Mój chłopak ma depresję. Co robić i jak mu pomóc?

fot. iStock

Partner dotknięty „smugą cienia” z jednej strony zamyka się w swoim smutku i reaguje agresją, kiedy ktoś próbuje dowiedzieć się, co czuje, a z drugiej domaga się bezustannej obecności i bywa zazdrosny o czas spędzany bez niego. Terapeutka Ewa Klepacka-Gryz zauważa, że aby wspierać osobę w depresji, trzeba najpierw zadbać o siebie.

Agnieszka zadzwoniła do mnie z prośbą o zapisanie jej na sesję. – Mój chłopak ma depresję i nie wiem, jak mu pomóc. Nie daję sobie z tym rady. Czy mogę przyjść z tym do terapeuty? – zapytała. Okazało się, że dwóch poprzednich terapeutów powiedziało Agnieszce, że w sprawie depresji pomocy powinien szukać sam zainteresowany. Rzeczywiście tak nas, terapeutów, uczą na studiach: to ten, kto ma problem, powinien zadzwonić i umówić się na spotkanie. Podobno w ten sposób rośnie jego motywacja jako przyszłego pacjenta.

Owszem, partner Agnieszki miał depresję, ale ona również miała problem z jego chorobą i – jak słusznie podejrzewałam – z samą sobą oraz z ich związkiem…

Krok 1.
Próbujemy ustalić, co się dzieje między Agnieszką a jej partnerem

Kiedy Agnieszka stanęła w drzwiach mojego gabinetu, pomyślałam, że pewnie wiele przeszła; przygarbiona, z opuszczonymi ramionami, twarz zasłaniały jej długie włosy. W ręku trzymała paczkę jednorazowych chusteczek. – Może w końcu się przydadzą – powiedziała. – Już tak dawno nie płakałam – podniosła głowę, jej ciało miało wykonać ruch, by przekroczyć próg mieszkania i nagle się zatrzymała. – Ojej, nie mogę zrobić kroku – wyszeptała bardziej zdziwiona niż przestraszona.

Wyciągnęłam rękę, żeby jej pomóc, ale Agnieszka poprosiła: – Chciałabym jeszcze przez chwilę postać w drzwiach. – Jasne, razem poczekamy, aż będziesz gotowa
– odpowiedziałam. – Pewnie myślisz, że jestem jakimś dziwadłem albo histeryczką – znów wyszeptała.

Zapewniłam ją, że nic takiego nie pomyślałam. Zaproponowałam, żeby zamknęła oczy, lekko ugięła w kolanach nogi, poczuła mocne oparcie w stopach i poddała się temu, co chce zrobić ciało. – Ale mnie buja – powiedziała po chwili. Rzeczywiście jej ciało lekko kołysało się w rytm wahadła; w tył, w przód… Po chwili bez trudu weszła do przedpokoju. W myślach próbowałam rozszyfrować ten przekaz, który ciało zaprezentowało mi na „dzień dobry”. Ewidentnie to było jakieś zatrzymanie, niemożność ruchu, stagnacja energii.

W pokoju Agnieszka wyraźnie się ożywiła, jej ciało było wręcz nadmiernie ruchliwe. Czułam, że to nerwowe. Zaczęła swoją opowieść. Okazało się, że Daniel, jej chłopak, zachorował na depresję miesiąc po tym, jak razem zamieszkali. Na początku Agnieszka myślała, że nie chce wychodzić z domu, bo lubi, kiedy są w nim razem. Jednak potem okazało się, że najbardziej lubi być sam, leżeć w łóżku, słuchać muzyki albo gapić się w sufit. – Widziałam, że coś z nim nie tak, ale kiedy mówiłam mu o tym, strasznie się złościł. Zapewniał, że potrzebuje jedynie chwili spokoju. Ale jeśli dawałam mu spokój i zajmowałam się sobą, narzekał, że już go nie kocham.

„Zaopiekuj się mną, nawet kiedy nie będę chciał” – nagle przyszły mi do głowy te słowa, chyba z jakiejś piosenki, ale nie mogłam sobie przypomnieć jakiej. Partner w depresji całym sobą pokazuje, że chce bliskości, a zaraz potem odrzuca ją, dewaluuje. Mimo to bardzo jej potrzebuje. Depresję często rozumie się jako tęsknotę za bliską relacją, a jednocześnie niemożność zbliżenia się do drugiego człowieka i bycia w takiej relacji.

– Czy rozumiesz, co się z nim dzieje? – zapytałam. – Na początku bardzo starałam się zrozumieć, ale teraz chyba już nie mam sił dobijać się do niego – odpowiedziała. Poprosiłam, by narysowała na kartce to, co się teraz dzieje między nimi. – Siebie i partnera narysuj symbolicznie jako dwa kółka będące w relacji – tłumaczę. Widzę, że Agnieszka rysuje dwa koła nałożone na siebie, jedno na drugim. – Teraz narysuj depresję Dawida – proszę. – Daniela… – Agnieszka poprawia mnie już kolejny raz. Głośno zastanawiam się, dlaczego tak uparcie mylę jego imię. – Czasami mam wrażenie, że ich jest dwóch; ten sprzed choroby i ten dzisiejszy – Agnieszka trafnie rozszyfrowuje przyczynę moich pomyłek. – A ty? Jaka ty jesteś teraz, w jego chorobie? – pytam. – Nie wiem – szepcze Agnieszka. Czuję, że pod tym „nie wiem” coś sie kryje. Ponawiam prośbę o narysowanie depresji. Agnieszka rysuje czarne koło, które prawie całkowicie przykrywa ich koła nałożone na siebie. „Bezruch. Tu nie ma żadnego ruchu” – myślę i przypomina mi się zatrzymanie Agnieszki w drzwiach.

Krok 2.
Tłumaczę Agnieszce, czym się różni empatia od współuzależnienia

Depresja najczęściej wiąże się z wczesną utratą ważnej miłości, najprawdopodobniej miłości matki, która, z różnych powodów, nie była w stanie przyjąć miłości dziecka ani mu jej ofiarować. Ból i cierpienie z „niedokochania”, przez lata stłumione po to, by przetrwać, zazwyczaj ożywają w dorosłym życiu w bliskiej relacji. Czasami mówi się, że występowanie depresji u jednego z partnerów pokazuje, że jest w związku mocna energia zaufania, która u chorego budzi podświadomą nadzieję, że druga osoba – niczym silny rodzic – zrozumie, wesprze, pokocha, pocieszy, przyjmie nawet agresję i odrzucenie. Stąd biorą się te dobre rady otoczenia, czasem nawet lekarzy psychiatrów czy terapeutów: „Musisz przy nim wytrwać, bo on cię potrzebuje”, „Jego stan jest teraz najważniejszy”. Tymczasem wytrwanie przy partnerze z depresją bez wsparcia i zadbania o siebie jest jak ugodzenie się odłamkiem lodowego lustra (pamiętacie Kaja z „Królowej Śniegu”?). Dlatego uważam, że praca terapeutyczna z osobami będącymi w relacji z chorymi na depresję jest równie ważna jak praca z samymi chorymi.

Proszę Agnieszkę, żeby narysowała kolejny rysunek, na którym kółko ją symbolizujące wydostało się spod czarnego koła depresji. Kiedy to robi, pytam: – No i co teraz?

Okazuje się, że przez te pół roku choroby partnera Agnieszka powoli traciła siebie i swoje życie. Przestała mieć ochotę na spotkania ze znajomymi, a kiedy przyjaciółki niemal na siłę gdzieś ją wyciągały, udawała, że wszystko jest OK, bo dosyć już miała rozmów o chorobie Daniela. Dosyć miała telefonów od matki partnera z pytaniem, czy dba o jej synka, a także telefonów od swoich rodziców, pytających, kiedy go zostawi, bo przecież młoda jest i na szczęście ślubu z nim nie wzięła. Coraz bardziej żyła jak robot: praca – dom, dom – praca, bez energii, bez radości, bez celu. – Boję się, że pewnego dnia w ogóle przestaniemy się do siebie odzywać i zostaniemy tak na zawsze, jak dwa milczące posągi – mówi ze spuszczoną głową. – Bez ruchu, bez możliwości wyjścia z tej sytuacji, zatrzymane na wieki – dodaję i widzę, jak Agnieszka ukradkiem wyciera łzę. To pierwsza, bardzo ważna łza, dająca nadzieję, że jej serce się rozmraża. Ale szybko się opamiętała, przecież partnerka osoby chorej na depresję nie może koncentrować się na sobie.

– Nigdy przy nim nie płaczę, on potrzebuje mnie silnej – mówi. – Czasami jestem na siebie zła, że nie mogę mu pomóc. Przecież go kocham i cierpię razem z nim – ostatnie zdanie Agnieszki budzi mój ogromy protest, bo ewidentnie kolejny raz mam do czynienia ze źle pojętą empatią.

Kiedy ktoś z twoich bliskich jest chory, smutny, cierpiący, masz rozumieć jego uczucia, a nie cierpieć razem z nim. Dzielenie z kimś jego emocji to współuzależnienie, a nie empatia. Empatia oznacza towarzyszenie, bycie obok, przy jednoczesnym czuciu swoich własnych emocji, byciu przy sobie.

Krok 3.
Próbujemy ,,obudzić” Agnieszkę

U osoby chorej na depresję wczesne niepowodzenia w wymianie miłości w kontakcie z rodzicem powodują utrwalenie się scenariusza zatrzymywania w sobie uczuć i wszelkich relacji emocjonalnych. Człowiek z depresją często mówi, że nie czuje nic: ani smutku, ani radości, ani nienawiści, ani miłości. Ale to nie jest tak, że te uczucia zniknęły. One są, zatrzymane w jego ciele, a w sercu pozostaje nadzieja, że kiedyś ktoś je obudzi. Także wymiana emocjonalna z osobą chorą na depresję zostaje zablokowana. Partnerzy są jak te dwa milczące posągi, o których powiedziała Agnieszka. Dlatego zanim osoba towarzysząca choremu zacznie go wspierać, musi zadbać o siebie, własne potrzeby, uczucia i pragnienia.

Wracamy do rysunku koła symbolizującego Agnieszkę. Proszę, by opowiedziała mi o sobie: kim jest, jaka jest, co jest dla niej ważne. Agnieszka milczy, a ja czuję, że nie potrafi tego zrobić. Patrzę na jej znieruchomiałe ciało i widzę zamrożenie. Życie z chorym na depresję to jak zamknięcie się w lodowym zamku, z którego nie ma wyjścia. Ta choroba jest jak kochanka, która nie chce się wyprowadzić, a nawet jeśli odejdzie na trochę, to zawsze może wrócić.

Proponuję Agnieszce herbatę, wychodzę do kuchni i proszę, żeby wstała, pochodziła po pokoju. Czuję, że ten bezruch męczy nas obydwie. Później proszę, żeby usiadła na piłce do ćwiczeń. – Lekko rozstaw nogi, mocno oprzyj stopy na ziemi. Ręce połóż na udach, wnętrzem dłoni do góry – mówię. Dzięki temu ramiona nie będą unosić się, otworzy się klatka piersiowa.

Następnie proszę, żeby Agnieszka całą uwagę skoncentrowała na mięśniach dna miednicy mniejszej (podbrzusze). Tłumaczę jej, że tu znajduje się jej kobieca moc.

Te i podobne ćwiczenia mają za zadanie przywrócić osobie towarzyszącej choremu najpierw poczucie własnego ciała, a w dalszej kolejności jej własne życie. Bo najważniejsze, co możemy zrobić dla chorego, to stanąć mocno na własnych nogach, zadbać o siebie i swoje zainteresowania. Dopiero później możemy pomyśleć o wsparciu partnera.

Początkowo Agnieszka siedzi na piłce sztywno, nieruchomo, oddycha klatką piersiową, brzuch ma wciągnięty. To powoduje, że zaczyna ją boleć kręgosłup lędźwiowy. Proszę, żeby położyła dłonie na brzuchu i spróbowała się pokołysać. Po raz pierwszy widzę jej uśmiech. – Obudź się, Śpiąca Królewno – proszę.

Krok 4.
Rozmawiamy o tym, jak przywrócić wymianę w relacji Agnieszki i Daniela

W związkach, gdzie jedno z partnerów cierpi na depresję, zwykle wcześniej czy później dochodzi do zahamowania wyrażania emocji, zwłaszcza tych tzw. negatywnych: złości, smutku, bezradności. Niemożność ich wyrażenia w kontakcie z drugą osobą prowadzi do zamrożenia lub inaczej zatrzymania relacji. Po pewnym czasie nie tylko partner, ale i relacja choruje na depresję.

Pytam Agnieszkę, kiedy ostatni raz zezłościła się na Daniela. – Jak mogę się złościć na chorego? – A gdybym dała ci takie prawo? – Uch, chyba bym go rozszarpała – mówi i zaciska pięści. Tłumaczę jej, że taki wybuch emocjonalny nie zniszczy ich związku, nikomu nie zrobi krzywdy. Agnieszka opowiada o tym, jak kłócili się kiedyś, przed chorobą. – Nieraz latały talerze, a potem godziliśmy się w sypialni.

Przypominam jej, że depresja to zablokowana złość i smutek. Nie pomoże partnerowi, głaszcząc go po główce i tłumacząc, że wszystko będzie dobrze. – Jego matka tak robiła – przypomina sobie Agnieszka. Może właśnie to było pierwszą kroplą depresyjnego strumyka, który groźnie pomrukuje w przestrzeni pomiędzy Agnieszką i Danielem. – To ty musisz podnieść tamę, która uwolni strumień – mówię. Agnieszka pyta, jak ma to zrobić. Jedyne, co jej mogę doradzić: żeby przestała tłumić uczucia, żeby poczuła swoją złość, smutek, bezsilność, rozpacz itp., żeby poczuła je w swoim ciele i dała się ciału poprowadzić. Wierzę, że jej, że im się uda.

Autoterapia związku z depresją w tle

  • Pamiętaj, że nie jesteś w stanie wyleczyć partnera z depresji, ale możesz zapobiec depresyjnemu zatrzymaniu wymiany emocjonalnej w związku. Zacznij od tego, by ujawniać swoje emocje, nawet te trudne.
  • Nie martw się o to, że zrobisz krzywdę partnerowi swoją szczerością. Pamiętaj, że u podstaw depresji leży właśnie brak zaufania w relacji z rodzicem. U źródeł jego niewyrażonego smutku i złości prawdopodobnie leżą podwójne komunikaty wysyłane przez matkę czy ojca. Nie funduj mu tego samego.
  • Wiedz, że masz prawo żądać, by twój partner podjął leczenie. Ty również masz prawo skorzystać z profesjonalnej pomocy.
  • W relacji z chorym partnerem bądź w swojej roli – kobiety, którą on pokochał i która pokochała jego. Absolutnie nie wchodź w rolę terapeutki, mamy czy lekarki.