mnie: co się stało z dzisiejszymi facetami?
Ja też nierzadko słyszę to pytanie. Bardzo dosadnie („gdzie te chłopy?”) i coraz częściej zadają mi je kobiety, które odkrywają swój kobiecy potencjał. Gdy budzi się w nich kobiecość, odczuwają ją jako psychiczną zgodę na własną płeć, ale także na własną fizyczność. Ujawnia się wiele kobiecych potrzeb: „Tak, jestem kobietą, wreszcie to czuję… I teraz rozglądam się dookoła i szukam mężczyzn… Gdzie oni są?”.

Kobiety mówią, że dziś jest mniej tzw. męskich mężczyzn.
Trzeba zacząć od tego, że kompletny człowiek składa się z aspektu zarówno kobiecego, jak i męskiego. Aby realizować swoje cele życiowe, te dwa aspekty psychiki powinny siebie nawzajem wspierać, a przynajmniej sobie nie przeszkadzać, nie kłócić się ze sobą. To tak jak w symbolu yin i yang, gdzie część męska i kobieca dopełniają się, tworzą całość. W kobiecej części yin znajduje się kropla męskości, a w męskiej yang kropla kobiecości. Cała biologia wspiera nas w tym, żeby treści kobiece przeważały w kobietach, a treści męskie w mężczyznach, ponieważ to daje szansę na dojrzałość. Problem powstaje wtedy, gdy te „krople” stają się większe od energii podstawowych – yin dla kobiety i yang dla mężczyzny. Mówię wtedy – za moim mistrzem Carlem Gustavem Jungiem – o rozpanoszonej animie, czyli kobiecych treściach, w psychice mężczyzny, i animusie, czyli męskich treściach, w psychice kobiety, który zdominował kobiecość. 

Współcześnie mamy do czynienia z bardzo wieloma mężczyznami owładniętymi animą i kobietami owładniętymi animusem.

Jak to wygląda w praktyce?
Mężczyzna pogrążony w animie mówi o poczuciu ograniczonej możliwości ruchu, o bezwolności, o stanach depresyjnych, które go pochłaniają. Mówi o bagnie, które go wciąga. Odczuwa ciężar życia; nic nie idzie tak, jak powinno, nic nie dzieje się naturalnie i spontanicznie. Dlatego – żeby zadbać o swoją pozycję w jakimś środowisku – posuwa się do manipulacji, matactw, grzęźnie w ciężkiej pracy, w nadmiernych staraniach, które nie przynoszą, niestety, pożądanych efektów.

Z kolei kobieta pogrążona w animusie musi radzić sobie agresją, co szybko prowadzi do wypalenia. Taka kobieta także nie wie, co to naturalność, swoboda i spontaniczność. Musi pokazać, jaką ma pozycję w firmie, jakim samochodem przyjechała i co może. Jest nadaktywna i agresywna. Wszystko, czym się zajmuje, wiąże się z ogromnym wysiłkiem. Nie wie, czym jest naturalny stan spełnionej kobiecości – gdy niczego nie trzeba robić, a rzeczy dzieją się same we właściwy sposób.

Mamy zatem w Polsce wielu mężczyzn z rozpasaną animą i kobiet z rozrośniętym animusem. Kiedy to się zaczęło?
Trzeba by się cofnąć bardzo daleko, ponieważ to jest zjawisko, które ma przyczyny historyczne. Mówimy tu o tendencjach odziedziczonych po przodkach. Polska od setek lat traciła najlepszych mężczyzn na wojnach i w powstaniach. Na naszych terenach w dramatycznych okolicznościach przesuwały się granice, przechodziły fronty i pochłaniały mężczyzn. Kto wtedy przejmował odpowiedzialność za rodzinę, klan, społeczność? Kobiety, wdowy po mężczyznach najwspanialszych, najdzielniejszych i najbardziej odpowiedzialnych. One nie miały wyboru, walczyły o przetrwanie. Musiały zasilać animusa, swoją męską część.

Trzeba by się cofnąć ze 400 lat, żeby spotkać szczęśliwie żyjących Polaków, kobiece kobiety i męskich mężczyzn.


Współczesna kobieta owładnięta animusem spotyka mężczyznę owładniętego animą i…
Tak się właśnie najczęściej dzieje, ponieważ te energie przyciągają się i wzmacniają nawzajem. Z chłopca w takiej rodzinie nie wyrośnie raczej mężczyzna silny, stabilny, spokojny i sprawczy. Dlatego gdy moje klientki pytają, gdzie są mężczyźni, mówię: zapytajcie o to swoje matki.

Co złego zrobiły matki?
Wykastrowały synów – oczywiście psychicznie, nie fizycznie. Doprowadziły do sytuacji, w której chłopiec boi się być mężczyzną. Zygmunt Freud pisał, że lęk przed psychiczną kastracją wynika z lęku chłopca przed siłą i agresją ojca. W dzisiejszych czasach jest inaczej – psychicznie kastruje chłopca lęk przed agresywnym animusem matki, a nie przed siłą ojca. Chłopiec musi się mierzyć z obrazem mamy, opętanej przez prymitywną, agresywną męskość. Nie ma wzorca stabilnej męskiej siły, która daje oparcie i bezpieczeństwo; siły, która nie musi niczego udowadniać, o nic walczyć.

Ale przecież żadna matka nie chce kastrować syna!
Na poziomie świadomym nie chce. A jednak te procesy zachodzą. Naturalne jest, że chłopiec wtula się w kobiecość, w ciepło mamy, gdy ma roczek, dwa, trzy. Dzięki temu ma odwagę, żeby najpierw eksplorować swój pokój, potem całe mieszkanie, następnie ogród, później ma odwagę narozrabiać na podwórku. Pozwala sobie z tego bezpiecznego matczynego miejsca podążać za ojcem, osadzonym w swojej męskości. 

A teraz wyobraźmy sobie odwrotną sytuację – „miękki” tata, który tuli, pociesza, karmi, dba, żeby synek nie miał odparzonej pupki. A w ciele mamy napotyka twardego, dynamicznego, realizującego korporacyjne cele animusa. Z jednej strony umięśniony mężczyzna, który daje ciepło, zajmuje się dzieckiem, z drugiej kobieta, która poluje na dziki i przynosi je do jaskini. Dokąd ma podążać chłopiec? W miejsce ojca, przepełnionego spokojną siłą, sprawczością w działaniu i mądrością pojawia się ułomny facecik w ciele mamy. 

Z kim utożsami się chłopiec?
Ma do wyboru – iść za ojcem albo za matką. Oczywiście, że anatomia kieruje go w stronę mężczyzny, bo to jego płeć. Co tam znajduje? Faceta zdominowanego przez animę. Jaka jest anima? W snach, w wizjach pojawia się jako bagno, grzęzawisko, ruchome piaski, z których nie można się wydostać. To najczęstsze obrazy. Jeśli chce być taki jak tata – a chce, bo to jego płeć – rozwija depresyjne zachowania. Ale gdy zdecyduje się być taki jak mama, nie zobaczy w niej męskości opartej na męskim archetypie króla czy mędrca. Zobaczy agresywnego animusa, najbardziej prymitywną formę męskości. 

Chłopiec potrzebuje siły, która wynika z potencjalności, z możliwości dynamiki. Potrzebuje kontaktu z silną, stabilną osobowością, o którą zawsze można się oprzeć, bez względu na to, jakie kataklizmy nadchodzą. Gdzie jest siła taty z rozpanoszoną animą? W bagnie, w grzęzawisku? Ugrzęźnięty mężczyzna czasami zaistnieje. Ale jak ktoś, kto na chwilę wyrywa się na wolność; chwyta za cokolwiek i rozbija. „To taki spokojny człowiek, robi, co mu każę, a wczoraj rozbił szybę w drzwiach i mnie uderzył” – mówią kobiety. Dlaczego? Bo wyrwał się na wolność po wielu latach niewoli. Mówię kobietom: „Uczestniczysz w jego niewolnictwie jako pan i dlatego wymierzył ci karę”. On nie umie inaczej: mężczyzna w nim jest prymitywny, niedojrzały, bo „nieużywany”.

Jak zawrócić z tej drogi? W jaki sposób wzmacniasz męskość w mężczyznach?
Z mężczyznami jest trudniej niż z kobietami. Kobieta owładnięta animusem wie, co to sprawczość, więc gdy zaczyna dostrzegać w sobie brak sił, wypalenie, poczucie nieszczęścia – idzie na jogę, zapisuje się na terapię, na warsztat; działa, chce sobie pomóc. Nie chodzi o to, aby animusa tępić, unicestwić, ale raczej powiększyć go o uczucia wyższe, dając mu drugą połówkę – wewnętrzną kobietę, do której będzie mógł się dopasować. Dlatego kobiety wzmacniają swoją kobiecość, swoją osobowość nadrzędną, co natychmiast przekłada się na ich życie. Stają się spokojniejsze, bardziej osadzone w sobie, otwarte na przyjemność, miłość, rozkosz.

Z mężczyznami jest trudniej?
Tak, ponieważ męska anima to stany depresyjne, niemoc. Mężczyźnie trudniej niż kobiecie się ruszyć, zmobilizować do działania. Co dzieje się z facetem, któremu nie układa się w życiu? Najczęściej pije albo uzależnia się od Internetu. Jednak gdy mężczyzna rozpocznie już proces terapeutyczny, robi bardzo szybkie postępy.

Męska anima to stanu depresyjne, niemoc.  (Fot. iStock)

W jaki sposób pracujesz nad utraconą męskością?
Nie utraconą, tylko nigdy nieosiągniętą. Zacznijmy od tego, że u chłopca około czwartego roku życia następuje czas przygotowania do porzucenia bezpiecznego świata kobiet i rzucenia się w niebezpieczny świat męski – przygód, wyzwań i fascynacji. W dawnych czasach istniały inicjacje. Chłopcu przycinano włosy, które chroniły przed duchami. Ostrzyżonego wysyłano do lasu, do siedliska duchów; musiał przetrwać sam całą noc, niechroniony włosami. Wracał rano do społeczności. 

Matka i inne kobiety patrzyły na chłopca i „dziwiły się”: Kto to jest? My go nie znamy!
Tak, matka odcinała możliwość powrotu. Chłopiec wracał z lasu po zwycięsko stoczonej walce ze strachem, jako mężczyzna. Tańczył przy ogniu z mężczyznami. Już nie szukał ciepła u kobiet. Teraz wraz z innymi mężczyznami bronił kobiet, a nie był przez nie broniony.

Takie inicjacje, w różnych formach, mężczyźni mogą serwować swoim synom. Inicjacja mojego syna odbyła się na żaglach, w sztormową pogodę na Mazurach. Obaj z przyjacielem poprosiliśmy trzech chłopców, w tym mojego syna, aby poprowadzili łódkę do drugiego brzegu jeziora. Powiedzieliśmy im: „Idziemy do kabiny, nie ma nas, wy rządzicie”. Jacht był niewywracalny i niezatapialny, ale chłopcy o tym nie wiedzieli, a w trakcie żeglowania przeżyli niejedną ciężką chwilę: z jachtem działy się dramatyczne rzeczy. Dobijając do brzegu, nie trafili we właściwą keję, więc po szyję w wodzie ciągnęli go wzdłuż trzcin do tej właściwej. Zajęło im to cały dzień. Byli straszliwie umordowani. Poszliśmy z przyjacielem zaimprezować, wróciliśmy w nocy, chłopcy spali jak aniołki. Budzę się rano, patrzę, a na brzegu rozpalone ognisko, jacht sklarowany, czyściuteńki, a chłopaki otwierają konserwy i pytają, co nam zrobić do jedzenia. 

Wtedy właśnie mój syn i jego koledzy przeszli na stronę ojca, przyjęli odpowiedzialność za starszyznę. To był inicjacyjny czas – to się w chłopcach bardzo gwałtownie dzieje.

Jeśli mężczyzna nie doświadczył tego w życiu, robisz to na terapii? W jaki sposób?
Przede wszystkim pokazuję, jaki obraz ojca nosi w sobie. Drugi krok to uznanie, że to, co przeraża, wszystkie mechanizmy psychiczne składające się na „całego tatę” – są częścią mnie. Uświadomienie sobie, że tak naprawdę nie wojuję z ojcem, tylko z moim obrazem ojca, z częścią mojej psychiki. Właśnie uznanie, że ten straszny ojciec to część mnie, jest najtrudniejsze. Większość odpada w tym momencie.

Jeśli jednak mężczyzna wytrwa…
…to „zatapiam” go w tym strasznym ojcu. Dopiero wtedy okazuje się, jak bardzo ojciec cierpiał, jak bardzo bał się swojego ojca. Z tym wszystkim trzeba się zmierzyć, trzeba to przeżyć całym ciałem, często buntującym się żołądkiem i jelitami, pocącą się skórą, „wyżyć” całego tatę w sobie. Gdy to się stanie, można ten obraz taty w sobie zacząć przebudowywać, czyli rozpocząć proces wzrostu mężczyzny wewnątrz siebie. Prowadzę do świata męskich przodków, do archetypu męskości. Każde zagłębienie w osobowość nadrzędną, w męskość zbliża do archetypu. 

Archetyp to jest prawzorzec człowieczeństwa. Tworzy schemat idealnej ludzkiej psychiki. Na bazie takiego modelu budujemy swoją psyche. Jest wiele takich modelów, wzorców, więc mamy ogromne możliwości. Od każdego z nas zależy, w jakim stopniu zasilimy tak głębokie treści, żeby stały się częścią nas.

W jaki sposób prowadzisz mężczyznę do archetypu?
Wykorzystuję swoje 30-letnie doświadczenie medytacyjne, żeby wejść głęboko w medytację – aż do zbliżenia się do warstwy archetypowej. Te treści są dostępne mojej psyche. Mężczyzna, z którym pracuję, ulega temu, daje się niejako opromienić archetypowi, wzorcowi męskości – to może być na przykład wzorzec króla czy mędrca. Gdy kończy się proces – fragment ideału, archetypu zostaje odciśnięty w indywidualnej psychice mężczyzny. Wchodzimy w takie procesy wiele razy, żeby utrwalić efekt. Psychika coraz bardziej zapamiętuje to doświadczenie. A mężczyzna czuje się coraz mocniejszy, stabilniejszy i sprawczy. Ma coraz większe poczucie bezpieczeństwa i daje oparcie innym.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze