fbpx

Młodzi ludzie potrzebują granic

Młodzi ludzie potrzebują granic
Stawianie nastolatkom granic to wyraz miłości i troski o nich. (Fot. iStock)

Nadmiar swobody odbiera nastolatkowi poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanym, ale też szansę na eksperymentowanie… w kontrolowanych warunkach. Jak więc mądrze wyznaczać granice?

„Nastolatki chcą, żeby rodzice byli dla nich dużym autorytetem wtedy, gdy one tego potrzebują, ale nie chcą myśleć o rodzicach w ten sposób” – pisze psycholog wychowawczy i terapeuta rodzin, Robert J. Mackenzie w poradniku dla rodziców „Nastolatki. Kiedy pozwolić? Kiedy zabronić?”. Według niego w zdrowej relacji rodzic-nastolatek stawianie granic jest konieczne. Dlaczego? Już tłumaczę.

Gdy zbierałam materiały do tego tekstu uderzyło mnie właśnie to, jak wielu nastolatków czuje się lekceważonych, zaniedbanych i niekochanych. bo rodzice im na wszystko pozwalają i łatwo dają się oszukiwać. Przyjmują nonsensowne wymówki („autobus mi uciekł”; „wszyscy zostali, jak niby miałam wyjść?”; „telefon mi się rozładował”, „okradli mnie”), byle tylko nie zawracać sobie głowy. Nastolatki są rozczarowane swoim słabymi psychicznie rodzicami, którzy nie dają im poczucia, że panują nad sytuacją. Uderzyła mnie wypowiedź szesnastolatka z warszawskiego liceum, który napisał mi: „Na początku roku przyszedłem do mamy po pieniądze na wycieczkę. Wydałem je, więc znowu poprosiłem i znowu dostałem. Dwa dni później mama znowu mi dała na tę samą wycieczkę. Następnego dnia też. Mogłem tak wyłudzać kasę bez końca, mama ma na mnie totalnie wywalone. Jak można nie pamiętać, że już dało się kasę na wyjazd? Nie kocha mnie, chce tylko mieć mnie z głowy, żebym dał jej spokój”.

Dlatego warto spojrzeć na stawianie nastolatkom granic jak wyraz miłości i troski o nich. A jednak wielu rodziców panicznie boi się formułowania jakichkolwiek wymagań. Pedagog Jesper Juul, guru w sprawach wychowania wiąże to z ich poczuciem winy wobec dziecka (z powodu rozwodu, długiego czasu pracy, pojawienia się nowego partnera czy kolejnego dziecka). I radzi, żeby jak najszybciej uwolnić się od takiego myślenia, bo nadmiar swobody odbiera nastolatkom poczucie bezpieczeństwa i uniemożliwia eksplorowanie życia w kontrolowanych warunkach.

Zbuntowany nastolatek ma swoje prawa

To, że nastolatek wystawiać rodziców na próby, a oni w jasny sposób wyznaczają mu granice, jest normalne i pożądane rozwojowo. W tym okresie w nastolatku pojawiają się dwie ogromne siły: zdolność myślenia abstrakcyjnego i budowania hipotez (to dlatego nastolatki gwałtownie stają się takie przemądrzałe) oraz dążenie o niezależności. „Zwiększa się ilość wydzielanej przez mózg substancji chemicznej zwanej dopaminą, która zapewnia silne poczucie przyjemności i nagrody. Pragnienie doznań jest na tyle silne, że nastolatek często ignoruje ryzyko kryjące się w formach aktywności sprawiających przyjemność, takich jak picie alkoholu, uprawianie seksu bez zabezpieczenia, zażywania narkotyków korzystanie z internetowych chatroomów czy szybka jazda samochodem” – wyjaśnia MacKenzie. Dlatego pamiętaj: obieca ci wszystko, ale potem ulegnie pokusie i sam nie będzie wiedział dlaczego. „Większość z nich (nastolatków) aż do końca adolescencji nie jest na tyle dojrzała, by stale poskramiać swoje impulsy i podejmować przemyślane, wyważone decyzje. To dlatego młodzi ludzie potrzebują naszej pomocy” – czytamy w jego książce. Warto zwrócić uwagę, że autor nazywa stawianie granic „pomocą”. Bo rzeczywiście nie chodzi o pokazywanie, kto tu rządzi, a o wspieranie nastolatków w bezpiecznym rozwoju.

Jak stawiać nastolatkowi granice?

Przejście przez okres dojrzewania nie musi być dla rodziców koszmarem – niektóre nastolatki chętnie współpracują, tylko 10 proc. to tzw. trudni gracze. Robert J. MacKenzie przekonuje, że rodzice tych ostatnich powinni przygotować się na ogromny opór z ich strony, w ten sposób łatwiej przyjdzie im znosić ciosy. Najczęściej już we wczesnym okresie rozwoju widać, czy dziecko jest chętne do współpracy z rodzicami, czy też będzie się „stawiać” przy każdej okazji. Co istotne, otwartość dziecka na współpracę to także kwestia temperamentu, więc nie lepiej nie oglądać się na inne dzieci, także rodzeństwo.

Formy oporu są zwykle te same: „Nienawidzę was! Jesteście najgorsi Żałuję, że się urodziłam!”; „Ją kochacie bardziej, ja was nic nie obchodzę! To niesprawiedliwe”; „Ale tata mi pozwolił, więc ty nie możesz mi zabronić!”. Te z trudnym charakterem dodatkowo kłamią, zarzekają się, że nie były w nocy w parku, chociaż sprowadził je do domu patrol policji. Kłócą się, wzbudzają poczucie winy, drwią z rodziców. To wszystko normalne…

Różny jest jednak styl stawiania granic. Po pierwsze, model autorytarny, który opiera się na stanowczości bez szacunku. Dominują w nim argumenty: „Jesteś za głupi, by o sobie decydować. Nie będę z tobą w ogóle dyskutować. Masz szlaban, aż zmienię zdanie, może się nigdy nie doczekasz”. To nieskuteczna metoda, bo nastolatek nie uczy się zdrowej komunikacji i rozwiązywania problemów. Prowadzi to do braku szacunku i nienawiści w stosunku do rodzica. Jest też podejście przyzwalające, czyli ignorowanie złych zachowań, w nadziei że miną, „przekupywanie” dziecka, brak konsekwencji w ustanawianiu zasad (gdy rodzic jest zmęczony albo w dobrym humorze, nastolatkowi wolno więcej). Mój młody sąsiad, gdy chce parę złotych, mówi mamie: „Ale ja już wziąłem z twojego portfela”. Ona tylko wzrusza ramionami: skoro wziął… To równie niekorzystne dla rozwoju dziecka zachowanie co autorytaryzm. Nie uczy odpowiedniego korzystania z wolności, buduje poczucie fałszywej władzy nad światem.

Najlepiej sprawdza się podejście demokratyczne, czyli połączenie szacunku ze stanowczością. Cechuje je okazywanie zaufania, akceptacja nastolatka, ale piętnowanie jego destrukcyjnych zachowań. Mieści się w nim chwalenie za dobrą współpracę i przestrzeganie zasad. Lepszego stylu jeszcze nikt nie wymyślił! Zatem gdy nastolatek miał wrócić o dziewiątej wieczorem, a melduje się w domu o północy, powiedź mu, że na razie nie może mieć przywileju wracania o dziewiątej i przez pół roku ma wracać o ósmej, a potem zrobicie kolejną próbę. „Próba” i „przywilej” to kluczowe słowa, unikaj mówienia o granicach i zasadach.

Po czym poznać, czy dziecko jest gotowe na przywileje? Po tym, że zachowuje się zawsze zgodnie z ustalonymi zasadami: wraca o ustalonej porze, odzywa się do rodziców, wykonuje obowiązki domowe w określonym czasie. Nie ma żadnego określonego wieku, od którego wolno puszczać dziecko na imprezę z nocowaniem. Po pierwszym takim wyjściu samo pokaże swoim zachowaniem, czy można już przyznać mu ten przywilej. Niektóre nastolatki tak źle radzą sobie z nimi radzą, że trzeba poczekać, aż do nich dorosną. I pomóc im, zapewniając bezpieczeństwo, o które sami jeszcze nie umieją zadbać.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze