Każda relacja jest ryzykiem

…ale też każda jest darem. I inwestycją. Tylko skąd wiedzieć, która nam się naprawdę opłaci i zwróci? Psychoterapeutka Katarzyna Miller twierdzi, że żadnej gwarancji nie ma,
ale zawsze jest szansa. Jak zatem budować przyjaźnie i związki w czasach kryzysu zaufania? Oto kilka wskazówek

Coraz częściej słyszę utyskiwania na to, że dziś nie ma już prawdziwej przyjaźni. Kiedyś ludzie byli sobie wierni przez całe życie, a teraz wprawdzie mamy więcej znajomych na Facebooku, ale na niewiele osób możemy liczyć. Sądzisz, że dzisiejsze czasy są wyzwaniem dla trwałych relacji? Czy może po prostu zbyt dużo oczekujemy?

Myślę, że chodzi o kwestię traktowania życia w ogóle, ale też o to, że gdy się czasy zmieniają, to zmieniają się i ludzie, a skoro ludzie się zmieniają, to ulegają przeobrażeniu obyczaje i wartości. Ja jestem z głębokiego socjalizmu i dla nas było normalne, że się do siebie nie dzwoni, tylko odwiedza, bo nie było telefonów (śmiech). Było za to mnóstwo spotkań towarzyskich, na przykład przy plackach kartoflanych czy plackach z kartoflanych obierek, że wspomnę tę przeuroczą książkę („Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”). Ludzie chętnie się spotykali – był jeden program w telewizji, nie istniał Internet i było mało szans na zarabianie i dorabianie się. Mieliśmy więcej czasu. Każde pokolenie ma tę swoją mantrę „a bo za naszych czasów, to…” na przykład dziewczyny pierwsze nie dzwoniły do chłopców. Ale dlaczego mają nie dzwonić teraz, kiedy chcą mieć równe prawa – nie tylko czekać, ale też wybierać? I tak jest z wieloma rzeczami. Oczywiście możemy utyskiwać, że kiedyś związki trwały aż do śmierci, ale też kiedyś nie były możliwe rozwody, więc małżeństwa były wieloletnie, bo takie być musiały. Teraz nasze związki są wprawdzie krótsze, ale też dłużej żyjemy. O wiele trudniej jest wytrwać w relacji miłosnej czy przyjacielskiej, bo ludzie się zmieniają i ich ścieżki często zwyczajnie się rozchodzą. Oczywiście nadal jest wiele trwałych więzi, które zawiązały się jeszcze w szkole i świetnie się mają. Jednocześnie chyba wszyscy mamy poczucie, że coraz więcej młodych ludzi za szybko się rozstaje. I mówimy wtedy: „Nie nauczyli się lojalności i odpowiedzialności, gonią za nowościami i chcą się tylko dobrze bawić”. Cóż, może teraz mamy właśnie takie czasy, że ludzie chcą się bawić. Powinniśmy się z tego cieszyć, a nie narzekać, że młodzi nie wiedzą, jak to jest, kiedy jest naprawdę trudno. Pewnie nie wiedzą, co nie znaczy, że w ogóle nie jest im trudno, bo jest, tylko inaczej.

Każde cierpienie jest subiektywne…

Dlatego nie spieszyłabym się z wyrokowaniem, że dziś prawdziwej przyjaźni nie ma – ona jest, jaka jest, jaką ją sobie ludzie zrobią. Dziś jesteśmy przyzwyczajeni do życia w pośpiechu, więc jeśli pewne rzeczy wydają nam się dobre, to uważamy je za dobre i nie bardzo mamy czas sprawdzać, czy takie naprawdę są i będą.

Zbyt szybko określamy coś mianem „prawdziwego”, „wielkiego” i „na zawsze”?

Tak. Dlatego, że wszyscy gonimy do przodu, co jest też godne podziwu, bo w ciągu ostatnich lat w wielu dziedzinach nastąpił tak wielki postęp, jaki kiedyś miał miejsce na przestrzeni dekad czy wieków. Mam na myśli naprawdę niesłychane zmiany: i obyczajowe, i technologiczne. Poza tym odkrywają się teraz prawdy, które w pewnym sensie były wiadome, ale jednocześnie schowane głęboko pod dywanem. Na przykład to, co kler latami robił dzieciom. Przecież przez bardzo długi czas księżom się ufało bezgranicznie, oni funkcjonowali poza prawem. I istnieje, moim zdaniem, bardzo duży związek między tym, że ujawnia się takie rzeczy, a tym, że młodzi ludzie nie mają poczucia stabilności i istnienia trwałych zasad, na których nie tylko warto, ale i trzeba się opierać.

(…)

 

Więcej w lutowym numerze magazynu Sens

Wydanie 02/2019 dostępne jest także w wersji elektronicznej.