fbpx

Relacja matki i córki

Relacja matki i córki
123rf.com

Relacja matki i córki ma niezwykłą pokoleniową moc. Sposób, w jaki opiekowała się tobą w dzieciństwie, naznacza na zawsze. Możesz ją kochać, możesz nienawidzić, ale tego nie zmienisz. Na co masz wpływ? – mówi psycholog Małgorzata Ohme.

  • Nigdy nie chciałabym być jak moja matka – mówi głośno Natalia to, co wybrzmiewało z jej wypowiedzi już wcześniej. – Czy będę potrafiła być inna?
  • Inna, czyli jaka? – pytam.
  • Ciepła. Otwarta. Obecna. Ona nigdy taka nie była.
  • A jaka była?
  • Chłodna. Zdystansowana. Zawsze myślami gdzieś indziej. Tylko taki model znam. Skąd będę wiedziała, jak być INNA niż ona?

Matka, matryca, która jest początkiem wszystkiego. Czy jesteśmy skazane na odwzorowanie?

Dłonie matki

Z dzieciństwa najlepiej pamiętam dłonie mojej mamy – to pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl o niej. Dlaczego? Czy to efekt symboliki? Być może. Ale po raz pierwszy poczułam się matką,gdy, trzymając córkę, spojrzałam na swoje dłonie. To były dłonie mamy.

Dlaczego akurat matka ma tak silny wpływ na dziecko? Przez całe dzieciństwo jesteśmy bacznymi obserwatorami, patrzymy, widzimy, utrwalamy. Potem zaczynamy odtwarzać. To, jakie relacje budują nasi rodzice, na zawsze pozostaje w nas. Żyjemy w tym filmie. Potem dojrzewamy i zamieniamy się w krytyka. Przez pierwsze lata swojego nastoletniego i dorosłego życia zaczynamy oglądać ten film na dużym ekranie, nieustannie piszemy naszym rodzicom recenzje, wystawiamy oceny. Nadchodzi czas, gdy krytyk zaczyna marzyć o swoim dziele. Taki już jest porządek tego świata.

Planujemy, opowiadamy sobie nową historię, piszemy scenariusz. Oczywiście, nasz będzie lepszy. Doskonały. Nie powielimy przecież tych wszystkich błędów! Dobrze wiemy, co było nieudanym zabiegiem, czego można było łatwo uniknąć – przecież tak dobrze znamy perspektywę „drugiej strony”. I pewnego dnia, gdy pada klaps do pierwszego ujęcia, uświadamiamy sobie, jak trudno jest reżyserować życie. Nagle te wszystkie wychowawcze klęski wyglądają zupełnie inaczej. Nasze życie się zmienia, zaczynamy rozumieć, czasem wybaczać, czasem nie – a wtedy determinujemy się jeszcze bardziej.

Blisko

Byłyśmy blisko jak nikt. Byłam wtedy małą dziewczynką. Mama, mamusia… na wyciągnięcie dłoni, zawsze. Najważniejszy towarzysz pierwszych lat mojego życia. Przewodniczka i przyjaciółka. Razem malowałyśmy paznokcie, chichotałyśmy po mojej pierwszej randce. To ona naklejała pierwszy plaster na moje złamane serce.

Jeśli rozpoczynamy rodzicielstwo od myśli: „Moja matka była najwspanialszą matką na ziemi. Chciałabym, żeby moje dziecko też tak o mnie myślało”, będzie nam nieco łatwiej. Przecież nasza nauczycielka zadbała na wiele sposobów o to, by przygotować nas do nowej roli. Przykład płynie z góry – może i nie było łatwo, ale się udało.

Jednak nie tylko postawa matki wpływa na przyszłe rodzicielstwo. Wzorce relacji w rodzinie bardzo często stają się fundamentem relacji dziecka. Oczekiwania wobec niego wpłyną na to, jakim człowiekiem będzie, zanim w ogóle zda sobie z tego sprawę. Podświadomie zacznie dążyć do ich spełnienia, do zaskarbienia sobie jak największych względów, żeby być jeszcze bliżej.

Czy bliskość pomaga? Tak. Blisko znaczy szczerze, w dialogu. Bez autorytatywnych wymagań, bez sterowania. Być blisko drugiej osoby to szanować jej odrębność, a nie lepić na obraz i podobieństwo. Taka bliskość jest najtrudniejsza. Z taką muszą się zmierzyć wszystkie matki. I mimo najszerszych chęci – nie da się uniknąć błędów i porażek. Przychodzą tak samo niespodziewanie jak sukcesy. Są te wypracowane, owocujące latami (tak, i błędy, i sukcesy), i te, które pojawiają się nagle, bez zapowiedzi – skutki uboczne, nieudane eksperymenty.

A ja nie!

Mam 30 lat, męża i dziecko. Jako nastolatka zarzekałam się, że nie będę nigdy matką surową i zasadniczą, nie przegapię swojej szansy na budowanie relacji z córką. Że staniemy się jak skała, wzajemnym oparciem. Nie zagości u nas trwoga ani obawa przed rodzicami – tylko zaufanie, na dobre i na złe. Moje dziecko stawia właśnie pierwsze kroki, a ja zaczynam dojrzewać jako matka. I coraz częściej w lustrze widzę nie siebie, a swoją matkę. Boję się przyszłości. Nawet gdyby to był tylko okres buntu, nie chcę stać się wrogiem dla swojego dziecka. Nie chcę powtarzać tej samej historii.

Rodzicielstwo jest jak wyzwanie, konfrontacja z duchami przeszłości i ciągłe poszukiwanie tej lepszej drogi. Przecież chcemy jak najlepiej dla swojego dziecka. To, że obraz matki nie jest kryształowy, wcale nie oznacza, że nie jesteśmy jej wdzięczne, że nasza miłość do rodzica jest gorszej jakości.

Czasem mamy za złe matkom, że były zbyt daleko. Ukryte za kindersztubą, niepostępowe, oddzielone od nas barierą pokoleń. Innym razem żałujemy, że tak bardzo chciały być przyjaciółkami, że nie potrafiły nam stworzyć bezpiecznego azylu, postawić granic. Jednak zawsze ostatnie słowo należy do nas – możemy nad sobą pracować. Nie pozwalajmy, aby strach przed niespełnieniem własnych oczekiwań dyktował nam warunki.

Kserokopie miłości

Dziecko jest czystą kartką papieru, i to my zaczynamy ją zapisywać na długo przed tym, gdy ono postawi pierwszą literę. Nie obawiajmy się brzemienia odpowiedzialności. Historia naszego dziecka to prawdziwa rodzinna saga. Piszemy ją wspólnie, od początku – w asyście naszych matek, ojców, dziadków. Piszemy ją z partnerem. Nie sposób zrobić kserokopii matczynej miłości, przepisać rozdział autorstwa własnej matki. Wychowanie jest płynne jak świat, w którym żyjemy. Modelujemy, uczymy się i wyciągamy wnioski. Tworząc nową rodzinę, nowy team, zgadzamy się na naturalne zmiany. Przecież na kartce naszego partnera zapisano już wiele zdań. Przychodzi wreszcie moment, gdy oddajemy pióro w ręce dziecka, a same zostawiamy sobie jedynie skromny margines. W końcu i nasze uwagi wypisane czerwonym długopisem znikają, a my stajemy się jedynie (a może aż?) bohaterkami tej opowieści.

Tam, gdzie są emocje kobiety, tam jest i burza, i spokój. Ale najważniejsza jest refleksja. Mówi się, że z domu wynosimy bagaż doświadczeń na całe życie. Ale jak na prawdziwe kobiety przystało, nieustannie przepakowujemy walizki.

Czy będę taką samą matką, jak moja matka? A czy tego chcesz?

Małgorzata Ohme, psycholog dziecięcy i rodzinny, redaktor naczelna portalu MamaDu.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>