fbpx

Matka, której nie było

Matka, której nie było
To, czego doświadczyliśmy od matki, wpływa na całe nasze życie. (Fot. Getty Images)

Z książki psychoterapeutki Jasmin Lee Cori „Matka niedostępna emocjonalnie” wynika jasno, że jeśli nie czujemy spełnienia w miłości, warto przyjrzeć się tej pierwszej, najważniejszej relacji.

Możemy nie pamiętać tego, co działo się w naszym dziecinnym pokoju. Możemy też idealizować naszą matkę. Ale to, czego wówczas doświadczyliśmy, wpływa na całe nasze życie. Najbardziej na miłosne związki. Co więcej, po tym, jakie spotykają nas problemy i trudności w relacjach z partnerem, możemy rozpoznać, jaką mieliśmy relację z matką.

Nieobecna

Córka jednej z bohaterek książki Jasmin Lee Cori – czyli matki emocjonalnie niedostępnej – opowiada, jak pewnego dnia jako dziecko poczuła się strasznie samotna. Pomyślała, że nie ma mamy, że jest sierotą. Wtedy jej matka weszła do pokoju z talerzem kanapek. „Fizycznie taka matka może być z dzieckiem, karmić je, ubierać, kąpać itd. Nie jest jednak z nim blisko emocjonalnie” – wyjaśnia psychoterapeutka Bianca-Beata Kotoro.
Co to znaczy „być blisko emocjonalnie”? Przede wszystkim „odzwierciedlać” emocje dziecka, czyli odpowiadać mimiką, gestami, słowami na okazywane przez nie już w wieku niemowlęcym uczucia. Matka niedostępna emocjonalnie nie reaguje na potrzeby dziecka, często ma kamienną twarz, bo na przykład jest w depresji. Albo jest narcystyczna, skupiona na sobie, na swoim uzależnieniu czy na problemach z partnerem. Nie daje wtedy dziecku tego, czego ono się domaga, a więc też nie daje mu odczuć, że jest ono dla niej ważne, akceptowane, kochane. Jeśli jest krytyczna, oceniająca, karząca – pozbawia dziecko ważnego dla jego rozwoju poczucia, że z mamą jest bezpieczne, że można jej ufać.

Nadopiekuńcza

„Jeśli emocjonalnej bliskości zabraknie – mówi Bianca-Beata Kotoro – dochodzi do kuriozalnej sytuacji: dziecko czuje, że aby być obecne w życiu matki, musi się do niej dostosować. Ba! Zaspokajać jej potrzeby. To całkowite odwrócenie zdrowej relacji”. Dlatego w takich warunkach dziecko nie może rozwijać się prawidłowo. Buduje sobie wówczas tzw. fałszywe ja, które może sprawić, że jako dorosły nie będzie wiedzieć, czego potrzebuje. Za to będzie skupione na tym, czego chcą inne ważne dla niego osoby. Ponieważ istotą zbliżania się do nich będzie zaspokajanie ich potrzeb – ten styl przywiązania, czyli sposob doświadczania i budowania bliskich więzi, Jasmin Lee Cori nazywa nadopiekuńczym. Tym, co nami kieruje, jest nadzieja, że jeśli wystarczająco dobrze zadbamy o innych, to nie zostaniemy porzuceni. „Niestety, nie umiemy wówczas zadbać o samych siebie – mówi Bianca-Beata Kotoro. – Nie wiemy, czego tak naprawdę potrzebujemy i co jest dla nas ważne”.

Wykorzystująca

„Jestem wsobna – tak Karola mówi o sobie. – Nie lubię się zwierzać, rozmawiać o sobie. Nie czuję się dobrze, kiedy ktoś ze mną mieszka czy wciąż czegoś chce. Duszę się. Źle mi, kiedy mężczyzna mnie wyręcza, nosi ciężkie rzeczy, zajmuje się moim autem. Mogę to wszystko robić sama, nikogo nie potrzebuję”. Mężczyźni odchodzili od niej albo byli odganiani, czuli się przy niej niepotrzebni i nieszanowani. Dopiero gdy Karola poznała podobnego do siebie Jana, udało się jej stworzyć związek. Ale obojgu z nich nie dał on tego, o czym marzyli, czyli bliskości. Kiedy pojawiło się dziecko, uznali, że trzeba szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego czują się tak „osobno”.
Karola i jej partner są przykładem kolejnego stylu budowania relacji, jakiego matka niedostępna emocjonalnie może nauczyć dziecko. Jasmin Lee Cori nazywa ten styl samowystarczalnym. Możemy go rozpoznać u siebie, jeśli nie lubimy być uzależnieni od innych. Ba! Będąc z kimś blisko, czujemy się jak w pułapce. Napięci i czujni spodziewamy się zranienia i dlatego nie ujawniamy nikomu swoich słabości. „Takiego stylu budowania relacji dziecko może nauczyć matka, która słuchała je, pytała o jego sprawy, ale tylko po to, żeby wykorzystać to, czego się dowiedziała. Mówiła: »Możesz mi ufać, jestem twoją matką«, a potem wszystkie jego tajemnice ujawniała u cioci na imieninach lub nimi grała, wymuszając posłuszeństwo” – mówi Bianca-Beata Kotoro. „Jeśli takich sytuacji było wiele, to w dorosłym życiu nikomu nie zaufamy” – dodaje.
Karola na psychoterapii przypomniała sobie, jak kiedyś po powrocie z przedszkola w wielkiej tajemnicy powiedziała mamie, że bardzo jej się ten Filip podoba! No i że pani przedszkolanka czasem udziela dzieciom ślubów. Kilka godzin później, przy córce, jakby jej tam wcale nie było, mama opowiedziała o tym, śmiejąc się, spotkanej na ulicy koleżance. Ponieważ takich sytuacji w Karoli dzieciństwie było wiele, w dorosłym życiu unikała bliskości i nie miała do nikogo zaufania.
„Zraniony człowiek wznosi wokół siebie mur, za którym czuje się bezpiecznie. Szansą na związek jest spotkanie kogoś podobnego, kto także żyje za murem. Nie dopytuje się, nie zbliża. Nie ma też pretensji, bo jak są, to je przemilczy. Ale czy to daje szczęście? Nie bardzo, bo wyrwa w sercu jest nadal niezaleczona” – mówi Bianca-Beata Kotoro.

Zaabsorbowana

Kolejny styl przywiązania Jasmin Lee Cori nazywa zaabsorbowanym, gdyż jego istotą jest skupienie się na drugim człowieku. Doświadcza go dziecko, którego matka całą swoją uwagę kieruje ku partnerowi, bo na przykład podejrzewa go o niewierność. Dlatego wciąż zabiega o jego uwagę, o to, aby czuć się dla niego ważna. Do tego kontroluje go i stale jest zazdrosna. No i niestety, taki styl budowania relacji może przekazać swojemu dziecku. „A to znaczy, że niezależnie od tego, czy będzie kochane i szanowane, czy nie, może odczuwać lęk, że zostanie zdradzone i porzucone – tłumaczy Bianca-Beata Kotoro. – Nawet w związku z uczciwym partnerem może mieć napady zazdrości, co wzmocni w nim potrzebę kontroli i skupiania na sobie całej uwagi partnera. Jest wielce prawdopodobne, że takim zachowaniem odstraszy od siebie nawet szczerze kochających ludzi. A kiedy partner odejdzie, nawet nie będzie wiedzieć, co jest tego powodem”.

