Jakim lustrem jesteś dla swojej córki?

Psycholog Małgorzata Ohme namawia wszystkie mamy, aby sprawdziły, jakim lustrem są dla swoich córek. (Fot. iStock)

„Mam szesnaście lat. I coraz bardziej widzę, jak cię rozczarowałam. Tak myślę. Wiele czasu poświęcam swojej urodzie, ale wciąż nie zauważam efektów. Ciągle nie widzę się jako najpiękniejszej w lustrze. A przecież to takie ważne. Wiem to na pewno, wiem to od dziecka!”. A co twoja córka napisałaby do ciebie?

Cześć mamo, wiem, że powiesz, że to nic takiego, że opowiadam głupoty i że jestem przecież taka ładna, młoda. Całe życie przede mną… A może kiedy przyjdę do ciebie zapłakana, powiesz mi, że chyba jestem nienormalna i powinnam się cieszyć, że tak wiele w życiu mam. Że uroda to nie wszystko. Że powinnam się interesować nauką. Innym razem, że najgorzej nie jest, ale jak dalej będę taka gruba, to na pewno nie znajdę sobie chłopaka… Ale mam na to jeszcze czas, mamo, dopiero zaczynam dorastać. Powiedz, co mi wtedy powiesz, gdy przyjdę do ciebie taka brzydka?

Jesteś lustrem idealnym

Tak lubię patrzeć na ciebie, podziwiać cię. Przeglądam się w tobie, ale ty masz w sobie tyle blasku, że nie mogę dostrzec swojego odbicia. Bardzo dużo czasu spędzasz ze mną, pochylając się nad moją dziewczęcą urodą. Mówisz, pokazujesz, powtarzasz, jakie to w życiu ważne. Ale przede wszystkim pokazujesz, jakie to potężne narzędzie, ta uroda. Mówisz, że będę kiedyś piękna. A ja chciałabym już. Nie dorastam ci do pięt. Mówię, że jestem brzydka i że nienawidzę moich okularów. W ogóle nie wyglądam jak ty. Jestem taka niekobieca. A ty cierpliwie tłumaczysz, że jestem za mała, ale kiedyś dorosnę, a wtedy moja uroda poniesie mnie na skrzydłach przez życie.

Jesteś krzywym zwierciadłem

Nie umiem zobaczyć w nim nic dobrego. Nigdy nie jestem dość ładna, szczupła, mądra, wartościowa. Patrzę na siebie i widzę potwora, który nikogo nie zachwyci. Wciąż przecież powtarzasz, że nie powinnam tego jeść, że muszę ćwiczyć, że będę okropnie w tym wyglądać. Ja to wiem, mamo. Tak bardzo siebie nienawidzę, chyba mocniej niż ty mnie. Ale to nic nie daje. Myślałam, że gdy zetnę te szare włosy i je ufarbuję, to ci się spodobam – nie będę już taka nijaka. Ale znowu się myliłam. Wściekłaś się, że teraz jeszcze gorzej wyglądam. A ja uciekłam i płakałam. I tak bardzo czekałam, aż powiesz mi, co ja mogę zrobić, żeby być do ciebie choć trochę podobna.

Jesteś lustrem rozbitym

W naszym domu stoi piękne lustro, ale bardzo dawno temu, gdy byłaś taka mała jak ja – pękło. A potem rysa, zaczęła rosnąć, dzielić się, obłapiać całą taflę szkła, aż lustro całkiem popękało. Szkoda, to było naprawdę piękne lustro. Potem urodziłam się ja i przestałaś się tym lustrem na chwilę martwić, byłaś zajęta życiem. Ale gdy podrosłam, to ja za rękę przyprowadziłam cię do niego. Żebyśmy razem popatrzyły.

W naszym domu uroda jest bardzo ważna – nie dlatego, że tak bardzo może komuś pomóc czy ułatwić, nie dlatego, że jesteśmy takie piękne. Ona jest u nas najważniejsza, bo nigdy jej nie miałyśmy. A może to tylko tamto lustro? Ciekawe, jak wyglądałoby nasze życie, mamo, gdybyśmy mogły się przejrzeć w nowym, pięknym lustrze…

Jesteś lustrem nieprawdziwym

Gdy przychodzę we łzach i w nie patrzę – widzę uśmiechniętą siebie, taką ładną, aż nieprawdziwą. Ona – ta dziewczynka z lustra – jest taka piękna i patrząc na nią, po prostu wiem, że wszyscy ją kochają.

Tak wiele razy, gdy płakałam, zjadając po kryjomu kolejne batony, powtarzałaś, żebym się nie martwiła, że tylko mi się wydaje… że wcale nie jestem gruba. Rozmawiałyśmy, a ty powtarzałaś, że to normalne i też w moim wieku byłaś trochę „przy kości”. Ale ja wiem, mamo, że kłamałaś. Widziałam przecież twoje zdjęcia, wciąż wiszą u babci w jadalni. I ja wiem, że mówisz to wszystko, żeby mnie pocieszyć – a ja tak bardzo nie chcę cię zawieść. Bardzo chciałabym być taka chuda jak ty, nie jakoś strasznie – ale taka normalna, żeby inni nie śmiali się ze mnie, i gdy tak szybko zjadam w szkole rzeczy, którymi ktoś mnie poczęstuje.

Jesteś lustrem… po prostu

Takim, z pomocą którego mogę się sobie przyjrzeć. Zobaczyć siebie taką, jaką jestem naprawdę. Jesteś lustrem, które nie kłamie, nie manipuluje i nie zwodzi.

Jakim lustrem jesteś TY?

Psycholog Małgorzata Ohme namawia wszystkie mamy, aby sprawdziły, jakim lustrem są dla swoich córek. (Fot. iStock)

Idealnym… Takie lustro – wciąż wymagający więcej ideał, strofujący, żądający i pchający młodą dziewczynę do walki o piękno bezwzględne – to pułapka. Jeśli zbyt wielkie znaczenie przypisujesz urodzie, staje się ona jedynym punktem odniesienia dla dorastającej kobiety. Gdy coś w wyglądzie przestaje pasować do ideału – wali się cały świat. To zrozumiałe, że chcesz pomóc wydobyć jej to, co piękne zewnętrznie, ale pamiętaj, że jest jeszcze tak wiele innych rzeczy, do których możecie wspólnie dążyć.

Krzywym… Tak bardzo chcesz, by twoja córka uniknęła tej gehenny, przez którą sama przechodziłaś. Żeby była piękna, żeby była idealna, zachwycająca. Może tobie się to nie udało, ale ona ma jeszcze szansę. A może wiele kosztowało cię zwalczyć swoje najgorsze kompleksy, mankamenty – wiesz, że nie możesz dopuścić do tego, by ona popełniła ten sam błąd. Bo przecież chwila nieuwagi i już stajesz się klasową grubaską… Czy tak to było? Nie miażdż jej wiary w siebie, nie pozwól, by robiła sobie krzywdę. Pozwól jej widzieć prawdę i ocenić, czy z tą prawdą i tobą w nowej roli partnera czuje się dobrze.

Rozbitym… Poczucie własnej wartości budujemy w dzieciach od zawsze, odkąd pojawią się na świecie. Nie tylko to związane z urodą. Gdy sama pękasz na milion kawałeczków, bardzo trudno jest pokazać córce, że powinna kochać swoje ciało, siebie – zamiast tego uczy się, że w jej kobiecości nie ma niczego wartego uwagi, wszystko jest „jakieś”. A przecież to nieprawda. Ale najpierw, żeby się wzajemnie zmotywować, kupcie sobie piękne, nowe, ogromne lustro – stańcie przed nim i powiedzcie sobie nawzajem, co jest w was najpiękniejsze.

Nieprawdziwym… Nie myśl, proszę, że gdy nastolatka rozpaczliwie szuka wsparcia i pomocy, takie małe (lub bardzo duże) kłamstewka mogą pomóc poprawić jej humor. Czasem to nie wyimaginowane kompleksy, tylko bardzo prawdziwe problemy. Porozmawiajcie, pokaż, co można zrobić. I wspieraj w tym. Zabierz ją do dietetyka, gdy widzisz, że zaburzone jest jej odżywianie, mów i słuchaj, pokazuj to, co dobre.

Po prostu lustrem… Bądź nim zawsze. I choć czasem twoja córka zobaczy w nim coś, co jej się nie spodoba – jej świat się nie załamie. Bo wciąż w tym lustrze odbija się i słońce, które wpada przez okno, i te jedyne w swoim rodzaju piegi, takie, jakich nie ma nikt – tylko wy! A w prawdziwym lustrze doskonale widać, gdy ktoś stoi blisko nas.

Artykuł pochodzi z archiwalnego wydania magazynu „Sens”