fbpx

Jak nie stać się fanatykiem?

Jak nie stać się fanatykiem?
Będąc bardzo przywiązanym do swoich planów, wyobrażeń i teorii, możesz łatwo odciąć się od życia. (Fot. iStock)

Jak bardzo jesteś przywiązany do swoich planów, wyobrażeń, teorii? Czy wiesz, że łatwo w ten sposób wpaść w pułapkę, odciąć się od życia? Mądrość Tolteków ukazuje nam zgubną moc przywiązań, ujawnia ich pięć poziomów i podpowiada, jak odzyskać wolność.

Był taki czas, w XVII wieku, kiedy tulipany ceniono w Niderlandach wyżej niż złoto. Cebulki kwiatów cieszyły się tak ogromnym powodzeniem, że ludzie wyprzedawali majątki, by w nie inwestować. A potem rynek upadł – zachwyt tulipanami z dnia na dzień przywiądł. Jak zauważa Miguel Ruiz Jr w książce „Pięć poziomów przywiązania”, tulipan nie przestał być tulipanem – zmieniła się tylko dotycząca go umowa społeczna: „Jego wartość w pieniądzu była tylko iluzją”. Czy nie podobnie rzecz się ma z innymi „umowami” – z naszymi koncepcjami, ideami, przekonaniami, osądami, uprzedzeniami? Czy zdajemy sobie sprawę, jak przywiązanie do nich blokuje zmiany? Im bardziej trzymamy się różnych „prawd”, tym bardziej nasza perspektywa życiowa się zawęża, stajemy się nieprzejednani, zatwardziali, zniewoleni własnym punktem widzenia.

Słuchać życia

Najpierw krótko o samych Toltekach. Przyjmuje się, że ten starożytny lud zamieszkiwał obszar dzisiejszego Meksyku, a dokładnie jego południowo-centralną część. Samo słowo „Toltec” znaczy ni mniej, ni więcej co „artysta, mistrz” – tyle że wykracza daleko poza podstawowe rozumienie tych pojęć. Dla Tolteków bowiem polem artystycznej działalności jest życie… Ich wiedza wspiera proces samodoskonalenia – pomaga kształtować życie tak, by uczynić z niego dzieło sztuki. Przez wieki utajniona, dziś rozpowszechniana jest na całym świecie, zwłaszcza za sprawą don Miguela Ruiza, autora takich książek jak „Cztery umowy” czy „Ścieżka serca”. Spadkobiercą mądrości Tolteków jest także jego syn.

Inspiracją dla Ruiza Juniora była babka, Madre Sarita – uzdrowicielka, która jeździła po całych Stanach Zjednoczonych z odczytami. Miguel towarzyszył jej, tłumacząc przekazywane nauki z hiszpańskiego na angielski. Bardzo się przy tym zacinał. Pewnego dnia babka spytała go, o co chodzi – dlaczego się jąka. Miał różne odpowiedzi: że prelegentka mówi zbyt szybko, że niektóre terminy nie mają dokładnych odpowiedników w angielskim. Wtedy babka zadała mu kluczowe pytanie:

„Czy ty wykorzystujesz swoją wiedzę, czy może ona wykorzystuje ciebie?”

Uświadomiła wnukowi, że próbował wyrazić jej słowa, przepuszczając je przez filtr tego, co już wie, co uważa za prawdę. „Nie słyszysz mnie. Słyszysz siebie. To samo odnosi się do każdej chwili twojego życia” – skwitowała.

Zdaniem Madre Sarity musimy nauczyć się słuchać życia, otworzyć się na nowe treści, znaczenia. Wiedza jest niezwykle cennym narzędziem – pod warunkiem że umiemy ją w każdej chwili odrzucić. „Nie pozwól, aby objaśniała ci wszystko, czego doświadczasz” – ostrzegła uzdrowicielka.

Komu kibicujesz?

Przyjrzyjmy się więc kolejnym poziomom przywiązania. Dla ich zobrazowania Miguel Ruiz Jr posługuje się przykładem sportowym.

