Na czym polega bycie odważnym? Wyjaśnia Tomasz Sobierajski

Odwagi nie można wartościować. Każdy z nas jest inny - w danej chwili jednego stać na więcej, drugiego na mniej, a u jeszcze innego odwaga dopiero się rodzi. (Fot. iStock)

Choć kojarzona z największym poświeceniem, odwaga wcale nie musi oznaczać narażania życia lub zdrowia. Na czym może polegać bycie odważnym i dlaczego rozmowa z najbliższymi jest pierwszym etapem w rozwijaniu takiej postawy? – odpowiada socjolog Tomasz Sobierajski.

Odwaga wiąże się mocno z charakterem, który z punktu widzenia neuropsychologii kształtuje się w okresie rozwojowym, do około 20-25 roku życia. Ale przecież wtedy dopiero zaczynamy świadomie dokonywać wyborów związanych z zaangażowaniem społecznym. Jak więc możemy socjalizować się do bycia odważnymi jako dorośli ludzie?
W pierwszych latach życia najbardziej istotne jest środowisko rodzinne, ale z czasem, zgodnie z regułami socjalizacji, dużo ważniejsza staje się grupa rówieśnicza. To moment, w którym wartości wyniesione z domu konfrontowane są z tym, co proponują nam inni, czyli niemal każda z osób, którą spotykamy na drodze naszego dorosłego życia. Dziś już wiemy, że doświadczenie dzieciństwa nie musi determinować naszej przyszłości, ponieważ wpływ ludzi, z którymi spotykamy się później, może być naprawdę bardzo silny i zupełnie odwrócić naszą hierarchię wartości, nasze postrzeganie świata, również w zakresie odwagi. Na to, czy i jak odważni będziemy, składają się więc doświadczenia, obserwacje zachowań innych, wychowanie w domu, a także cechy charakteru. Odwaga jest więc tak różna, jak rożny jest każdy z nas.

Czym dla ciebie jako socjologa jest odwaga?
W moim odczuciu to samodzielność w myśleniu i dojrzałość. Ważne jest, by odróżnić odwagę od brawury, ponieważ dla kogoś odwagą będzie skakanie na główkę do wody, nie wiedząc, co jest na dnie, albo ściganie się samochodem, a w rzeczywistości jest to brawura ewoluująca w kierunku głupoty. Za to odważne jest rozsądne i dojrzałe podejmowanie decyzji – za siebie i za innych. Bo czy będzie aktem odwagi powiedzenie szefowi, że jest podły, skoro w efekcie tego stracę pracę i odbiorę rodzinie środki na utrzymanie? Czy to sprawi, że szef się zmieni, gdy mnie już w tej pracy nie będzie? Choć w momencie podejmowania decyzji działamy niekiedy bardzo emocjonalnie, to ważny jest także element racjonalności – oba te obszary muszą współdziałać.

Przywołałeś grupę rówieśniczą, a właściwie środowisko, bo nie sam wiek jest tu najważniejszy – czy wpływ takiej grupy to proces, który może przebiegać przez całe życia? Z wiekiem jesteśmy bardziej elastyczni, czy właśnie mniej skłonni do ulegania wpływom środowiska?
To jest kwestia osobnicza, różni ludzie w różny sposób funkcjonują w świecie, ale ważnym elementem – poza chęcią oczywiście – jest umiejętność uczenia się i poznawania świata. Grupa rówieśnicza będzie bowiem miała na nas wpływ tylko wtedy, jeśli będziemy gotowi czegoś od niej się nauczyć, wyciągać wnioski z obserwacji czy zauważyć, że pewne zasady w grupie są uczciwe albo nieuczciwe, dobre albo złe dla nas. A to wymaga umiejętności i refleksji. Bo oczywiście można pewne rzeczy zaczerpnięte z grupy naśladować i przyjmować jako swoje, a faktycznie nie być z nimi w zgodzie. Jeśli jednak otaczamy się ludźmi wartościowymi, to w każdym wieku możemy się od nich czegoś nauczyć, co często widać po relacjach, które nawiązują osoby z rożnych pokoleń niebędące rodziną. Wiele badań potwierdza, że np. starsi zyskują wtedy na spontaniczności, a młodsi nabierają większego dystansu do rzeczy, które przemijają. Jeśli chodzi o naukę, nie ma tu ograniczeń wiekowych, są tylko nasze chęci i otwartość na poznanie.

Mówisz o wpływie grupy, czy to oznacza, że w tłumie łatwiej jest też być odważnym? Ludzie po latach przyznają się, że wzięli udział w czymś, na co samodzielnie by się nie porwali, ale grupa wyzwoliła w nich odwagę.
Z perspektywy psychologii tłumu warto zadać pytanie: czy tłum popycha nas do brawury albo głupoty czy odwagi? Bo przecież wskutek działania tłumu, poczucia anonimowości i pozornego bezpieczeństwa mogą się w nas wyzwolić rzeczy szlachetne, ale także małostkowe czy wręcz złe… Jeżeli ktoś będzie miał tak zwaną odwagę pobić innego człowieka, bo stało za nim i dopingowało go 20 innych osób, to trudno powiedzieć, że był to wyraz odwagi. Raczej głupoty wzmocnionej przez wsparcie grupy. Wracam do tego, że odwaga związana jest z samodzielnym myśleniem i podejmowaniem decyzji nie pod wpływem tłumu, tylko na podstawie moich zasad i wartości. Odwaga jest autonomiczna i zazwyczaj – w przeciwieństwie do bezosobowego tłumu – ma konkretną, jednostkową twarz.

Na ile wpajane nam wzorce, autorytety, bohaterowie, o których się uczymy w szkole albo czytamy książki – mogą faktycznie kształtować naszą odwagę?
Czasem w badaniach sondażowych pyta się Polaków o autorytety. Respondenci na wyścigi wymieniają wtedy wielkie nazwiska żyjących i nieżyjących osób, których nigdy nie spotkali. Moim zdaniem takie „papierowe” autorytety nie mają na nas wielkiego wpływu. Polecam szukać ich wśród osób, z którymi mamy bezpośredni kontakt, z którymi możemy porozmawiać, zrozumieć ich motywacje, poznać świat wartości – zaobserwować je w momentach chwały i porażki. To, jak osoba, która jest dla nas wzorem, radzi sobie z trudną
sytuacją, może być dla nas nauką odwagi. Dla mnie, w chwili, w której rozmawiamy, największymi nauczycielami odwagi są dwaj przyjaciele. Artur Nowak-Gocławski, zacny filantrop, swoimi działaniami uczy mnie, że biznes może być etyczny. A Filip Cembala, wspaniały aktor, swoją postawą pokazuje mi, że uważność i wrażliwość na świat są przejawem wielkiej siły. Od obu uczę się odwagi mówienia o rzeczach ważnych, choć dla większości niewygodnych, zmieniam swoje myślenie i staje się – pod ich wpływem – lepszym człowiekiem.

Zatem kontakt z osobą, którą podziwiamy, i obserwowanie, jak zachowuje się na co dzień, to metoda na kształtowanie odwagi w życiu dojrzałym. W jakichś jeszcze innych okolicznościach możemy ćwiczyć taką postawę?
Jeśli mówimy o odwadze, to w głowie pojawiają nam się zazwyczaj wielkie hasła, bo kojarzymy ją z oddaniem życia za kogoś lub za jakąś idee. Sądzę jednak, że to słowo warto odczarować, bo każdy jest odważny na swoją miarę. Odwagą może więc być także wstawienie się za kimś obrażanym w tramwaju albo zaprotestowanie wobec tego, jak dana grupa traktuje słabszego. Odważnych działań nie można w żaden sposób wartościować. Kogoś w danej chwili stać na więcej, kogoś na mniej, a u jeszcze innego być może ta odwaga dopiero się rodzi. To kwestia osobnicza: jeden jest odważny w spektakularny sposób, a inny po cichu, drobnymi krokami. Kształtowanie odwagi warto zacząć od siebie i od najbliższych. Jeżeli nie będziemy mieli odwagi do tego, żeby porozmawiać szczerze ze swoimi bliskimi, żeby odpowiedzieć dzieciom na trudne pytania albo wspólnie z partnerem czy partnerką zastanowić się nad przyszłością związku – to nie pójdziemy ani kroku dalej, nawet jeśli będzie nas stać na spektakularne czyny.

Czyli może być tak, że ileś razy się wahamy, a w końcu zdobędziemy się na jakiś akt odwagi?
Kształtowanie odwagi jest jak budowanie konstrukcji. Dokładasz po kolei cegiełki i w końcu powstaje budowla. Takimi cegiełkami może być to, o czym już mówiliśmy, czyli zdobywanie wiedzy. I nie chodzi wcale albo tylko o wiedzę akademicką, bardziej o refleksyjność życiową, sumę doświadczeń, które pozwalają nam rozpoznać, co jest odwagą, a co nią nie jest. Warto też wspomnieć o tych, którzy czasem nie mają odwagi. Widocznie w danej chwili nie potrafią inaczej zareagować. Każdy z nas jest inny, w odmienny sposób do pewnych rzeczy podchodzi, ma inne demony w głowie. Uważam, że nikogo nie można zmuszać do bycia odważnym. Odwaga jest samodzielną decyzją i wyrazem naszego samostanowienia.