fbpx

Manipulacja w związku – jak się przed nią ustrzec? Radzi psycholożka Ewa Woydyłło-Osiatyńska

Manipulacja w związku - jak się przed nią ustrzec? Radzi psycholożka Ewa Woydyłło-Osiatyńska
Ewa Woydyłło-Osiatyńska (fot. Renata Dąbrowska/Agencja Gazeta)

Całkowita niezależność w związku to mit i strzał w kolano miłości. Postawmy na budowanie porozumienia oraz poszerzanie swojej samodzielności i niezależności życiowej – mówi terapeutka Ewa Woydyłło-Osiatyńska. O to, jak negocjować z partnerem rzeczy dla nas ważne, zamiast manipulować lub rezygnować – pyta Beata Pawłowicz.

Kiedy mój partner jest smutny, chcę go pocieszyć, kiedy jest zły – czuję niepokój. A jeśli jest obrażony, nie mogę się skupić na swoich sprawach. Czasem w związku bardziej żyjemy czyimś życiem niż swoim.
No, a jak by to niby miało być? On rozpacza albo się wścieka, a ty malujesz sobie paznokcie i ziewasz? No nie! Taki rodzaj niezależności byłby nienaturalny. Gdybyś tak postępowała, to powiedziałabym, że trzyma cię przy nim jakiś interes, jakaś kalkulacja. Albo że z ciebie zimna ryba. Anglicy mają bardzo trafne określenie na to, co łączy nas z człowiekiem, którego kochamy: „I care”, czyli wszystko, co ciebie dotyczy, ma dla mnie znaczenie. Dbam o ciebie, interesuję się tobą, troszczę… Neurony lustrzane pomagają nam właśnie w tym, abyśmy mogli nie tylko odgadywać emocje drugiego człowieka, ale także współodczuwać je z nim. Uniezależnienie się w tym ujęciu to obojętność. A więc, kiedy on jest zdenerwowany – ty też jesteś. Bo to, co wtedy czujesz, zależy też od tego, w co zazwyczaj zdenerwowanie u niego przechodzi. Jeżeli w agresję – to wiesz, że będzie krzyczał albo wyjdzie, trzaskając drzwiami. Jak więc się nie obawiać?

Gdy on się wścieka, jest wredny albo ma focha, to nie lepiej iść na spacer?
To bez sensu. Kiedy on jest zły, to oboje jesteście źli. Tak jest w związku. Lepiej nie zaprzeczać sytuacji i zrobić coś, co ją poprawi. Co? To zależy od tego, jaki jest ten twój mężczyzna, co go uspokoi. Może spróbuj go rozśmieszyć? Albo zrób mu naleśnik w kształcie penisa? Może wyciągnij z szuflady te 40 par skarpet, które tam wepchnął, i powiedz: „Poukładam je dla ciebie!”. Spróbować możesz też pieszczot, które lubi. Dorośli mają swój tajny język, warto go wtedy użyć. Rozbawić, dogodzić, udobruchać, zacząć uwodzić…

Dogodzić, udobruchać? Nie jestem jego terapeutką!
Są psycholodzy, którzy twierdzą, że każdy powinien sam sobie radzić z emocjami. Oczywiście, możesz nauczyć się nie zwracać uwagi na tego, z kim żyjesz. Wtedy jednak zaczynasz studzić swoje emocje, wykasowywać empatię, poczucie wspólnoty… Jeśli jego złość nie jest przeciwko tobie, a wynika stąd, że ktoś mu wbił nóż w plecy, to pomóż mu go wyjąć. Dopiero jeśli cię krzywdzi, zadaje ból czy narusza godność, a ty skomlesz u jego stóp, to znaczy, że jesteś ofiarą uzależnioną od niezdrowej miłości.

Nie da się być razem i uniezależnić emocjonalnie?
Nie warto dążyć do tego, aby nic nas nie wiązało, bo to „zależność” daje nam poczucie więzi. Dzięki niej nie boimy się jutra. Mamy wiele wspólnego, zwierzamy się sobie, ufamy. To ogromna premia za zależność. Nie ma więc po co dążyć do tego, aby żyć całkiem po swojemu. Taką relację to można mieć z sąsiadem. Miłość to rodzaj zależności! Jeśli uczucie jest gorące, uniezależnienie staje się niemożliwe. Ale nawet jeśli nie, to i tak coś nas łączy, choćby przyzwyczajenie. Rozwiązać wszelkie zależności to przestać przeżywać życie razem.

Zapatrzenie w emocje partnera ogranicza… Kiedyś kupiłam fajne buty, ale gdy mój ówczesny mąż powiedział, że są wulgarne, to je wyrzuciłam.
Mówimy teraz o czym innym, o poszerzaniu swojej samodzielności i niezależności życiowej. Tak, to kobiety zdecydowanie powinny robić. A więc nie musiałaś wyrzucać tych butów dlatego, że się twojemu mężowi nie podobały. Mogłaś zlekceważyć to, co powiedział, stwierdzając: „Ale mnie się podobają!”. Mogłaś mu równie dosadnie zwrócić uwagę: „Takie słowa zostaw dla kolegów”. Albo powiedzieć: „Zrobiłeś mi wielką przykrość. Ile razy się tak zachowujesz, to ciebie nie lubię”.

No, ale wtedy by się na mnie obraził!
Albo by się obraził, albo strzelił focha, albo szydził z ciebie przy znajomych. To ryzyko, które pojawia się, kiedy zaczynamy poszerzać granice swojej samodzielności, będąc z kimś w relacji. Znoszenie tego, że partner jest niezadowolony z czegoś, co zrobiłam, nie jest proste, ale on także musi się nauczyć trawić twoje humory, a nawet wczuwać się w nie. Najważniejsze, aby faktu, że mamy inne zdanie na jakiś temat, nie traktować jak końca świata. W żadnym związku ludzie nie są jednomyślni w każdej sprawie. Trzeba to szanować. I szukać narzędzi, które nam pomogą, jeśli to dla nas obojga trudne. No więc, można swoje granice stawiać mniej radykalnie, starać się partnera przekonywać. Założyć, na przykład, buty i powiedzieć: „Ale zobacz, jak mi ładnie!”. Albo: „Nie wiesz, co dziś modne! Większość moich koleżanek takie buty nosi, nawet twoja siostra”. Liczymy się wtedy z jego zdaniem, ale też nie rezygnujemy ze swojego.

Hm… Ale ja się wtedy na niego obraziłam. No i wiedziałam, że już bym się dobrze w tych butach nie czuła.
No, jeśli się przypisuje komuś taki autorytet, to trzeba się zastanowić dlaczego. Bo on jest taki mądry? Tak się zna na modzie? Czy może jest taki groźny? Wolę nie zadzierać, bo mnie uderzy? Jeśli nie jest taki groźny, to nawet jeśli mi się na początku zrobiło przykro, a z nim nie chcę zadzierać, czy też nie chcę robić mu przykrości, bo odbierze to jako lekceważenie – to mogę te buty zakładać, gdy wychodzę na spotkania z koleżankami. A jeśli przestały mi się po tych słowach podobać, to mogę pokazać je koledze, bratu czy sąsiadowi i zapytać, czy fajne. Może naprawdę źle w nich wyglądam? Warto traktować różne opinie jako informacje o czyimś guście, a nie jako ocenę mojego smaku czy wręcz mnie samej. Nawet wtedy, kiedy wszyscy powiedzą: „No paskudne!”, nie muszę ich wyrzucać. Mnie się przecież podobają.

No przecież!
To, co naprawdę jest ważne i co muszę ustalić, to: Na czym mi naprawdę zależy? Co jest dla mnie ważne? Jeśli lubię ekstrawaganckie ubrania, to nie kieruję się oceną mojego stroju, jaką wypowiada ktokolwiek, nawet partner. Zwłaszcza jeśli jest mieszczuchem i boi się wszystkiego, co niesymetryczne albo w kolorze, który kogoś może obrazić. Takiego sobie wzięłam, to teraz mam…

A jeśli tak naprawdę zależy mi na tym, żeby jemu się podobały moje buty?
To mówię mu: „Chciałabym sobie kupić buty, ale takie, żeby się tobie podobały. Czy możesz ze mną pojechać na zakupy?”. Nic prostszego, jeśli naprawdę to jest dla mnie najważniejsze. Ale czy na pewno o to chodzi? Czasami trudno sobie poradzić z samostanowieniem, z niezależnością. Ciągle patrzymy, czy to, co robimy, podoba się innym. A dzieje się tak, kiedy miałyśmy zaborczą mamę czy tatę tyrana i non stop byłyśmy kontrolowane, oceniane, krytykowane. Wtedy jako dorosłe kobiety wciąż sprawdzamy, czy partner zaakceptuje nasze decyzje i wybory.

Bo boimy się, że inaczej będzie marudził lub się irytował! Jeśli tak to nas przeraża, może najlepiej rzeczy, których partner nie akceptuje, robić w tajemnicy?
Jeśli jestem z kimś, to postępuję jawnie. Kiedy działam w ukryciu, nie jestem w związku. Dlatego mam mówić, ale nie muszę pytać się o zgodę. Ani na wszystko jej mieć. Jeśli na przykład chcę odwiedzić Pragę, informuję o tym partnera: „Marzę o weekendzie w Pradze!”. Jeśli usłyszę: „Nie znoszę Pragi”. Odpowiadam: „Oj, szkoda, bo pojechałabym tam z tobą. A co powiesz, jak wybiorę się do Pragi z Elą?”.

A jeśli powie: „Nie chcę, żebyś jechała?”?
Negocjuję: „Marzę o spacerze po moście Karola. Jedź ze mną, a potem ja też dla ciebie coś zrobię! Mogę nawet pójść na mecz”. Albo: „Będę co sobotę lepić twoje ulubione pierogi, ale w ten weekend chciałabym jechać do Pragi!”.

To manipulacja!
A gdzie tam! Wszystko jest jawne i nie ma tu żadnej krzywdy. Warto nauczyć się w związku negocjować i współpracować. Jednym z narzędzi jest wzmocnienie pozytywne. Na przykład mówisz: „Nie chcę iść bez ciebie na ten bankiet, bo będzie tam mi nudno. Ty jesteś taki fajny w towarzystwie. Chodź, pójdziemy razem”. Druga strona ma mieć korzyści ze zrobienia tego, na czym tobie zależy.

On powinien jechać do Pragi czy iść na bankiet z miłości do mnie!
To ci dopiero egoizm! A ty go nie kochasz? Kochasz? A więc powinnaś zrezygnować z tego, co dla niego niewygodne?! No, w ten sposób żadne z was nie będzie mogło ani nic drugiemu dać, ani nic dla siebie zrobić, jeżeli nie byłoby to zgodne z oczekiwaniami partnera. Oboje macie coś mieć z tej twojej podróży do Pragi. On, który nie chce, żebyś tam jechała, ma głęboko w sobie poczuć, że dostaje coś cennego w zamian. Wówczas Praga nie oddzieli was od siebie, ale nawet zbliży. Ucząc się negocjacji i współpracy, warto się zastanowić nad tym, w jakiej sytuacji ja sama zgodziłabym się na coś, na co zgodzić się nie chcę. Na przykład: „Jeśli pójdziesz ze mną dziś do kina, to w nocy pokochamy się tak, jak lubisz!” – i już sama rozmowa o kinie będzie inna, bez złośliwych komentarzy. Zacznie się być może między wami nawet coś w rodzaju flirtu.

To mi się wydaje takie sztuczne, te zasady negocjacji w domu.
Większość ludzi stosuje je i w kuchni, i w sypialni, bo inaczej związki byłyby nietrwałe. Jeżeli ludzie nie robią czegoś dla siebie nawzajem, to się rozstają. Zasada korzyści jest tym, co nas ze sobą wiąże. A że jest niełatwa i wymaga więcej skupienia – trudno. Bo zobacz: aby ją zastosować, trzeba pomyśleć o tym drugim człowieku, o tym, co mu sprawi przyjemność, co jest dla niego ważne. Trzeba się bardziej postarać, żeby pojechać do Pragi, niż wtedy, kiedy zastosujemy swojskie metody typu strzelenie focha, płacz albo odmowa seksu. Nie masz wrażenia, że te zwyczajne, domowe sposoby to dopiero jest manipulacja?!

Jeśli jednak zależy mi na tym, żebyśmy więcej rzeczy robili razem, a nie dawali sobie osobno to, co dla każdego z nas z osobna miłe?
Zawsze warto mówić o tym, co jest dla mnie w tej sytuacji najważniejsze: „Wiesz, nie mam ochoty lecieć z koleżanką do Pragi, chciałabym lecieć z tobą, ale ciebie nie mogę wyciągnąć”. A jeśli to nie daje efektu, można powiedzieć coś, co sprowokuje partnera do wyjścia ze swojej strefy komfortu, na przykład: „Widzę, że się szybciej starzejesz ode mnie”. Na co on powie: „Co ty opowiadasz!!!”. „No tak, objawem starości jest to, że człowiek nie interesuje się podróżami, kulturą. Niestety, możemy z tego powodu zacząć się od siebie oddalać”. A potem, kiedy znów będę chciała gdzieś jechać czy iść, powiedzieć: „Mam zniżkę na fajny hotel” albo „Dostałam bilety do kina na nowy film”. I dopiero kiedy on wtedy wyraźnie powie: „Nie, dzięki, nie pójdę”, powiedzieć: „To zadzwonię do Zosi”.

A co gdy emocje partnera są dla mnie zbyt przytłaczające, wolę usłyszeć „nie pójdę”, „nie zgadzam się, żebyś jechała” i po prostu znosić jego zły humor?
Warto co jakiś czas rozpatrzyć swoją relację miłosną w kategoriach transakcji. Zmieniają się przecież nasze priorytety, zmieniają zachowania partnera. A więc kiedy nie wiesz, czy chcesz z tym człowiekiem dalej żyć, weź kartkę i podziel na dwie części. Po prawej wypisz plusy: lubię seks z nim, on umie wszystko naprawić, świetnie organizuje wakacje i ma wysoką pensję. A po lewej minusy: nie lubi kina, gości ani podróży… Jeśli minusów będzie więcej lub będą ważniejsze, powtórz to ćwiczenie jeszcze raz i jeszcze. A potem czerwonym flamastrem zaznacz to, co dla ciebie jest naprawdę ważne, a zielonym to, co mało ważne. I przyjrzyj się temu. Może się okazać, że jesteś z kimś, z kim nie warto być. Bo w tym, na czym tobie najbardziej zależy, on nie chce brać udziału. I tylko cię za to krytykuje. Ale może się też okazać, że niewiele rzeczy powoduje między wami zgrzyty. Wtedy radziłabym po prostu ich unikać.

Ewa Woydyłło-Osiatyńska, doktor psychologii i terapeutka uzależnień. Autorka wielu książek i przekładów. Najnowsza to „Żal po stracie. Lekcje akceptacji” (Wydawnictwo Literackie).


  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze