fbpx

Miłość za murem, czyli co zrobić, gdy mężczyzna zachowuje wieczny dystans?

Miłość za murem, czyli co zrobić, gdy mężczyzna zachowuje wieczny dystans?
Możesz odejść, ale jeśli liczysz na to, że otworzysz mu oczy, to się przeliczysz. Taki partner jest przyzwyczajony do tego, ze wszyscy go zostawiają. (fot. iStock)

Jesteś z nim, choć on zachowuje dystans. Kocha cię rano, ale już wieczorem krytykuje i bywa złośliwy. Taki partner jest ofiarą lęku przed bliskością, ale swoim lękiem krzywdzi także ciebie. Czy można go nauczyć miłości? A może najpierw trzeba zacząć od siebie? Pytamy psychoterapeutę Piotra Sarnowskiego.

Chcesz go pocałować, ale on robi unik. Mówi: „Masz coś na ustach” i się krzywi. Ugotowałaś jego ulubioną zupę z czerwonej soczewicy, kręci nosem: „Jadłem w pracy i nie jestem głodny. Stłukłaś swoją ulubioną filiżankę po babci i jest ci smutno – zamiast pocieszyć mówi: „Jesteś taka nieuważna, wciąż błądzisz myślami, gdybyś skupiała się na tym, co robisz, to byś jej nie stłukła!”. A potem złości się, że płaczesz: „Te twoje emocje! Mam ich dość! Zrób coś ze sobą!”. „Najwyższy czas!” – myślisz zrozpaczona i wściekła. – Tylko co!?”.

Ja go kocham a on śpi

– Coraz częściej trafiają do mnie mężczyźni, którzy nie potrafią zbudować trwałego związku. Przez całe życie dostawiali informacje, że nie mogą czuć, że muszą ukrywać, jacy są – no to jak mają zbudować bliską relację? – zauważa psychoterapeuta Piotr Sarnowski. – Kobiety, które do mnie przychodzą po pomoc, bo pokochały mężczyzn bojących się bliskości, mówią: „Może kiedy od niego odejdę, to on się opamięta? Pójdzie na terapię, coś zrobi ze sobą?”. Tłumaczę: „Oczywiście, że możesz odejść, ale jeśli liczysz na to, ze otworzysz mu oczy, to się przeliczysz”. Taki partner jest przyzwyczajony do tego, że wszyscy go zostawiają. Robi nawet wszystko, żebyś i ty sobie poszła. Bo gdy odejdziesz, to go utwierdzisz w wyniesionym z dzieciństwa przekonaniu, że nie może być kochany. Wtedy nie będzie musiał konfrontować się z tym, co było bolesne w przeszłości. Na przykład, że kiedy był malutki, ojciec i matka porzucili go emocjonalnie lub też fizycznie. Czuł się samotny, opuszczony, bał się. Albo miał za dużo obowiązków, za ciężkich jak dla dziecka, sam musiał dbać o siebie, a może nawet o nich. A teraz kolejna osoba (czyli ty) odchodzi od niego. „Nawet kobiety nie potrafię utrzymać” – pomyśli, dowalając sobie.

Kiedy jesteście razem, ma w głowie: „Ona na pewno mnie zdradzi, oszuka, za chwilę coś złego się stanie”. Dlatego cały czas trzyma dystans. Wymyśla niestworzone historie, ma podejrzenia, które są bez sensu, bo ty go po prostu kochasz i jesteś uczciwa. Ale on zamknął się w swojej głowie i jak chomik w kołowrotku kręci się w kółko. – Jego mechanizmy obronne wyniesione z dzieciństwa pomogą mu sobie z tym porzuceniem poradzić, a jednocześnie nie będzie musiał zmieniać nic – mówi Piotr Sarnowski.

Dlaczego tak jest?

Oczywiście twój partner nie robi tego świadomie. – Lęk przed bliskością wynika z głęboko ukrytego przekonania, że nie jest się wartym miłości – mówi Piotr Sarnowski. -Dlatego w chwilach bliskości zachowuje się w taki sposób, który powoduje w tobie napięcie i w rezultacie albo ty się czujesz odepchnięta jego zachowaniem, albo sama go odpychasz, bo uraził cię tym, co powiedział lub zrobił.

To schemat, który nim kieruje. Sprawia, że odpowiada obojętnością na dowody miłości. Nie chce mówić i słuchać o uczuciach, udaje twardziela. Doszukuje się negatywnych motywacji w twoim zachowaniu. Podejrzewa i krytykuje. Jest wyczulony na wszelkie niedoskonałości czy potknięcia. Perfekcjonizm i sztywne zasady zamykają jego serce. Chwiejność emocjonalna sprawia, że ma jakby wiele twarzy. Wciąż jest zajęty, robi wszystko, byle nie usiąść i nie popatrzeć w oczy komuś, kto powiedział „kocham cię”.

Źródło jego lęku? Nie dostał w dzieciństwie miłości ani troski. Albo może miał nadopiekuńczą matkę, a nadopiekuńczość bywa równie destrukcyjna jak brak opieki. Nie zostawia przestrzeni na własne marzenia i na intymność. Bliska relacja kojarzy się wtedy z utratą własnego życia. Nawet o tym rozmawialiście, że dlatego „boi się bliskości”. Ale to stało się dla niego uzasadnionym powodem, by nie ryzykować. On ma alibi, a ty dodatkowy ciężar, bo rozumiesz, dlaczego chroni się w nabijanej kolcami zbroi, ale nie zmienia to faktu, że cię wtedy rani. Kochasz go i podchodzisz do niego nieuzbrojona, nie chcesz go skrzywdzić. Ale on krzywdzi ciebie.

Człowiek zdrowy emocjonalnie nie zrozumie tego, co dzieje się z kimś bojącym się bliskości. (fot. iStock)

Jak widzi bliskość?

Najpewniej jego rodzice raz okazywali mu ciepło i zainteresowanie, a kiedy indziej odrzucali i ranili. Kochając ich, doświadczył wiele niepokoju. I z tym uczuciem kojarzy mu się zaangażowanie emocjonalne. Aby sobie z tym poradzić, uwierzył, że nie jest wiele wart, a na pewno nie jest wart miłości. Teraz, kiedy go pokochałaś, wcale jednak nie spieszy się, by zmienić swoje przekonanie. Dlaczego nie chce uwierzyć, że jest kochany? Bo musiałby wtedy uznać, że rodzice byli emocjonalnie ułomni.

– Woli odrzucić twoją miłość niż zmierzyć się z brakiem miłości rodziców. Jego niewiara w siebie jest zapisana głęboko w jego psychice – tłumaczy psychoterapeuta. – W dzieciństwie odciął się od tego bólu, bo zagrażał nie tylko jego zdrowiu psychicznemu, ale i życiu. Teraz jest dorosły, ale jego wewnętrzne dziecko boi się tak samo jak kiedyś.

Rozwiązanie? Dorosnąć, uwierzyć w to, że jest samodzielnym mężczyzną, który zniesie brak miłości matki i ojca. Potrzebna jest atmosfera ciepła, bezpieczeństwa i akceptacji. On musi się poczuć szanowany i doceniony – gdy coś zrobi, nawet tylko posprząta, ma dostać podziw. Pod żadnym pozorem nie umniejszaj go przy innych, a raczej dawaj mu pole do realizacji jego męskości, czyli podejmowania decyzji.

„Kochanie, jestem”

Całe życie musiał sam sobie radzić, więc twoja obecność wybija go ze schematu. Jeśli chcesz zawalczyć, kochasz go i czujesz, że on także kocha ciebie – możesz z nim zostać, jednak zaznacz wyraźnie: „Jestem, ale nie zgadzam się na to, żebyś tak postępował”. To jedyna droga, jeśli chcesz spróbować być z nim i mu pomóc. Jeśli jest nieprzyjemny, zmienny – wycofaj się. Wyprowadź się do drugiego pokoju. Nie sprzątaj, nie gotuj. Ale mów: „Jeślibyś potrzebował pomocy, jestem koło ciebie. Ale zrób choć jeden krok…”.

Nie zmieni się sam z siebie, bo musiałby się skonfrontować z tym, że rodzice źle go ocenili. A on ma ich ocenę w głowie i dlatego boi się zaryzykować wyjście ze swojej kryjówki. Ale jeśli z niej nie wyjdzie, to nie zbliży się do ciebie. Jeśli znajdzie się przy ścianie i powie: „Mam tego wszystkiego dosyć, potrzebuję pomocy, może bym poszedł do psychoterapeuty?” – to wtedy go w tym wesprzesz.

Możesz też nie czekać i powiedzieć: „Słuchaj znowu się kłócimy, znów mi jest przykro, a ty się wściekasz albo milczysz i zamykasz w sobie. To bardzo trudna sytuacja dla mnie i chciałabym, żeby to się nie powtórzyło. Może pójdziemy do terapeuty, zobaczymy, czego ja nie widzę, a czego ty nie dostrzegasz?”. Czy pójdzie – na to już nie masz wpływu. Masz wpływ na to, żeby zadbać o siebie.

Może ty też?

– Człowiek zdrowy emocjonalnie nie zrozumie tego, co dzieje się z kimś bojącym się bliskości. Poczuje się w końcu urażony i odejdzie. Tylko ktoś, kto sam ma podobny problem, zostaje z kimś niedostępnym emocjonalnie – mówi Piotr Sarnowski. – Moja rada brzmi zatem: potraktuj wasz związek jako poligon do pracy nad sobą. Bo skoro z nim jesteś, to zapewne też masz coś do przepracowania.

Możesz też potrzebować pomocy specjalisty, żeby stanąć na nogi, bo mężczyzna, który boi się bliskości, non stop wpędza partnerkę w złe samopoczucie. „Jak ty dziś wyglądasz?!”, „Co za mdły obiad!”. Po co to robi? Ocenia swoje życie jako słabe i czuje się lepiej, kiedy uzna cię za gorszą od siebie.

Niestety, jego krytykanctwo i odrzucanie może w tobie wzmacniać niewiarę w siebie, którą wyniosłaś z domu rodzinnego. Dlatego jeśli jesteś partnerką mężczyzny bojącego się bliskości: zajmij się sobą, zacznij o siebie dbać. Jeśli czujesz się nieatrakcyjna, głupia i bezwartościowa, to będzie dla ciebie odtrutka na zaniżone poczucie wartości.

– Partnerka kogoś, kto unika bliskości, by zbudować samą siebie, musi wkroczyć na tę samą ścieżkę – mówi Piotr Sarnowski. – Czyli wybrać się w przeszłość i zdać sobie sprawę, że rodzice ją odrzucili, lekceważyli, krytykowali. Zrozumieć, że całe życie czuła się odrzucona. Że rodzice ją zostawili z jakichś swoich chorych powodów, a nie dlatego, że jest gorsza czy zła. Jeśli tego nie zrobi, kolejny związek może się okazać kopią tego. Podobnie jak następny…

– Siedzi przede mną piękna, finansowo niezależna kobieta i mówi, że jest nieatrakcyjna. Pyta, czy coś z nią jest nie tak, że on woli seks z komputerem niż z nią. „Wie pan, jestem sama w nocy, nie mam dziecka, moi rodzice mnie odrzucili, czego bym się nie dotknęła, to wszystko chrzanię” – opowiada Piotr Sarnowski. – Wyjaśniłem jej, żeby tego odrzucenia męża nie brała do siebie. Mężczyzna bojący się bliskości unika seksu, bo w łóżku byłby tak blisko kobiety, że stałby się z nią jednością. A wówczas nie ukryłby przed nią tego, kim jest, a przecież on w siebie nie wierzy… Poprosiłem ją też, żeby założyła dzienniczek, w ktorym będzie zapisywała to, co jej się każdego dnia udało. Żeby zobaczyła, że tylko zła samoocena wykrzywia jej obraz samej siebie. Okazało się, że ma odpowiedzialną pracę, czyta angielskie książki w oryginalne i pomaga sąsiadce, która jest chora. Na tym budowaliśmy adekwatny obraz jej samej. Zaczęła poznawać swoje mocne strony. Wszystkie swoje zasoby, czyli talenty i umiejętności, relacje z ludźmi, wartości – żeby mogła odbudować wiarę w sobie.

Potrzebna była także praca nad komunikacją. Nad mówieniem w pierwszej osobie, czyli np. „Ja potrzebuję bliskości fizycznej, bo to mi daje poczucie, że jesteśmy razem”. Albo nad przypominaniem metodą zdartej płyty o tym, czego oczekuje np. „Umówiliśmy się, że pójdziesz do pracy, a wtedy zaczniemy się starać o dziecko”.

– Odgrywaliśmy w gabinecie scenki, ja występowałem w roli męża pacjentki, a ona była sobą – opowiada Piotr Sarnowski. – Uczyliśmy się trzystopniowej asertywności, czyli mówienia o swoich oczekiwaniach, prośbach i o tym, co mi się nie podoba, oraz ostrzeganiu o konsekwencjach. Czyli najpierw taki komunikat: „Nie podoba mi się, że mówisz do mnie w ten sposób, że jestem nieatrakcyjna”. Jeśli on dalej tak mówi, ona wchodzi na kolejny stopień: „Jest mi bardzo przykro, kiedy tak do mnie mówisz i dlatego jeśli będziesz nadal to powtarzał, nie będę z tobą rozmawiać”. Jeśli on dalej nie przestaje, ona wchodzi na trzeci stopień, to znaczy rzeczywiście przestaje z nim rozmawiać, ale tylko o tym, czego nie akceptuje. Nie odrzuca go całego, tylko tę jego część, która jest wobec niej agresywna czy krytyczna.

Dojście do ściany

Siedzi tam sam za murem, taki biedny. Chcesz mu pomóc, przytulić go. Ale może ty też jesteś porzuconym dzieckiem, które czeka na bliskość ze strony mamy czy taty? Umieszczasz swoją tęsknotę w partnerze. Gdy się uda, gdy przebijecie się przez ten mur albo on wyjdzie zza niego – zmieni się wasza perspektywa. On nie będzie się chował, a ty nie będziesz go szukać. Zniknie dystans. Jeśli zechcecie zostać razem, będzie wam potrzebny nowy schemat życia we dwoje, już bez lęku.

A jeśli nic się nie zmienia? Wtedy warto postawić granice, zadbać o siebie i odejść. – Jedna z moich pacjentek stanęła przed taką ścianą i powiedziała: „Próbowałam już wszystkiego: płakałam, prosiłam, straszyłam i nic. Pan jest moja ostatnią deską ratunku” – opowiada psychoterapeuta. – Nie wiem, czy ona z nim będzie chciała być, kiedy terapia się powiedzie. Teraz z nim jest, bo całe życie czuła się odrzucana. Ale jeśli wyzdrowieje, a on się nie zmieni, może powiedzieć: „Odchodzę”. To jej święte prawo.

 

Piotr Sarnowski – psychoterapeuta, specjalista psychoterapii uzależnień i współuzależnienia, trener, pedagog resocjalizacyjny. Pracuje metodą psychodramy i ustawień rodzinnych

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>