Jak patrzeć na siebie z miłością?

fot. iStock

Jak zbudować dobrą relację z ciałem? Na przykład dzięki coachingowi. Dziennikarka Jolanta Maria Berent z pomocą trenerki Izabeli Cisek-Malec sprawdza, co może przeszkadzać temu, by dobrze się czuć z tym, jak wyglądamy.

Kiedy jako stylistka pracowałam z kobietami, nie mogłam zrozumieć, dlaczego taki stek obelg rzucanych jest w stronę lustra, a właściwie ciała. To były też moje tematy, bo nie przepadałam za swoją fizycznością – opowiada Izabela Cisek-Malec. Stąd pomysł, żeby pójść do szkoły dla trenerek, robić kurs za kursem… A potem stworzyć autorską metodę „Coaching Ciała”. Dziś jej wewnętrzna stylistka nie wtrąca się podczas sesji coachingu. Po prostu obserwuje, jak klientki rozkwitają.

Opowiadam Izie o mojej relacji z ciałem. Nie najlepszej. Nie chodzi nawet o pretensje, że jest takie, a nie inne, po prostu zwykłam spychać cielesność na dalszy plan, najczęściej zamieszkuję przestrzeń mózgoczaszki. Czasem traktuję ciało przedmiotowo – jestem wobec niego wymagająca, nie lubię, kiedy słabnie, boli, buntuje się… Iza prosi, żebym wstała, wykonała parę ruchów, pooddychała głębiej, poprzeciągała się. Potem zaprasza mnie na kanapę, skąd wyruszę w podróż – na spotkanie strażnika ciała. To upostaciowienie mechanizmów obronnych zapisanych w ciele, które kiedyś chroniły, a dziś nie pozwalają mu uwolnić się od gorsetu, kontroli. Trafiam do miejsca, w którym czuję się bezpiecznie – tam ma odwiedzić mnie strażnik. Może przyjąć postać osoby, zwierzęcia, rośliny. Pojawić się jako obraz, słowo, myśl, odczucie, idea… Może zechce coś powiedzieć? Może będę mogła podziękować mu już za służbę, zmniejszyć jego wpływ, pożegnać albo uszanować to, że nadal będzie mnie ochraniał?

Bez zaprzeczania

– Miłość do siebie zaczyna się od ciała. Bez tego trudno nam przyjąć siebie – twierdzi Izabela Cisek-Malec. Pracę z klientem rozpoczyna zwykle od poziomu mentalnego – pomaga skontaktować się z różnymi danymi dotyczącymi ciała, które zgromadził umysł: przekonania, skrypty, stereotypy, mity… – Wszystko, co powkładano nam na ten temat do głów, a w naszej kulturze jest tego sporo – mówi trenerka. – Informacje, które nas zewsząd atakują, werbalne i niewerbalne, sprawiają, że mamy różne pomysły na to, jak ciało powinno wyglądać i się zachowywać.

Po zdemaskowaniu przekonań można pójść dalej. W głąb ciała. Sprawdzić, jaki mamy z nim kontakt. – Chodzi o świadomość odczuć, uczuć. Czy zauważam, jak oddycham, czy jestem w stanie nazwać emocje, czy pozwalam sobie je czuć. Na ile jestem świadoma napięć, tego, że zaciskam szczękę, kulę się albo że mnie coś boli – wylicza trenerka. – Wiele osób żyje przez lata z permanentnym bólem, nie zdając sobie z tego sprawy, czasem odkrywa to dopiero na przykład w trakcie masażu.

To ważne: dostrzec blokujące nas mechanizmy. Zacząć osadzać się w sobie. Przenosić uwagę z zewnątrz do środka. – Kultura tresuje nas, by cały czas odbierać własne ciało z zewnątrz. Jesteśmy otoczeni lustrami, widzimy swoje odbicie kilkanaście albo i kilkadziesiąt razy dziennie. I oceniamy siebie przez pryzmat tego, jak wygląda nasze ciało. To, jak się czuje, schodzi na dalszy plan. Wciąż to zewnętrzne, oceniające oko – również media społecznościowe zmuszają nas do wyborów, jak chcemy się pokazać. No i jeszcze bliska osoba – jak odbijam się w jej oczach. Szczególnie wtedy, gdy staję przed nią naga. Albo nie staję, bo mam z tym kłopot.

Dobrze jest spotkać się ze swoimi ograniczeniami. Bo przecież nie będziemy bić luster… – Nie mam bynajmniej takich pomysłów czy sugestii, żeby przestać o siebie dbać, nie zwracać uwagi na strój. Ważne jest, co jemy, jak odpoczywamy. Ruch, pielęgnacja. Kiedy wsłuchamy się w ciało, okazuje się to bardzo proste – ono aż tak wiele nie potrzebuje. Ale zdarza mi się mieć do czynienia z osobami, które w wirze obowiązków zapominają o jedzeniu, piciu, nawet o wyjściu do toalety. Sama tak działałam w czasach pracy w korporacji. To jest życie poza ciałem, a trzeba do ciała absolutnie wrócić! Dać mu czułość i opiekę.

Bez iluzji, bez celu

Każdy nosi w sobie obraz własnego ciała. To zbiór myśli, spostrzeżeń i emocji na jego temat. – Wszystko mało obiektywne – podkreśla trenerka. – Spostrzeżenie nie mówi na przykład, że mam tyle i tyle centymetrów w pasie, tylko „o, jak mi się tu wylewa!”. Często, kiedy kobieta staje przed lustrem, spada na nią lawina takich myśli, spostrzeżeń i emocji. Nie widzi realnej osoby, tylko jakiś konglomerat wrażeń, często zależnych od nastroju. Od tego, jaki miałam dzień, co czytałam. Co zjadłam, jaka jest pogoda. Czy kochałam się z moim mężczyzną i czuję się jak bogini, czy właśnie rzucił mnie chłopak. Albo historie na temat tego, co zrobię, kiedy już będę wyglądać, jak sobie wymarzyłam. Wtedy wszystko stanie się proste! A przecież na każdym etapie życia można objąć siebie w pełni – to, jaką jestem osobą, jak chcę się rozwijać. Docenić, że – mimo pewnych niedoskonałości – dobrze mi w tym ciele, w środku. Dostrzec siebie jako wielowymiarową istotę – w końcu ciało nie jest odcięte od całości, od tego, kim jestem. Być może też w którymś momencie pojawi się wdzięczność do ciała. Bo przecież dzięki niemu oddycham, jem, przytulam ukochaną osobę, chodzę, doświadczam świata w całym jego bogactwie.

Jedno jest pewne: ciało potrzebuje bliskiej relacji z nami. Chce być zauważone, wysłuchane, chce, by jego potrzeby były respektowane. – Choroba, ból to późne sygnały. Prawdopodobnie wcześniej coś przegapiliśmy – mówi Izabela Cisek-Malec. Zachęca, żeby sprawdzać, jak to jest, kiedy podejmuje się decyzje z innego miejsca niż głowa. Żeby – zanim odpowiemy „tak” lub „nie” – skontaktować się z brzuchem (czyli przestrzenią instynktu) i z sercem. – Na początku może trzeba będzie pójść na parę minut do łazienki, zamknąć oczy, pooddychać, przepuścić sobie pytanie przez te trzy ośrodki: brzuch, serce, głowę. Przetrzeć szlak. Potem, kiedy umiemy już schodzić do ciała, wszystko odbywa się na pstryknięcie – zapewnia trenerka. – To pozwala zmienić optykę. Jesteś bardziej przy sobie, dbasz o swoje granice. Przestajesz podążać za różnymi impulsami – więcej, szybciej, bardziej.

No i zmysły, bo one sprowadzają nas do tu i teraz. Wiatr, który pieści włosy, skórę. Piasek masujący stopy… – Również dotyk bardzo pomaga się ucieleśniać – dodaje trenerka. – W brzuchu matki nasza skóra była przez cały czas pod naciskiem wód płodowych. Ta potrzeba stymulacji i dotyku jest w nas wciąż żywa. Niekoniecznie musimy zaspokajać ją przez kontakt seksualny. Dotyku można przecież doświadczyć na wiele sposobów. Można samemu się dotykać, wziąć kąpiel i poddać się pieszczocie piany, przytulić się do kogoś bliskiego, do zwierzaka.

Izabela Cisek-Malec rozmawia z własnym ciałem codziennie rano. Wystarczy chwila, choćby na oddech, taniec albo ćwiczenia. To nie musi być sztywna praktyka. Bo – uwaga! – pokochanie ciała to nie zadanie, cel. – Często obserwuję takie przedmiotowe podejście: ktoś przyjeżdża na warsztaty z planem, że ciało stanie się obiektem jego miłości – opowiada. – To są próby skontrolowania ciała, porównywalne do wyciskania z niego siódmych potów na siłowni. Dobra relacja polega nie na działaniu, robieniu, efektywności, tylko na byciu w środku i życiu z tego poziomu. Czasem wystarczy zamilknąć, nic nie robić. Masz kilka wolnych godzin? Poleż na trawie, poczuj, co się z tobą dzieje. Pojawiają się nakazy, lęki? Oddychaj. Co przeszkadza ci cieszyć się tą chwilą? Co każe spoglądać w stronę komputera? Dlaczego chcesz natychmiast wypełnić czymś tę pustkę? A gdyby tak jeszcze chwilę w niej pozostać? Jak by to było? Jak by to było zaufać?

Budowanie kontaktu z ciałem dzień po dniu

Zrób rysunek całego swojego ciała, który odda to, jak widzisz się z przodu, z tyłu i z obydwu boków. Nieważne są tu twoje możliwości plastyczne, tylko jak widzisz swoją cielesność. Zaznacz, które obszary ciała odbierasz jako znane, z którymi jesteś w kontakcie, a z którymi ten kontakt jest gorszy albo odczuwasz jego brak. Użyj różnych, najlepiej kontrastujących ze sobą, kolorów. Na dole zanotuj, który z nich co oznacza. Z tyłu obrazka zapisz, jak się masz ze swoimi odkryciami.

Zachowaj rysunek przez miesiąc, a w tym czasie poświęć swojemu ciału kilka minut dziennie. Rano, zanim wyruszysz w świat, pooddychaj świadomie, posiedź w ciszy z zamkniętymi oczami, zatańcz, zrelaksuj się, leżąc na kocu albo pomasuj się przez chwilę. Potraktuj ten czas bardziej jako możliwość pobycia w kontakcie z ciałem niż zadanie do wykonania. Co wieczór zanotuj w dzienniczku wdzięczności jeden obszar/aspekt/doznanie, za które jesteś wdzięczna/wdzięczny ciału.

Ustaw przypomnienie w telefonie, by po miesiącu wykonać nowy rysunek, określając i zaznaczając miejsca lepszego i gorszego kontaktu z ciałem. Porównaj oba rysunki. Co się zmieniło? Co pozostało podobne lub takie samo? Jakie dostrzegasz obszary do rozwoju w budowaniu relacji z ciałem? Zauważ, jak chwila codziennej uwagi dawana ciału zmienia tę relację.