Jak kłamiemy terapeutom

Czasem pacjent mówi, że go ranię. A ja mu na to, że bardziej martwiłbym się o to, jak od dekad zadaje mu ból jego fantazja – mówi terapeuta Jon Frederickson. W książce „Kłamstwa, którymi żyjemy” zauważa, że ludzie często przychodzą na terapię
nie po to, by przejrzeć na oczy, tylko utwierdzić się w złudzeniach

Dlaczego ludzie trafiają do terapeuty?

Bo cierpią. Mają depresję albo są pełni niepokoju, czasem ich związki nie spełniają ich ambicji czy oczekiwań i też z tego powodu cierpią. Widzą to i decydują się zwrócić do kogoś, kto pomoże im zrozumieć powody ich cierpienia. I to trzeba podkreślić: nie idziemy na terapię, bo potrzebujemy wglądu w to, co się z nami dzieje, dotarcia do źródeł naszych problemów. Idziemy na terapię, bo chcemy doznać ulgi w naszym cierpieniu.

Przychodzi więc pacjent, siada w fotelu i zaczyna opowiadać. Nie znacie się, pan nie ma pojęcia, kim on jest i z czym przychodzi. Przedstawia jakąś historię, opowiadającą o jego cierpieniu, która niekoniecznie miała dokładnie taki przebieg, jaki on zapamiętał. Na co pan, jako terapeuta, zwraca najbardziej uwagę?

My, terapeuci, najbardziej jesteśmy ciekawi tego, co pacjent chce nam opowiedzieć. Słuchamy uważnie i z czasem zaczynamy wyłapywać sprzeczności, na przykład pomiędzy tym, co o sobie mówi, a co robi, a nawet między tym, co mówił przed chwilą, a tym, co mówi teraz. Pacjenci mogą nie być nawet świadomi tych sprzeczności, ale my staramy się pomóc im je zobaczyć. Naprawdę rzadko się zdarza, że ktoś przychodzi i celowo zaczyna opowiadać nieprawdziwe historie na swój temat. Bo ludzie przez większość czasu nie uświadamiają sobie, że mijają się z prawdą. Zwykle nie mają pojęcia, że kłamią terapeucie, bo kłamią sobie i w ten sposób unikają jakiejś części rzeczywistości.

Pewnego dnia rozmawiałem z kobietą, która zaczęła opowiadać o swoim chłopaku. Powiedziała, że trzy lata temu rozwiódł się z żoną, która najpierw miała romans, a potem go rzuciła. Trzy lata po tym wydarzeniu on nadal opowiada o niej w samych superlatywach, jaką to była wspaniałą osobą i w jakim pięknym związku byli. I pewnie to był piękny i wartościowy związek w jakimś momencie, ale przecież ta sama osoba, którą tak wychwalał, oszukała go i zdradziła. Czyli i to, że była cudowna, jest prawdą, i to, że nie była, też jest prawdą.

(…)

Więcej w lipcowym numerze magazynu SENS.

Wydanie 07/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.