Przyjmijmy, że lubisz piłkę nożną – chętnie obejrzysz mecz, czy to na stadionie, czy na ubitej ziemi. Gracze nie muszą reprezentować światowej klasy. Nie kibicujesz żadnej z drużyn. Po prostu lubisz patrzeć na grę. Bawisz się dobrze przez 90 minut, po czym o wszystkim zapominasz. To pierwszy poziom, który Ruiz nazywa „Prawdziwym Ja”. Na tym poziomie jest tylko radość z przeżywania życia – bez jakichkolwiek warunków, bez przywiązania. „W tym stanie harmonii dysponujemy ogromną siłą, by kochać bezwarunkowo” – tłumaczy Ruiz. Jesteśmy otwarci, gotowi doświadczać miłości, bez przykrawania innych do naszego punktu widzenia.

Drugi poziom to preferencje. Tutaj miłośnik futbolu sprzyja jednej z grających drużyn. Wybór może być cokolwiek przypadkowy, podjęty ad hoc – na przykład na podstawie koloru koszulek. Dzięki preferencji doświadczenie staje się bardziej emocjonujące – powstała więź, zaangażowanie, zainwestowałeś niewielką część siebie w rezultat, w historię zwycięstwa czy porażki. Ale po meczu znów zostawiasz to wszystko, rozpuszczasz więzi. To jakby przyjąć określoną rolę w przedstawieniu (zachowując cały czas świadomość i poczucie Prawdziwego Ja), żeby zaraz po opadnięciu kurtyny zdjąć maskę. To jak podjąć decyzję o zdrowym odżywianiu bez identyfikowania się z określoną dietą, nazywania siebie weganinem. Bez czynienia sobie wyrzutów za odstępstwo w postaci powiedzmy lodów…

Jeśli identyfikujesz się z pewnymi wyborami, jesteś już na poziomie trzecim – tożsamości. Zaczynasz mylić maski z tym, kim naprawdę jesteś. Stajesz się oceniającym siebie i innych weganinem albo zagorzałym kibicem jakiejś drużyny. Przeżywasz uniesienia, gdy wygrywa, czujesz rozczarowanie z powodu porażki. Wciąż potrafisz być obiektywny, docenić udaną akcję przeciwnika, ale więź, którą wytworzyłeś, zaczyna już wpływać na twoje życie poza stadionem – część twojego doświadczenia zostaje nią naznaczona. Możesz mieć na przykład zły humor w pracy jeszcze dzień po meczu, pod wpływem napięcia posprzeczać się z kimś… Przywiązanie na tym poziomie może więc już generować niewielkie problemy. Na czwartym, zwanym uwewnętrznieniem, przyjmują one pokaźne rozmiary. Tutaj ty i drużyna to niemal jedno, mówisz o niej per „my”. Rzecz wykracza znacznie poza bramy stadionu – zaczynasz dzielić znajomych na tych, którzy są „z nami”, i tych „przeciwko”. Tracisz obiektywizm: przegrana przygnębia cię, a uwagi pod adresem drużyny bierzesz do siebie. Po dotarciu do tego miejsca wyznawcy różnych ideologii zaczynają podchodzić do nich w sposób ortodoksyjny. Nie dość, że nie pozwalają sobie na najmniejsze odstępstwa od zasad, to jeszcze narzucają innym swoją wizję. „W tym momencie – pisze Ruiz – straciliśmy już szacunek do siebie i innych, a jedyną rzeczą, którą znamy, jest warunkowa miłość”.

I wreszcie ostatni szczebel tej drabiny – fanatyzm. Tu kończą się wszelkie półcienie: twoja krew ma barwę twojej drużyny, jesteś oddanym fanem full time. Znajomi, którzy nie śledzą rozgrywek, idą w odstawkę. Cała rodzina podporządkowana jest twojej pasji – może nawet całkiem zejść na dalszy plan albo się rozpaść. Fanatyk gotów jest na wszystko, w obronie swoich „racji” może nawet zabić. Staje się tyranem dla innych, ale też niewolnikiem własnych idei – religijnych, politycznych (nawet jeśli są one bardzo szlachetne). Miguel Ruiz Jr zwraca uwagę, że siłą napędową fanatyzmu niekoniecznie jest nienawiść czy złość – chodzi tu raczej o skrajną formę warunkowej miłości. „Ilekroć wierzymy w coś bezapelacyjnie, narażamy się na ryzyko, że wpadniemy w sidła na tym właśnie, najbardziej ekstremalnym poziomie” – ostrzega.

Autor „Pięciu poziomów przywiązania” nie ukrywa, że większość ludzi, których spotykał, przebywała na poziomie trzecim lub czwartym (tożsamość i uwewnętrznienie). I dodaje, że najczęściej – w różnych sferach życia – przemieszczamy się po prostu między poszczególnymi szczebelkami. Mniej lub bardziej świadomie. Uzmysłowienie sobie własnych więzi to ważny punkt wyjścia we wszelkich procesach zmiany, odnowy. W odkrywaniu Prawdziwego Ja – kluczowa jest, oczywiście, akceptacja. Kiedy rozpoznasz przywiązanie, uznaj je. Uznaj doświadczenie, które stało się twoim udziałem, i cenę, jaką przyszło ci za nie zapłacić. A potem zadaj sobie pytanie: „Czy chcę utrzymywać tę zależność?”. Sprawdź, czy ci to służy, dlaczego tak w to wierzysz. Albo dlaczego chciałeś wierzyć…

Dystans i otwartość

Miguel Ruiz Jr zauważa, że wiele osób łączy pewność siebie z nienaruszalnością własnych poglądów. Z trzymaniem się tego, co przyjęli za swoją prawdę. Tyle że to nie pewność – to upór! Czy zauważyłeś, jak często, hołdując pewnym ideałom, wymogom, usztywniamy się, zamykamy, oddzielamy od innych? Stawiamy warunki miłości – to jest prawdziwe źródło wszelkich konfliktów! Nie ma nic złego w posiadaniu ideałów – pod warunkiem że nie jesteśmy na nich zafiksowani. Że mamy gotowość je zakwestionować, zdystansować się do nich. Tak unikamy pułapki zamknięcia się we własnym umyśle.

Przewodnikiem w odkrywaniu naszych przywiązań mogą być emocje – to swoiste spusty uwalniające to, w co wierzymy (być może bezkrytycznie), jaki pogląd czy tożsamość trzymają nas w szachu. Kiedy więc czujesz się wzburzony, wystraszony, wściekły, zawstydzony czy zasmucony, sprawdź, o jaką ideę chodzi. Co jest pod spodem, co uznałeś za tak ważne i czy rzeczywiście takie jest. Czy cię przypadkiem nie zniewala…

Być może słyszałeś też o czterech umowach Tolteków. Pierwsza dotyczy własnego słowa – uczy, żeby je szanować. Druga mówi, by nie brać niczego do siebie. Trzecia, by niczego z góry nie zakładać. I wreszcie czwarta, która zaleca: „rób wszystko najlepiej, jak potrafisz”. Te zasady mogą być ważnym drogowskazem życiowym, punktem odniesienia podczas wędrówki. Jest jeszcze jedna umowa, mniej znana. Brzmi ona:

„Bądź sceptyczny, ale naucz się słuchać”.

Opiera się na mocy zwątpienia, kwestionowania. Owszem, słuchasz – innych, swojej wewnętrznej narracji – pamiętając jednak, że każdy przekaz ubrany w słowa zniekształcony jest przez przekonania. Każdy człowiek przedstawia własną perspektywę, tworzy odrębny system znaczeń, przepuszcza rzeczywistość przez swoje filtry. Zdystansuj się do opowieści – własnej czy cudzej. Zachowaj otwartość.

Zdaniem Miguela Ruiza Jr, broniąc obiektu swego przywiązania, tak naprawdę bronimy definicji własnego „ja”. A przecież… „jesteś doskonały przez sam fakt, że żyjesz w tej konkretnej chwili, stale zmieniając się wraz z życiem” – podkreśla. Jeśli już musisz trzymać się jakiejś idei, może niech to będzie ta?