fbpx

Jak inni odbierają nasz głos?

Jak inni odbierają nasz głos?
123rf.com

Jak to jest, że jednych słuchamy z ciekawością, a od innych chcemy zmykać, gdy tylko otworzą usta? Czy piskliwy głos u dojrzałej kobiety jest oznaką niedojrzałości, a tubalny u niskiego mężczyzny świadczy o kompleksach? O sekretach, jakie możemy odkryć we własnym głosie, opowiada Aneta Łastik, nauczycielka śpiewu.

Co ukrywa dojrzała kobieta pod dziecięcym głosikiem?

Nie ma jednej odpowiedzi, bo i człowiek, i jego głos są zwykle bardziej skomplikowane niż proste osądy, ale bardzo często jest to powtórka z głosu mamy. Co ciekawe, kobiety o piskliwym głosie zwykle same go nie lubią, ale nic z tym nie robią, bo praca nad obniżeniem wysokich tonów oznaczałaby konfrontację z dzieciństwem. Inna rzecz, że każdemu podnosi się głos, kiedy jest podekscytowany czy zdenerwowany, bo wysoki głos odpowiada wysokim uczuciom i jest reakcją na podniecenie, strach, niepokój. Może być i tak, że mimo metryki tym cienkim, wysokim głosem posługuje się wystraszona dziewczynka, z którą trudno jest rozmawiać po dorosłemu, więc taki głos irytuje i odrzuca.

Czasami skłania do zaopiekowania się dziewczęciem. Niektóre kobiety celowo zmieniają swój głos w towarzystwie mężczyzn.

Tak jak w piosence, którą śpiewała Mira Zimińska: „Jakaś jestem przy tobie taka mala… Taka mala… to jej trik. To jej lep”. Czy to działa? Niektórych mężczyzn pewnie ekscytuje, że w kobiecym ciele siedzi maleńka dziewczynka. Jeśli ten układ satysfakcjonuje obie strony, to ich sprawa. Może się jednak zdarzyć, że – niezależnie od płci – nabierzemy się na czyjś milutki, dziecięcy głosik i damy wkręcić w toksyczną relację. Przyjmujemy wtedy rolę troskliwego opiekuna, co nie zawsze dobrze wróży relacji.

Trudno odrzucić małe dziecko, które potrzebuje opieki i wsparcia. Jak się przed tym bronić?

Zawsze dobrze jest zwracać uwagę na rozbieżność między głosem a postacią. Pamiętam, jaki szok przeżyłam podczas spotkania z pewnym uznanym psychiatrą. Zadzwonił do mnie i usłyszałam głos malutkiego, szczuplutkiego, ale sympatycznego chłopca. Kiedy go zobaczyłam, zaniemówiłam: duży facet, który nie może mieć malutkich strun sopranowych i nie ma prawa mieć takiego wysokiego, niemal kobiecego głosu! O czym świadczy taka niespójność między posturą a głosem? Może mieć on kłopot ze sobą, nie zgadzać się np. ze swoimi tendencjami homoseksualnymi. Czułam, że coś mi nie gra w tym człowieku, co potwierdziło się, gdy poznałam jego pacjentów.

Co zatem z niedużymi mężczyznami o tubalnym głosie? Też lepiej mieć do nich dystans?

Często zdarza się, że tacy mężczyźni żyją w zgodzie ze sobą, są pozbawieni kompleksów i jeszcze świetni w łóżku, słowem: dowartościowani. Wtedy nie ma dysonansu między głosem a postacią. To są zazwyczaj ludzie, którzy dobrze się czują w swojej skórze, mają świetne relacje z matką i ojcem. Niscy mężczyźni są jednak źle postrzegani społecznie, bo „prawdziwa męskość” kojarzy się z silną, wysoką posturą, dlatego jak mówił Stanisław Jerzy Lec: „Karłom trzeba się nisko kłaniać”, bo mogą stać się niebezpieczni w walce o swoją pozycję.

A jeśli wysoki i przystojny facet mówi niewyraźnie i cicho?

Tak mówi niedojrzały, nieukształtowany człowiek, który się boi zaistnieć, bo w środku jest małym, przestraszonym chłopcem. To dziecko, które nie miało głosu w domu. Ma w sobie dużo agresji, przerażenia, rozpaczy, żalu i bezsilności, wiele trudnych uczuć, których nigdy nie mogło wyrazić. Aby mówić mocnym i jasnym głosem i być słyszalnym, nie wystarczy ćwiczyć artykulację i wyraźne wymawianie każdej zgłoski. Prawdziwy głos musi wychodzić ze środka ciała i być oparty na spółgłoskach. Takie głoski jak s, t, k wymagają pracy mięśni brzucha, nie wystarczy ruch ustami. I tu pojawia się problem, bo ze środka może wydostać się nie tylko spółgłoska, ale też schowane pod nią uczucia. Stłumiliśmy je w dzieciństwie, by ochronić się przed bólem i rozdarciem. Jeśli w dorosłym życiu pozostają w zamknięciu wraz z głosem i swobodnym oddechem – niszczą nasze życie intymne, a czasem i zawodowe. Jeśli człowiek, o którego pani pyta, zdobędzie się na to, żeby spotkać się ze swoimi stłumionymi uczuciami – które ja nazywam Wewnętrznym Dzieckiem – usłyszy swój prawdziwy głos, który będzie nie tylko lepiej słyszalny, ale też przyjemny w odbiorze dla słuchaczy. Niewielu mężczyzn sobie na to pozwala, bo to wymaga odwagi i konfrontacji przede wszystkim z matką.

Połykanie końcówek to też pozostałość z dzieciństwa czy efekt dzisiejszej komunikacji za pomocą skrótów w SMS-ach?

To rozpowszechnione „byam, sprzątaam, powiedziaam” można interpretować jako wyniesiony z domu brak szacunku do siebie. Mówią tak ludzie, którzy najprawdopodobniej nie mieli prawa głosu w domu. Wiedzą, że nikt ich nie słucha, więc jak chcą coś powiedzieć, muszą to zrobić bardzo szybko, żeby im nie przerwano. Z drugiej strony przykład idzie z góry i jeśli prezenterzy w telewizji, aktorzy i politycy mamroczą niewyraźnie, to dają sygnał: tak można, to normalne. Kiedyś w wywiadzie w radiu TokFM celowo najpierw mówiłam niechlujnie, łykałam końcówki, a po chwili – ciągle tak naprawdę mówiąc to samo – wypowiadałam z szacunkiem każde słowo, co panią redaktor od razu ożywiło. Tak mówiącego człowieka łatwo i z chęcią się słucha, nawet jeśli mówi tylko „bla, bla, bla”.

Dlaczego wymawianie spółgłosek jest takie ważne?

Bo idą z ciebie, ze środka. Ustami wszystko możesz zrobić, nawykrzywiać je i naotwierać na rozmaite sposoby przy zamkniętym gardle, co w efekcie daje płytki, nieciekawy głos. Gdy dajesz ciału szansę i swobodę, by twój głos wychodził, skąd powinien, czyli z twojego wnętrza, wtedy on cię reprezentuje i trafia prosto do ciała słuchającego, dając mu radość. W tym wnętrzu mieszka twój głos i sama ty – tam jest twój dom. Dlatego też zachwyceni czyimś śpiewem mówimy, że ktoś śpiewa prosto z trzewi, z bebechów. Taki głos porusza nas, wchodzi w nas, rezonuje. Kiedy twój głos wychodzi ze środka, daje ci poczucie osadzenia w sobie, pewność siebie i tego, kim jesteś, a słuchaczowi poczucie obcowania z prawdziwym człowiekiem, którego warto słuchać i którego się słucha.

 

ĆWICZENIA DO PRACY Z GŁOSEM

  • Z korkiem od wina między zębami (włożonym tak, żeby nie zamykał całych ust), na jednym oddechu ćwicz wyraźne wymawianie spółgłosek. Zacznij od pojedynczych (np. s, t, k), a potem przejdź do zestawu: „stka, stke, stki, stko, stku”. Spróbuj wyrazić nimi gniew i wściekłość. Obserwuj swoje ciało podczas tego ćwiczenia. Kiedy czujesz, że coś cię gniecie w dołku, przerwij ćwiczenie, przeciągnij się i pooddychaj spokojnie.
  • Ćwicz mięśnie twarzy: napinanie–rozluźnianie, marszczenie nosa, ruchy wargami, szerokie otwieranie ust.
  • Dmuchaj w zapaloną świeczkę tak, by płomień leżał płasko. To dobre ćwiczenie regulujące oddech.

Źródło: Aneta Łastik „Poznaj swój głos” (Studio Emka)