fbpx

Urlop ze znajomymi – jak wyjechać i wrócić w przyjaźni?

Jak wyjechać razem i nie zwariować?
Jadąc na urlop z przyjaciółmi, nie zakładajmy, że będzie świetnie, bo znamy się tyle lat. (Fot. iStock)

Jadąc na urlop z przyjaciółmi, nie zakładajmy, że będzie świetnie, bo znamy się tyle lat. Ustalmy wcześniej zasady, a potem dajmy sobie trochę wolności. Wtedy czas spędzany razem będzie nam bardziej smakować – radzi psychoterapeutka Bianca-Beata Kotoro.

Przyjaźnili się dopóty, dopóki nie pojechali razem na wakacje. Często słyszysz takie historie?
Oczywiście, wiele osób jedzie na wakacje w przyjaźni i wraca w przyjaźni, ale bywa też, że ludzie znają się od lat, zwierzają się sobie, znają swoje mocne i słabe strony, sądzą, że wspólny urlop będzie wspaniały, będzie ukoronowaniem ich relacji, a on okazuje się katorgą.

Dlaczego?
W stosunku do wakacji tak jak do świąt Bożego Narodzenia mamy zwykle ogromne i nierealistyczne oczekiwania. Spodziewamy się idylli. Nawet partnerzy, którzy od miesięcy ze sobą nie rozmawiali, liczą, że kiedy tylko zmienią strefę czasową, ich związek rozkwitnie, a od dawna odkładane sprawy same się załatwią. Rzeczywistość nie jest w stanie sprostać temu magicznemu myśleniu. Poza tym urlop to czas, kiedy nareszcie możemy pozbyć się tych wszystkich masek, które na co dzień w różnych sytuacjach zakładamy. Wreszcie możemy być sobą, robić to, na co mamy ochotę, żyć według swojego rytmu. I może się okazać, że ten nasz rytm różni się od rytmu znajomych. My o 6:00 jesteśmy gotowi do działania, a oni stwierdzają: „Jakie śniadanie? I co z tego, że je opłaciliśmy?!”. Problem zaczyna się, gdy nie potrafimy zaakceptować tych różnic i oczekujemy, że druga strona się dopasuje.

Wcześniej nie widzieliśmy, że się różnimy?
Widzieliśmy, ale łudzimy się, że nie będzie nam to przeszkadzać. Zwłaszcza jeśli nieraz wyjeżdżaliśmy razem na weekend i było świetnie. Ludzie często są zdziwieni, że mają takie dobre wspomnienia ze wspólnych wypadów, a urlop razem się nie udaje. Ale tu nie ma prostego przełożenia. W trakcie weekendowego wypadu jesteśmy na wysokich obrotach, nie zdążymy się sobą zmęczyć, sytuacji konfliktowych jest mniej, a my jesteśmy bardziej skłonni do współpracy. Jakoś idzie. Co innego, jeśli mamy spędzić ze sobą tydzień, dwa. Te wszystkie drobiazgi: „Mieliśmy pojechać na wycieczkę, ale wy nie wstaliście”; „Łazienka za długo jest zajęta” itd., zaczynają się nawarstwiać i stają się nie do wytrzymania. Na co dzień między przyjaciółmi też dochodzi do różnych konfliktów, bo przecież w przyjaźni nie chodzi o to, by głaskać się po głowie, ale potem wracamy do domu, mamy czas, by od siebie odpocząć, emocje opadają. Kiedy w czasie urlopu dzielimy ze sobą apartament, często nie ma na to miejsca.

Zwłaszcza gdy wierzymy, że z przyjaciółmi wszystko musimy robić razem.
To częsty mit. Zrozumienie i zaakceptowanie tego, że nawet jeśli kogoś bardzo lubię, nie muszę być z nim 24 godziny na dobę, wielu osobom bardzo by pomogło. Nawet najwspanialszy tort czekoladowy przestanie nam smakować, jeśli będziemy go jeść przez tydzień bez przerwy. Oczywiście, jedziemy razem po to, by ze sobą być, ale jeśli damy sobie trochę wolności, to czas spędzany wspólnie będzie nam bardziej smakować, będzie jak wisienka na torcie.

Łatwo mówić. Poznałam kiedyś dziewczynę, która skarżyła się, że gdy pojechała ze swoją koleżanką z pracy na wycieczkę, ale nie spędzała z nią każdej chwili, nowi znajomi wciąż pytali ją: „To wy się wcześniej znałyście? Dlaczego nie trzymacie się razem?”.
My musimy bardzo dużo o sobie wiedzieć, żeby umieć oprzeć się temu, że komuś nie pasujemy do jakiegoś stereotypu. Jeżeli mamy silne poczucie własnej wartości i świadomość tego, co nam służy, to jesteśmy w stanie się obronić. Są jednak osoby, dla których ta presja będzie problemem. Nawet jeśli przez chwilę byli zadowoleni ze swojego wyboru, to otoczenie zasieje wątpliwości.

