Mieć i być – po co nam duchowość?

Mieć i być - po co nam duchowość?
Święta to czas wyjątkowy nie tylko dla wierzących. Dobrze jest znaleźć choć jeden moment przeżycia duchowego czy to z kimś bliskim, czy z Bogiem (Fot. iStock)

Barierą dla duchowości nie jest bogactwo, ale przywiązanie do niego – mówi psycholożka Joanna Heidtman.

Psychologia zajmuje się duchowością człowieka?
Już w latach 50. ubiegłego wieku tak zwana psychologia humanistyczna przyznała, że istnieje coś takiego jak sfera duchowa człowieka. Jednym z pierwszych, który rozwinął ten rodzaj psychologii, był Viktor E. Frankl, autor wspaniałej książki „W poszukiwaniu sensu”. Psychologowie nie mają wątpliwości, że aby człowiek czuł się szczęśliwy i spełniony, musi dbać o duchowość. 

Co to jednak tak naprawdę znaczy?
Kiedyś w tradycyjnych społeczeństwach dominowała religijność rytualna. I choć najważniejsze były różnego rodzaju obrządki, to aspekt duchowy miał szansę w nich zaistnieć. Dzisiaj jesteśmy mocno skupieni na tworzeniu materialnych dóbr, ich pomnażaniu i konsumowaniu. Pozostało trochę tradycji duchowych od święta, ale na co dzień nie istnieje nic. 

Jakie to może mieć konsekwencje?
Już ma. Obserwujemy wręcz epidemię depresji, nie tej klinicznej (oczywiście, taką też się diagnozuje), ale polegającej na egzystencjalnym cierpieniu, utracie poczucia satysfakcji. Można postawić hipotezę, że skarlał w nas aspekt duchowy i zaczęło się gwałtowne łaknienie sensu. Z jednej strony obserwuję kwestionowanie tradycyjnej religijności, bo ludzie uważają, że nie pasuje do naszych czasów, a z drugiej – potrzebę poszukiwania duchowych dróg. 

Gdzie ich szukamy?
W ramach różnych zachodnich tradycji religijnych, we wschodnich filozofiach, na przykład buddyzmie, zen. Mało kto wie, że w naszej religii też istnieją ciekawe nurty duchowe, choć mniej znane, takie jak medytacja chrześcijańska, odosobnienia, rekolekcje organizowane przez różne zakony. Są też poszukiwania duchowe poza tradycjami religijnymi. Jedną z takich praktyk jest mindfulness. Jej twórca, Jon Kabat-Zinn, rozwinął ją jako metodę terapeutyczną, podkreślając, że nie jest związana z żadną religią.  

Duchowość realizujemy też poprzez pomaganie innym?
Bycie potrzebnym, pomaganie, dzielenie się, wdzięczność – to aspekty wpisane właściwie w każdą tradycję duchową. Co ciekawe, mają wiele wspólnych przekazów, na przykład: to, co czynisz drugiemu, wraca do ciebie, jesteśmy częścią całości itp. 

Można szukać sensu życia poza duchową ścieżką?
Oczywiście. Mówi o tym prof. Martin Seligman, współczesny przedstawiciel psychologii humanistycznej. Według niego człowiek szuka poczucia szczęścia na trzy sposoby: poprzez hedonizm, czyli przyjemności: zabawę, rozrywki, dobra materialne. Po drugie, poprzez zaangażowane życie: pasję, pracę. Ale jest jeszcze trzeci sposób – transcendentny. Oznacza szukanie sensu poza sobą, coś, co Amerykanie określają: larger than life (większe niż życie). Pomaganie bez oczekiwania wzajemności, działanie nie dla wygody, pieniędzy, ale dla innych. Na tym poziomie poczucie sensu spotyka się z duchowością.

Da się ją pogodzić z materializmem?
To odwieczne pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Uważam, że barierą dla duchowości nie jest bogactwo, ale przywiązanie do niego. W wielu tradycjach duchowych mówi się, że materia jest energią, a energia musi płynąć. Jeśli zatem na wszelkie dobra spojrzymy jako na energię, która musi płynąć, to nie trzymamy ich kurczowo przy sobie, tylko puszczamy dalej w postaci  pomocy czy dzielenia się. Bogaci mogą uczynić wiele dobra. Ważna jest jednak intencja, to, w jaki sposób te dobra zdobywają. Takie myślenie staje się coraz powszechniejsze. Wzrasta świadomość, troska nie tylko o społeczność, w której żyjemy, ale o dobro kontynentu, planety. To optymistyczne.

Po co nam duchowość?
Po to, żeby znaleźć sens naszej ludzkiej egzystencji, odpowiedzieć sobie na pytania: Kim jestem? Po co tu jestem? Duchowość można zagłuszyć na różne sposoby: coraz więcej pracując, pijąc, kupując, bawiąc się, ale to przeważnie nie najlepiej się kończy. Pytania o sens życia zadajemy sobie na ogół w drugiej połowie życia. Nie tylko dlatego, że wtedy przychodzi świadomość naszej śmiertelności, ale – jak zauważył Jung – także dlatego, że zaczynamy integrować tak zwany cień, czyli to, co do tej pory wypieraliśmy. Zaspokojone duchowe życie przestaje być przypadkowe i niezakorzenione, staje się uporządkowane, ma swój punkt odniesienia. Ludzie praktykujący duchowość potrafią łatwiej pokonywać przeciwności losu, cieszą się lepszym zdrowiem. 

Jak zrobić ten pierwszy duchowy krok?
Idą święta, czas wyjątkowy nie tylko dla wierzących. Dobrze by było, gdyby udało nam się znaleźć choć jeden moment przeżycia duchowego, czy to z kimś bliskim, czy z Bogiem. Moment szczególny, nie na automatycznym pilocie, na jakim żyjemy. Ludzie wierzący mogą uczestniczyć w wielu pięknych tradycjach: misteriach, czuwaniach, modlitwach, sięgnąć do tekstów, na przykład ojców pustyni z IV wieku, zawartych w książce „Filokalia. Teksty o modlitwie serca”. Każdy z nas może napisać list do przyjaciela, z którym się posprzeczał. Albo odwiedzić dawno niewidzianych krewnych, którym za coś nie podziękowaliśmy. Zrobienie czegoś, co płynie z serca, przynosi mocne duchowe przeżycie. Warto się o tym przekonać.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze