fbpx

Nie potępiaj się, bądź dla siebie życzliwy i wrażliwy na własne cierpienie

Samowspółczucie – potęga życzliwości wobec samego siebie
(fot. iStock)

Dzieci ze wszech miar pragną czuć się bezpieczne, kochane, przynależeć. Jeśli jakieś nasze zachowanie, ekspresja, emocje i potrzeby, okazują się być w konflikcie z oczekiwaniami rodziców, uczymy się je tłumić. Wykształca się tym samym i z biegiem lat rozwija wewnętrzny krytyk, część osobowości wzorowana na negatywnych reakcjach otoczenia na naszą osobę.

Krytyk egzekwuje od nas przestrzegania norm i zasad, mających zapewnić nam akceptację ze strony innych. Reaguje osądem na każde realne lub tylko przewidywane od nich odstępstwo, pilnując, by to co robimy nie naraziło nas na potępienie, kompromitację, a w konsekwencji odrzucenie. Precyzyjnie określa, które z naszych zachowań będą najwłaściwsze i stale monitoruje to co robimy, jacy jesteśmy oraz jak wyglądamy. Jeśli uzna, że coś nie idzie tak jak powinno, surowo ukarze nas ostrą krytyką.

Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy jak bardzo siebie potępia. Zawładnięci przez krytyczną część naszego „ja”, myślimy o sobie bezlitosnym głosem osądu, w ten sposób żyjąc w separacji od tego w nas, który jest atakowany. Opinie krytyka wewnętrznego jawią się jako fakt, nie dyskutujemy z nimi a jedynie odcinamy się od własnych bolesnych uczuć, unikając emocjonalnego cierpienia. Tymczasem żyje w nas krytykowane, odtrącone dziecko, na którego ból pozostajemy obojętni. Skrzywdzone, czeka na nasze wsparcie, akceptację i miłość. Na dorosłego, który okaże mu współczucie.

Współczucie wobec samego siebie

Idea współczucia wobec samego siebie (ang. self-compassion) wywodzi się z kultury Wschodu. W kręgu kultury Zachodu termin „współczucie” stosowano wyłącznie w odniesieniu do drugiego człowieka, jednak od kilku lat to się zmienia. Współczesna psychologia zaanektowała podstawowe elementy filozofii buddyjskiej i rozwinęła teorię samowspółczucia. Według dr Kristin Neff, jednej z pionierek wśród badaczy tego zjawiska, podobnie jak Paula Gilberta, twórcy terapii ukierunkowanej na współczucie ( CFT ), istotą samowspółczucia jest życzliwość i wrażliwość na cierpienie własne i innych, oraz zaangażowanie w poprawę sytuacji.

Potrafimy współczuć innym, gdy cierpią, stać nas na słowa otuchy wobec osób doświadczających czegoś trudnego, ofiarowujemy wsparcie. Czujemy empatię wobec ludzi. Dużo jednak trudniej odczuwać nam ją wobec samych siebie. To niełatwe zadanie: wdrożyć w życie postawę troski o samego siebie.

Uważność, akceptacja, życzliwość

Na co dzień wielu ludzi jest w ciągłej fuzji z wewnętrznym krytykiem. Przebywając w tym trybie, nie jesteśmy w stanie nawet dostrzec własnego cierpienia. Tak naprawdę często nie słyszymy także głosu samego krytyka – jest tak oczywistą „normą”, że aż niezauważalny.

Pierwszym więc krokiem do jakiejkolwiek zmiany jest łowienie tych osądzających siebie myśli i w ten sposób „oddzielanie” siebie od nich. Dopiero potem możemy dostrzec jaka jest nasza emocjonalna reakcja na to, co słyszymy w swojej głowie. Jak bardzo wrażliwa, czująca część nas cierpi w tej sytuacji. Potrzebuje zwrócenia się w jej stronę z łagodną uwagą, życzliwością, w sposób pozbawiony osądu; jak kochający rodzic wobec dziecka, które potrzebuje uwagi, wysłuchania, obecności, ciepła, i troski. Potrzebuje mądrego przewodnictwa. Współczucie wobec samego siebie i uprawomocnienie swoich emocji jest zupełnie innym podejściem niż to, które wielu ludzi praktykuje na co dzień. Przeciwieństwem osądu wewnętrznego krytyka.

Krytyk czy samowspółczucie? Co motywuje bardziej?

Wielu ludzi wierzy, że potrzebuje wewnętrznego krytyka, aby osiągać sukcesy. Są przekonani, że muszą traktować siebie ostro i bezlitośnie, bo tylko wtedy potrafią zmobilizować się do działań. Krytyk motywuje nas jednak poprzez strach przed jego ( i innych ) krytyką. Możemy jednak dużo efektywniej motywować siebie poprzez postawę samowspółczucia. Lecz w tym przypadku powodować nami nie będzie lęk, ale pragnienie zapewnienia sobie dobrego życia. Ten rodzaj motywacji bazuje na łagodnym zachęcaniu i wspieraniu siebie do takich działań, które w konsekwencji przyniosą szczęście.

Wyobraźmy sobie, że ze szkoły do domu wraca chłopiec, który dostał jedynkę z ważnego testu. Jego ojciec może zareagować na dwa sposoby. W pierwszej sytuacji powie: „Zawiodłeś mnie. Stać Cię na dużo więcej.” Albo jeszcze ostrzej: „Nic nie potrafisz robić dobrze. Jesteś leniwy. Jak tak dalej pójdzie będziesz nieudacznikiem, nigdy nic w życiu nie osiągniesz”. Czy reakcja ojca wzmocni poczucie własnej wartości chłopca, wiarę w swoje możliwości? Czy słowa, które usłyszał, zachęcą go do dalszych starań, stawiania czoła kolejnym wyzwaniom? Być może będzie teraz ciężko pracować, by zasłużyć na jego aprobatę, ale bardziej prawdopodobne, że chłopiec straci wszelki zapał. Jeśli z takimi reakcjami ojca będzie spotykał się częściej, trwale zwątpi w siebie, a z czasem być może rozwiną się u niego zaburzenia lękowe albo depresyjne.

Większość z nas uzna taką scenę za wyjątkowo przykrą, zgodnie przyznając, że rodzic nie powinien zachować się w ten sposób. Jednak właśnie tak zwracamy się do samych siebie w swoich własnych głowach. Krytyczne, pogardliwe słowa mają niszczycielską moc. Krytyk obwinia, wytyka błędy, porównuje do innych. Nazywa nas głupcami, rozpamiętuje niepowodzenia, straszy wizją przyszłej porażki. Język przemocy, którego nie użylibyśmy wobec przyjaciela, a nawet ludzi których nie darzymy sympatią, uznajemy za dopuszczalny jeśli chodzi o samych siebie.

Teraz wyobraźmy sobie odmienną reakcję ojca na złą ocenę syna: „Och, musisz być bardzo rozczarowany. Widzę, że jest ci naprawdę przykro… Posłuchaj, to się zdarza nam wszystkim. Ludzie czasem popełniają błędy, ponoszą porażki. Kocham cię bardzo i akceptuję bez względu na wszystko. Zastanówmy się, co mogę zrobić w tej sytuacji, żeby ci pomóc. W jaki sposób najlepiej mogę cię wesprzeć? Może znajdziemy korepetytora? Wiedz, że wierzę w ciebie i będę przy tobie bez względu na wszystko”. Taka reakcja ojca będzie ogromnym wsparciem dla syna i zmotywuje go, by się nie poddawał. Nie obniży jego poczucia własnej wartości, wręcz przeciwnie. Doda mu wiary w siebie i własne możliwości poradzenia sobie w tej sytuacji i kolejnych podobnych w przyszłości. Właśnie w taki sposób powinniśmy zwracać się do samych siebie: życzliwy, wspierający, pełen miłości.

Co mówią badania?

  • Istnieje pozytywna korelacja między współczuciem wobec siebie a licznymi pozytywnymi wymiarami psychologicznymi: zadowoleniem z życia, poczuciem więzi społecznej, własną inicjatywą, optymizmem, pewnością siebie, satysfakcją, szczęściem.
  • Wyższy poziom współczucia wobec siebie jest skorelowany z niższym poziomem lęku i depresji.
  • Samowspółczucie redukuje perfekcjonizm, poczucie winy, negatywny obraz swojego ciała.
  • Postawa samowspółczucia jest silnie związana z motywacją. Wzmaga chęć uczenia się i rozwoju.
  • Wyższe samowspółczucie zachęca do prowadzenia zdrowego trybu życia.
  • Samowspółczucie wzmaga odpowiedzialność, sumienność.
  • Ludzie praktykując współczucie wobec siebie lepiej przechodzą przez trudne sytuacje w życiu, takie jak rozstania, rozwody, utratę pracy, czy śmierć bliskiej osoby.
  • Dzięki samowspółczuciu jesteśmy bardziej troskliwi wobec innych. Bardziej wspierający w relacjach, mniej kontrolujący i mniej agresywni werbalnie. Łatwiej nam wybaczać, przepraszać i przyjmować cudzą perspektywę.

Anna Czarnecka – psychoterapeuta, coach ACC ICF, arteterapeuta, trener rozwoju osobistego, magister sztuki. Pracuje w nurcie integracyjnej terapii doświadczeniowej, której osią jest psychoterapia humanistyczna. Głównie w oparciu o Terapię Schematów, Gestalt, Terapię Skoncentrowaną na Emocjach L. Greenberga ( EFT) oraz Focusing. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych i młodych dorosłych. Stworzyła autorskie warsztaty opierające się na pracy z krytykiem wewnętrznym i wewnętrznym dzieckiem.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>