Jak rozumieć najbardziej wkurzające zachowania nastolatków?

Konflikt pokoleń to temat stary jak świat, jednak dziś dzieci dojrzewają szybciej niż kiedyś. (Fot. iStock)

Konflikt pokoleń to temat stary jak świat. Problem w tym, że dziś dzieci dojrzewają szybciej niż kiedyś i już rodzice dwunastolatków muszą stawiać temu czoło. Pedagożka Ewa Nowak zebrała najbardziej irytujące zachowania zbuntowanych nastolatków i wyjaśnia, co one faktycznie oznaczają.

Okres dojrzewania kojarzy się z buntem, hormonami, zmiennymi nastrojami i wiecznymi konfliktami o wszystko. Jednak jego istota to przejmowanie odpowiedzialności. Oba pokolenia widzą ten proces odmiennie, stąd aż tyle napięć. Nastolatki irytują swoich rodziców, którzy są przerażeni – muszą oddać odpowiedzialność nieodpowiedzialnemu (w ich opinii) dziecku. Tak było zawsze, ale świat ciągle przyspiesza, więc dziś między rodzicami a ich nastoletnimi dziećmi jest przepaść mentalna. I młodzi to czują, więc nie dają się wtłoczyć w stare schematy. Gdy więc twój nastolatek doprowadza cię do obłędu, odetchnij i pomyśl, że kiedy w końcu dorośnie, będzie żył w zupełnie innej rzeczywistości niż ty – i musi się do niej przygotować. Zatem może zamiast się wściekać, lepiej poznać, a przynajmniej próbować, świat naszych dzieci, zanim stanie się dla nas całkiem niedostępny…

Oto kilka dość powszechnych zachowań nastolatków wraz z ich przekładem na język dorosłych:

 

Gdy go proszę, żeby na chwilę odłożył komórkę i z nami porozmawiał, on mi mówi, że nie może, bo teraz jest ze znajomymi – nie wiem, jak z nim rozmawiać. On nie odróżnia Internetu od życia

– Piotr z irytacją opisuje zachowanie jednego ze swoich dwóch nastoletnich synów. To chyba najbardziej denerwujące dla rodziców: nastolatki świat realny i wirtualny widzą tak samo. Całe ich życie, wszystkie rodzaje aktywności (nauka, rozrywka, miłość, życie towarzyskie) odbywa się w sieci. Raport SOCIALPRESS „Nowe technologie – bilans zysków i strat” podaje, że 12 proc. nastolatków spędza on-line ponad 8 godzin dziennie. Do tego dochodzi niezrozumiały dla dorosłych syndrom FOMO, czyli lęk przed przeoczeniem informacji. Nastolatki wpadają w panikę na myśl, że miałyby spędzić jeden dzień bez telefonu – fonoholizm dotyczy 36 proc. polskich dzieci w wieku 12–19 lat. Taka jest rzeczywistość tego pokolenia, tymczasem ich rodzice używają mediów głównie jako narzędzi i wciąż chcą jeść obiady w gronie rodzinnym. Dla współczesnych nastolatków to strata czasu.

 

„Jadę z Bartkiem w Bieszczady” – oświadczyła tego lata moja piętnastoletnia córka i jej plan na tym się kończył. Gdy zapytałam, gdzie będą nocować, co jeść i jak tam dojadą – krzyknęła: „Ty zawsze mi wszystko obrzydzisz! Nie ciągnij mnie w dół!”

– żali się mama piętnastoletniej Justyny. Współczesne nastolatki gardzą planowaniem. Wychowane w poczucie globalnego bezpieczeństwa i dostatku, każde wskazanie realiów traktują jak podcinanie im skrzydeł. Ich interesuje projekt, idea. Nawet niewinne pytania spotykają się od razu z wybuchem agresji. „Z nimi nie da się porozmawiać realnie o niczym” – niepokoją się rodzice. Niektórzy z nich przechodzą na tryb kontaktów poprzez media, bo inaczej – ich zdaniem – do tego pokolenia dotrzeć się nie da.

 

„Nie ma jogurtu sojowego? To co ja będę jadł?”– szlag mnie trafia, gdy to słyszę. I on to mówi, stojąc od pięciu minut w drzwiach otwartej, wypełnionej po brzegi jedzeniem lodówki

– wścieka się mama Kacpra. Cechą przyzwyczajonych do kultury nadmiaru nastolatków jest zafiksowanie na konkrecie. Lodówka może pękać w szwach, dla nich, jeśli o czymś zamarzą i tego akurat nie znajdą – nie ma w niej niczego. Nastolatki są skrajnie niecierpliwe, wymagają dokładnie tego, czego pragną, gardząc czekaniem i wszelkimi zamiennikami.

 

„Nie wrzucaj papieru do organicznych, mamo! Na serio aż tak trudno to zapamiętać?” – tak do mnie krzyczy mój dwunastoletni Julek

– mówi jego mama. Młodzi ludzie mają zaszczepioną w szkole świadomość ekologiczną i mimo że nie przestrzegają w domu żadnych zasad czystości, a nawet często nie pomagają rodzicom w niczym – to sprawy ekologii traktują śmiertelnie poważnie i bezlitośnie rozliczają dorosłych z wszelkich potknięć w tym zakresie. „Mój syn krzyczy, gdy wrzucę plastik nie tam gdzie trzeba, a sam bierze prysznic pół godziny i kupuje co trzy miesiące nowe, opakowane w plastik słuchawki” – wzdycha mama Julka.

 

Ciągłe zmiany, ciągłe potrzeby, ja mam tego już dość. „W tym roku będę chodził na angielski, chiński, tańce, basen, łucznictwo, zajęcia teatralne, mechatronikę…” Mój Kuba chciał akurat w tym roku chodzić na karate, powiedziałam, że jest kimono po starszym bracie. Usłyszałam: „Chyba żartujesz, mam swoje pięćset plus”

– opowiada mama czternastoletniego Kuby. Ponieważ nastolatki wiedzą, że rodzice mają pieniądze, domagają się profesjonalnych strojów i sprzętów nowej generacji. Gdy szybko okazuje się, że kolejne hobby jest nudne, rzucają je bez żadnych wyrzutów sumienia.

 

„Ale babcia pierdoli”

– to cytat z trzynastoletniej Magdy, dobrej uczennicy, która ma szóstkę z angielskiego, niemieckiego i uczy się chińskiego po lekcjach – język pokolenia Z jest bardzo swobodny. Już nie chodzi o słowa: „zajebisty” czy „dymać”, które kolą nas w uszy, ale wyrażenia z pierwszej ligi wulgarności. Każda generacja w jakiś sposób kontestuje wartości pokolenia rodziców. Chodzenie w rozszerzanych spodniach, długie włosy u chłopaków czy całowanie się na ulicy było kiedyś odbierane tak samo jak dziś słownik nastolatków.

 

Mój syn uważa, że wszyscy są kretynami. Matematyczka to idiotka, dziadek jest głupi, bibliotekarka to nawiedzone babsko

– skarży się tata Antka. To pokolenie nastolatków nie ma zakorzenionego naturalnego szacunku dla starszych. Według nich wszyscy są równi: wiek, doświadczenie, wykształcenie nie mają znaczenia. Nie wierzą w żadne tytuły ani stanowiska. Rodzice nie są w stanie zmusić ich do wizyty u dziadków lub przeproszenia nauczyciela.

 

Moja Majka wróciła ze szkoły i oświadczyła, że zwalniają matematyczkę. Zapytałam kto, myśląc, że chodzi o dyrekcję. Nic podobnego. Klasa Majki ustaliła, że matematyczka ma odejść. Nie dała sobie wytłumaczyć, że oni są w szkole, żeby się uczyć, a nie dobierać sobie nauczycieli. Strasznie się o to pokłóciłyśmy

– wspomina mama kolejnej nastolatki. To pokolenie czuje, że jest silne. Ma media, grupy, portale i jest mocne jak stal. Uważa, że ma władzę, bo ma narzędzia opiniotwórcze. Jest wymagające. Nie da sobie wcisnąć byle czego. Słabych nauczycieli również.

 

„I co z tego, że nie wiem, kim był Jagiełło? Do czego mi się to przyda? Tato, przestań, mam kalkulator. Przecież wszystko jest w sieci. Jakby co, to sobie sprawdzę”

– takie zdania słyszy wielu rodziców. Dzisiejsze nastolatki przyprawiają rodziców o ból zębów swoją wyłącznie pragmatyczną narracją. Jeśli nie widzą w czymś sensu, nie chcą nawet palcem ruszyć, nie zmusi się ich do wysiłku czy działania w imię sztuki dla sztuki. Oni chcą wiedzieć, do czego im się to przyda.

 

„To nudne, nie będę tego wkuwać” – nasze dzieci mają dwa kryteria oceny: nudne i interesujące, i na tym koniec. Co jest nudne, tego się nie uczą. Kropka

– śmieją się Hanka i Olaf, rodzice trójki nastolatków. Pokolenie Z jest przyzwyczajone do edurozrywki – nauka ma być przede wszystkim przyjemna. W ogóle życie ma być przyjemne. To dlatego tak ciężko z nastolatkami rozmawiać o czymkolwiek niemiłym, na przykład o konsekwencjach.

 

„Ja mam myć wannę? Weźcie kogoś do sprzątania”– naszej córki nie da się zagonić do żadnych prac

– tata Zuzi spokojnie stwierdza fakty. To pokolenie ma na wszystko rozwiązanie outsourcingowe. Przecież są firmy, ludzie, inni do roboty. Jeśli rodzice chcą się męczyć – proszę bardzo, ale nastolatki nie będą robić niczego, na co nie mają ochoty.

 

Nienawidzę tych jej tekstów przed jedzeniem: „Kiedy będzie obiad? Za dziesięć minut?! To ja zjadam pizzę”. I już sobie odgrzewa

– mówi tata Julki. Aż tak niecierpliwego pokolenia jeszcze nie było. Wszystko ma być teraz, zaraz, natychmiast, w zasadzie zanim nastolatki uświadomią sobie swoją potrzebę, powinna już być w trakcie zaspokajania. Sieć przyzwyczaiła ich do tego, że kształtuje ich potrzeby i natychmiast je zaspokaja, więc nic dziwnego, że tacy są.

Choć dorosłym czasem naprawdę trudno to wszystko zrozumieć, nie warto z nastolatkami walczyć. Dużo lepiej przyjąć postawę akceptującą i uczyć się od nich choćby tego, żeby wierzyć w siebie, nie bać się zmian i mieć więcej luzu.