Nauka emaptii – czy dorosły może nauczyć się współodczuwania?

W związku warto zrobić hierarchię potrzeb (Fot. iStock)
W związku warto zrobić hierarchię potrzeb (Fot. iStock)

Jak nauczyć go empatii? Albo tego, by pamiętał o wspólnych rocznicach, nie spóźniał się, był mniej flegmatyczny? Częściej mówił, że kocha? Da się w ogóle wychować dorosłego człowieka, nauczyć go? Jak zmieniać się dzięki ukochanej osobie, jednocześnie pozostając sobą? Wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Miller

Czy my się od siebie uczymy w związkach, czy pozostajemy tacy sami?
Myślę, że na to pytanie są dwie odpowiedzi, a może nawet trzy. Jedna to: „Oczywiście, że się uczymy”, druga: „Nie, w ogóle”, a trzecia jest trochę pośrodku. Czyli niektórzy ludzie szalenie dużo uczą się od partnerów, powiedziałabym, że związki wyprowadzają ich na prostą, inni w ogóle się nie zmieniają, a jeszcze inni trochę się zmieniają, a trochę nie.

I od czego zależy, do której kategorii się zaliczamy? Naszej otwartości na doznania i drugiego człowieka?
Od otwartości przede wszystkim, ale też od zasobów i od tego, czy nasza historia życia nauczyła nas korzystać z doświadczeń. Ale też, jeśli jesteśmy w parze i wiemy w dodatku, że jest to para na długo, to zwyczajnie trzeba się nauczyć znosić pewne rzeczy, których nie lubimy. Zobacz, jak to uczy cierpliwości, i to dość brutalnie. Uczy też tolerancji, pokory i zgody na to, że druga osoba jest, jaka jest. Czyli z racji tego, że niektóre rzeczy nam się w niej podobają, powinniśmy też zaakceptować te, które idą z nimi w pakiecie. Możemy wściekać się, mieć pretensje do losu, tej osoby i siebie, że kogoś takiego wybraliśmy, ale coś z tym musimy zrobić. Bo to nie znika.

Jest wiele nurtów pracy terapeutycznej, które mówią, że wszystkie nasze problemy powstają w relacjach, dlatego tylko w relacjach mogą być naprawione.
Ale to mogą być zarówno relacje z samym sobą, jakąś siłą wyższą, którą uznajemy, albo na przykład z przyrodą – niekoniecznie z drugim człowiekiem.

Czy to znaczy, że dobra relacja może pomóc nam przepracować zło, jakiego zaznaliśmy w innych?
Zawsze powtarzam taką rzecz: „Ludzie cię skrzywdzili i tylko ludzie w terapii ci pomogą”. Tamci nie dali uwagi, posłuchu, czasu, a teraz to wszystko dostaniesz. I to cię uleczy. Jeśli więc w parze, która się kocha, występuje cierpliwość wobec siebie, rodzaj zrozumienia, który przekracza tę drażliwość na zasadzie „Jezus Maria, co ona wyprawia?”, to bardzo to leczy. Człowiek może się poczuć bezpiecznie, może być swobodny, ma czas, aby popracować nad sobą, jeśli zechce. Bo na przykład partner czy partnerka mówią: „Nie podoba mi się, że się spóźniasz” albo: „Nie lubię, kiedy wychodzisz w połowie rozmowy” czy: „Nie lubię twojej flegmatyczności”, jednak zaraz potem dodają: „No, ale zrobisz z tym, co zechcesz i co możesz”. I to jest komunikat podany w uczciwy sposób, niemanipulacyjny. O ile nie bardzo można coś poradzić na flegmatyczność, która jest cechą wrodzoną, o tyle na spóźnianie są już sposoby.

I tu pojawia się odwieczne pytanie: czy można zmienić drugą osobę?
Albo jeszcze bardziej odwieczne: czy można przerobić faceta? Słowo „przerobić” jest straszne i okrutne, bo jest w nim niezgoda na czyjąś specyficzność. Skoro chcesz kogoś przerabiać, lepiej wziąć sobie od razu kogoś, kto ma to, co ci się podoba. Inne słowa, które zwykle stosuje się w tym kontekście, to „urabiać”, „wychowywać”…

Dorosłą osobę da się wychować?
Każdy z nas został wychowany już dawno temu. To po pierwsze. Czy można wychować go na nowo? Tu wrócę do mojej pierwszej odpowiedzi: i tak, i nie, i pośrodku. Jeżeli ludzie się kochają i facet jest przejęty tym, że jest z kobietą, której pragnął, o której marzył i którą zdobył – to bardzo dużo dla niej zrobi. I to każda babka ma wiedzieć. Bo jeżeli jest to początek relacji, to ona powinna się ogarnąć, zamiast gapić rozmaślonymi oczami. Choć w sumie niech się i gapi, tylko poza tym ułoży sobie w głowie to, czego ona chce od niego, co dla niej naprawdę ważne. I to trzeba już na samym początku wprowadzić w życie.

Na przykład, jeśli ona chce, żeby on robił jej herbatę czy chodził z nią w różne miejsca – niech mu to powie: „chcę, żebyś….”, „byłoby mi bardzo miło, gdybyś…”. Jeśli kilka razy tak zrobi, są szanse, że wejdzie mu to zwyczajnie w nawyk. Oczywiście chętniej będzie to robił na początku, potem już mniej chętnie, ale jeśli będzie wiedział, że to są jej priorytety, to na zawsze będzie mu się to z nią kojarzyć. Będzie mógł sobie powiedzieć: „Moja Basia lubi, wymaga, potrzebuje… i jest mi wdzięczna, kiedy ja jej to robię i daję”. Bo należy być wdzięczną – dziękować i się zachwycać.

W taki sam sposób – metodą kar i nagród – uczy się małego chłopca czy małego pieska. Gdzie karą jest na przykład: „nie podoba mi się”, a nagrodą: „bardzo mi się podoba”. Tak też często uczymy sami siebie nowych nawyków i zwyczajów. Nasz mózg uwielbia nagrody, podobnie jak nasze Wewnętrzne Dziecko. Dlatego obiecujemy sobie, że kiedy to i to zrobimy, to gdzieś sobie wyjedziemy albo coś miłego sobie zorganizujemy.

I tak samo można zachowywać się w stosunku do kochanej osoby?
Właśnie. Bardzo mi się podoba taka metoda Hellingerowska, że jeśli twój partner zrobi ci coś złego, to musisz mu to wyrównać o ton mniej, a jeśli zrobi ci coś dobrego, musisz mu to wyrównać o ton wyżej. Tym sposobem ludzie mogą sobie dawać coraz więcej. Nie ciągną siebie w dół, wprost przeciwnie – rosną. Tylko do tego trzeba świadomości, którą nie wszyscy dysponują, i dobrej woli, o którą często trudno.

Lubię także koncepcję pięciu języków miłości. Zakłada ona, że różne osoby okazują miłość w różny sposób i w różny sposób ją lubią przyjmować. Mogą to być słowa uznania, docenienia. Mogą to być drobne przysługi, gesty, działanie na rzecz drugiej osoby. Mogą to być prezenty czy różne znaczące przedmioty. Czwarty język miłości wyraża się poprzez wartościowy czas spędzany razem, a piąty poprzez dotyk. Jeśli więc partnerka jest łasa na słowa, a tymczasem dostaje w darze pokonanego smoka, to tylko machnie na niego ręką. „Poszedł walczyć dla mnie, ale po co? Skoro wolałabym, by mi po prostu powiedział coś miłego”. Warto wiedzieć, jaki jest nasz język miłości.

Warto wiedzieć i jak najwcześniej informować partnera o swoich potrzebach i pragnieniach.
Dokładnie tak – i wysłuchać też tego, czego on pragnie i potrzebuje. Myślę, że w ogóle warto mieć taką listę przygotowaną zawczasu, wiedzieć, co lubię, a czego nie, czego nie toleruję, a na co się godzę. Co chcę dostawać, a co mogę dać. Gdzie mam sztywne granice, a gdzie jestem otwarta, czyli wprawdzie nigdy tego jeszcze nie robiłam, ale mogę spróbować.

A jeśli nie wszystkie potrzeby będą zaspokojone?
Na pewno nie dostaniemy wszystkiego, zróbmy więc hierarchię wartości. Które rzeczy są niezbywalne, a które możemy odpuścić, bo bez nich da się wyżyć. Na przykład niektórzy ludzie są w stanie wytrzymać bez seksu, a inni za nic. Są tacy, co mogą żyć bez dużych pieniędzy, a dla innych to jest priorytet. Jedni mogą co roku jeździć pod namiot na wakacje, inni chcą hoteli o coraz wyższym standardzie. Ciężko wtedy gdzieś wspólnie wyjechać.

Warto zrobić hierarchię potrzeb, ale i ich rangę, czyli ustalić, które na co da się zamienić. Na przykład babka mówi, że jej najważniejszą potrzebą jest czuć się kochaną. Ale co to znaczy? Ma sobie to wypisać. Czyli na przykład, żeby on jej mówił, że kocha. A jeśli nie będzie mówił, tylko będzie coś robił, to co to takiego miałoby być, by ona czuła się kochana? Na przykład, żeby pamiętał o ich rocznicach. A co jeśli nie będzie pamiętał? Czy ona jest skłonna mu to wybaczyć i przypomnieć na dwa dni przed? Mnie na przykład to wisi, bo pamiętanie o ważnych datach nie jest na mojej liście wysoko. Natomiast ważne jest, żebym mogła z nim porozmawiać o różnych rzeczach z obszaru kultury – i jeśli to jest niemożliwe, to taki związek w moim przypadku nie wchodzi w grę.

Pewnie najlepiej to wiedzieć, zanim wejdziemy w jakikolwiek związek.
Jakikolwiek – nie. Przecież na krótki czas nie potrzebuję wcale intelektualisty. Czasem wręcz to przeszkadza. Ale mam to wiedzieć – że z tym panem nie będę sobie układała całego życia, a przynajmniej jego dużego kawałka. Do romansu potrzeba zupełnie czego innego.

Kobiety często pytają, czy mężczyzn można zachęcić do wyrażania własnych stanów emocjonalnych i nauczyć empatii, czyli wczuwania się w emocje innych.
Oj, to bardzo trudne, dlatego że wyrażanie emocji jest przez patriarchalną kulturę głęboko w mężczyznach duszone. No, chyba że mieli szczęście wychowywać się w kobiecym domu, otoczeni przez siostry i matkę – wtedy łatwiej im o emocjach mówić i je okazywać. Większość facetów jednak nie będzie tego robiła, po prostu. Ja myślę, że dziewczyny wysyłają swoje marzenie nie w tę stronę, co trzeba.
Chcesz pogadać o emocjach, masz od tego przyjaciółkę albo przyjaciela geja, jeśli już uprzesz się na faceta. Poza tym empatia zakłada umiejętność spojrzenia na drugą osobę jako na równie ważną, ale też odrębną i mogącą mieć obecnie zupełnie inne potrzeby niż ja. Często oczekujemy empatii, a same sobie jej nie dajemy albo nie okazujemy jej innym ludziom. Jeśli kobieta mówi: „On nie jest empatyczny”, ale sama nie ma bliskich przyjaciółek, to zawsze pytam: kto tu jest mało empatyczny? Ona nie buduje bliskich relacji z innymi, a oczekuje, że wszystko dostanie od faceta.

Czasem też, zamiast poznać prawdziwą przyczynę tego, że on czegoś nie zrobił, wiemy lepiej: „zapomniał”, „nie chciało mu się”, „w ogóle mu nie zależy”. A może był zmęczony? Zamiast przyjmować z góry jeden scenariusz, ćwiczmy się w szukaniu innych.
Żebyś tylko umiała być różnorodna, żebyś nie szła zawsze w tę samą stronę, bo wtedy wydeptujesz taki ślad, jak ludzie, którzy na skróty przechodzą przez trawnik. Na tej samej zasadzie działa nasz jeden pomysł na wszystko.

Czytałam o radzie, jaką dostał początkujący terapeuta na temat tego, co
radzić ludziom, kiedy nie wiadomo jeszcze, gdzie leży źródło ich
problemu.„Powiedz,by następnym razem w podobnej sytuacji postąpili inaczej”
– powiedział starszy kolega.
Bardzo dobra rada. Jest też takie określenie „zmienić kanał”, czyli jeśli do tej pory leżałeś – wstań, jeśli stałeś – zacznij iść, jeśli mówiłeś – zamilknij. Zobaczysz, co się wtedy stanie.
A z facetem co zrobić? No cóż, jeśli widzimy, że jest kompletnie niewyuczalny, czyli ma bardzo silne nawyki i przyzwyczajenia, to pytanie brzmi: czy ty to wytrzymasz i zaakceptujesz?

Ale mężczyźni z nami też mają trudno.
Ależ oczywiście. Dlatego warto czasem otworzyć się na to, co oni proponują. Nie chcesz chodzić z nim co niedziela do jego mamy? Wybierz się na wystawę samochodów albo wycieczkę rowerową, jeśli wiesz, że mu na tym zależy. Albo mu w czymś pomóż, poświęcić mu swój czas. Tylko też pamiętaj, żeby nie dawać za dużo – my, kobiety, mamy do tego tendencję. Po prostu zrób od czasu do czasu coś, o czym wiesz, że jest dla niego ważne.

Czyli co: bądźmy na siebie otwarci, uczmy się od siebie nawzajem, nie trzymajmy się swoich przyzwyczajeń jak jakieś konserwy, ale też przestrzegajmy własnych określonych zasad?
O to, to. Kluczem jest być jednocześnie otwartym, jak i trzymać się swojego. Jak zawsze jedność przeciwieństw, Lord Paradoks.