Jak kocha mężczyzna po przejściach?

Jak kochać faceta po przejściach?
Mężczyzna zraniony, z ogromną potrzebą miłości w niektórych kobietach budzi instynkt ratowniczki. (Fot. iStock)

Zraniony, zły na kobiety, często z ogromną potrzebą miłości, ale niewłaściwie realizowaną. W niektórych partnerkach taki mężczyzna budzi od razu instynkt ratowniczki. Tyle że aby stworzyć z nim udany związek, będą musiały najpierw pozwolić na to, by sam uratował siebie – mówi terapeuta Jacek Masłowski.

Często słyszy się sformułowanie „facet z odzysku”. Co ono właściwie znaczy? Czy każdy „facet z odzysku” jest też „facetem po przejściach”?
Jest to zwykle mężczyzna, który został porzucony przez swoją partnerkę albo sam od niej odszedł. Porzucony facet z odzysku nosi w sobie zwykle silny uraz do kobiet. I to wcale niespowodowany odejściem tej partnerki. On nieświadomie wchodzi w związki z kobietami, które prędzej czy później go zostawiają. W ten sposób potwierdza schemat emocjonalny, który wyniósł ze swojej relacji z matką albo z wcześniejszych związków.
Ale i facet, który porzuca, może nosić w sobie podobny schemat. Często łączymy się w pary właśnie po to, żeby powtórzyć traumę relacyjną albo spróbować ją przekroczyć. Dlatego wielu mężczyzn – i kobiet – tworzy dzisiaj tego rodzaju komplementarne związki. Chcą dostać w nich standardową dawkę emocji, spełnić znany sobie scenariusz. Tyle że jeśli mężczyzna spotyka kobietę, która świadomie nie wchodzi w jego schemat relacji i nie zachowuje się tak, jak od niej oczekuje – to rosną w nim niechęć i niepokój. Dlatego najpewniej zostawi tę kobietę. Chyba że nauczy się z nią żyć w inny sposób niż ten, do którego przywykł. Na tym polega zdrowe przekroczenie traumy relacyjnej: mężczyzna uczy się być w związku inaczej niż potrafi. Nie poprzez gierki, manipulacje, awantury, porzucenia czy powroty. Tylko przez rozmowę, bliskość, wsparcie i autentyczność.

Jakie zachowanie kobiety może budzić jego niepokój?
Na przykład takie, że ona pozwala mu na dużą autonomię. Po prostu daje mu wolność. A on jest przyzwyczajony do bycia zawłaszczanym przez matkę albo poprzednią partnerkę. No i mamy kłopot.

Dlaczego?
Taki mężczyzna może myśleć, że kobieta nie jest zaangażowana w ich relację. Uważa, że ona o niego nie dba, nie interesuje się nim, nie zabiega o niego. On nie czyta jej zachowania jako poszanowania granic i funkcjonowania na poziomie dorosły-dorosły. Niestety, wielu współczesnych mężczyzn myli kontrolę z zaangażowaniem.
Zdarza się, że mężczyzna trafia na kobietę, która mogłaby mu pomóc nauczyć się zupełnie innego sposobu funkcjonowania w związku, ale akurat w tym momencie życia on nie potrafi tego zrobić. Dlatego opuszcza partnerkę, szukając komplementarnego schematu.

Do twojego gabinetu częściej trafiają mężczyźni, którzy zostali porzuceni czy ci, którzy porzucają?
Najczęściej są to mężczyźni, którzy zastanawiają się: odejść czy zostać? Lub tacy, którzy dopiero co podjęli decyzję o rozstaniu. Chcą poradzić sobie emocjonalnie z konsekwencjami rozpadu związku.

Od czego zależy to, czy mężczyzna z odzysku uczy się na błędach?
Niestety, najczęściej mężczyźni powtarzają swoje błędy, wpadając w tak zwany transfer odpowiedzialności, czyli mechanizm, w którym przypisujemy sprawczość czynnikom zewnętrznym. Na zasadzie: „To ona jest zła”. Ona ze mną do łóżka nie chodziła. Ona nie dzwoniła. Nie spędzała ze mną czasu. Taki facet nie widzi tego, w jaki sposób sam wpłynął na tę sytuację. Wina nie leży po jego stronie. Ludzie generalnie mają taką cechę. Często widać to na salach sądowych w przypadku rozwodów z orzeczeniem o winie. To kuriozalny pomysł, żeby sądy rozpatrywały winę za rozpad związku. Dlatego, że zwykle wina nie leży po jednej stronie. Ten rodzaj myślenia otwiera drogę do wojny. To również przykład na to, że nie uczymy się własnej sprawczości i podmiotowości w związku.

Jak wyjść z tego schematu? Co musi się stać, żeby mężczyzna wreszcie się czegoś nauczył?
To trudne, bo oznacza, że trzeba stać się dorosłym. A tak naprawdę dzisiaj jest niewielu ludzi, którzy zachowują się jak dorośli. W emocjonalnym tego słowa znaczeniu. Przeważnie funkcjonujemy na huśtawce, o której pisze Eric Berne w książce „W co grają ludzie?”. Opisuje tam trzy stany ego: Rodzica, Dziecka i Dorosłego. Większość z nas wchodzi w związki, w których zamieniamy się rolami. Czasem jesteśmy Dzieckiem, innym razem Rodzicem. A bycie Dorosłym w związku oznacza bliskość. Czyli jestem autentyczny, nie udaję, nie gram, tylko komunikuję swoje potrzeby.

Załóżmy, że mamy do czynienia z autorytarnym mężczyzną, jego jest zawsze na wierzchu.
Ale ten mężczyzna nie jest po prostu – jak powiedziałaś – „autorytarny”. To ma jakieś głębsze źródło. Taki facet to najczęściej Rodzic normatywny, czyli ktoś, kto bierze na siebie zbyt duży poziom odpowiedzialności. Zabierając tym samym odpowiedzialność drugiej stronie. Ale żeby tak się stało, druga osoba tę odpowiedzialność musi mu oddać. Dlatego nie można powiedzieć, że to tyran, a jego żona jest ofiarą.

Czy on powinien się zmienić, żeby móc wejść w zdrową relację?
Nie chodzi o to, żeby się zmieniać. Trzeba nauczyć się inaczej postępować. Jeśli mężczyzna po kolejnym rozstaniu zacznie zadawać sobie pytania, może zauważyć, że wybiera określony typ kobiet. To pierwsza rzecz do zrobienia na terapii: sprawdzić, w jaki sposób zapraszam kobiety do relacji. A później zobaczyć, że można zainteresować sobą również inny typ kobiet. On jest przekonany, że kobieta może być z nim tylko wtedy, gdy on ją kontroluje. I chodzi o to, żeby zobaczył, że może dostać miłość. Nie za coś, tylko po prostu.

Co może zrobić kobieta, by mu w tym pomóc?
Jedynie jego terapeutka może być tą kobietą. Tylko ona w procesie psychoterapii może mu pokazać, jak wygląda ta inna układanka. On nie musi o nią zabiegać, nawet nie może, a dalej dostaje wsparcie i bliskość. Co na początku jest dla niego przedziwne. Dopiero po jakimś czasie odkrywa, że jest w stanie wejść w bezpieczną dla siebie relację z kobietą, która nie potrzebuje tego, żeby on ją kontrolował lub żeby na jego głowie było całe utrzymanie. Z kobietą, która poradzi sobie bez niego. Wtedy mogą zacząć się czymś wymieniać. Tylko uwaga, to jest ścieżka dla wybranych. Nie każdy, kto przyjdzie na terapię, po kilku miesiącach wychodzi jak nówka sztuka i staje się superpartnerski.

To w jaki sposób mężczyzna po przejściach wchodzi w kolejne związki, zanim trafi na taką terapię?
Są tylko dwie możliwości. Pierwsza: szuka wybawczyni, takiej, która go uratuje, bo wejdzie w znajomy schemat, a on znowu poczuje się ważny, potrzebny i kochany. Druga opcja to, delikatnie mówiąc, lekka niechęć do płci przeciwnej. No i ostre postanowienie: nigdy więcej. Wtedy taki mężczyzna kompletnie neguje kobiety. Traktuje je przedmiotowo albo pogardliwie. Mści się i odreagowuje, na przykład wchodząc z nimi w krótkotrwałe relacje seksualne.

Jak przepracować relację ze swoją eks, żeby nie myśleć: „to zła kobieta była”?
Mężczyzna musi przejść przez proces żałoby, czyli pożegnać swoją eks. Wtedy pozwala sobie na wszystkie emocje, które są z tym związane. Na dodatek w obecności bliskich osób: przyjaciół, rodziny czy terapeuty. Pozwala sobie na gniew, smutek, złość. Czyli krótko mówiąc: nie tłumi emocji. Bez przejścia przez proces żałoby taka relacja nadal jest aktywna i może trwać nawet całe życie.

Po czym poznać, że żałoba się odbyła?
Jak idziesz na cmentarz i patrzysz na grób swojego ojca, to wiesz, że to był ważny dla ciebie człowiek, ale już nie wybuchasz płaczem. Nie tęsknisz. Zgodziłeś się na to, że odszedł, puściłeś go. Tak samo w tej sytuacji – widzisz swoją eks, czytasz o niej na Facebooku i czujesz, że pozwoliłeś jej odejść.

A terapia z byłą partnerką lub szczera rozmowa są dobrym pomysłem?
Tylko jak rozwiązać sprawę z kimś, z kim właśnie kończysz relację lub skończyłeś ją lata temu? Albo zamknąłeś relację, albo znowu w nią wchodzisz. Jeżeli wybierasz to drugie, siłą rzeczy jest tak, jakbyś rozdrapywał rany i posypywał je solą. Prawda jest taka, że z tą partnerką niczego już nie zrobisz. Pójście do niej i powiedzenie: „zrobiłaś mi krzywdę”, to na nowo otwieranie tej relacji.
Chyba że to rozstanie przebiegło za porozumieniem. Kiedy przychodzą do mnie dwie osoby i mówią: „wiesz, wypaliło się między nami”, to widzę parę, która się szanuje i podjęła świadomą decyzję o tym, że w tym związku nie mają już czego szukać. Dziękują sobie za współpracę i idą w swoją stronę. Wtedy nie musimy przeżywać żałoby i zrywać relacji, bo tu nie ma zranienia. Natomiast my rozmawiamy o obszarze, w którym jest obecne zranienie, np. utrata przez porzucenie i odejście. Jeżeli tak było, to nie warto wracać. Możesz być dalej w kontakcie z tą osobą, bo jest matką twojego dziecka, ale nie spotykasz się z nią jako kobietą, partnerką. To rodzaj relacji w sprawie, czyli relacji rodzicielskiej. Jesteście rodzicami swojego dziecka i tematem waszych rozmów, waszych spotkań, waszych trosk jest to, co robić i jak robić z dzieckiem dla jego dobra. A nie, co się z wami dzieje w stosunku do siebie.

Jeśli mężczyzna zostawia partnerkę i dziecko, często nie chce też płacić alimentów. Dlaczego?
To niestety nie jest rzadkie zjawisko. Jeżeli jest tak, że sądownictwo przyznaje w Polsce opiekę nad dzieckiem głównie matce, która reguluje później te kontakty z dzieckiem według własnego uznania, to ojciec odreagowuje to na tej matce niepłaceniem alimentów. Akcja – reakcja. To przejaw zupełnego braku zrozumienia tego, kto finalnie jest poszkodowany, i to przez obie strony. Oczywiście są ojcowie, którzy nie płacą alimentów, bo dzieci ich nie interesują. Jednak w większości przypadków niepłacenie alimentów przez mężczyznę nie jest „w sprawie” dziecka, tylko w sprawie relacji z matką. Mężczyzna czuje się upokorzony i w ten sposób chce być sprawczy. Próbuje jakoś odzyskać swoją godność. Wiem, że to dziwnie brzmi: odzyskać godność, nie płacąc alimentów… ale wielu facetów jest bardzo wkurzonych na tę sytuację. Czują się bezradni i niesprawiedliwie potraktowani. Sądzą, że to ich jedyne narzędzie wpływu na kobietę.

W jaki sposób ja jako nowa partnerka mogę stworzyć udany związek z facetem
po przejściach?
Dobrze, żebyś wiedziała, jaki schemat relacji budujesz. Czyli kogo szukasz i po co. Ale nie na tym świadomym poziomie, że: „chciałabym założyć rodzinę”. Tylko czy zazwyczaj ratujesz, czy wolisz być w związku ratowana i dlaczego.

Nie warto drążyć, dlaczego rozpadła się jego poprzednia relacja?
Jeśli zapytasz mężczyznę, dlaczego rozpadł się jego poprzedni związek, to nawet jeśli będzie z tobą szczery, nie powie ci, że zdiagnozował u siebie tendencję do funkcjonowania w relacji z przemocową matką oraz zasługiwania na jej miłość. I że nieustannie powtarza ten cykl z kolejnymi partnerkami. Jeżeli ci to zakomunikuje, jest mistrzem świata. Powie raczej: „starałem się, a ona mnie zostawiła”. W tym momencie zwykle kobieta odpala silniki odrzutowe i mówi: „Udowodnię ci, że nie wszystkie kobiety są takie złe”. No i ciągle tkwimy w schemacie.

Czy istnieje zdrowy schemat nawiązywania relacji z facetem po przejściach?
Ja na przykład zadałbym pytanie, jak długo taki mężczyzna był sam, ale tak naprawdę sam, po rozstaniu. Jeżeli dopiero co się rozeszli albo właśnie się rozstają, to raczej zastanowiłbym się nad tym, czy zaczynać z nim jakąkolwiek relację. No, chyba że stricte towarzyską.

Jakie zalety ma facet po przejściach?
Mnóstwo! Tylko zależy dla kogo. Dla potencjalnej ratowniczki jest jedną wielką zaletą. Ma doświadczenie życiowe. Nie wiem, czy przetworzone, ale ma. Może jest już ojcem. A to dla wielu kobiet jest cenne. Prawdopodobnie ma też dobrą pozycję społeczną i materialną. Generalnie dojrzały facet najczęściej ma więcej zalet niż ten bez większego doświadczenia w życiu. Tyle że tak naprawdę nieważne są jego zalety, ale to, czy wie, co może kobiecie zaoferować i jak to zrobić.

Czy taki mężczyzna często decyduje się na samotność?
Tak, i to coraz częściej. Może nie 50 proc., ale myślę, że jakieś 5 proc. mężczyzn po przejściach decyduje się na samotność. Jednak nie pełną, tylko czasową. Ponieważ bardzo trudno być dzisiaj samotnym facetem. Nawet nie dlatego, że nie umiesz. Po prostu mnóstwo kobiet zaprasza cię do relacji. A potem słyszysz: „współcześni faceci nie chcą wchodzić w trwałe związki”. No sama zobacz. Mówię kobiecie: „Słuchaj, jestem po rozwodzie, nie czuję się na siłach, żeby wchodzić w relację”. A jej zapala się lampka: „O! Na pewno boi się kobiet. Boi się zaangażować”. No i bądź tu teraz samotnym facetem…
Inna sprawa, że wielu mężczyzn faktycznie nie potrafi żyć w pojedynkę. Natychmiast szukają nowej partnerki. W zastępstwie lub po to, żeby kontynuować swoją grę relacyjną.

Dlaczego nie potrafią być sami?
Dlatego, że nigdy się tego nie nauczyli. Mężczyzna rodzi się z matki i jest z kobietą cały czas. Aż do momentu, kiedy powinien przez chwilę być sam, czyli do wyjścia z domu. Kiedyś facet szedł do wojska i jakiś czas żył bez kobiety. Dzisiaj jeszcze nie wyszedł od matki, a już wiąże się z kolejną kobietą. Dlatego większość mężczyzn, których znam, nigdy nie żyła w pojedynkę. Już o tym rozmawialiśmy, pamiętasz, o funkcji separacyjnej ojca. I w ogóle o roli mężczyzn wobec innych mężczyzn. Problem tkwi w tym, że wielu z nas nigdy nie było odseparowanych od kobiet. A dopóki tak będzie, mężczyzna nie będzie potrafił żyć bez partnerki.

A twoje przejścia, co dały ci w życiu? Czego cię nauczyły?
Zadały mi pytania, na które postanowiłem znaleźć odpowiedzi. I powiem ci szczerze, że poszukiwania były często bardzo trudne. A odpowiedzi bardzo nieprzyjemne.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>