Niektórzy mogą też poczuć się odrzuceni. Pomyśleć: „Jak to? Znajomi nie chcą spędzać nami czasu?”.
Takie myślenie może wynikać z niskiego poczucia własnej wartości. Wtedy to, że przyjaciel chce spędzić czas sam, odbieramy osobiście i emocjonalnie. Myślimy: „Musiałam zrobić coś takiego, że ma mnie dość”. Najczęściej jednak jest to konsekwencja braku wcześniejszych ustaleń.

Warto przed wyjazdem zaproponować znajomym rozmowę o tym, jak sobie wyobrażamy nasze wakacje, jakie przyjmujemy zasady?
Oczywiście.

Nie usłyszymy: „Zwariowałaś?! Przecież wakacje mają być na luzie, mamy robić to, co chcemy, a nie trzymać się jakiegoś planu!”?
Pewnie usłyszymy. Można wtedy odpowiedzieć, że właśnie po to, by nie zwariować na wakacjach, wcześniej trzeba pewne rzeczy omówić. Powiedzmy np. „Ja na wakacjach czasem lubię zejść na śniadanie, a czasem zjeść w pokoju i nie chcę być do niczego zobligowana”. Jeśli druga strona ma tak samo, to świetnie. Ale jeśli np. chce od rana pływać na windsurfingu, ustalmy na przykład, że pierwszą połowę dnia spędzamy osobno, a drugą razem. Nie twierdzę, że mamy być sztywni, pewna elastyczność też jest potrzebna, ale omówmy podstawy, będziemy wiedzieć, na czym stoimy. Nie jedźmy z założeniem: „Będzie świetnie, bo znamy się tyle lat”.

Co trzeba omówić przed wyjazdem?
Finanse. To, czy wykupujemy jedzenie w hotelu, czy będziemy gotować sami, czy się na coś składamy i na jakich zasadach. Pieniądze bardzo często są źródłem konfliktów, np. wyjeżdżają dwie pary, ustalają, że będą przygotowywać jedzenie razem i dzielić wszystkie koszty na pół. Potem się okazuje, że jedna osoba odlicza jedną czwartą wina, bo go nie piła, i podczas zakupów wyjmuje z koszyka zbyt drogie w jej mniemaniu produkty, bo „nie są niezbędne”, a druga nie zamierza odmawiać sobie lokalnych, nawet drogich, przysmaków. Jedni mówią „Miało być najtaniej”. Drudzy pytają: „A kto to powiedział?”.

Może lepiej nie mieć wspólnej kasy?
Ja mogę tylko powiedzieć, że taki wniosek wyciąga po fakcie wiele osób. Można przygotowywać razem jedzenie, można chodzić razem do sklepu, ale do koszyka lepiej wkładać to, na co my mamy ochotę i za co sami zapłacimy. Możemy zaprosić przyjaciół na kolację, ale też bez oczekiwania, że się odwdzięczą.

A co zrobić, gdy nic wcześniej nie omówiliśmy, wyjechaliśmy i na miejscu nie możemy się dogadać – znajomi narzucają swoją wolę albo irytują nas swoim zachowaniem?
Jak najszybciej trzeba usiąść przy stole i powiedzieć np. „Nie ustaliliśmy tego wcześniej, więc chcemy zrobić to teraz. Dla nas tempo zwiedzania jest zbyt szybkie i jutro chcemy poleżeć nad basenem, zamiast jechać na wycieczkę”. Wiem, że to może być trudne, bo zwykle, kiedy mówię, że w takich sytuacjach ważna jest szczera rozmowa, słyszę: „A jakieś inne rozwiązanie?”. Tyle że to jest najlepsze. Pozbądźmy się magicznego myślenia: „Jeśli teraz odpuszczę i spędzę czas tak, jak chce moja koleżanka, to następnym razem ona nie narzuci swojej woli”.

Bo tym bardziej narzuci.
Oczywiście, wyciągnie wniosek, że jeśli nie protestowałam, to mi się podobało. Może być nawet przekonana, że powinnam jej być wdzięczna.

Jak to?
Na przykład ustaliliśmy, że wracamy na piechotę do hotelu, i dla nas to oznaczało przejście od punktu A do B, a dla niej zwiedzenie wszystkich kościołów po drodze, odwiedzenie dwóch kawiarni i kilku sklepów. Ona może być dumna z siebie, że tak świetnie zorganizowała wszystkim czas, a reszta może być zmęczona i wściekła. Nie mówię, że nie trzeba się dostosowywać, tylko że warto zadbać o siebie. Jeśli nie jesteśmy w stanie powiedzieć o naszych oczekiwaniach, to liczmy się z konsekwencjami, miejmy świadomość, że możemy mieć nieudane wakacje. Niestety, niektóre osoby nie są w stanie zdobyć się na taką szczerą rozmowę. To dla nich zbyt trudne.

Może one powinny pojechać z dalszymi znajomymi, z którymi łączy ich np. tylko pasja nurkowania?
To dobry pomysł. Na wakacjach, inaczej niż w codziennym życiu, to, czy nam się z kimś ułoży, zależy mniej od jego osobowości, a bardziej od tego, czy lubi tak samo spędzać czas. Poza tym w towarzystwie dalszych znajomych dajemy sobie zwykle większą przestrzeń, nie mamy poczucia, że musimy się sobą zajmować, co zdarza się np. kiedy jadą dwie przyjaciółki, zwłaszcza gdy jedna z nich nie potrafi spędzać czasu sama.

Są osoby, które nie umawiają się w kawiarni, tylko przed nią, żeby nie musiały same siedzieć przy stoliku.
Wyjazd z osobą, która nie jest w stanie nic robić osobno, przypomina wyjazd z dużym dzieckiem. Nie mówię, że to zły pomysł, ale trzeba mieć świadomość tego, na co się piszemy, koleżanka na wakacjach się nie zmieni. Świetnie, że na co dzień się dogadujemy, ale czy musimy jechać razem na wakacje? Obawiam się, że byłoby to trochę poświęcenie ich w imię tego, by komuś było dobrze. Zresztą to tak samo działa w drugą stronę. Ktoś może być świetnym kumplem na wakacjach, ale żyć z nim na co dzień? O nie!

A co sądzisz o wspólnym wyjeździe pary i singielki?
Zakładam, że jeśli dwie osoby są razem, to nikt ich do tego nie zmusza, a ta singielka też nie będzie się naszemu partnerowi narzucała. A jeśli nawet do tego dojdzie, to on nie jest przecież bezwolny. Jeśli jesteśmy w dobrym związku, nie widzę problemu. Chyba że między nami się nie układa, jestem zazdrosna czy czuję się zagrożona, ale wtedy w ogóle wyjazd z kimkolwiek może być ryzykowny. To nie jest tak, że jeśli my mamy kryzys w małżeństwie i pojedziemy ze szczęśliwą parą, to my się tym ich udanym związkiem zarazimy, nasze brudy nie wyjdą, problemy same się załatwią.

A co zrobić, gdy dojdzie do wielkiej kłótni ze znajomymi?
Postarajmy się jakoś dotrwać do końca urlopu, nie wracając do tematu.

Mamy to tak zostawić?
Do powrotu z wakacji. Potem warto porozmawiać o tym, co zaszło. Ale już bez silnych emocji czy nadinterpretacji. Odwołajmy się do konkretów, faktów. Nie zostawiajmy tego, co się wydarzyło, bez komentarza, bo znajomość się rozpadnie. Mam poczucie, że jeśli chodzi o relacje, zbyt często się poddajemy. Myślimy: „Jak nie ci, to będą inni”. To błąd. Jeśli wiele lat łączyło nas coś ważnego, nie rezygnujmy tak łatwo, bez próby walki o naprawę i zrozumienie.

Uwaga, pole minowe!

Dzieci są na wakacjach jak tykające bomby. mogą zagrozić nawet najlepszej relacji między dorosłymi. Oto zasady, których warto przestrzegać, by nie doszło do wybuchu.

  • Nigdy nie krytykuj dzieci znajomych i nie rób im uwag. Od tej zasady nie ma wyjątków.
  • Nie rozmawiaj z partnerem o waszych przyjaciołach (a zwłaszcza ich nie krytykuj) w obecności swoich dzieci. Nie łudź się, że nie słyszą, bo się bawią, oglądają telewizję czy grają w grę. Słyszą. Każde słowo!
  • Jeśli twoje dzieci nie lubią dzieci przyjaciół, zrezygnujcie ze wspólnych wakacji. To, że wy – dorośli – uwielbiacie swoje towarzystwo, w niczym nie pomoże. Już prędzej sprawdzi się odwrotna sytuacja, czyli wyjazd z niezbyt lubianymi znajomymi, których dzieci przyjaźnią się z naszymi (chociaż też daleko jej do ideału).
  • Jeśli dzieci się pokłócą, nie panikuj. To dla nich okazja, by ćwiczyć umiejętności społeczne. Zamiast pytać, kto zaczął, pytaj, jak mogą rozwiązać sytuację. Staraj się nie załatwiać niczego za nich. Jeśli jednak nie są w stanie dojść do zgody, np. kłócąc się o zabawkę, zaproponuj, że będą się po kolei nią bawić. Każde przez pięć minut.
  • Staraj się wyjeżdżać ze znajomymi, którzy mają dzieci w podobnym wieku do twoich. Jeśli zdarzy się inaczej, nie wymagaj, by starsze dziecko zajmowało się młodszym. A jeśli już użyjesz argumentu: „Ustąp, bo jest młodszy” (lepiej tego unikać), daj też starszemu związane z wiekiem przywileje.

Bianca-Beata Kotoro, psycholożka społeczna, terapeutka, psychoseksuolożka, psychoonkolożka, dyrektorka Instytutu Psychologiczno-Psychoseksuologicznego Terapii i Szkoleń „Beata-Vita” w Warszawie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>