fbpx

Jak być kobietą asertywną? Rozmowa z trenerką Kamilą Rowińską

Jak być kobietą asertywną? Rozmowa z trenerką Kamilą Rowińską
Podstawy asertywności wydają się proste. Okazuje się jednak, że kobiety mają z nimi problem. (Fot. iStock)

Podstawą asertywności jest szanować siebie i innych. Nie pozwalać naruszać naszych granic, ale też nie przekraczać cudzych. Umieć zawalczyć o swoje, poprosić, ale też podziękować, docenić. Wydaje się proste, a jednak – jak zauważa trenerka Kamila Rowińska – kobiety mają z tym problem.

Choć ciągle słyszę, że asertywności każdy może się nauczyć, to wydaje mi się, że jej brak bardziej doskwiera kobietom. Czy rzeczywiście trudniej nam opanować tę sztukę?
Zdecydowanie, a wynika to z naszego wychowania. Dzisiejsze czterdziesto-, trzydziesto-, a może nawet dwudziestolatki w dzieciństwie uczono, by zachowywały się w sposób uległy, pokorny i pomagały innym. A jeśli ktoś nas o coś prosi, to trzeba się na to zgodzić, nie wypada walczyć o swoje. Do niedawna gdy kobieta starała się o podwyżkę czy o kredyt na firmę, to nazywano ją karierowiczką. Nie słyszałam, by ktoś tak powiedział o mężczyźnie. Mówi się nam, że mamy ustawić się w drugim rzędzie, nie być tak hop siup do przodu. Albo straszy się kobiety, że męża nie znajdą, bo są zbyt pewne siebie, a przecież mężczyźni nie lubią takich kobiet.

Słuchamy tego i…?
…część energii potrzebnej do tego, by zadbać o swoje interesy, chowamy w sobie, a w dłuższej perspektywie uczymy się nie wyrażać wprost tego, o co nam chodzi czy na czym nam zależy, czego oczekujemy i potrzebujemy. Zamiast mówić otwarcie, uczymy się manipulować.

To brzmi okropnie.
Ale tak jest! Jakiś czas temu uczestniczyłam w spotkaniu z czytelniczkami w ramach premiery mojej książki „Kobieta Asertywna”. Poprosiłam uczestniczki, żeby zastanowiły się nad taką sytuacją: mówią mężowi, że idą na studia podyplomowe, na co on reaguje nerwowo, że chyba zwariowały. Zapytałam kobiety, co mogłyby temu mężowi powiedzieć w sposób asertywny. Jedna pani wstała i z wdziękiem odparła, że ona nie musi wymyślać asertywnych komunikatów, bo ma swoją metodę na takie sytuacje. Szykuje mężowi pyszną kolację, ładnie się ubiera, a po świetnym seksie, gdy on jest rozluźniony, oznajmia mu, że zapisała się na studia. Czyli wtedy kiedy on jest bezbronny, urobiony, ona realizuje swój cel. Muszę przyznać, że tamta pani wprawiła mnie w osłupienie i skomentowałam to tak, że gdybym była nią, musiałabym się strasznie dużo nagotować, bo codziennie mam coś do powiedzenia mężowi. Ale wiele kobiet odnalazło siebie w tej opowieści.

Wolimy manipulować niż zwyczajnie powiedzieć, że czegoś potrzebujemy czy chcemy
Zwłaszcza w kwestii zakupów. Kobiety nie przyznają wprost, że na przykład kupiły sobie bluzkę, bo im się podobała albo potrzebują jej w jakimś celu, tylko powiedzą, że to stara, że ją pożyczyły czy znalazły na promocji.

Z czego to wynika?
Wiele kobiet nie ma własnych pieniędzy, a nawet jeśli mają, to brakuje im odwagi, żeby dawać sobie do nich prawo. Są wspólne, małżeńskie. A gdy kobieta pracuje w domu albo zajmuje się dziećmi, to uważa, 
że nie ma prawa do pieniędzy męża. Wyobraźmy sobie, że parze urodziło się dziecko. Jeśli mężczyzna ma klasę, to sam to powie, ale jeśli nie ma, to kobieta powinna zagaić: „Skoro przez najbliższe dwa lata będę w domu z dzieckiem, którego tak pragnęliśmy, i nie będę otrzymywać wynagrodzenia za opiekę nad nim, to jak zamierzasz rozwiązać kwestię finansową?”. Kobiety tak nie robią, bo czują się zażenowane rozmawianiem o budżecie, uważają, że jakoś to będzie.

Pieniądze są mało romantyczne?
To temat tabu, który zamiata się pod dywan. A potem z tej frustracji, rezygnacji z siebie i ze swoich potrzeb, z tego niespełnienia i poczucia, że ich praca i wkład w życie domowe są niedoceniane – kobiety stają się agresywne. Używają sobie słownie na małżonku, lekceważą go, poniżają, wypowiadają się o nim z pogardą.

I co na to małżonek?
Mówimy o tym, że kobiety mają problem z wyrażaniem się asertywnie, ale mężczyzn też nie uczy się wyrażania swoich potrzeb i uczuć bez intencji ranienia innych. Chłopców wręcz zachęca się, by się rozpychali, walczyli o swoje. I oni to robią, często w sposób bardzo agresywny, wyśmiewając się z innych, osłabiając ich w ten sposób – i za to są chwaleni. Ale to nie jest asertywność, tylko zwykła agresja. Jako kobieta więcej hejtu – głównie w postaci obrażania – doświadczyłam w mediach społecznościowych od mężczyzn niż od kobiet.

Zamiast komunikować się asertywnie, robimy to agresywnie?
Uważam, że każdy powinien pozostawać po swojej stronie trawnika i nie deptać cudzego. Czyli gdy na przykład na przyjęciu widzimy, że ktoś ubrał się naszym zdaniem bez gustu, to nie powinniśmy tego publicznie komentować; nikt nas przecież o to nie prosi. To świetnie, że dobrze czujemy się z tym, jak sami się ubieramy, ale pozwólmy innym mieć swoje poczucie estetyki.

A nam wydaje się, że po prostu wyrażamy asertywną opinię…
W definicji asertywnego zachowania, które oznacza, że wyrażam swoje uczucia, opinie i potrzeby bez lęku, zawiera się jeszcze to, że nie ranię drugiej osoby intencjonalnie. Pewnie, zdarza się, że ktoś się poczuje dotknięty tym, że na przykład nie chcemy z nim iść do kina, ważne jednak, by przekazać mu prawdę, czyli że nie mamy ochoty na kino, nie na spotkanie z nim.

Powiedziałaby pani, że asertywność to trochę balansowanie między własnym zdrowym egoizmem a byciem wyrozumiałym dla innych?
Jeśli mój sąsiad pomalował dom na czerwono, to jego sprawa. Tak długo jak jego działania intencjonalnie mnie nie ranią i nie wpływają na moje samopoczucie. Każdy ma prawo żyć tak jak chce. Pewnie, nie musi mi się to podobać, ale grunt, że jemu się podoba. Trzeba oddzielić to, do czego inni ludzie mają prawo, a do czego nie. Ale nie używałabym pojęcia zdrowego egoizmu, bo według mnie egoizm sam w sobie jest zły, więc nie wierzę, że jest coś takiego jak zdrowy egoizm. W asertywności chodzi o dbałość o siebie i swoje wartości, o pokazanie ścieżki do siebie, tego, co lubię, co doceniam, co jest dla mnie wartością. Taka komunikacja ujawnia się nie tylko poprzez stawianie swoich granic, ale też poprzez okazywanie uznania.Gdy podoba nam się czyjeś zachowanie czy jakaś rzecz, wyraźmy to na głos, doceńmy, zauważmy. A wiele osób się nie odzywa.

Łatwo się krytykuje, trudniej powiedzieć, że smakował nam obiad?
Uczy się nas tego, że nie można innych chwalić, bo im się w głowach poprzewraca. To też wpływ naszej religii, proszę zauważyć, że co niedziela w kościele słyszymy, jak to jesteśmy grzeszni i że wszystko to nasza wielka wina. To bardzo wpływa na nasze myślenie, na niedocenianie piękna i dobrych uczynków. Dlatego zawsze mówię, że jeśli komuś nie wychodzą pochwały, to niech zacznie od dziękowania. Gdy mój czternastoletni syn załaduje zmywarkę po posiłku, to mu za to dziękuję, bo to znaczy, że doceniam jego gest, że jest dla mnie ważny. Dziękuję, kiedy mój mąż mówi „kocham cię”, a gdy mój młodszy syn daje mi buziaka, mówię: „dziękuję, że przychodzisz się przytulić, uwielbiam takie buziaki”. Jeśli w pracy któryś ze współpracowników prezentuje tygodniowy raport, to też mu dziękuję.

Czasem osoby, które uczą się zachowywać asertywnie, zbytnio koncentrują się na pilnowaniu swoich granic, na mówieniu „nie”. Na przykład ktoś idzie po kawę do kuchni i na moje pytanie, czy wracając mógłby przynieść mi szklankę wody, odpowiada, że nie, bo skoro może pójść sam po kawę to ja też dam radę przynieść wodę. Czy to nie przesada?
Komunikat asertywny zawsze ubieram w formułę, która składa się z trzech części: „ja czuję…, kiedy ty… i w związku z tym oczekuję…”.Gdyby ktoś poprosił mnie o wodę, to najpierw musiałabym się skontaktować ze sobą. Jeśli faktycznie poczułabym się wykorzystywana, to powiedziałabym: „czuję się wykorzystywana, gdy prosisz mnie o przyniesienie wody, i oczekuję, że sam ją sobie przyniesiesz”. To właściwie pytanie o to, na ile dla kogoś przyniesienie wody to kłopot, a na ile próba stawiania granic i budowanie muru wokół siebie. Myślę, że taka odmowa może być podyktowana lękiem. Na zasadzie: „może jeśli postawię granicę przy wodzie, to potem ta osoba nie przyjdzie po coś większego, bo wtedy już nie umiałabym odmówić”. Gdyby ktoś poprosił mnie o wodę, a wracałabym z kawą i miałabym po drodze, to bym mu ją przyniosła. Ale gdyby ktoś często mnie o tę wodę prosił, to powiedziałabym: „dobrze, przyniosę ci znów wodę, ale za to jutro ty mi przynosisz kawę”. I powiedziałabym to bez pretensji, zanim pojawiłaby się frustracja, że ciągle muszę nosić wodę tej osobie.

Dla mnie asertywność wiąże się z byciem odważnym. Łatwiej jest wyrazić swoją opinię przy bliskich, a trudniej w obcym gronie albo na przykład przy szefie.
Odwaga to działanie pomimo strachu, czyli mimo że ktoś nas oceni, wyśmieje czy skomentuje. Zwykle czyjąś ocenę traktujemy jako wyrok, jako prawdę o nas. A przecież wystarczy powiedzieć: „ja widzę to inaczej”, i nie trzeba się z tego tłumaczyć, za to dać drugiej osobie szansę na to, by miała własne zdanie. Gdy jesteśmy asertywni, rozumiemy, że cudza opinia na nasz temat nie oznacza prawdy o nas. Oczywiście nie zawsze musimy od razu zabierać głos, kiedy jesteśmy w nieznajomym środowisku. Sama odzywam się tylko wtedy, kiedy czuję, że czemuś to służy. Ale dbam, zwłaszcza w nowych miejscach czy grupach, żeby nikt nie wszedł mi na głowę, bo wiem, że jeśli znalazłam się w niewspierającym otoczeniu, to tym bardziej muszę zaznaczyć, że nie jestem osobą, z którą wszystko można zrobić. A karty układu sił zawsze rozkładają się na samym początku.

Podoba mi się, że podkreśla pani, że asertywność oznacza przyjęcie postawy proaktywnej. To my wychodzimy z inicjatywą, proponujemy rozwiązania, zgłaszamy pomysły; nie czekamy, aż ktoś nam coś narzuci. Ale to też przyznawanie się do swoich zasług. Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, gdy kobieta podczas zebrania zgłasza swoją opinię, szef nie reagował, chwilę potem tę samą opinię powtarzał mężczyzna, a szef reagował zachwytem.
W tym momencie kobieta powinna powiedzieć: „przed chwilą to samo powiedziałam”. I następnym razem, gdy przedstawi swoją opinię czy pomysł, powinna dodać: „Co szef o tym myśli? Co pana w tym pomyśle zaciekawiło?”. Niech zyska jego uwagę. Czasem trzeba zmienić sposób prezentacji opinii czy pomysłu, bo ważne, żeby on wybrzmiał tak, jakbyśmy naprawdę w niego wierzyły. A czasem jest tak, że osoba decyzyjna potrzebuje po prostu czasu, by dojrzeć do naszej opinii czy pomysłu.

To sposób komunikacji, który wymaga niezłego wysiłku i opanowania.
Często powtarzam, że nauka asertywności to jak nauka obcego języka – nie wystarczy jeden kurs czy warsztaty. Od 10 lat uczę asertywności innych, ale sama codziennie uczę się, jak lepiej komunikować się z drugą osobą, jak trafniej dobierać słowa. Bo czasem jesteśmy opacznie rozumieni. Ważne i wynagradzające jest to, że gdy zachowujemy się asertywnie, często towarzyszy temu szacunek do samej siebie. Zwiększa się poczucie zaufania do siebie. Ale jest też ciemna strona zwiększania swojej asertywności, o której trzeba pamiętać.

Jaka?
Ludzie, którzy nas otaczają i którzy przywykli do tego, że na przykład do tej pory zachowywaliśmy się ulegle, mogą nie przyjąć dobrze takiej zmiany. Może okazać się, że w nowym wydaniu nie będziemy dla nich użyteczni. Pytanie, czy jesteśmy gotowi zakończyć tę relację i zastąpić ją inną, zdrowszą. Ludzie asertywni szukają osób podobnych do siebie, nie chcą przyjaźnić się z osobami dominującymi, bo będą musieli walczyć o swoje, ani z uległymi, bo będą musieli przejąć odpowiedzialność. Asertywność to jak wejście do nowego świata zdrowszej komunikacji i zdrowszych relacji.

Trzy kroki do większej asertywności

  • Zacznij od zdefiniowania tego, co jest dla ciebie ważne. Pamiętaj, że masz prawo do realizowania swoich wartości, ale inni ludzie mają prawo do tego samego. Asertywność oznacza wyrażanie swoich emocji, postaw i opinii bez świadomej intencji zranienia innych.
  • Zwracaj uwagę na to, co twoi bliscy robią dobrze, doceniaj to. Niech dziękowanie innym – gdy sprawiają ci radość, przyjemność czy zrobią coś, co jest dla ciebie ważne – wejdzie ci w nawyk. Partner obdarzył cię komplementem, który cię ucieszył? Odpowiedz: „Uwielbiam twoje komplementy!”. Szef pochwalił twoją pracę? Możesz odpowiedzieć: „Dziękuję za to, co powiedziałeś, to buduje moją motywację”. Takie komunikaty pozwolą innym zauważyć, co lubimy i jakie postawy doceniamy.
  • Jeśli często łapiesz się na tym, że pochopnie zgadzasz się na spełnianie próśb innych, czego potem żałujesz, skorzystaj z metody „czas dla drużyny”. Polega ona na tym, że jeśli ktoś cię o coś prosi – zamiast automatycznie się zgadzać i potem żałować – odpowiedz: „Czuję się zaskoczona twoją prośbą, potrzebuję czasu do namysłu, odpowiem ci jutro”.

Kamila Rowińska, certyfikowany master facilitator, trener i coach. Autorka oraz współautorka książek o tematyce biznesowej i coachingowej, w tym bestsellerów „Kobieta Niezależna” i „Kobieta Asertywna”. Organizowane przez Rowińska Business Coaching szkolenia przyciągają rocznie ponad 7000 uczestników, głównie kobiety.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze