Jak być optymistą i dlaczego pesymizm to nasz indywidualny problem?

Skrajni pesymiści podejmują decyzję, bazując na przeszłości. Umiarkowani pesymiści koncentrują się na przyszłości. (fot. iStock)

Dopuszczanie ewentualności, ze coś może się nie udać, to życiowy realizm. Przekonanie, że nie uda się na pewno, to już czarnowidztwo. Kiedy do gabinetu Ewy Klepackiej-Gryz trafia pesymista, rzadko ma świadomość, że jego głównym problemem jest on sam. Woli obwiniać o wszystko innych.

Pesymizm i optymizm to dwa skrajne podejścia do życia, interpretacji wydarzeń, a w szczególności wyjaśniania sukcesów i porażek. Pesymista jest przekonany, ze niepowodzenia zdarzają mu się stale, we wszystkich dziedzinach i zawsze nie z jego winy. Ma też skłonność do długotrwałego analizowania niepowodzeń, przeżywania zmartwień i opowiadania o tym wszystkim dookoła. Zdaniem optymisty niepowodzenia przytrafiają mu się czasami, można im zapobiec i zamiast szukać winnego, lepiej usuwać szkody. Pesymiście sukcesy przydarzają się rzadko, w nielicznych dziedzinach życia i raczej są dziełem przypadku niż jego zasługą. Optymista natomiast zakłada, że wszystko jest w zasięgu jego możliwości, a on sam zasługuje, na to, co najlepsze.

Bo ja już tak mam

Tak twierdzi przeciętny pesymista i zwykle szuka winnego swojego ponurego nastroju. Może geny? Bardzo proszę, naukowcy w wielu ośrodkach na całym świecie od lat próbują odkryć gen obecny w DNA wyznawców teorii o szklance do połowy pustej. I tak badawcze z Uniwersytetu Columbia doszli do wniosku, że genem pesymizmu jest prawdopodobnie ADRA2b, który reguluje wydzielanie neuroprzekaźnika noradrenaliny. Osoby obdarzone mutacją owego genu wychwytują z otoczenia głównie negatywne bodźce i całą energię psychiczną inwestują w wyłapywanie i unikanie potencjalnych zagrożeń.

Z kolei naukowcy w kilku ośrodków badawczych w Kalifornii odkryli, że niska ekspresja genu stymulującego poziom MAO-A, czyli enzymu odpowiadające za eliminację m.in. serotoniny, adrenaliny i noradrenaliny, wiąże się z wyższym poziomem optymizmu i ogólnego zadowolenia z życia, ale… tylko u kobiet. U mężczyzn gen ów związany jest raczej ze skłonnością do alkoholizmu, agresji i zachowań antyspołecznych.

Co jeśli to nie geny? Może wezwać na dywanik mamusię i tatusia? Naukowcy nieprzerwanie próbują szukać korelacji pomiędzy stylami przywiązania a pesymizmem czy poziomem lęku matek a nastawieniem do sukcesów i porażek dzieci. Wnioski? Mało konkretne i niewiele wnoszące.

Samolot czy spadochron?

Teoretycznie każdy pesymista może stać się optymistą. W praktyce wygląda to jednak gorzej. Pesymista jest bowiem niezwykle stały w swoim podejściu do życia. Choć czuje się pechowcem, to wcale nie chce się zmienić. Zwyczajnie nie wierzy, że w jego życiu mogłoby być lepiej. Droga od pesymisty do optymisty polega na żmudnej nauce świadomego zmieniania sposobu wyjaśniania tego, co mu się przydarzy. Żmudnej dlatego, że pesymista zaczyna stawiać warunki – podświadomie czerpie przecież zyski z „czarnej” wizji świata. Zwykle to on jest wygranym w relacjach – jego narzekań wszyscy muszą wysłuchiwać, podczas gdy on innych w ogóle nie zauważa. To jemu trzeba współczuć, dwoić się i troić w wymyślaniu cennych rad, z których i tak nie skorzysta.

Z moich obserwacji wynika, że do gabinetu terapeuty trafiają dwa rodzaje pesymistów. Pierwszy to pesymista depresyjny – bierze antydepresanty i twierdzi, że na niego nie działają i prawdopodobnie nigdy nie zaczną, ewentualnie zadziałają, ale będzie je musiał zażywać do końca życia. Drugi typ to pesymista o rysie cierpiętnika – nie bierze antydepresantów i cierpi, a im bardziej cierpi, tym jest większym przeciwnikiem leków, psychiatrów i terapii. Oba typy uważają, że największym ich problemem jest świat, czyli inny.

Zwykle zaczynam nasze spotkanie od historii przytoczonej przez Philipa Zimbardo o tym, dlaczego światu potrzebni są pesymiści. Bo wprawdzie optymista wynalazł samolot, ale to pesymista wynalazł spadochron. Dopóki samolot jest w górze, triumfuje optymista, ale kiedy zaczyna spadać, wszyscy przypominają sobie o wielkiej roli pesymisty. Na dłuższą metę pesymizm jest jednak męczący zarówno dla jego „wyznawcy”, jak i otoczenia.

Optymista-realista

Zdaniem Martina Seligmana, twórcy psychologii pozytywnej, optymizm i pesymizm mają szczególne znaczenie przy podejmowaniu decyzji. Skrajni pesymiści podejmują decyzję na podstawie przeszłych zdarzeń, zwłaszcza tych niezbyt pozytywnych. Umiarkowani pesymiści całą swoją energię koncentrują na przyszłości – przewidywaniu i eliminacji niebezpieczeństw.

Najskuteczniejsi są jednak optymiści-realiści, bo dokonują wyboru, kierując się „tu i teraz”, czyli faktami. Wyróżniają się największą stabilnością charakteru, co pozwala im wyjść cało z traumatycznych wydarzeń, które im też się zdarzają. W obliczu stresu martwią się przez chwilę, potem zakasują rękawy i zaczynają szukać wyjścia z sytuacji, przekonani, że mają odpowiednie zasoby, żeby sobie poradzić. A jeśli nie mają – że będą potrafili sobie je zorganizować. I takie właśnie podejście warto w sobie wypracować.

Jako terapeutka powtarzam pacjentom: kiedy w twoim życiu wydarzy się coś trudnego, to zazwyczaj emocje i działania, które podejmujesz, nie są bezpośrednim następstwem trudności, lecz twoich przekonań na ich temat. To, jak zinterpretujesz daną sytuację i jej przyczyny, wpływa bezpośrednio na twoją reakcję. Nie możesz wpłynąć na sytuację, ale na swoje przekonania na jej temat – tak.