Jak sobie radzić z nadwrażliwością emocjonalną?

Każdy ma wpływ na to, jak przejawia się jego wrażliwość. Nawet jeśli jest silniejsza niż u innych, nie musi być jak sztorm, który nas porwie. (Fot. iStock)

Intensywniej czują, więcej słyszą i widzą. Do tego non stop analizują, przetwarzają, wątpią… Psychologia powoli otwiera się na osoby wysoko wrażliwe oraz nadwydajne mentalnie. Po to, by pomóc im docenić swój wyjątkowy układ nerwowy i… nad nim zapanować.

Współczesny świat nie daje zbyt wiele czasu i miejsca na wytchnienie. Nasza codzienność pełna jest możliwości, ale też najrozmaitszych barw, dźwięków i zapachów… Nigdy wcześniej tak bardzo nie była nam potrzebna umiejętność szybkiego podejmowania decyzji, ale też odcinania się od nadmiaru bodźców.

A co, jeśli tego nie potrafisz? Jeśli twój mózg nie odróżnia rzeczy ważnych od mniej istotnych i na wszystkie reaguje tak samo silnie, do tego jeszcze nadmiernie się pobudza i powoli wraca do równowagi?

Christel Petitcollin, francuska trenerka rozwoju, dekadę temu opisała przypadki terapii osób, których największym problemem jest nadwrażliwy układ nerwowy. Niedawno jej książka ukazała się po polsku pod tytułem „Jak mniej myśleć” (wyd. Feeria) i, sądząc po dużym zainteresowaniu czytelników, trafiła w punkt. Bo choć każdemu z nas przydarza się czasem okres wzmożonej aktywności mentalnej – gdy w pracy gonią terminy, czymś się stresujemy czy zamartwiamy – to czym innym jest taki stan non stop.

Oto fragment maila François, jednego z klientów Petitcollin: „Parkuję samochód. Zastanawiam się, czy pani parkuje na podwórzu czy na ulicy. Przechodzę przez bramę, usiłuję dociec, które auto należy do pani. Czy lubi pani samochody? Myślę, że tak. A jednak nie zauważam żadnego interesującego. Mówię sobie, że się pomyliłem. Dochodzę do domofonu. Na skrzynce na listy pani nazwisko jest napisane inną czcionką niż nazwiska osteopatów. A więc nie zaczęła pani przyjmować w tym samym czasie co oni. Dlaczego? Gdzie pani wcześniej praktykowała? Dalej od swojego domu? U siebie w domu? Czy pani klientom nie przeszkadzało, że zmieniła pani adres? Wchodzę. Drugi dzwonek nie działa. Trzeba go naprawić. Dlaczego nikt go dotąd nie naprawił?…”. – Tak osoba nadwydajna żyje na co dzień – komentuje trenerka. – Bombardowana informacjami, zapamiętująca mnóstwo szczegółów, próbująca przewidzieć, co się wydarzy, i odgadywać resztę na podstawie zebranych informacji, no i zadająca sobie mnóstwo pytań. Co więcej, robi to, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Doznania, emocje, wrażliwość – wszystko jest u niej spotęgowane. Jej cały system zmysłowy i emocjonalny jest nadwrażliwy.

Brzmi znajomo? Czyżby taki sam nieustanny wewnętrzny monolog rozbrzmiewał w twojej głowie? Gratulujemy – masz wyjątkowy mózg. I współczujemy – bo taki skarb wymaga wyjątkowego traktowania.

Prawopółkulowcy

Francuskie Stowarzyszenie Ochrony Osób Obarczonych Nadwydajnością Mentalną nazywa takie osoby PESM (Personnes Encombrées de Surefficience Mentale). Można użyć też terminów „nieprzeciętnie zdolni” lub „o wysokim potencjale intelektualnym”, ale jak twierdzi autorka „Jak mniej myśleć”, osoby z tą cechą wolą określenie „nadwydajni mentalnie”. Postronnemu obserwatorowi mogą wydać się jak nie z tego świata. Na przykład słuchają radia, jednocześnie śledząc rozmowę dwojga znajomych obok i nie rozprasza ich dźwięk naczyń dochodzący z kuchni. Niestety, lepiej słyszą wysokie i niskie tony, dlatego dźwięk kosiarki dochodzący zza okna może wręcz wwiercać się im w mózg. Są też bardzo dotykowi: od razu wyczuwają suchość lub wilgotność powietrza, fakturę materiału, a w stanie pobudzenia emocjonalnego odczuwają silną chęć, by ktoś ich mocno przytulił. Ale też niektóre materiały mogą wywoływać u nich wstręt, a zbyt miękkie i gotowane jedzenie – być wręcz niejadalne.

W dzieciństwie uważani byli zwykle za nadaktywnych i niezdolnych do skupienia, ponieważ ich nastawione wielozadaniowo mózgi nudzą się wykonywaniem tylko jednej czynności naraz. Nic dziwnego, że przez cały okres szkolny dręczono ich całymi litaniami „dys-”: dysleksja, dysortografia, dyskalkulia, dysgrafia. Jak zauważa Petitcollin, już wtedy powstało w nich silne przekonanie, że są dziwni, inni, niezrozumiali.

Nadywdajni mają ogromny potencjał emocjonalny, który bardzo im ciąży, dopóki nie nauczą się go poskramiać. (Fot. iStock)

Cóż, ich mózgi rzeczywiście są inne. Dominuje w nich bowiem prawa półkula, ta bardziej kreatywna, odpowiedzialna za emocje i sferę uczuciową. Jak pisze Petitcollin, u nadwydajnych emocje przechodzą najpierw przez serce, zanim dotrą do mózgu. – Zalewają ich jak strugi deszczu podczas burzy. Podlegają wahaniom nastroju: od niepokoju, przez napady gniewu, po przygnębienie. Ale też entuzjazm czy euforię – pisze trenerka. Do tego otoczenie bez przerwy ich strofuje i poucza niczym dzieci. Uchodzą za naiwnych, niedojrzałych, impulsywnych. Nie potrafią na przykład prowadzić towarzyskiego small talku, zbytnio skupiają się na szczegółach – w efekcie są wręcz opętani dążeniem do ideału i mają sobie mnóstwo do zarzucenia.

Według statystyk od 70 do 85 proc. osób wykazuje dominację lewej półkuli mózgu, prawopółkulowcy są więc w mniejszości, ale to dobrze – przekonuje Petitcollin – bo tylko cechy występujące w mniejszości mogą zostać uznane za unikalne. A nadywdajni mają ogromny potencjał emocjonalny, który bardzo im ciąży, dopóki nie nauczą się go poskramiać.

Potencjał, nie ciężar

Przede wszystkim odbierają więcej informacji niż przeciętni ludzie, do tego o wiele bardziej intensywnie. – To zjawisko nazywa się hiperestezją, czyli posiadaniem pięciu nadzwyczaj wyostrzonych zmysłów. Jest to również stan przytomności, czujności, a nawet nieustannego pogotowia – pisze Petitcollin. Co to oznacza w praktyce? Że na przykład potrafisz rozpoznać już od pierwszych taktów fragment jakiegoś utworu muzycznego lub nazwać wszystkie składniki potrawy po pierwszym kęsie. Czy to nie fantastyczne? Owszem. I wyjątkowe. Ale też na dłuższą metę męczące. Dzięki temu talentowi masz większą wiedzę o świecie i szybciej się uczysz, pozwala on też doznawać niezwykle zmysłowej rozkoszy, stanów wręcz euforycznych czy orgazmicznych… Ale nie bez przerwy. Po jakimś czasie twój system nerwowy zwyczajnie się przegrzewa. I wtedy metka uwierająca w kark doprowadza do szału, wyperfumowani ludzie w windzie – wywołują mdłości, a zbyt oświetlone ulice – przyprawiają o potworny ból głowy.

