Jak możesz tak myśleć, czyli jak poradzić sobie ze złością wywołaną… poglądami innych?

Kogoś, kto myśli inaczej, nie musimy traktować jak przeciwnika ani wzajemnie się nawracać. Możemy poprzestać na stwierdzeniu, że po prostu mamy inną opinię. (fot. iStock)

Dobrze wiemy, że ludzie się różnią i mają prawo do własnego zdania, tak jak i my je mamy. W praktyce jednak rozmowa z osobą o innych niż nasze przekonaniach łatwo przeradza się w kłótnię. Psycholożka Hanna Samson zastanawia się, czy można poradzić sobie z własną złością, którą budzą w nas poglądy innych.

Spotkałam niedawno znajomą mniej więcej w moim wieku, więc czasy szkolne ma już dawno za sobą. – Byłam wczoraj na spotkaniu klasowym – powiedziała. – To wspaniale, że spotykacie się po tylu latach! – ucieszyłam się. – Nie wiem, czy tak wspaniale. Omal się nie pobiłyśmy. – Co cię tak rozzłościło? – Poszło o prawa osób LGBT. Żeby te panny były głupie, to bym rozumiała! Ale to inteligentne kobiety, zorientowane w sytuacji, a mimo to opowiadają bzdury. Jedna zna geja, któremu się świetnie powodzi, choć nie kryje swojej orientacji, więc jej zdaniem osoby LGBT nie mają powodu, żeby walczyć. „Po co te parady? Tylko nimi prowokują, zamiast cieszyć się z tego, że dzisiaj nikt ich nie chce zabijać za to, że są homoseksualistami. Mogą normalnie żyć i pracować, więc po co tak się obnosić?” – znajoma przytacza wypowiedzi koleżanek w sposób świadczący o tym, że nadal ją złoszczą i nie może się z nimi pogodzić. – I jak sobie poradziłaś w tej sytuacji? – pytam, bo wiem, że nie jest to łatwe. – Chyba sobie nie poradziłam. Pewnie powinnam była spokojnie argumentować, ale one wyprowadzały mnie z równowagi, więc wrzeszczałam, a w końcu wyszłam, mówiąc im, że są ograniczone i bezmyślne, a nawet jeszcze gorzej. Nie jestem z siebie dumna, ale nie dałam rady z nimi rozmawiać. – Wszystkie miały takie samo zdanie? – ten twór zbiorowy wydaje mi się trochę podejrzany. – Nie wiem, dyskutowałam głównie z jedną, ale żadna mnie nie poparła, tylko próbowały nas uspokoić. Właściwie mnie, bo tamta cały czas spokojnie wygłaszała te swoje głupoty, ja w końcu już nie mogłam wytrzymać i krzyczałam, a ona była jak ściana. – A chciałaś, żeby zmieniła zdanie? Żeby zaczęła myśleć tak jak ty? – No jasne! I tu jest chyba pies pogrzebany.

Tu, czyli gdzie?

Jeśli chcemy przekonać jakąś osobę do naszego zdania, a ona trwa przy swoim i nie chce go zmienić, skazujemy się na frustrację, która budzi złość, więc tym bardziej chcemy przekonać tę osobę, że jej poglądy są niesłuszne – spirala się nakręca, złość rośnie, co wcale nie sprawia, że stajemy się bardziej skuteczne. Wręcz przeciwnie.

Nawet jeśli koleżanka mojej znajomej pod wpływem jej sensownych argumentów byłaby skłonna przemyśleć swoje zdanie i może nawet je zmienić, to z pewnością nie w tej sytuacji, która wyzwala dążenie do konsekwencji. Osoby niekonsekwentne są postrzegane jako zmienne, zagubione, niepewne i tak dalej, nie chcemy tak wyglądać w oczach innych. Skoro powiedziałam A, to powiedziałam i przy nim będę trwała! A jeśli komuś moje A się nie podoba, to muszę je obronić, dzięki czemu angażuje się coraz bardziej. Nawet jeśli wypowiedziałam swoją opinię bez przemyślenia i nie byłam do niej bardzo przywiązana, szukam teraz argumentów przemawiających na moją korzyść, zbijam argumenty przeciwnika, z każdym zdaniem wierze mocniej w swoją rację.

Można zatem przypuszczać, że im bardziej moja znajoma napierała, tym bardziej jej koleżanka utwierdzała się w swoich poglądach. Taki mechanizm działa nie tylko w sporach światopoglądowych i działa nawet bez świadków, co wiem z własnego doświadczenia.

I kto ma rację?

Mam przyjaciółkę, z którą często rozmawiamy o książkach i filmach, polecamy sobie nawzajem lektury, czasem razem idziemy do kina, po czym dzielimy się wrażeniami. I wszystko jest dobrze, dopóki nasze opinie są podobne, ale jeśli jedna z nas jest zachwycona lekturą lub filmem, a druga odnosi się do nich krytycznie, zaczyna być nieprzyjemnie. Przyjaciółka chce mnie przekonać, że się mylę, ja zbijam jej argumenty i wymyślam swoje, film albo książka przestają mieć znaczenie, ważne jest tylko to, kto ma rację. Czasem próbuję skończyć tę rozmowę, a bardziej kłótnię, prostym stwierdzeniem, że mamy różne opinie i niech tak zostanie, ale nie! Ona nie spocznie, póki nie wykaże mi, że się mylę, że dałam się nabrać na byle co, że niewiele mi potrzeba, w ogóle się nie znam na sztuce i tak dalej. W końcu rozstajemy się w gniewie, czuję się urażona, ona pewnie też, przez kilka dni unikamy kontaktu, a potem któraś dzwoni do drugiej i nie wracamy więcej do tematu, który zresztą już nie ma znaczenia. Jest tyle rzeczy, które nas łączą, przyjaźnimy się od wielu lat i absurdalne kłótnie tego nie zmienią.

Znajoma z początku tekstu postanawia natomiast, że już nie będzie brać udziału w spotkaniach klasowych. Nie zamierzam jej przekonywać, że to bez sensu, ale mam nadzieję, że do następnego spotkania jej przejdzie. Coś ważnego musi łączyć te osoby, skoro spotykają się przez tyle lat i może jest to mocniejsze od tego, co je dzieli?

Przyciąganie antypodów

Żyjemy w mocno spolaryzowanym społeczeństwie, politycy robią wiele, byśmy o osobach o innych poglądach widzieli wroga, dziennikarze im w tym nieźle pomagają, w efekcie wszyscy funkcjonujemy w świecie, w którym jesteśmy „my” i „oni”. Tych ostatnich odruchowo darzymy niechęcią, co nie przeszkadza nam myśleć o sobie, że jesteśmy tolerancyjni. Zamykamy się w swoich bańkach społecznych, w których łączą nas wspólne wartości i utwierdzamy się nawzajem w swoich poglądach na świat, a „oni” wiadomo, że się mylą, nie myślą, ulegają propagandzie, wybierają to, co dla nich wygodne i tak dalej. W ten sposób odbieramy wartość ich poglądom i nie chcemy mieć z nimi kontaktu. Jasne, że wyrzucam ze znajomych osoby, których wypowiedzi na Facebooku brzmią homofobicznie, antysemicko lub seksistowsko, ale czy w mniej drastycznych przypadkach możemy obok siebie istnieć?

Majka ma 42 lata i związała się z dużo młodszym chłopakiem z zupełnie innego środowiska. Chłopak był w niej zakochany, szybko się uczył, ona chętnie objaśniała mu świat, on przejmował jej postawy i w końcu stał się „jednym z nas”. Związek trwał i nadszedł czas, żeby Majka poznała rodzinę swojego chłopaka. Przyjęli ją bardzo serdecznie, ale czuła się, jakby wylądowała na innej planecie. Mieli inne poglądy na wszystko i śmiało się nimi dzielili. Majka grzecznie milczała, aż w końcu uznała, że nie będzie udawać kogoś innego niż jest. Albo ją zaakceptują, albo nie, trudno. – To ciekawe, że pani tak myśli – powiedziała do babci chłopaka, która wygłosiła kwestię na temat roli kobiety. – Obydwie jesteśmy kobietami, ale ja myślę zupełnie inaczej. – A jak? – zaciekawiła się babcia i Majka, która jest feministką i od lat walczy o prawa kobiet, wygłosiła swoje poglądy.

Babcia słuchała z zaciekawieniem, inni też, a gdy Majka skończyła, powiedziała: – No to jesteśmy inne. Ale może polubisz moje ciasto, upiekłam na twoje przyjście.

Ciasto było bardzo dobre, Majka je pochwaliła i podziękowała. – Jeśli chcesz mówić do mnie „pani” to mów. Ale możesz mówić „babciu”, będzie mi miło – usłyszała w odpowiedzi. Majka się wzruszyła, przytuliła babcię i podziękowała i tak zaczęła się ich przyjaźń ponad podziałami. Żadna z nich nie próbuje nawracać tej drugiej, ale słuchają się nawzajem z szacunkiem.

Zdrowa asertywność

Mnie także dzielą z jedną z przyjaciółek poważne różnice światopoglądowe. A właściwie nie dzielą, bo nie pozwalamy im na to. Łączą nas lata współpracy zawodowej, niejedne wspólne wakacje, nawzajem uczestniczymy w swoim życiu, możemy liczyć na swoją pomoc w trudnych sytuacjach, no naprawdę łączy nas przyjaźń mimo różnic. I nie jest tak, że unikamy drażliwych tematów, choć nie dyskutujemy godzinami, bo nie ma po co. Nie wiem, czy to tolerancja czy umiejętność zachowania dystansu, ale jej poglądy mnie nawet nie złoszczą, przyjmuję, że są, jakie są, wynikają z różnych doświadczeń, ona nie jest napastliwa w ich prezentowaniu, chętnie słucha tego, co mam do powiedzenia, co nie znaczy, że ze wszystkim się zgadza, da się z nią żyć. Gdybyśmy teraz się poznały, pewnie byśmy się nie zaprzyjaźniły, tematy polityczne i światopoglądowe stały się zbyt ważne dla większości z nas, polaryzacja stanowisk tak wyraźna, że nie sprzyja nawiązywaniu przyjaźni z osobami myślącymi inaczej. Ale ileś lat temu, gdy zaczęłyśmy budować relację, te różnice nie były dokuczliwe i udało nam się zbudować więź, która jest w stanie przetrwać różnice przekonań.

Zgodnie z koncepcją asertywności mamy prawo wyrażać swoje poglądy. Mamy również prawo ich nie wyrażać i z tego prawa też warto czasem korzystać. Możemy poprzestać na stwierdzeniu, że mamy inną opinię w jakiejś sprawie. Ja jestem w porządku i ty jesteś w porządku, i nie musimy się nawzajem nawracać. Kogoś, kto myśli inaczej, nie musimy traktować jak przeciwnika, on po prostu ma inne poglądy. Wtedy łatwiej nam będzie żyć we wspólnej przestrzeni, a czasem nawet możemy się polubić, choć nie jest to proste.