fbpx

Sposób na mężczyznę według Katarzyny Miller

Sposób na mężczyznę według Katarzyny Miller
Według Katarzyny Miller, aby łagodnie rozbroić mężczyznę, należy m.in. okazać mu czułość. (Fot. Getty Images)

Jakikolwiek byłby mężczyzna, zawsze chcemy od niego więcej otwartości i więcej uczuć. A więc rozmawiamy, pouczamy… Czy to dobry sposób? W czasach pornografii i równości płci nie doceniamy czułości. To, co kojarzy nam się z tradycyjną kobiecością, budzi obawy. Czy słusznie? – zastanawia się psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Nasze babcie mówiły to samo co niektóre współczesne poradniki: jeśli pogłaszczesz mężczyznę po twarzy, po policzkach, to nawet najtwardszy macho zmieni się w łagodnego i czułego partnera.
Z babcinej mądrości warto korzystać. To, co nazywamy „trzymać twarz”, jest charakterystyczne dla tego, kto udaje, pilnuje, żeby nie wyrazić prawdziwych uczuć, a więc i dla współczesnego mężczyzny. Jak łagodnie rozbroić go z tej maski? Właśnie okazując zachwyt i czułość. Może to zrobić kobieta, która działa na tego mężczyznę zmysłowo, która przekaże mu pozytywne emocje. Ale takie rozbrajanie nie może wypływać tylko z zamysłu kobiety. Nic nie da, jeśli ona pogłaszcze go po twarzy, bo przeczytała, że to sposób na mężczyznę. To może się udać tylko wtedy, gdy ona naprawdę poczuje, że chce to zrobić. Jednocześnie w tym mężczyźnie musi być to coś, do czego ona chce ową czułością sięgnąć.

Co to jest to „coś”, co on może w sobie mieć?
Jego wrażliwość. Jakiś rodzaj zachwytu, zauroczenia, być może potrzeba bliskości, tkliwości. Są pod spodem i mogą ujawnić się, gdy nie będzie się pilnował. Ale jeśli ona zaczęłaby go głaskać w momencie, gdy on tę twarz musi trzymać albo gdy tego czegoś w sobie nie ma wcale, to on jej rączkę może ugryźć. Może też przed kobietą uciec, bo wie, że jeśli ona się do niego zbliży, to go pozbawi maski, a on się tego obawia. Mężczyzna, który jest w środku pusty lub za bardzo się boi ujawnienia słabości, ucieka przed kobiecą czułością w seks bez bliskości, który jest tylko redukcją napięcia.

Dlatego dla wielu czułość w relacji to tyle co zaproszenie do seksu.
Dotyk jest odczytywany jako zaproszenie do seksu, a czułość ludzi przestrasza. Ponieważ mają jej ciągle mało, nie wiedzą, że za nią strasznie tęsknią. Boją się jej, bo nie mają wypracowanych czułych reakcji, odruchów. Mężczyznom czułość kojarzy się ze słabością i nie wiedzą nawet, że marzą o tym, żeby się poddać czułości, bliskości, czyjejś opiece. Tymczasem czułość naprawdę czyni mężczyzn podległymi, uległymi… Okazanie czułości przez kobietę i przyjęcie jej przez mężczyznę to moment cudnej władzy, której ona nie powinna nadużywać, ale się nią cieszyć. Sama się też powinna roztkliwić, żeby z nim w tej czułości pobyć. Powiedzieć mu: „Ile ty się musisz nakontrolować, ja cię za to podziwiam. Ale teraz możesz sobie odsapnąć, możesz mi zawierzyć”. Bo mężczyźni potrzebują swojej kobiecie zawierzyć.

Zawierzyć? A nie zaimponować?
Imponować też, ale kobiety, które się dziwią, że okazanie mężczyźnie czułości może go rozbroić, i które myślą, że tak można go tylko podniecić, zapominają, że w mężczyznach są mali chłopcy, tak jak w nich – małe dziewczynki. I pieszczota, i tkliwe słowa to droga do nich. Tym chłopcem kobieta może się zachwycić. Najpierw niech go poobserwuje, rozpozna. Żeby on pomyślał: „Ona na mnie patrzy, chyba się mną interesuje. Ojej!”. I wtedy zaczyna się popisywać. Widziałaś, jak chłopiec się zachowuje, gdy okażesz mu zainteresowanie? Na przykład zerwie kwiatek, tak za główkę, ale dla ciebie. Albo coś ci narysuje. Nie wprost prosi: „patrz na mnie”. Podobnie zachowują się mężczyźni, gdy okażesz im zainteresowanie i czułość. Tacy się robią cisi, troszkę zmieszani. To urocze. Mnie dziwi, że kobiety tego nie doceniają, bo z takim mężczyzną można się i pobawić, i poganiać dookoła łóżka.

Czyli jednak przez czułość do seksu.
Najważniejsze jest to, że wszyscy potrzebujemy czułości. My potrzebujemy, żeby mężczyźni potrafili nas tak miękko dotykać, żeby od razu nas do łóżka nie ciągnęli. I gdyby tych pieszczot było więcej, nie niepokoiłoby nas to. Dawałoby nam to, czego potrzebujemy – wytchnienie. Mężczyźni także marzą o delikatnym dotyku, o bezpieczeństwie. O tym, co możemy nazwać ukojeniem wojownika. No bo dla mężczyzny, który gonił za bawołami, szukał niebezpieczeństwa, to kobieta była takim wypoczynkiem. Jej ciało pozwalało mu – po powrocie z polowania czy z wojny – znaleźć ukojenie. On taki twardy, żylasty zwalał się na to miękkie ciało i się w nie zapadał. Nadal mężczyzna marzy, żeby mógł się schować w kobiecie. Większa jest ta niezbędność kobiet dla mężczyzn niż mężczyzn dla kobiet.

Ale takich wojowników macho już nie ma.
I takich kobiet też. Kiedyś wszystko było czarno-białe. Ona była niewinna, słodka, ciepła i czekała, aż on do niej skądś przyjeżdżał. A dziś my same też chcemy gdzieś pędzić, a potem wracać i żeby ktoś na nas czekał. Ale kiedy pytam dziewczyny, czy będą też tych swoich czekających facetów utrzymywać, to się obrażają i mówią, że nie. No to czego my od mężczyzn chcemy? Wszystkiego naraz mieć się nie da.

Mężczyźni chcą się zmieniać, nadążać za naszymi oczekiwaniami. Ale czy kobieta może jakoś pomóc partnerowi w dotarciu do jego czułości?
Jak się mówi „pomóc”, to już jest terapia, a kobieta terapeutką być nie powinna, nie może i nie umie. Chyba, że jest niezwykle intuicyjna, że jest dobrą rozbrajaczką. Ale my dziś kształcimy się raczej na wojowniczki, a nie na rozbrajaczki. Rozbrajaczka to kobieta, która, choć facet się drze, pogłaszcze go i powie: „mój ty kochany, chyba jesteś zmęczony”. To jest rozbrajanie. Ona nie walczy: „Nie życzę sobie, żebyś tak do mnie mówił”, ale stwierdza: „Zrobię ci masaż. O, już ci lepiej?”. To kobieta, która nie odpowie mężczyźnie wet za wet, ale przyjmie to, co on powiedział czy zrobił. On jest inny, niż ona marzyła, ale to w nią nie uderza, bo inaczej stałaby się jego ofiarą. Rozbrajaczka nią nie jest. Ona się nie obwinia, że to przez nią on jest taki, bo ona nie jest dość sexy czy mądra. A więc jest to kobieta, która nie czuje się skrzywdzona, kiedy facet się irytuje czy jest nieczuły. Raczej zrobi sporo, żeby on był taki, jak ona chce.

A seks nie może pomóc obojgu znaleźć spokoju i porozumienia?
Jeśli kobieta zamiast czułości czy walki zaproponuje seks, kiedy on wściekły przychodzi do domu, to może się spodziewać seksu, który jest rozładowaniem napięcia czy złości. Jeśli ona tak lubi, to niech w to idzie. Ale jeśli pragnie dotrzeć do jego wrażliwości, to nie jest dobry sposób. Dopiero kiedy mężczyzna będzie już nastawiony na bycie z nią, a nie tylko na pozbycie się napięcia, warto pomyśleć o seksie. Kobieta otworzy mężczyznę, jeśli jest spokojna, czuła. Pokaże mu, że w tym domu jego marzenia o bezpieczeństwie się realizują.

My raczej mówimy, czego nie zrobił albo co zrobił źle.
Warto czasem powiedzieć mężczyźnie, że jest cudny, silny, że coś wspaniale mu wyszło. Mężczyźni są złaknieni miłych słów.

Lepiej, żebyśmy częściej bywały rozbrajaczkami?
Na pewno, ale my też chcemy, żeby ktoś nas rozbrajał. Zwłaszcza gdy wracamy zmęczone czy złe do domu. Wtedy byłoby bardzo dobrze, gdyby czekały na nas ciepłe ręce, masaż, kąpiel, świece zapachowe. Żadna kobieta ani żaden mężczyzna nie ma w sobie aż tylu wolnych mocy przerobowych, żeby zawsze być rozbrajaczką/rozbrajaczem. Ale dobrze, gdy oboje to potrafimy i czasem czujemy, że mamy taką ochotę.

Ale czy rozbrajaczką nie może być tylko kobieta tradycyjna?
To są te z nas, które nie chcą wylać tego, co dobre w tradycji wraz z nowoczesną kąpielą. Po co rezygnować z czegoś, co się dobrze sprawdza? One chcą mieć mężczyznę zadowolonego i same chcą być zadowolone. Nasze prababki mówiły: „dzieci, cicho, ojciec wraca”, i my to uznajemy za niesprawiedliwe. Ale rozbrajanie to na pewno milszy i mądrzejszy sposób niż robienie za faceta wszystkich prac domowych, a na to się nadal wiele z nas godzi. Tymczasem to nie ma sensu, mężczyźni tego też od nas nie oczekują.

Czy jednak kobieta nowoczesna może być rozbrajaczką?
Oczywiście. To piękny obrazek: kobieta z wyczuciem dotyka męskiej twarzy, głaszcze ją, zdejmuje z niej znużenie, złość. Pokazuje, że potrafi odwołać się w relacji z nim do jego wrażliwości. Jakakolwiek by ta wrażliwość była, to dzięki kobiecie on może ją ujawnić. Obraz tej kobiety, która jest pewna siebie i swojej wartości na tyle, by to zrobić, jest bardzo nowoczesny. Dzięki jej pewności on się już nie złości. Zaczyna czuć się bezpiecznie, bo jest akceptowany, bo poczuł się adorowany – a mężczyznom jest to potrzebne. Jeśli kobieta jest mądra, to wie, że nie tylko jej się adorowanie należy. Czuły gest może wiele zdziałać. Oczywiście, wobec faceta, który nie jest tyranem czy psychopatą. Może to być introwertyk, może pracoholik. Jeśli introwertyk, to da jej wiele, jeśli ona będzie go uważnie słuchać, a nie wiedzieć lepiej od niego.

Ojej! To wydaje mi się szczególnie trudne!
I to dla wielu kobiet. Ale właśnie introwertyka trzeba traktować czule, z uwagą i szacunkiem. Nie interpretować go, dać mu czas, żeby sam się dookreślił. Warto to zrobić, bo jak on już zaufa, okazuje się osobą wierną, oddaną i niezawodną.

Wiele kobiet uważa takich mężczyzn za miękkich i nie szanuje ich.
To zależy od klasy i mężczyzny, i kobiety. Nie każdy mężczyzna, który potrafi stać w drugiej linii, to tylko potakiwacz, ktoś bez charakteru. To może być po prostu mężczyzna, który nie jest wojownikiem, a nie każdy musi nim być. Nie jest „babą” tylko dlatego, że chce na przykład wychowywać dzieci. Może być wtedy mądrym i fajnym tatą. Znam takie pary, gdzie właśnie mężczyźni wychowali dzieci, a nie ich żony.

Czy mężczyzna o kobiecych cechach może mieć kłopoty z przyjmowaniem i okazywaniem czułości?
Może, jeśli czułość kojarzy mu się z zawłaszczeniem przez matkę. Wtedy będzie się jej bał. To są często mężczyźni wychowywani przez samotne matki albo matki, które miały złych partnerów i, niestety, za dużo chciały od swoich synów. Uzależniały swój dobrostan od ich zachowania. Jeśli ci nie byli grzeczni czy wystarczająco czuli wobec nich, były nieszczęśliwe albo złe. Po takich doświadczeniach mężczyźni boją się, że zostaną niewolnikiem kolejnej kobiety.

Warto o czułość zawalczyć? Czy ona wzbogaca nasz seks?
Czułość można dodać do wszystkiego. Jeśli ludzie chcą się spełniać w miłości i w seksie, to sobie tego nie wyobrażam bez czułości. Seks bez niej to władza, zawłaszczenie, uzależnienie. Na pewno nie serdeczność i bliskość. To nie znaczy, że wszystkie akty seksualne mają być czułe. Seks to też niepokój, odrobina agresji, inaczej grozi nam znużenie. Czułość na co dzień sprawia, że mogę sobie na więcej pozwolić, mam większe zaufanie do mężczyzny, do siebie też. Trudno jest pogodzić miłość z bezpieczeństwem. Miłość bywa niebezpieczna, oczekuje, wymaga, a czułość jest zgodą, zauważeniem naszej niezwykłości w absolutnej zwykłości. Więc jak bez niej kochać?

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze