fbpx

Można zwariować! Ale nie trzeba… Wyjaśniamy, co to znaczy być WWO

Można zwariować! Ale nie trzeba... Wyjaśniamy, co to znaczy być WWO
Dzięki wrażliwości nasz świat ma więcej odcieni. (Fot. iStock)

Dzięki wrażliwości świat ma więcej odcieni, odgłosów, potrafi dostarczyć niezwykłych uniesień – nawet jeśli czasem bywa nie do zniesienia. O tym, jak to jest być WWO (wysoko wrażliwą osobą) i że ta cecha to nie żadna ściema ani wymówka – pisze Jolanta Maria Berent, oswajająca własną hiperwrażliwość.

Mam bardzo czuły słuch, świat jest dla mnie zdecydowanie za głośny. I nie mówię tu tylko o takich sytuacjach jak całodobowe odgłosy z placu budowy (taką cenę płaci się za metro). Nie mówię o hałasie, wytwarzającym silne drgania w środowisku, w naszych komórkach… Mówię o codziennych dźwiękach alarmów, o szczękaniu wind, stukotach i bulgotach, utrzymujących system nerwowy w stanie napięcia. Inne bodźce zewnętrzne też potrafią wywołać u mnie nadmierne pobudzenie. W galeriach handlowych, skąpanych w świetle jarzeniówek – czy czymkolwiek jest owo agresywne światło – zakładam okulary przeciwsłoneczne (jakkolwiek idiotycznie może to wyglądać). Omijam perfumerie i inne skupiska syntetycznych zapachów, z daleka wyczuwam woń nikotyny…

Jakiś czas temu przeczytałam w książce hiszpańskiego psychologa Rafaela Santandreu „Twój umysł na detoksie”, że w zachodnim świecie staliśmy się fetyszystami komfortu. Chcemy, żeby było nam wygodnie. Ciepło (ale nie za bardzo). Miękko. Luźno. Cicho. Smacznie. I że szukanie na siłę tego komfortu może stać się udręką – dla tych, którzy do niego dążą, i dla ich otoczenia. Zgoda, walka z wiatrakami nie ma sensu. Ale chętnie zacytuję Hiszpanowi włoską pisarkę, Federikę Bosco, która w książce „Mówili, że jestem zbyt wrażliwa” wyznaje, że wydała na psychoterapeutów równowartość apartamentu przy placu Hiszpańskim – by usłyszeć na przykład, że przesadza. „Nie wszyscy terapeuci są jednak przygotowani do pracy z takimi jak my ludźmi, a ponieważ dolegliwości związane z hiperwrażliwością można łatwo napotkać w dużej liczbie patologii (osobowość borderline, dwubiegunowa, neurotyczna, maniakalno-depresyjna, narcystyczna, histrioniczna, a lista mogłaby być jeszcze dłuższa), przy próbach zaklasyfikowania nas diagnozy okazują się często pomieszane, błędne i niejasne, co wpędza nas w stan jeszcze większego zniechęcenia. A jeśli nawet twój terapeuta nie ma pojęcia, kim jesteś, poczucie osamotnienia na tym świecie staje się jeszcze głębsze i bardziej nieznośne” – pisze.

Z własnego doświadczenia dodam, że hiperwrażliwość może przypominać fobię społeczną. Ale znów: nie chodzi tu o unikanie ludzi, tylko o nadmierną stymulację, a spotkania z nimi (zwłaszcza że nie lubię powierzchownych rozmów) powodują duże poruszenie, nierzadko prowadzą do wyczerpania. Potrzebuję sporo czasu, żeby przetrawić bodźce, zregenerować się. Muszę więc bardzo umiejętnie wybierać: co, gdzie, kiedy, z kim, w jakim zakresie i na jaki temat. Uczę się komunikować swoje ograniczenia, potrzeby – trudno, najwyżej ktoś uzna mnie za dziwadło, ale nie będę męczyć się i udawać kogoś, kim nie jestem.

Raz, dwa, trzy, stop!

Z pierwszymi publikacjami na temat hiperwrażliwości zetknęłam się w 2017 roku – niedługo po ich ukazaniu się w Polsce. Poczułam ożywczą falę. Uwolnienie. Więc ktoś „to” zbadał, opisał, rozumie. Później odkryłam, że Elaine Aron – amerykańska psychoterapeutka, która zainicjowała badania nad tą cechą charakteru (bo mowa o cesze, nie zaburzeniu) – opublikowała swoją pierwszą książkę w połowie lat 90.! Żałuję, że w Polsce tak długo czekaliśmy na jej prace. Zwłaszcza że – jak twierdzi wiele osób – wiedza o tym, czym jest hiperwrażliwość, czemu służy i jak się z nią obchodzić, może odmienić życie. Dodaje otuchy, siły. Dość powiedzieć, że zaczęły powstawać grupy terapeutyczne dla osób wysoko wrażliwych. Ukazują się kolejne książki, wypływają nowe wątki. Christel Petitcollin, autorka „Jak mniej myśleć”, zwraca uwagę na to, że osoby o wysokiej wrażliwości odznaczają się też wysoką inteligencją. Nazywa je „nadwydajnymi mentalnie” (z powodu szybkości rozumowania i złożoności procesów myślowych), podczas gdy Jeanne Siaud-Facchin, autorka książki „Zbyt inteligentni, żeby być szczęśliwi”, używa terminu „szczególnie uzdolnieni”. Jeśli zabrzmiało to ekscytująco – bo to przecież fantastycznie mieć taką moc „procesora”, cóż za dar od losu! – dodajmy, że według Petitcollin to „zatruty podarunek”… Pamiętam swoje zdumienie, kiedy specjaliści od psychocybernetycznego badania charakteru wyjaśniali mi, że przy wysokim poziomie inteligencji dobrze jest mieć słabszą pamięć (i odwrotnie). Wysokie parametry inteligencji, pamięci i kreatywności oznaczają ekstremalny poziom stresu. Rezultat? Wyposażeni w cenne zasoby wrażliwcy czują się zagubieni, nieprzystosowani, gorsi, trudno im zadbać o własne interesy. Jakby przybyli z innej planety i wciąż próbowali rozpracować ten dziwny system, zasady, jakie tu panują. Dobroduszni, naiwni, mało praktyczni… Łatwo ich wykorzystać. Łatwo odrzucić ich wielki potencjał – bujną wyobraźnię, intuicję, przenikliwość, oryginalność, pasję, empatię, szerokokątne perspektywy…

Przyjmuje się, że wykazują się dużą aktywnością prawej półkuli mózgowej, że ich myślenie ma charakter bardziej globalny (w odróżnieniu od sekwencyjnego myślenia lewopółkulowców). Doświadczam tego często przy pisaniu artykułów: muszę pilnować, żeby trzymać się tematu, bo mój umysł wypuszcza macki na wszystkie strony, buduje piętrowe skojarzenia, a przecież tekst prasowy to nie dysertacja czy mapa myśli. Utrzymanie tego wszystkiego w karbach wymaga naprawdę niemałego wysiłku… No i trzeba jeszcze wziąć poprawkę na perfekcjonizm!

Gdyby sprowadzić wszystko do wspólnego mianownika – wielość emocji, intensywność doznań, złożone procesy myślowe, wysoką empatię – tym mianownikiem będzie rzeczywiście stres. Choć może bardziej adekwatnym terminem byłby „autostres”, taki trochę „znikąd”: nie dzieje się nic niepokojącego, a system nerwowy bije na alarm. Jest przeładowany. Prawdopodobnie ma to też związek z wypartą traumą. W każdym razie – jak zauważa Federica Bosco – ten stres „dosłownie nas zjada, powoduje skoki nastroju, umysłowe zmęczenie, niepokój, wątpliwości, strach, ciągłe rozpamiętywanie, niepewność, panikę, niską samoocenę, zaburzenia odżywiania, depresję i różne inne choroby”.

Nie dość, że obwodom grozi zwarcie, trzeba jeszcze mierzyć się z poczuciem bycia odmieńcem. Z lękiem przed konfrontacją z tymi, którzy dużo lepiej radzą sobie w tym świecie. Z ich uniesionymi brwiami i tym nieznośnym „a co, przeszkadza?”. Federica Bosco podsumowuje rzecz tak: „To trochę, jakby zobaczyć Jane Austen w krynolinie i z parasolką, pogrążoną w delikatnych i szlachetnych myślach, jak wsiada do drugiej linii rzymskiego metra w godzinie szczytu, a zewsząd naciera na nią przepychający się łokciami tłum, pokrzykujący: »Weź się przesuń!«”.

Test hiperwrażliwości Federiki Bosco

  • Od dzieciństwa rodzice albo nauczyciele uważali cię za dziecko wrażliwe albo nieśmiałe, a ty czułeś się inny niż rówieśnicy – nie na miejscu, nieakceptowany.
  • Wyczuwasz wokół siebie drobne sprawy: nastroje, spojrzenia, niedopowiedzenia. Zdarza ci się wejść gdzieś, gdzie nikogo nie znasz, i od razu poczuć, że coś jest nie tak. Jakby wewnętrzny radar pozwalał ci wychwytywać stan ducha innych osób i angażować się w niego – do tego stopnia, że stan ten ci się udziela.
  • Masz bogate, złożone życie wewnętrzne: pociąga cię wszystko, co ma wymiar „duchowy”, wciąż poszukujesz harmonii i określasz siebie jako osobę twórczą, pełną fantazji. Często słyszysz, że masz jej za dużo albo że żyjesz z głową w chmurach.
  • Głęboko dotyka cię sztuka, muzyka, wzruszasz się na widok piękna – obrazu, tańca, filmu.
  • Jesteś bardzo wrażliwy na ból fizyczny i psychiczny, twój i innych ludzi.
  • Są dni, kiedy czujesz się tak wyczerpany, że musisz zostać w łóżku albo ciemnym pokoju, żeby być sam ze sobą. Hałas, światło, jakikolwiek zewnętrzny bodziec są dla ciebie w takich chwilach nie do zniesienia.
  • Środki pobudzające i kofeina działają na ciebie szczególnie silnie.
  • Jak ognia unikasz koncertów, wielkich imprez, gwarnych lokali. Pośród zamętu czujesz jednocześnie pobudzenie i wyobcowanie, jakbyś był w bańce.
  • Jesteś perfekcjonistą, nie znosisz się mylić i bardzo cię ranią wszelkie upomnienia. Trochę dlatego, że jesteś drażliwy, ale też dlatego, że – nie mogąc się obronić, jak chciałbyś – odczuwasz silną frustrację, a czasem wstyd.
  • Łatwo się przerażasz i długo pozostajesz wstrząśnięty.
  • Denerwujesz się, kiedy musisz w krótkim czasie zrobić wiele rzeczy: czujesz się zagubiony, przytłoczony, chciałbyś uciec.
  • Kiedy widzisz kogoś, kto czuje się nieswojo, od razu wiesz, co robić, by poczuł się lepiej. Jesteś znakomitym słuchaczem, zawsze wiesz, czego potrzebuje rozmówca. Potrafisz zaopiekować się innymi lepiej niż samym sobą.
  • Gdy czujesz silny głód, łatwo się irytujesz, tracisz koncentrację.
  • Zmiany mącą twoją równowagę: przeprowadzka, koniec związku, zwolnienie z pracy czy wyjazd są wydarzeniami wywołującymi silny stres.

?>