Moda na slow life – czym dla Polaków jest życie w rytmie slow?

Coraz częściej męczy nas skupienie na karierze, wzrasta natomiast zainteresowanie życiem w duchu slow. (Fot. iStock)

Moda na slow life zaczęła się ponad dekadę temu. Ale czy naprawdę przeniknęła do naszego życia? Mamy pierwszy raport. Wiemy, czym dla Polaków jest życie w rytmie slow. Także w wielkim mieście.

Domowe urządzenia, które uruchamiamy smartfonem, kiedy w korku wracamy z pracy do domu, zegarek dla dynamicznej kobiety i lakier do włosów, który zadba o fryzurę przez całą dobę. Reklamy krzyczą: musisz to zrobić szybciej, idealnie i najlepiej za pomocą jednego przycisku! Na Instagramach szafiarek, fitblogerek czy supermam obserwujemy ich perfekcyjne życie składające się z ciągłych podróży, ćwiczeń, testowania kremów i prezentowania ubrań. Próbujemy im dorównać, zapominając, że za bohaterkami zdjęć stoi sztab ludzi, a świat, który pokazują, nie do końca jest prawdziwy.

Coraz częściej męczy nas skupienie na karierze, wzrasta natomiast zainteresowanie życiem w duchu slow. Dowodem są badania przeprowadzone w kwietniu 2018 roku przez Mobile Institute dla marki Naturativ. Wynika z nich, że pojęcie slow life jest znane 27 procentom Polaków. Definiują je jako życie bez pośpiechu, przeżywanie tu i teraz, osiągnięcie równowagi między pracą a obowiązkami, życiem prywatnym a odpoczynkiem. 34 procent uważa, że z takim podejściem wiąże się zdrowe odżywianie. Na kolejnym miejscu znalazło się obcowanie z naturą (27 procent).

– W naszym społeczeństwie doskonale funkcjonuje mit wiejskiej idylli – wyjaśnia socjolog dr Sylwia Urbańska. – Ale nie wszyscy chcą uciekać na wieś. Wiele osób ceni sobie szerszy dostęp do kultury czy bliskość dobrej szkoły dla dziecka. Za to marzy o komfortowym i niespiesznym życiu w mieście – dodaje. Dlatego pojawia się mnóstwo oddolnych inicjatyw. Wystarczy spojrzeć na fenomen budżetów partycypacyjnych. Ludzie chcą decydować o tym, jaka będzie ich dzielnica i jak mogą spędzać czas – są to często pomysły zaskakujące. Na przykład na placu Hallera w Warszawie otworzono tężnię solankową. Okoliczni mieszkańcy przychodzą tu, by oddychać zdrowym powietrzem, nawiązują kontakty, a miejsce zaczyna żyć. W wielu miastach Polski zaczynają kiełkować kwietne łąki. Za moment zachwycą kolorami i zapachem, zwabią owady, ale też pozwolą na oszczędności. W przeciwieństwie do trawnika nie trzeba ich podlewać i wystarczy skosić dwa razy w roku. Poza tym tłumią hałas i pomagają walczyć ze smogiem. W Krakowie w ubiegłym roku w przestrzeni publicznej miasta powstało 100 tys. metrów kwadratowych łąk. To powierzchnia 14 boisk piłkarskich. Przybywa tras rowerowych i siłowni pod chmurką. Buduje się domki dla owadów czy stawia ule na dachach. Przywracanie natury w miastach jest procesem widocznym i coraz bardziej powszechnym.

Wraz z rozwojem cywilizacji typu fast food, ze standaryzacją produkcji i jej metod, wzrasta zainteresowanie żywnością ekologiczną. 26 procent Polaków zwraca uwagę na to, skąd pochodzą kupowane przez nich produkty, a prawie połowa czyta skład na etykietach.

– Wróciła moda na ogródki działkowe. Często kilka osób czy rodzin korzysta w ramach spółdzielni z jednej działki – komentuje socjolog. Spotykają się, wspólnie uprawiają warzywa, robią grilla, zapraszają przyjaciół. Brak kawałka ziemi może zastąpić balkon zastawiony donicami z sałatą, ziołami, pnącymi pomidorami czy truskawkami. Grupy ludzi skrzykują się na FB, aby wspólnie szukać dzikiego bzu czy innych jadalnych roślin. – Z badań wynika, że Polacy wyjątkowo lubią hodować w mieszkaniach rośliny doniczkowe. Jedna z rozmówczyń, 20-latka, przyznała, że ma większą radość z sadzenia w domu sanseverii – rośliny anty-smogowej – niż z chodzenia po galeriach handlowych – opowiada dr Urbańska.

Wzrosła świadomość ekologiczna i poczucie ryzyka. Przeraża nas smog, z niepokojem czytamy o śmieciowej wyspie na Pacyfiku, pięć razy większej niż Polska. Może to rezultat popularności segregacji śmieci. Robi to już 39 procent z nas.

W duchu slow zaczęliśmy też podróżować. Zamiast wylegiwać się na egzotycznych plażach, szukamy wrażeń związanych z jedzeniem i piciem lokalnie – w lubuskich winnicach, Stawach Milickich czy na Małopolskim Szlaku Owocowym. Delektujemy się smakami tradycyjnych potraw, studiujemy przepisy, uczestniczymy w kursach gotowania. Nawet jeśli nie odwiedzimy producentów żywności, to oni odwiedzą nas. Stąd tak duża popularność targów śniadaniowych w miastach. A mieszczuch, który nie rusza na weekend na wieś, może na przykład śledzić relacje z gniazda bielików w Nadleśnictwie Kutno. Zapewne też skomentuje na forum zachowania zwierząt, podyskutuje, dokąd poleciały i na jak długo, i czy młode dadzą sobie radę same. Może zrezygnuje nawet z obejrzenia kolejnego odcinka kultowego serialu.

Kosmetyki? Coraz częściej myślimy nie tylko o tym, żeby były skuteczne. Dla 25 procent Polaków ważne jest, by były naturalne. I jesteśmy w stanie zapłacić za nie więcej. Sprawdzamy skład, pilnujemy, żeby w kremach czy balsamach nie było chemii. – Czytanie etykiet kosmetyków jest bardziej skomplikowane niż produktów spożywczych. Nie mamy wskazówki w postaci zielonego listka, unijnego certyfikatu, jak w ekojedzeniu – tłumaczy Magdalena Hajduk, właścicielka marki Naturativ. Jeśli połowa emulsji to woda, drugą połowę powinny stanowić substancje naturalne lub naturalnego pochodzenia i dozwolone w kosmetykach naturalnych konserwanty identyczne z tymi używanymi w artykułach spożywczych. – Wydaje mi się, że eko w pielęgnacji ciała wzięło się z dbałości o styl życia i jego jakość. Skoro nie służy nam wysokoprzetworzona, bezwartościowa żywność, to podobnie jest z kosmetykami, które mają przecież kontakt z ciałem – dodaje Hajduk.

Różne oblicza slow life

Działanie w rytmie slow przenosi się na różne, często nieoczekiwane dziedziny. W pędzącym świecie trudno wyobrazić sobie program rozrywkowy, który trwa pięć dni bez przerwy, nie ma fabuły, scenariusza, grama dramatyzmu, a odnosi sukces. A taki właśnie program zrealizował producent filmowy Thomas Hellum dla norweskiej telewizji publicznej. Nakręcił dokument o statku płynącym wzdłuż fiordów i pokonującym 3 tys. kilometrów. Kamery w czasie rzeczywistym pokazywały, co dzieje się na brzegu. Widzowie mogli więc zobaczyć bajkowe krajobrazy, pasące się krowy i mnóstwo ludzi machających do kamer z flagami czy transparentami. W narodową zabawę machania nad wodą włączyła się nawet jej wysokość królowa Norwegii. Film oglądało, oczywiście we fragmentach, 3,2 mln telewidzów – jak na pięciomilionowy naród to niezły wynik. Na fali sukcesu tej pierwszej w historii slow TV Thomas Hellum zrealizował kolejne wielogodzinne programy – o połowie łososia, rąbaniu drewna i paleniu w kominku czy robieniu na drutach. Jak reżyser tłumaczy swój sukces? Kiedy obraz zmienia się powoli, dopowiadamy własne historie. Zastanawiamy się, kim jest chłopiec stojący na brzegu, wyobrażamy sobie złowienie ogromnej ryby albo spotkanie przy ognisku.

Japończycy z kolei mają ciekawy pomysł na slowterapię. Być może jest to odpowiedź na karoshi (śmierć z przepracowania), poważny problem tego kraju. Aby się wyciszyć, obniżyć poziom stresu, ale też podleczyć przeróżne choroby, od astmy po nadciśnienie, zażywają kąpieli leśnych (shinrin-yoku). Są one, jak tabletki, przepisywane na receptę. Jej realizacja odbywa się w dziesięciu przebadanych naukowo lasach. Pozbawieni komórek pacjenci wysyłani są po prostu na spacer. Mają słuchać śpiewu ptaków, szumu liści, podziwiać kolory zieleni, identyfikować zapach, dotykać drzew i głęboko oddychać. Już po dwóch godzinach poczują się lepiej. Dr Qing Li, autor przetłumaczonej niedawno na język polski książki „Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych”, uważa, że nawet spacer po parku może zdziałać cuda, a jeśli i na to nie mamy czasu, wdychajmy olejek sosnowy, który oczyszcza umysł.

W slow life wpisuje się duńskie hygge, szwedzki lagom czy francuskie joie de vivre. Słowa te mają wiele znaczeń – od rozmowy z przyjaciółmi, bycie serdecznym i uważnym gospodarzem, budowanie nastroju bliskości, przez jedzenie ciasteczek, po lekcję tańca. Nawet jeśli uczymy się rock and rolla.

Slow life – teoria i praktyka

  • 24% badanych nie wyobraża sobie dnia bez chwili relaksu. Ale… aż 30% miewa czasem podczas wypoczynku wyrzuty sumienia.
  • 50% Polaków stara się celebrować ważne chwile z bliskimi. Jednocześnie przyznają, że zdarza im się pracować w wolnym czasie.
  • 30% oddaje potrzebującym rzeczy, których nie potrzebuje. Niestety jedna czwarta z nas je wyrzuca.

Źródło: Mobile Intitute dla Naturativ