Niesłuchająca

Przyszli do gabinetu terapeuty skłóceni. Inicjatorem terapii był mężczyzna. To on przez 12 minut mówił o tym, jak jest źle w ich związku, bo jego partnerka z nim nie rozmawia. Monolog zakończył stwierdzeniem: „Widzi pani! Zawsze tylko siedzi i udaje, że mnie słucha!”. „Po czym pan poznaje, że tylko udaje” – spytała Bianca-Beata Kotoro. „Jak to po czym? Ani słowa nie powiedziała!”. „A może słuchała ze skupieniem, żeby zrozumieć, co tak naprawdę pan ma do powiedzenia?”. Wtedy kobieta zaczęła płakać. Przyznała, że próbowała partnerowi powiedzieć, jak dużo pracy wkłada w to, żeby nie być taką, jaką była jej matka. Chce słuchać i rozumieć, ale on tego nie dostrzega, bo „nie widzi mnie, ale swoją matkę!”.
„Mężczyzna może na partnerkę projektować obraz matki. W takiej sytuacji, jeśli chcemy rozwiązać konflikt w związku, musimy rozwiązać konflikt, jaki on miał z matką” – wyjaśnia psychoterapeutka. Tę prawdę trudno jednak przyjąć. Dlatego Bianca-Beata Kotoro zaproponowała, żeby jego partnerka opowiedziała najpierw coś o swojej matce, a potem on o swojej. „Może wtedy to, co się dzieje między wami, stanie się bardziej jasne?” – zasugerowała. Okazało się, że matka kobiety miała w zwyczaju ucinać wszelkie dyskusje z dziećmi. Ponieważ matka jej nie słuchała, to córka, walcząc z tym dziedzictwem, była nadmiernie skupiona na tym, aby dać się partnerowi wypowiedzieć. Powstrzymywała się od własnych opinii, nie pytała o nic, prawie się nie odzywała. Jej praca nad sobą szła jednak na marne, bo jej partner nie miał świadomości, co sam wnosi do związku z dziecięcego pokoju. A co wnosił? Taki przykład: Kiedy miał dziesięć lat, zapomniał powiedzieć matce, że rodzice są zaproszeni na szkolną galę. Matkę to tak zezłościło, że przez cztery dni nie odzywała się do syna. Dla dziecka to była tortura. „Nie doświadczył więc w relacji z matką bycia słuchanym. Doświadczył bycia ignorowanym jej milczeniem” – mówi Bianca-Beata Kotoro. A ponieważ to, co dostajemy od matki, tworzy nasze relacyjne oprogramowanie, nie potrafił ani dostrzec, ani tym bardziej docenić tego, co dawała mu partnerka. Już samo to, że siedziała, milcząc, przypominało mu (nieświadomie) zachowanie matki i przywoływało bolesne uczucia, jakich wówczas doświadczał.

Dobra, czyli jaka?

Jak pisze autorka „Matki niedostępnej emocjonalnie”, nie możemy poczuć się słuchani i akceptowani, jeśli nie dostaliśmy tego od matki. Ale to nie znaczy, że jesteśmy na ten brak skazani. Podczas psychoterapii możemy zdać sobie sprawę ze swojego emocjonalnego deficytu i go uzupełnić. Urealnić swoją relację z matką. Jeśli bowiem żyjemy w iluzji szczęśliwego dzieciństwa, to kiedy pojawiają się problemy z emocjonalną i fizyczną bliskością w naszych związkach – nie wiemy, co się dzieje. Nie jesteśmy bowiem świadomi, że nie mamy stanu bliskości w swoim emocjonalnym wyposażeniu. A nie mamy, bo nie doświadczyliśmy bliskości z matką. I gdy dostajemy od partnera to, czego nigdy nie mieliśmy, nasza strefa komfortu zostaje naruszona. Dopiero gdy przestajemy żyć iluzjami, jest szansa, że na bliskość odpowiemy prawdziwą bliskością. I wtedy poczujemy się bezpiecznie, spokojnie, po prostu dobrze.
Jasmin Lee Cori często zaczyna terapię od pytania, jaka powinna być dobra matka. Na początku jest zazwyczaj milczenie, potem pojawia się odpowiedź, że dobra matka to ta, która potrafi wysłuchać. Ona wtedy dodaje: „i nie ocenia”. Te słowa wywołują wzruszenie. Psychoterapia to dla wielu pierwsza okoliczność, podczas której ludzie nie czują się oceniani. I to już ogromny zysk z pracy nad sobą. Kolejny to wyciszenie emocjonalnej samotności i poczucie, że świat staje się bezpieczniejszym miejscem, bo mamy większą pewność, że nasze potrzeby zostaną zaspokojone. Wtedy dopiero bezpieczny styl budowania relacji – który dobra matka przekazuje dziecku – staje się dla nas dostępny. Nie widzimy już zagrożeń w byciu zależnym i w tym, że inni na nas liczą. Nie mamy już takich trudności z nawiązywaniem bliskich relacji, bo ufamy, że inni są życzliwi i nam pomogą, kiedy będziemy tego potrzebowali.
A czy zmiana naszych przekonań wpływa na relacje z matką? „Ale to nie matka była na psychoterapii, tylko my. – dopowiada Bianca-Beata Kotoro. – I to my się zmieniliśmy. Jeśli dotychczas czuliśmy się w obowiązku dzwonić do niej codziennie, to uzyskamy wolność od takiego uwiązania. Z uśmiechem wyznaczymy nowe granice i zasady. A jak matka zachowa się toksycznie, już nas to tak nie zaboli”.

Książka „Matka niedostępna emocjonalnie” Jasmin Lee Cori ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Matka niedostępna emocjonalnie
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze