Jak męska nieśmiałość przeszkadza w relacjach z kobietami?

fot. iStock

Taki przypadek to rzadkość w pracy terapeuty. Co jest przyczyną nieśmiałości pacjenta Ewy Klepackiej-Gryz? Czy pod spiętym ciałem i piskliwym głosem kryje się prawdziwy kłopot, który blokuje go w relacjach? Psychoterapeutka próbuje znaleźć odpowiedź na te pytania, po raz kolejny pokazując, na czym polega magia Terapii Jednego Spotkania

Marek w mailu zapytał o możliwość odbycia sesji . Kiedy zaproponowałam, żebyśmy umówili się na wizytę przez telefon, przysłał kolejny mail i poprosił o wyznaczenie terminu. W dniu sesji stanął w drzwiach z kartką w ręku, na której było napisane: „To ja, czy mogę pisać zamiast mówić?”. Z wrażenia zaniemówiłam. Gestem zaprosiłam go do środka. Usiadł w fotelu naprzeciwko mnie. To była magiczna chwila, nie chciałam jej spłoszyć słowami. Wyjęłam z szafki kartki papieru, dwa długopisy i dwie podkładki. „Narysuj, proszę, swój kłopot” – napisałam. Mężczyzna chwilę się zastanawiał, po czym narysował ludzika z pętlą na szyi. „Czy ktoś ci grozi?” – dodałam na swojej kartce. „Nie” – uśmiechnął się. „Jestem nieśmiały” – odpisał.

Znów poczułam ogromne zaskoczenie. Marek nie sprawiał wrażenia nieśmiałego. Wysoki, postawny, swobodnie rozparty w fotelu. Spokojnie oddychał, patrzył mi prosto w oczy, uśmiechał się.

KROK 1. Próbujemy opisać problem Marka

Żeby zyskać na czasie, licząc, że moja intuicja i tym razem mnie nie zawiedzie, sięgnęłam po laptop i w wyszukiwarkę wpisałam: nieśmiałość definicja. Pokazałam Markowi: „Nieśmiały – niemający pewności siebie, wstydliwy, cichy, niepewny, ledwo widoczny”. „Przecież to nie ty” – napisałam na swojej kartce. „A jednak” – przeczytałam. „Spróbuj pokazać mi swój kłopot, wykorzystaj do tego ciało”. Położył dłonie na szyi i zacisnął je. Moja intuicja nadal milczała. „Czy masz problem z gardłem?” – próbowałam zgadnąć. „Nie. Z głosem” – zanotował. „A co z nim nie tak?”. „Mam głos dziecka. Taki przed mutacją”. „Czy to z tego powodu jesteś nieśmiały?”. „Tak. W towarzystwie staram się nie odzywać. Najgorzej jest w relacjach z kobietami. Przecież komuś z takim głosem nie można zaufać”. „Trudno mi coś powiedzieć na ten temat, bo nie pozwalasz mi usłyszeć swojego głosu”. „Gdybym się odezwał, być może musielibyśmy zakończyć sesję”. „Dlaczego?” – dopytywałam, ciągle korzystając z długopisu i kartki. „Bo musiałbym natychmiast wyjść”.

Pomyślałam, że to chyba jakaś zemsta losu. Od dawna marzyłam, by sesje były mniej „przegadane”, bardziej skoncentrowane na ciele, odczuciach pacjenta. No, to teraz miałam za swoje. Czas biegł nieubłaganie, a ja nie miałam pojęcia, jak pomóc temu pacjentowi. To, co – jak twierdził – było dla niego największym problemem, ukrywał przede mną, a ja musiałam uszanować jego życzenie.

KROK 2. Dochodzimy do przełomowego momentu

Poprosiłam Marka, żeby dokładnie opisał, w jaki sposób nieśmiałość, wynikająca z nieakceptowania swojego głosu, przeszkadza mu w relacjach z kobietami. Chciałam zrozumieć, czy to on, czy one miały problem z jego dziecinnym głosem. Napisał, że na początku znajomości jest łatwiej, bo zwykle zaczepia kobiety… pisemnie. Śmieszne karteczki w ramach flirtu – to się może nawet podobać. „Co się dzieje, kiedy w końcu kobieta usłyszy twój głos? Czy kiedykolwiek ktokolwiek zerwał relację, gdy cię usłyszał, czy może cię wyśmiał?”. Marek popatrzył na mnie uważnie. Zauważyłam zdziwienie na jego twarzy. „A wiesz, że nigdy nic takiego mnie nie spotkało. Ale nie wyobrażasz sobie chyba, że mógłbym takim głosem powiedzieć kobiecie coś ważnego, na przykład wyznać miłość” – napisał. „Nie mam pojęcia, bo nie słyszałam cię, ale nie sądzę, żeby to było przeszkodą w budowaniu związku” – odpisałam.

Poczułam, że zasycha mi w gardle. Nie wiedziałam, czy to ze zdenerwowania, czy nieużywania głosu. To powoli robiło się męczące. Moje ciało zaczynało się napinać, za to mój nieśmiały pacjent wyglądał na coraz bardziej rozluźnionego. Ponieważ nadal nie miałam pojęcia, co zrobić z tym fantem, usiłowałam rozpoznać własne emocje. Liczyłam, że ciało da mi jakiś sygnał. Czułam lekką irytację. Pacjent wyraźnie był górą w naszej relacji, to on „rozdawał karty”. Niby taki nieśmiały, a zapędził mnie w kozi róg. Intuicja podpowiedziała mi kolejne pytanie: „Kto zwykle kończy relację: ty czy kobieta?”. „Ja”. „A raczej twój głos” – szybko notowałam. „Zagroziłeś, że kiedy się odezwiesz, to będzie koniec sesji”. Poprosiłam Marka, żeby jeszcze raz pokazał mi swój kłopot. Kiedy zacisnął dłonie na szyi, wzięłam czerwony flamaster i napisałam: „Zdejmij dłonie z szyi”.

Marek przecząco pokręcił głową. „Zrób to” – dopisałam na kartce. Mężczyzna powoli oderwał dłonie od szyi i natychmiast położył je na ustach. Zauważyłam lekki niepokój w jego ciele. Odczekałam kilka minut, a potem podsunęłam kolejną kartkę: „Zdejmij dłonie z ust”.

Intensywnie kręcił głową. Czułam, że to bardzo ważny moment sesji. Do głowy napływały mi poszarpane myśli, jedna po drugiej: chłopiec, nastolatek, mutacja, głos. Powoli zbliżyłam się do Marka i delikatnym, spokojnym ruchem zdjęłam mu dłonie z ust. Nie opierał się, ale w jego oczach widziałam przerażenie dziecka.
– Co wydarzyło się w twoim życiu, kiedy miałeś 14, 15 lat? – po raz pierwszy się odezwałam. Mój głos brzmiał dziwnie, jakby należał do kogoś innego. Marek pochylił głowę i ukrył twarz w dłoniach. – Nie – wyszeptał.

Przełomowa chwila sesji to moment, gdy zarówno ja, jak i pacjent czujemy, że wydarzyło się coś naprawdę ważnego. Kolejny krok terapeuty ma kolosalne znaczenie, zwłaszcza podczas pierwszej sesji, kiedy zaufanie pacjenta nie jest jeszcze zbudowane. Po tym kroku pacjent może otworzyć się albo zatrzasnąć drzwi do swojego wnętrza.

KROK 3. Próbujemy pracować z głosem Marka

Marek zaczął mówić. Na początku szeptem, potem coraz głośniej. Jego głos mnie nie zadziwił, choć rzeczywiście był dość wysoki, momentami piskliwy. Jednak bardziej koncentrowałam się na jego ciele. Było jednocześnie spięte i pobudzone. Mężczyzna niespokojnie poruszał stopami, dłońmi błądził po ciele. Dotykał twarzy, przeczesywał włosy, zaciskał i rozluźniał pięści, obejmował się ramionami i kiwał jak bezradne dziecko. – Nie musisz zdradzać mi swojej tajemnicy, powiedz tyle, ile chcesz – poprosiłam. – A o czym tu mówić? Nakryłem ojca z kobietą w łóżku. Do dziś nie wiem, kto to był. Ojciec najpierw próbował to obśmiać, potem zabronił mówić o tym matce.

Wyraźnie czułam, że to nie o relacje z ojcem w tej chwili chodziło. Spytałam Marka, jak się czuje. – Może być – odpowiedział. Podzieliłam się z nim spostrzeżeniami na temat reakcji jego ciała. Dopytywałam, czy jest świadomy pojawiającego się napięcia, kiedy zaczyna mówić. Tłumaczyłam, że to napięcie dodatkowo podwyższa tembr jego głosu. – Myślę, że to nie głos jest najważniejszy, ale mowa ciała. W ekspresji ciała zwykle głos jest spójny z sylwetką. Kiedy zaczynasz mówić, twoje ciało zachowuje się jak u przestraszonego chłopca.

Zaproponowałam, byśmy stanęli przed lustrem. Pokazałam Markowi, że gdy tylko próbował coś powiedzieć, jego mięśnie napinały się, ramiona unosiły, zaczynał oddychać górnymi szczytami płuc, przez co oddech przyspieszał i spłycał się, szczęki się zaciskały, a głos wydobywał się z półotwartych ust. – Spróbuj rozluźnić ciało i dopiero wtedy się odezwij – zaproponowałam. – To za dużo jak na jeden raz, muszę usiąść – odparł. – Uważam, że warto, byś skorzystał z pomocy profesjonalisty pracującego z głosem
– przekonywałam go. – Rozluźnienie ciała i odpowiedni oddech mogą wpłynąć na wysokość twojego głosu.

Marek zapisał numery telefonów terapeutów, ale wiedziałam, że to nie koniec zagadki. Głos to bardzo ważna informacja – pokazuje, czy dobrze czujesz się w swoim ciele. Ponadto musi być spójny z tym, co chcesz zakomunikować światu. Powinien pomagać w wyrażaniu emocji, a nie fałszowaniu ich. Kiedy przez większą część życia musisz utrzymywać tajemnicę, twój głos nie może być wiarygodny. Czy żądanie ojca zatrzymało mutację Marka? Czy chodziło tylko o to?

KROK 4. Dochodzimy do konkluzji

Oboje byliśmy już zmęczeni. Mieliśmy trochę czasu do zakończenia sesji i zastanawiałam się, co jeszcze moglibyśmy zrobić. Czy powinnam poruszyć temat wpływu tajemnic na życie, zwłaszcza tajemnic z czasów dzieciństwa, kiedy dziecko tak bardzo boi się zawieść zaufanie rodziców? Zaproponowałam, byśmy przez chwilę spokojnie pooddychali. – Jeśli chcesz, możemy usiąść na podłodze plecami do siebie – powiedziałam. Marek w milczeniu usiadł na dywanie. Zrobiłam to samo, dotknęliśmy się plecami. – Będzie ci ciężko, jestem dużo większy od ciebie – powiedział. – Spróbuję chociaż przez chwilę dźwigać z tobą twój ciężar.

Oboje wiedzieliśmy, że chodzi również, a może przede wszystkim, o ciężar tajemnicy, którą od lat dźwigał. W pewnej chwili odezwał się: – Tajemnica zabija miłość.

W tych słowach zawierała się ważna decyzja Marka. Nie wiedziałam jaka. Może porozmawia z ojcem albo powie matce. Nawet nie wiedziałam, czy jego rodzice jeszcze żyją, czy są razem. Ale nie to było najważniejsze. Ostatnie zdanie Marek wypowiedział mocnym głosem, może jeszcze nie męskim, ale na pewno już nie dziecięcym.

Na tym właśnie polega magia Terapii Jednego Spotkania. Kiedy pacjent jest w pełni zaangażowany w sesję, staje się mądrzejszy od terapeuty. Nic w tym dziwnego, w końcu chodzi o jego życie. Sesje zwykle przebiegają na dwóch poziomach: świadomym, czyli tym w realności, gdzie nie dzieje się nic nadzwyczajnego, i tym głębokim, w milczeniu, bez ujawniania, bez słów. To na tym poziomie pacjenci przeżywają najbardziej bolesne traumy. Terapeuta jest jak lustro. To, co pacjent w nim zobaczy, jest tylko jego i wcale nie musi być ujawnione, nazwane, przepracowane.

Jeszcze długo zastanawiałam się nad związkiem pomiędzy głosem Marka i jego nieśmiałością. Przypominałam sobie, jak mówił o tym, że mężczyźnie z takim głosem trudno zaufać. Może to nie głos stanowił kłopot, a tajemnica? Być może tajemnicę, którą miał przed matką, przenosił na inne ważne dla niego kobiety. A mężczyźnie, który coś skrywa, trudno zaufać.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »