Komunikacja w związku: O co chodzi, kochanie?

fot. iStock

To powinno być proste: mówię, a on rozumie, co chcę powiedzieć. On mówi, a ja nie doszukuję się w jego słowach drugiego dna. Kiedyś kobieta nie mówiła tego wprost, a mężczyzna odczytywał jej wypowiedź dosłownie i chciał natychmiast przekuć jej słowa w czyn. A jeśli już coś w końcu powiedział, to nie to, czego ona oczekiwała. A jak jest dzisiaj? Młodzi jasno określają wzajemne oczekiwania, wszystko uzgadniają i ustalają. Czy o to chodzi?

Czym właściwie jest komunikacja w związku?

– To dynamiczny proces, trwający od czasu poznania się partnerów, w który włączone jest całe „ja” każdej z osób. Czyli doświadczenie, wychowanie, system wartości, aspiracje, cele życiowe. Owo „ja” każdego z partnerów determinuje ich oczekiwania wobec siebie nawzajem, wobec relacji obecnej i przyszłej – mówi psycholog profesor Mieczysław Plopa.

Przebadał on komunikację w różnych rodzajach związków: małżeńskich, niezalegalizowanych, na etapie rozwodu. Powołuje się na badania, które pokazują, że w pierwszej fazie poznawania się większość par (zarówno kobiety, jak i mężczyźni) opiera się na tak zwanej komunikacji pozornej. Postrzegamy wtedy same pozytywy relacji, atrakcyjność uwarunkowaną wzajemną namiętnością. To, oczywiście, naturalny etap rozwoju związku, ale komunikacja nie jest wtedy prawdziwa, przypomina oglądanie drugiej strony przez szkło zniekształcające. Gdy na przykład partner kłamie, to myślimy: „Jakoś to będzie, on się zmieni”.

– Część osób poprzestaje na etapie takiej komunikacji pozornej, w której nie ma konfrontowania się z rzeczywistymi problemami, nie ma próby wzajemnego zrozumienia, docierania do głębszej relacji – twierdzi profesor.

A to nieuchronnie prowadzi do problemów, które Paul Watzlawick, psycholog i teoretyk komunikacji między mężczyzną a kobietą, nazwał konfliktem komunikacyjnym. Dochodzi do niego wtedy, gdy pewne wzorce rozmów i zachowań układają się w powtarzalny, oporny na zmiany, dysfunkcjonalny cykl wzajemnych oskarżeń. Taki konflikt po jakimś czasie tak się utrwala, że ludzie nie umieją bez niego funkcjonować.

Cokolwiek zrobisz, jesteś ważny

Według profesora Plopy po fazie komunikacji pozornej powinna przyjść faza komunikacji rzeczywistej, którą nazywa wspólnotową. Na czym ona polega? Na ukierunkowaniu się na siebie nawzajem: ja jestem otwarta na twoje doświadczenie, a ty na moje. Otwarcie rozmawiamy o wszystkich sprawach, zwyczajnych i poważnych. I nie tylko prosto z mostu mówimy to, co mamy do powiedzenia, ale także słuchamy, co mówi do nas partner. Ale przede wszystkim akceptujemy to, że nasze widzenie spraw i problemów może się różnić.

Przykład komunikacji rzeczywistej na błahy z pozoru temat: on powtarza, żeby chować ważne papiery do szuflady. Ona jest bałaganiarą i choć nie puszcza jego uwag mimo uszu, dbanie o porządek jej nie wychodzi. Mówi więc: „Sorry, nie cierpię nawet myśleć o segregowaniu dokumentów, a co dopiero to robić”. Ale proponuje: „To może weź na siebie porządkowanie dokumentów, a na mojej głowie będzie prasowanie”.

Potrzebę komunikacji rzeczywistej dostrzegamy wtedy, gdy sobie uświadamiamy, że jesteśmy inni i współzależni. Odkrycie tej prawdy to klucz do dobrej komunikacji. Zdaniem profesora warto się nim posłużyć, zanim zdecydujemy się na wspólne życie, bo wtedy mamy szansę zbudować relację nie na powierzchownej atrakcyjności, tylko na orientacji wspólnotowej.

– Wzajemna atrakcyjność partnerów w związku budowanym na orientacji wspólnotowej nigdy nie spada poniżej poziomu, który mógłby stanowić zagrożenie dla jego trwałości – mówi profesor. – Nie spada, bo traktujemy się nawzajem jak równoprawne osoby, bo dbamy o siebie nawzajem. Przekaz wspólnotowej komunikacji jest następujący: „Cokolwiek zrobisz, będziesz dla mnie wartością, bo ja jestem wartością dla ciebie”.

Z badań profesora Plopy wynika ciekawa prawidłowość. Otóż okazuje się, że komunikacja wspólnotowa zależy od wykształcenia partnerów. Im wyższe wykształcenie, tym większa świadomość wspólnoty celów, wartości, tym głębsze poznanie się. A to można tłumaczyć między innymi tym, że ludzie bardziej wykształceni zawierają związki później niż ci mniej wykształceni, a więc po drodze mają więcej doświadczeń interpersonalnych i tym samym dojrzalszy stosunek do życia.

Dzisiaj jednak wiele par wchodzi w tymczasowe związki, co zdaniem profesora bardzo utrudnia komunikację wspólnotową.

– Wcześniej kultura w pewnym sensie stała na straży związku. Zdecydowana większość par po zawarciu małżeństwa nie dopuszczała rozstania. Oczywiście, nie wszystkie z nich były szczęśliwe, ale gdy pojawiały się problemy, próbowano jakoś je przezwyciężać. Natomiast obecnie króluje orientacja indywidualistyczna: chcę się realizować, mam jedno życie, jeśli nam się nie ułoży, to się rozejdziemy. Jak wynika z badań, rozstanie dopuszcza ponad 50 procent młodych. Tymczasem prawidłowość psychologiczna pokazuje, że jak się coś dopuszcza świadomie bądź nieświadomie, to często tak się właśnie dzieje. Tak więc samo założenie, że możemy się rozstać, nie pomaga w budowaniu komunikacji wspólnotowej. Przy poważniejszych wyzwaniach, takich jak narodziny dziecka czy trudności materialne, zamiast walczyć o relację, szukamy alternatywy. Nie staramy się, nie angażujemy. A czynnikiem niezbędnym do tworzenia bliskich związków jest zaangażowanie. Relacje zorientowane na tu i teraz, płytkie, które łączy tylko seks, tego zaangażowania nie budują.

Mężczyźni mają dużo do zrobienia

Ostatnie amerykańskie badania nad związkami zawieranymi przez Internet dały zaskakujące wyniki. Okazało się, że takie relacje mogą być trwalsze od tych zawartych w realu!

– Można to wyjaśnić tym, że ludzie poznający się na portalach randkowych skupiają się na wymianie informacji na swój temat, piszą o tym, czym się zajmują, o swoich zainteresowaniach, cechach charakteru – wyjaśnia profesor Plopa. – Oczywiście, część tych informacji jest podkoloryzowana, ale podstawą do spotkania staje się wcześniejsza komunikacja.

Co więcej – profesor słyszy potem od tych ludzi, że gdyby nie ich internetowe rozmowy, pewnie w realu nigdy by na siebie nie zwrócili uwagi, bo pierwszym kryterium przy spotkaniach na żywo jest wygląd zewnętrzny, sposób mówienia, seksualność. Profesor przyznaje, że seksualność to, owszem, ważna forma komunikacji w związku, ale sama w sobie nie buduje silnej relacji. Żeby rozwinęła się w głębszą zażyłość, musi wiązać się z innymi rodzajami komunikacji, jak rozmowa, empatia, wspólne działania.

Profesor Katarzyna Popiołek, psycholożka, zwraca uwagę na zmiany, jakie można zaobserwować w komunikacji między partnerami młodego pokolenia. Otwarcie mówią, czego od siebie oczekują, a czego nie są w stanie zaakceptować, ustalają zakres obowiązków, dbają o swoje prawa.

– Nowy sposób komunikacji wynika głównie ze zmian kulturowych – zauważa profesor Popiołek. – Przełamane zostały różnego rodzaju tabu, że mężczyźnie i kobiecie coś nie wypada. Dzisiaj on może przejawiać cechy uważane dawniej za kobiece, jak empatię, emocjonalność, wrażliwość, a ona może być twardzielką. On nie musi tylko „polować”, może zająć się także domem, dziećmi, a ona nie musi być tylko strażniczką domowego ogniska, pełnić roli służebnej w związku, ale może realizować się zawodowo.

Te zmiany kulturowe wpływają na poszerzenie pola i sposobu komunikacji. W tradycyjnym modelu kobiety nie mówiły wprost, tylko w sposób zawoalowany, na przykład przez dąsanie, narzekanie. W partnerskim komunikują bezpośrednio: „Odbierz Jasia ze szkoły”; „Jestem zmęczona”; „Nie lubię gotować”. Otwarte mówienie o swoich potrzebach i oczekiwaniach to ważny krok w komunikacji. Ale równie ważny jest krok drugi – wzajemne zrozumienie. A to młodym do końca nie wychodzi. Dlaczego? Bo koncentrują się na pracy, która wymaga bycia dyspozycyjnym, bo są zestresowani nadmiernymi obowiązkami i kredytami. Indywidualizm też robi swoje.

– Trend zmian w komunikacji między kobietą a mężczyzną idzie w dobrym kierunku – uważa Katarzyna Popiołek. – Ale wiele jest jeszcze do zrobienia. Zwłaszcza przez mężczyzn. Kobiety są dobrze przygotowane do rozmów, zawsze lubiły dyskutować o subtelnych aspektach relacji, o problemach swoich przyjaciół, czego mężczyźni z reguły nie znosili. Mówili: „A nie masz większych zmartwień?!”. I kobieta czuła się ze swoimi przeżyciami samotna. Poza tym mężczyźni zdecydowanie gorzej byli przygotowywani do otwartego komunikowania o emocjach, do wchodzenia w subtelne aspekty związku. Jak wynika z badań mojej magistrantki Magdaleny Kucharczyk, to kobiety, nawet te w partnerskich związkach, wkładają więcej wysiłku w intymność i komunikację. W trakcie badań przyznawały, że mają z tego powodu poczucie ograniczenia. Bo angażując się w relację, zawężają sobie pole do działania w innych sferach: zawodowej, społecznej, do których czują się powołane.

Profesor Plopa: – To paradoks naszych czasów, że gdy pytamy młodych ludzi o to, co jest dla nich najważniejsze, na pierwszym miejscu – obok zdrowia – stawiają rodzinę, związek, ale już ich zachowania niekoniecznie idą w tym kierunku. Wszyscy mamy w sobie tęsknotę za bliskością, otwartością, za byciem w pełni ze sobą. Ale nikt nas tego nie uczy. Wiedza na temat relacji, psychologii kobiety i mężczyzny jest prawie zerowa. Kiedy pracowałem ze związkami rozpadającymi się, ogarniał mnie ogromny żal, że nikt tym ludziom wcześniej nie pomógł. Bo gdyby ktoś pokazał im pewne sposoby komunikowania się, czytania siebie, gdyby nauczył ich relacji opartej na wspólnotowej komunikacji, do rozstania mogłoby nie dojść.

Moje i twoje „ja” biorą się za rękę

Jak to zmienić? Katarzyna Popiołek: – Mam nadzieję, że matki będą wychowywały córki ku większej niezależności, bo to właśnie zależność kobiet powodowała uprawianie z jednej strony dość autorytarnej męskiej komunikacji, z drugiej zaś – zawoalowanej, niejedno-
znacznej, niewieściej. A u synów będą budziły większą wrażliwość, uczyły ich umiejętności wyrażania emocji, cierpliwej rozmowy. Na efekty przyjdzie jednak poczekać, bo zmiany utrwalonych przez pokolenia form komunikacji dokonują się powoli. Z kolei jeśli chodzi o tu i teraz, to myślę, że ogromnie ważną rolę odgrywają literatura, film, kultura w ogóle – pokazująca określone wzorce relacji, które prowokują dyskusje i zmiany. No i trzeba także zadbać o edukację, i to od najmłodszych lat.

Profesor Plopa także stawia na edukację.

– Nie wszyscy wychowujemy się w domach, w których system komunikacji przebiega prawidłowo. Ci, którzy nie mają dobrego przykładu w rodzinie, mogą wchodzić w płytkie relacje, wycofywać się i wchodzić w nowe. To droga donikąd.

Komunikacja wspólnotowa to nie wymysł filozofów, uczymy się jej od kołyski. Tłumaczy ją teoria przywiązania, przeżywająca teraz renesans, która mówi, że jeżeli dziecko doświadcza bezwarunkowej miłości ze strony matki, to potem idzie z takim wzorcem w życie. Nauczmy się siebie nawzajem „czytać”, wypracujmy swój język komunikacyjny. Jak mężczyznę trochę się rozmiękczy, jak pomoże mu się zdjąć pancerz kulturowej męskości, to odsłania się jego miękka natura, którą kobieta może być zachwycona. Kobiecy mężczyźni, używając terminologii płci psychologicznej, dużo lepiej czują się w bliskości z kobietą niż twardziele. Nie chodzi o to, żeby mężczyzna i kobieta niszczyli swoją naturę – bo takie są obawy. Natura kobiety i mężczyzny zorientowana jest na bliskość, intymność, głęboką relację. Jeżeli coś nam zagraża, to pseudowartości lansowane przez rynek, modę. Bo na pewno nie to, że jesteśmy inni. Różnice nas wzbogacają, powodują, że komunikacja staje się bardziej twórcza. A tam, gdzie istnieje możliwość twórczego działania, jest przecież większa satysfakcja. Bo komunikacja to nie tylko słowa. To moje i twoje „ja”, które biorą się za rękę i idą w jednym kierunku.