fbpx

Lęk antycypacyjny zamień w… przyjemność

Lęk antycypacyjny zamień w... przyjemność.
To, co od ciebie zależy to bycie prawdziwą, szczerą i dzielenie się swoją radością z innymi. Jeśli skupisz się na tym, stres odrobinę odpuści na starcie. (Fot.iStock)

Z lękiem antycypacyjnym mamy do czynienia wtedy, gdy już na samą myśl o jakiejś konkretnej czynności czujemy niepokój. Hiszpański psycholog Rafael Santandreu ma jednak niezawodny sposób na jego zneutralizowanie – zamienić go w przyjemność antycypacyjną!

Znasz to? Nie cierpisz publicznie przemawiać, dlatego na samą myśl, że będziesz musiała przywitać gości na przyjęciu swojego dziecka, zabrać głos na zebraniu czy nawet wygłosić toast, gdy oczy wszystkich będą zwrócone na ciebie – twój oddech przyspiesza a ciało się spina. A ponieważ wiesz, że to cię zestresuje, kiedy już stajesz przed audytorium lub wchodzisz na salę, ogarnia cię panika. I tak jak przewidywałaś – idzie ci fatalnie: ręce się pocą, rumieniec zakwita na szyi, a głos się łamie. I nawet jeśli po wszystkim słyszysz, że wypadłaś dobrze i nie było widać po tobie zdenerwowania – ty wiesz swoje. Byłaś beznadziejna!

Tymczasem wcale nie musisz się tak czuć. Wystarczy zmienić nastawienie i zamiast wyobrażać sobie porażkę, zracjonalizować sobie to, co się stanie i skupić na przyjemnych aspektach tego zdarzenia. Psychoterapeuta Rafael Santandreu w swojej najnowszej książce „Wszystko jest łatwiejsze, niż nam się wydaje” (wyd. Muza) przedstawia czterostopniowy schemat takiej wizualizacji, który możesz zastosować w każdej sytuacji, która przyprawia cię o zdenerwowanie:

1. Uporządkuj system wartości

Daj sobie wewnętrzną zgodę na cieszenie się życiem w oderwaniu od rezultatów czy osiągnięć. Przyjemność ma ci sprawiać sama droga, a nie cel – czyli samo przemawianie, a nie to, czy ludzie cię usłyszą, wysłuchają lub czy to, co powiesz, będzie dla nich wartościowe. „To, co na końcu zdarzy się albo nie zdarzy, nie powinno za bardzo nas zajmować” – pisze Santandreu. Jego zdaniem stresujemy się z obawy przed klęską, tymczasem powinniśmy zadać sobie pytanie: po co to robimy? Po co witasz gości na przyjęciu swojego dziecka? Chcesz, żeby dobrze się tu czuli i cieszysz się, że przyszli z sympatii do twojego syna lub córki. Zatem najważniejsze jest okazanie im wdzięczności za to – nie sam fakt, czy powiesz coś oryginalnego, zabawnego czy wzruszającego. Nie wrażenie, jakie na nich zrobisz. Na to nie masz żadnego wpływu. To, co od ciebie zależy to bycie prawdziwą, szczerą i dzielenie się swoją radością z innymi. Jeśli skupisz się na tym, stres odrobinę odpuści na starcie.

2. Wyobraź sobie sytuację jako przyjemną

„Zamiast czegoś, co przeraża, powinniśmy dołożyć starań, by dostrzec w tym najpiękniejsze zadanie w naszym życiu” – radzi Santandreu. Jak tłumaczy, zwykle uspokajamy się słowami „nie ma się czego bać, to nie musi być takie straszne” – jego zdaniem to błąd, jesteśmy za mało ambitni. Powiedzmy sobie, że to nie tylko nie będzie straszne, ale będzie wręcz fantastyczne. Przecież toast za czyjeś zdrowie, spotkanie czy szczęście młodej pary – to sama radość. Będziesz wśród ludzi, którzy znają tę osobę i ciebie, lubią was a może nawet kochają i zebrali się tu z samymi dobrymi intencjami. Czyż to nie cudowne? Nawet zebranie może być wyjątkowym przeżyciem – w końcu będziesz miała okazję powiedzieć na nim coś od siebie, ludzie cię zauważą, usłyszą, a ty powiesz jedynie swoje zdanie, opinię lub komentarz, który masz przemyślany, przygotowany i który według ciebie jest istotny i zasługujący na to, żeby go wygłosić. Poza tym wyrazisz w ten sposób siebie a trzeba doceniać każdą okazję, która daje nam taką możliwość.

3. Uprość zadanie

Po zrobieniu dwóch pierwszych kroków w jakiś tajemniczy sposób pojawia się nam pomysłowe rozwiązanie, które czyni wszystko łatwym – czytamy we „Wszystko jest łatwiejsze…”. Zawdzięczamy to uwolnieniu się od strachu i uruchomieniu wyobraźni. Jako przykład Santandreu podaje przypadek pewnego kompozytora, z którym kiedyś pracował. Właśnie podpisał duży kontrakt z wytwórnią płytową, wypłacono mu dużą zaliczkę i nagle… dopadła go blokada twórcza. Tak naprawdę sparaliżował go lęk przed brakiem efektywności, bo za dużo od siebie wymagał. Zaczął wiec pracować z naszym schematem. Kiedy już uporządkował sobie system wartości i wyobraził sobie sytuację jako przyjemną – przyszło mu do głowy, że nagra dwie płyty. Pierwszą z łatwymi, komercyjnymi piosenkami, a po niej płytę z najlepszymi swoimi utworami – dojrzałymi, wyrażającymi jego samego. Jeśli druga mu się nie uda, przynajmniej pierwszą wywiąże się z kontraktu. Czyli zacznie od czegoś prostego, łatwego do wykonania. To sprawiło, że zeszło z niego całe napięcie i ostatecznie wydał jedną płytę – swoją najlepszą z dotychczasowych. Łatwa, komercyjna płyta nigdy się nie ukazała, tamte kompozycje pozwoliły mu się jedynie odblokować i poczuć przyjemność.

4. Uwierz w stopniowy wzrost

Santandru przypomina, że wielkie osiągnięcia przychodzą zwykle niepostrzeżenie i są owocem łatwego i naturalnego procesu, wspomaganego czerpaniem przyjemności. Wybitni muzycy – jak dowodzi – najlepsze utwory komponowali jako młodzi ludzie, kiedy nie czuli presji i cieszyli się tym jak dzieci. Dlatego jeśli będziemy podążać za przyjemnością, nie przestaniemy się rozwijać. Z kolei rozwój sprawi, że będziemy odczuwać coraz większą przyjemność. A wtedy nie będzie mowy o żadnym stresie, ani o żadnym lęku.

Lęk antycypacyjny zamień w... przyjemność.
Rafael Santandreu, „Wszystko jest łatwiejsze, niż nam się wydaje” (wyd. Muza)

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>