Prawa półkula odpowiada za myślenie rozgałęzione, błyskawiczne, emocjonalne, intuicyjne i skojarzeniowe. Dlatego mózgi prawopółkulowe potrzebują komplikacji i wyzwań – wtedy najlepiej pracują. Jeden z bohaterów książki Petitcollin, 
kelner, wyznaje, że kiedy jest mało gości w restauracji, nie jest w stanie zapamiętać zamówienia, musi sobie wszystko zapisywać. Natomiast gdy klientów jest zatrzęsienie, kartka staje się niepotrzebna – bezbłędnie recytuje kucharzowi nawet najbardziej skomplikowane listy. Oczywiście minusem takiego myślenia jest wieczne rozpamiętywanie i analizowanie. A także ciągłe wątpliwości i pytania. I bardzo wysoka samokrytyka. Mózgi takich osób ciągle coś mielą, trzeba im dawać więc pożywkę. Nadwydajni potrzebują też dużo uczucia, zachęty oraz pieszczot – generalnie pozytywnej atmosfery. A ponieważ są bardzo przenikliwi, widzą pewne rzeczy szybciej od innych. Potem są jednak sfrustrowani, bo nikt nie słucha ich ostrzeżeń, dlatego zwykle podzielają los mitycznej Kasandry i cierpią w milczeniu. To skazuje ich na osamotnienie i niezrozumienie, a przecież nie musi tak być.

Instrukcja obsługi siebie

Petitcollin daje jasne, choć – trzeba przyznać – dość ogólne wskazówki: po pierwsze, nadwydajni powinni docenić swoją odmienność i zrozumieć, że jest to szansa na silniejsze odczuwanie i szybsze myślenie. Po drugie: postarać się, by ich odczuwanie skupiało się na pozytywnych doznaniach, a myślenie było bardziej zorganizowane. W tym ostatnim pomogą np. mapy myśli lub poziomy logiczne, wykorzystywane przez NLP.

Według Petitcollin najistotniejsze jest jednak oddzielenie zachowań od tożsamości i wartości. Nadwydajni myślą bowiem często: „Mylę się (zachowanie), więc jestem do niczego (tożsamość)”, albo: „On nie daje mi kwiatów (zachowanie), to znaczy, że mnie nie kocha (wartości)”. W tym wypadku trenerka proponuje wykorzystać swój genialny umysł do wysnucia przynajmniej kilku innych przyczyn danego zachowania: „Nie daje kwiatów, bo nie ma takiego zwyczaju; bo nie wie, że tego bym chciała; bo woli wyrażać miłość w inny sposób”…

Wysoko wrażliwi są bardziej wyczuleni na sferę duchową. (Fot. iStock)

Warto docenić swoje mocne strony, a są to: życzliwość, poczucie humoru, otwartość, dar naśladownictwa (nadwydajni genialnie oddają mimikę, gestykulację czy tembr głosu innych osób), ale też poczucie sprawiedliwości, szczerość oraz potrzeba tworzenia. Zwykle są doceniani za umiejętność słuchania i dawania pociechy.

Kolejny ważny element to wyzbycie się perfekcjonizmu i nauczenie doceniania swoich osiągnięć. Nadwydajni mają potrzebę udowadniania, że są w czymś dobrzy. A może pora w to uwierzyć i zacząć się kochać za to, jaki jesteś? Petitcollin poleca też jak najczęstsze pocieszanie swojego Wewnętrznego Dziecka i negowanie słów Wewnętrznego Sabotażysty.

Jeszcze kilka wskazówek dotyczących dbania o mózg: trzeba codziennie karmić go nauką i dawać mu zawsze coś do roboty. Poza tym uprawiać sport (pomaga kanalizować niespożytą energię) i rozwijać kreatywność poprzez hobby (majsterkowanie, muzykę, taniec, pisanie…). Mózg nadwydajnych niczym gąbka wchłania sztukę, czyli piękno w najszerszym tego słowa rozumieniu – zatem muzea, koncerty, wystawy…

Jeśli zaś chodzi o kontakty z innymi, trenerka zaleca takie punkty w pracy nad sobą, jak oswojenie samotności, zarządzanie krytyką, wyznaczanie ram dla swojej życzliwości, a przede wszystkim radzenie sobie z odrzuceniem. Nadwydajni bardzo potrzebują innych i mają im wiele do dania, ale póki nie poznają siebie i nie nauczą się obsługi swojego wyjątkowego „ja” – będą tylko zniechęcać i wzbudzać konsternację.

Wrażliwość to siła

Choć książka Petitcollin jest przystępna w odbiorze i dobrze ukazuje problem, to jednak miesza pewne pojęcia, bez podania stojących za nimi badań (uznaje np. zespół Aspergera za jedną z odmian nadwydajności). Elaine N. Aron, psychoterapeutka i naukowczyni, nie tylko nie popełnia tego błędu, ale też wnosi do tematu gruntowną wiedzę, popartą latami doświadczeń. Aron poświęciła swoje życie badaniom nad psychiczną nadwrażliwością – to jej zawdzięczamy, że ta cecha została uznana przez naukę i że zyskała oficjalny termin: „wysoka wrażliwość”. Jego znaczenie najlepiej wyjaśni stosowany przez Aron akronim DOES, gdzie:

  • D oznacza głębię przetwarzania (ang. depth of processing) – osoby wysoko wrażliwe zastanawiają się przed przystąpieniem do działania;
  • O, czyli przestymulowanie, często zdarza się im doznawać przesytu bodźców (ang. overstimulation);
  • E (ang. emotional reaction) to akcent na reakcje emocjonalne i silna więź empatyczna, co wzmaga spostrzegawczość i pomaga w uczeniu się;
  • S, czyli wyczulenie (ang. being sensitive) na subtelności w otaczającym świecie.

Jak widać, termin ma o wiele większą pojemność niż „nadwydajni mentalnie”, zakłada bowiem nadwrażliwość całego układu nerwowego. Szacuje się, że cecha ta występuje u 15–20 proc. populacji i prawdopodobnie jest dziedziczna. Aron twierdzi, że za hipotezą dziedziczności przemawia fakt, iż typowe dla niej objawy pojawiają się już u małych dzieci. Sama prowadzi obecnie badania genetyczne, aby to potwierdzić.

Oto, jak wyjaśnia, czym w praktyce oznacza być WWO (osobą wysoko wrażliwą): „Większość ludzi potrafi ignorować syrenę ambulansu, jaskrawe światła, nietypowe zapachy, bałagan i rozgardiasz. Wysoko wrażliwym one bardzo przeszkadzają. Większość ludzi może odczuwać zmęczenie pod koniec dnia spędzonego w galerii handlowej i muzeum, ale z przyjemnością przyjmie zaproszenie na wieczorną imprezę. Wysoko wrażliwi potrzebują po takim dniu trochę samotności. Czują się roztelepani, nadpobudzeni. Większość ludzi, wchodząc do pomieszczenia, zauważa meble, innych zebranych i… mniej więcej tyle. Wysoko wrażliwi z miejsca automatycznie rejestrują panującą tam atmosferę, oznaki wzajemnej życzliwości i niechęci, zaduch lub świeżość powietrza, charakter osoby, która układała kwiaty” – czytamy w książce „Wysoko wrażliwi” (wyd. Feeria). Aron podkreśla także, by nie mylić wspomnianego pobudzenia z lękiem ani z nieśmiałością. Nieśmiałość jest nabyta i powstała zwykle w wyniku jakiejś sytuacji, natomiast wrażliwość jest wrodzona i polega na czułym systemie nerwowym. Natomiast jest ona zdecydowanie pokrewna z introwertyzmem. Co nie oznacza, że wrażliwi stronią od ludzi, tylko że wolą mieć kilka bliskich relacji niż szeroki krąg znajomych.

 

Wrażliwość to siła, która oznacza w praktyce: większą zdolność dostrzegania i unikania błędów; sumienność i drobiazgowość; umiejętność głębokiej koncentracji; wyjątkową zdolność do wykonywania zadań wymagających czujności, precyzji, prędkości i wykrywania drobnych różnic; zdolność do przetwarzania materiału na głębszym poziomie; zdolność do uczenia się różnych rzeczy mimochodem oraz podleganie silnemu wpływowi nastrojów i emocji innych ludzi. Wysoko wrażliwi są precyzyjni w ruchach, dobrzy w pozostawaniu w bezruchu, zwykle sprawnie funkcjonują o poranku, są też bardziej podatni na wpływ stymulantów typu kawa, raczej prawopółkulowi i bardziej wrażliwi na substancje unoszące się w powietrzu.

Niczym niemowlę

Wrażliwość może (i powinna!) wzbogacać nasze życie, ale aby tak się stało, niezwykle istotne jest, z jaką reakcją rodziców spotykała się w dzieciństwie – na co dowodem jest przypadek Charlesa, jednego z bohaterów książki Aron. Nie tylko przez całe życie zdawał sobie sprawę ze swojej cechy, ale też zawsze postrzegał ją jako zaletę. Jego rodzice byli wręcz zachwyceni wrażliwością syna. W ich kręgu, czyli w artystycznej subkulturze, kojarzyła się z inteligencją, wyrafinowaniem i dobrym smakiem. Charles był dla nich wymarzonym dzieckiem. Nie denerwowało ich, że wolał uczyć się niż biegać z kolegami, zachęcali go, by więcej czytał. Ostatecznie objął posadę wykładowcy na uniwersytecie, na którym studiował, a po godzinach grywa na fortepianie. Ponieważ hałas zawsze mu przeszkadzał, zamieszkał z rodziną na zacisznym osiedlu i otacza się tylko przyjemnymi dźwiękami, jak szum fontanny i dobra muzyka. Wie, że za bardzo przejmuje się różnymi sprawami, ale pracuje nad opanowaniem gonitwy myśli. Jeśli ma za dużo wrażeń w pracy, idzie na długi spacer lub gra na fortepianie. Ze względu na swoją wrażliwość celowo stronił od kariery w biznesie, a kiedy dostał zbyt stresującą funkcję na uczelni, zrezygnował z niej przy pierwszej możliwej okazji.

Aron przytacza tę historię, by zwrócić uwagę na to, że można zrozumieć swoją wyjątkowość i wieść takie życie, w którym będzie ona zaletą, a nie wadą. Choć nie każdy ma tyle swobody i samoświadomości co Charles, to może przynajmniej starać się pamiętać o swojej specyfice i opiekować się swoim wyjątkowo czułym organizmem. Najlepiej robić to, traktując go tak jakby traktowało się niemowlę. Podobnie jak ono, taki organizm reaguje bowiem silnie na bodźce zewnętrzne i dobitnie domaga się uwagi. Wysoko wrażliwi na przykład mocno odczuwają głód, a ponieważ zarówno niemowlę, jak i organizm nie mogą komunikować się z nami słowami, więc dają coraz głośniejsze sygnały wzywania pomocy. Głodne niemowlę krzyczy, a głodny organizm WWO reaguje spadkiem koncentracji, drgawkami i rozdrażnieniem.

Niemowlęta potrzebują dużo odpoczynku – podobnie organizmy osób wrażliwych, nie wolno ich forsować, bo skończy się to chorobą. Czyli przede wszystkim: dużo snu, regularne posiłki, ale też czas spędzany w samotności po bardzo intensywnym dniu – wrażliwi muszą rozsądnie dzielić swój czas pomiędzy życiem na zewnątrz i życiem wewnętrznym. A co, kiedy nasze „niemowlę” jest pobudzone, przebodźcowane? Aron opisuje kilka przydatnych strategii, jak powtarzanie frazy, modlitwy czy mantry, która będzie kojarzyła się ze stanem głębokiego spokoju. Pomocne będzie wyjście na dwór, wypicie szklanki wody, uspokojenie oddechu czy robienie sobie częstych przerw. Dobrym trikiem jest tzw. powrót do bezpiecznej przystani – to może być zarówno bliska osoba, do której się przytulisz, jak i miejsce, w którym się skryjesz: biblioteka, kościół czy własny samochód; albo też rzecz, typu ulubiony sweter, którym się otulisz, czy relaksująca muzyka, którą włączysz na słuchawkach.

Mówi się, że małe dzieci wiedzą i rozumieją wiecej niż nam się wydaje – nie powinno więc dziwić, że wysoko wrażliwi są bardziej wyczuleni na sferę duchową. Potrafią stworzyć atmosferę wspólnego przeżywania, głębokiego porozumienia i życzliwości. Jak nikt inspirują do poszukiwania sensu. Aron podkreśla, że wrażliwi byli potrzebni w każdej społeczności, a w dawnych czasach pełnili najbardziej prestiżowe funkcje – byli doradcami królów i kapłanami. Cóż, w naszych czasach WWO muszą najpierw docenić siebie, by potem docenili ich inni.

Najważniejsza informacja jest taka, że każdy ma wpływ na to, jak przejawia się jego wrażliwość. Nawet jeśli jest silniejsza niż u innych, nie musi być jak sztorm, który nas porwie. Wystarczy, że wcześniej poznamy jej siłę i zbudujemy odpowiednie falochrony.