Jak rozmawiać z dziećmi o seksie? Rozmowa z Kathariną Von Der Gathen edukatorką seksualną

Dzięki edukacji seksualnej umiemy rozpoznać i nazwać to, co się z nami dzieje. (Fot. iStock)

O tym, dlaczego warto rozmawiać z dziećmi o seksie i jak to robić, mówi Katharina Von Der Gathen, edukatorka seksualna i autorka książki „Odpowiedz mi! dzieci pytają o intymne sprawy”.

Kiedy na edukację seksualną dziecka jest jeszcze za wcześnie?
Nigdy. Dotykamy i przewijamy niemowlę i ono zauważa, że są „specjalne” części ciała, które się zakrywa, których się nie całuje. Potem, kiedy dzieci uczą się mówić i nazywać poszczególne części ciała, chcą wiedzieć nie tylko, jak nazywamy rękę czy nogę, ale też genitalia.
Pierwsze pytania na temat tego, skąd się biorą dzieci, pojawiają się między trzecim a szóstym rokiem życia, kiedy idzie się do przedszkola i seksualność dziecka jest bardzo obecna w jego życiu. Dziecko dostrzega ciała innych przedszkolaków, dokonuje porównań. Albo mama jest w ciąży i spodziewa się brata czy siostry. Z doświadczenia wiem, że większość maluchów sama zaczyna pytać. A jeśli tego nie robią, to tylko dlatego, że wyczuwają, że nie powinny, że sytuacja jest niesprzyjająca.

Na jakie pytania najtrudniej odpowiedzieć?
Pamiętam, jak na moich zajęciach z dziesięciolatkami ktoś zapytał, czy można uprawiać seks pupą i uchem. Byłam z początku poruszona. Czy mam rozmawiać z tak małymi dziećmi o praktykach seksualnych? Ale kiedy się zastanowiłam, doszłam do wniosku, że najlepsza odpowiedź jest w tym przypadku taka, że seks to też bycie blisko, dotykanie się, bycie w dobrej relacji, sprawianie sobie nawzajem przyjemności. Uchem i pupą też można uprawiać seks, bo są tam receptory, które powodują, że taki dotyk jest bardzo przyjemny. Poprosiłam uczniów, żeby delikatnie dotknęli swoich uszu i sprawdzili, jakie to miłe uczucie.
Na zajęciach rysujemy też ciało, każdy podpisuje jego części słowami, jakie zna. Z domu, podwórka, telewizji. Ten jeden raz mogą napisać wszystko, bez ograniczeń. Potem klasyfikujemy te słowa. Których używa się w domu, są pieszczotliwe, których u lekarza, które są obraźliwe, wulgarne. To uporządkowanie sprawia, że dzieci zaczynają lepiej się komunikować. Oczywiście, mówię o określonym etapie rozwojowym. Z ośmiolatkami nie rozmawia się o chorobach przenoszonych drogą płciową, nie ma takiej potrzeby. Jednak jeśli chodzi o 16-latków, to w Niemczech prowadzi się zajęcia, na których punkt ciężkości położony jest na antykoncepcję, HIV i inne choroby oraz tożsamość seksualną.

Dlaczego edukacja seksualna jest taka ważna?
Bo czyni nas silnymi. Umiem rozpoznać i nazwać to, co się ze mną dzieje. Nie boję się, mówię o swoich potrzebach i obawach, ale też potrafię reagować na zły dotyk czy niewłaściwe zachowania seksualne. Jak, nie mówiąc o „tych sprawach”, można zakomunikować, że coś jest nie tak?

Co odpowie pani na argument konserwatystów, że uświadamianie to seksualizacja dzieci?
To brak wyobraźni. Najczęściej to nie my pierwsi wprowadzamy je w temat. Chodzi o to, żeby to, co już wiedzą, przekładać na język intymności, uczuć. Uświadamianie odbywa się codziennie, to więź, którą budujemy z dzieckiem.

Wielu nastolatków pierwszą rozmowę z rodzicami na temat seksu ma jeszcze przed sobą.
Wtedy jest za późno. Mam takie doświadczenie z własnymi dziećmi – dopóki były małe, nie było tematów tabu, a kiedy weszły w wiek dojrzewania, nie chciały już otwarcie rozmawiać. Za to mają do dyspozycji książki, broszury. Wiedzą, że są na półkach w moim gabinecie, a ja wiem, że pod moją nieobecność synowie i córki (mam dwie nastolatki i dwóch nastolatków) przychodzą tam ze swoimi dziewczynami i chłopakami [śmiech].

Słyszałam o kontynuacji pani książki. Nazbierały się kolejne pytania. W czasie paru ostatnich lat Internet dużo zmienił?
Tak. Coraz więcej jest odniesień do pornografii. Ale na dzieci ma też wpływ rozwój świadomości społecznej. Pytają o seks osób na wózkach inwalidzkich albo o osoby transseksualne. Natomiast dostęp do sieci to dla nas, edukatorów, wyzwanie. Dzieci i tak sobie wszystko wygooglują, a potem przekażą to rówieśnikom. A jeśli wyrobią sobie obraz seksualności na podstawie porno, to najgorsze, co może się wydarzyć.

Katharina Von Der Gathen, niemiecka edukatorka seksualna, która w wydanej u nas nakładem wydawnictwa Dwie Siostry książce „Odpowiedz mi!…” zgromadziła najczęstsze i najciekawsze dziecięce pytania o intymne sprawy.