fbpx

Jak przygotować dzieci do życia seksualnego? Nie bądźmy głusi na pytania

Jak uczyć dzieci o seksualności? Nie bądźmy głusi na ich pytania
Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)

Seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy jednak uczyć dzieci także wyznaczania granic seksualności. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu – mówi seksuolożka i terapeutka Maria Beisert.

Teoretycznie wiemy, że dzieci trzeba uświadamiać, ale w praktyce nam to nie wychodzi. Dlaczego?
Prawdopodobnie dlatego, że traktujemy wychowanie seksualne jako coś osobnego. Tymczasem to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia.

Od kiedy zaczynać?
Tak jak nie da się określić punktu startowego wychowania, tak nie można określić początku wychowania seksualnego. Zaczyna się już w momencie, gdy dwoje ludzi decyduje się na dzieci, a w sensie duchowym nawet wcześniej – gdy młodzi ludzie podejmują kontakty seksualne i może pojawić się dziecko.

Znam rodziców, którzy niczego przed dziećmi nie ukrywają, także własnej nagości. To dobrze?
Wszystkie sposoby wychowania mają swoje zalety i wady. W tym pozytywne jest to, że dziecko, blisko dopuszczane do intymności innych ludzi, dosyć wcześnie i swobodnie porusza się po zagadnieniach seksualnych. Ta sfera nie łączy mu się poza tym z negatywnymi uczuciami, takimi jak wstyd, złość, lęk. Seks jest czymś dobrym, naturalnym i przynależnym każdemu człowiekowi. Wady – to mało wyraźne granice stawiane dziecku, co powoduje, że ma mało informacji, dokąd mu wolno dojść, lub nie ma ich wcale, bo rodzice uważają, że ciekawość dziecka jest wielką wartością, którą należy promować. Konsekwencje tego mogą być takie, że dziecko nie bardzo wie, co jest dobre, a co złe, dokąd może się posunąć, a gdzie zaczyna się obszar, na który nie powinno wkraczać. I to jest bardzo groźne na przyszłość.

Dlaczego?
Po pierwsze dziecko może samo przekraczać cudze granice niechcący, bez złej woli, mając szlachetne pobudki, jak chęć poznania czyjegoś ciała. Ale czyjeś ciało to nie krzesło czy drzewo, tylko prywatna własność, i żeby je eksplorować, trzeba mieć pozwolenie. Wszystkie kultury podkreślają, że istnieją części ciała dostępne dużej grupie osób i takie dostępne wyłącznie partnerowi. Jeśli dziecko przekracza wyznaczone w danej kulturze granice, rodzice mówią: stop.

Powinni wyjaśnić, dlaczego nie wolno?
Dwulatkowi mówią tylko stop. Pięciolatkowi tłumaczą, że tych części ciała nie wszyscy mogą dotykać. Nastolatkowi należy się dokładniejsza informacja z wyjaśnieniem, że tylko w intymnym kontakcie można mieć do tych obszarów dostęp. Konsekwencją pozwalania dzieciom na wszystko jest to, co słyszę potem od dorosłych pacjentów. Na przykład: człowiek powinien być otwarty, tymczasem blokują go bariery kulturowe zabraniające uprawiania seksu z dziećmi czy ze zwierzętami. W takim dorosłym słyszę dziecko, które w wieku pięciu lat było zachęcane do eksperymentów z przekraczaniem granicy intymności, któremu nie udzielano wskazówek, co wolno. Wychowanie przyzwalające na wszystko wyrządza podwójną krzywdę – dziecku i otoczeniu, które potem będzie musiało sobie z nim radzić.

U nas dominuje opresyjne wychowanie seksualne. Jakie mogą być konsekwencje tego modelu?
Seks obciążony zostaje lękiem, wstydem, gniewem, złością, czyli wszystkim tym, co kojarzy się z przykrymi przeżyciami, co jest negatywnie wartościowane, brzydkie, brudne, z czym porządni ludzie woleliby nie mieć do czynienia, a jeśli już, to szybko, byle jak i ewentualnie jak najkrócej. Seks to też to, co jest dozwolone tylko w celu prokreacyjnym.

Dlaczego w Polsce wychowanie seksualne budzi tyle emocji?
Duży wpływ na wychowanie w ogóle ma jedna religia, która w dodatku traktuje seksualność jako coś nieczystego, a ponadto istnieje wzorzec matki Polki, który kładzie akcent tylko na jeden aspekt płciowości, czyli na bycie matką, tak jakby matki brały się z wiecznego zatrudniania bocianów, a nie z seksualności. Tymczasem należy podkreślać, że seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także – atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy też jednak uczyć, że eksploracja seksualności – naszej i innych ludzi – musi mieć granice. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu.

Jakie to granice?
Po pierwsze seksualność powinna być realizowana bez przemocy, manipulacji, przymusu, zawsze z pozwoleniem. Brak przyzwolenia jest sprzeczny z istotą seksualności. Po drugie formy realizacji seksualności powinny być wzajemnie akceptowane i uzgodnione. Po trzecie nie mogą szkodzić zdrowiu. A po czwarte realizując naszą seksualność, nie możemy nią atakować innych.

Ważne są pewnie nie tylko wskazówki, ale i własny przykład.
Nie łudźmy się, że uda się nam wychować dzieci, dając im spójne wskazówki. Rodzice wyuczeni wiedzą, że dziecku należy się informacja, więc siadają z nim do rozmowy, oddychając głęboko, jakby zamierzali skoczyć do wody. Dziecko to widzi. Z jednej strony otrzymuje komunikat, że należy mu się informacja, a z drugiej – jakiż to ciężki obowiązek! Oczywiście rodziców nikt nie uczył, jak rozmawiać o seksualności, więc nie ma sensu czynić im wyrzutów, że tego nie potrafią. Chwała im za to, że próbują.

Lepiej się przyznać przed dzieckiem, że mamy z tym problem?
Oczywiście. Lepiej powiedzieć: „Porozmawiajmy, ale weź pod uwagę, że to dla mnie trudne, że robię mnóstwo błędów, choć się staram”.

Kiedy rodzice zabierają się do tej najważniejszej rozmowy z nastolatkiem, on na ogół macha ręką: „Nie wygłupiajcie się, ja to wszystko już wiem”.
Otóż to. Nadal pokutuje w rodzicach przekonanie, że trzeba odbyć tę jedną rozmowę, która nagle ustawi dziecko na całe życie. Nieprawda! Z dzieckiem trzeba rozmawiać od małego. I jak trzyletni Jaś pyta mamę, czemu nie ma siusiaka, to mama powinna odpowiedzieć: „dlatego, że mam coś zupełnie innego – małą cipkę, którą mają tylko dziewczynki, bo ja jestem kobietą”. A gdy córka dziwi się: „o, mama połknęła piłkę”, rodzice powinni wyjaśnić: „w mamy brzuchu jest twoja siostrzyczka, która wzięła się tam stąd, że się kochamy”. Takie rozmowy sprawiają, że nie będzie potrzebna ta przełomowa z nastolatkiem.

A jeśli dziecko nie pyta?
Na ogół pyta, tylko jesteśmy głusi na jego pytania, zniechęcamy go albo nie ma nas pod ręką. Oczywiście są dzieci mniej zainteresowane sferą seksualną. Ale bardzo ważne jest wychwytywanie pytań, bo dziecko nie mówi przecież: proszę o uświadomienie. Raczej powie: Czy ty wiesz, że ja czasami mam siusiaka, a czasami kijek? Mama, która odburknie „aha”, zamyka temat. Ta, która nie ucieka od tematu, powie: To nadal twój siusiak, tylko raz może być miękki, a raz twardy. Czasami dziecko nie pyta, a jednak prosi o informację. Trzeba podążać za nim, być czujnym, a czasem trzeba podać pewne informacje, nie czekając na pytania. Czekanie jest niedobrą strategią. Dziecko musi być przygotowane do tego, że jego seksualność może być wykorzystywana i powinno wiedzieć, jak się obronić. Nie możemy czekać, aż zapyta, czy to dobrze, że ktoś dotykał jego narządów płciowych.

Do jakiego stopnia wtajemniczać dzieci w nasze intymne kontakty?
Już dwu–trzyletnie dzieci muszą wiedzieć, że rodzice mają prawo do intymności. Robimy to przez drobne fakty, które uczą granic, na przykład prosząc o pukanie do sypialni.

Dziecko wchodzi do sypialni w trakcie aktu seksualnego. Jak reagować?
Zależy, ile ma lat i co widzi. Jeżeli trzylatek widzi jedną głowę na górze, drugą na dole, a zawsze widział je obok siebie, to znaczy, że niewiele zobaczył. Ale kiedy widzi dwa golasy w trakcie aktu penetracji, w dodatku od tyłu, może sądzić: „w konia się bawią”. Czternastolatek pewnie powie: „coś okropnego”. Reakcja dziecka na seks rodziców jest różna w zależności od tego, jakie kontakty obserwuje między nimi w dzień i co słyszy na temat seksu. Jeżeli matka mówi o seksie jako o „świństwie, za które idzie się do piekła”, po czym to świństwo uprawia, to córka, która przyłapie na tym matkę, jest zszokowana i zrozpaczona, że mamusia pójdzie do piekła. To wymaga poważnej rozmowy z dzieckiem – że rodzice są dorośli i okazują sobie czasami uczucia inaczej niż dzieci i obcy ludzie. Ale mało prawdopodobne, żeby taką rozmowę przeprowadziła matka źle wyrażająca się o seksie i konsekwencje tej sytuacji będą się za dzieckiem ciągnąć. W jeszcze trudniejszej sytuacji jest dziecko, które w dzień widzi między rodzicami przemoc, wrogość, poniżanie, a w nocy zobaczy kontakt seksualny. Seks może kojarzyć mu się z kontynuacją przemocy („znowu ją bije”), co potrafi fatalnie zaważyć na stosunku dziecka do tej sfery życia. W przyszłości dziewczynka może podjąć decyzję: nigdy nie pozwolę się nikomu dotknąć, albo: trzeba mamie pomóc. I na przykład ucieka w chorobę, wymyśla różne strategie po to, żeby odciągnąć ją od ojca.

Co to znaczy: dobrze przygotować dzieci do życia seksualnego?
Przygotować do różnorodności, do wyboru. Popatrz, jacy ludzie są różni. Na religii siostra mówi, że współżycie przed ślubem jest grzechem, a twoja babcia urodziła mnie, zanim wyszła za mąż za dziadka. Jedni mają taki system wartości, inni siaki, ciebie będzie czekał wybór. To jest jeden z poglądów, bo oczywiście można powiedzieć: istnieje jeden jedyny słuszny. Ja wolę patrzeć na świat jak na propozycję różnorodności. I z niej czerpać siłę.

Maria Beisert prof. dr hab., kieruje Pracownią Seksuologii Społecznej i Klinicznej w Instytucie Psychologii UAM oraz Podyplomowym Studium Pomocy Psychologicznej w Dziedzinie Seksuologii działającym przy Instytucie. Prowadzi własną praktykę terapeutyczną. Autorka książek, m.in.: „Seks twojego dziecka”, „Seksualność w cyklu życia człowieka”, „Kazirodztwo. Rodzice w roli sprawców”, „Rozwód. Proces radzenia sobie z kryzysem”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze